szeroka

GALERIA

galeria

HISTORIA SOŁECTWA

Zawiłe początki dziejów Szerokiej

Dokumenty z wieży kościelnej

Człowiek legenda

Zeznania wasalów

Szeroka - wiek XX

Ocalić od zapomnienia - część XI

Ocalić od zapomnienia - część X

Ocalić od zapomnienia - cześć IX

Ocalić od zapomnienia - część VIII

Kultura w Szerokiej od zarania dziejów.

Ocalić od zapomnienia - część VII

Ocalić od zapomnienia - część VI

Ocalić od zapomnienia - część V

Ocalić od zapomnienia - część IV

Ocalić od zapomnienia - część III

Ocalić od zapomnienia - część II

Ocalić od zapomnienia - część I

W 45 rocznicę ukończenia szkoły

Szeroka w wieku XIX

Juliusz Roger lekarz i miłośnik polskich pieśni na Śląsku

Wiek XVIII w Szerokiej

Życie szeroczan w XVII wieku

Historia Ludowego Klubu Sportowego ŻAR SZEROKA - część druga

Historia Ludowego Klubu Sportowego ŻAR SZEROKA - część pierwsza

Rodzina Hermanów z Szerokiej

Wyzwolenie Szerokiej

Szerockie Drzewo Wolności

Misje parafialne w Szerokiej

Powrót utopka na Ławczok

Monika Lamża ( 1921 - 2011) - wspomnienie pośmiertne

Szeroccy księża część trzecia

Jak żyli szeroczanie w wieku XV i XVI

Szeroccy księża część druga

Szeroccy księża część pierwsza

11 listopada nasze święto narodowe

Spór o granicę między Szeroką a Gogołową, czyli jak doszło do zmniejszenia obszaru Szerokiej

Pani Waleria - pierwsza nauczycielka - szeroczanka

Kalendarium Szerokiej

Pamiętna rocznica wydarzeń sprzed 30 laty w Szerokiej

Życie szeroczan w wiekach XIII i XIV w świetle dokumentów

Zawiłe początki dziejów Szerokiej

Autorzy książek o Szerokiej: Alfons Nowack i Ludwik Musioł mieli nie lada problem z przedstawieniem początków Szerokiej. Problemu tego nie mieli natomiast historycy niemieccy. Ci ostatni uważają, że pierwsi mieszkańcy tej miejscowości to Niemcy, którzy tu przybyli w XIII w. i pierwotną puszczę zamienili w pola uprawne. Według nich nazwa Szeroka oznaczała tylko szeroki, prawie równinny teren, a nie osadę.

Poniżej podaję wersję początków Szerokiej napisaną na podstawie dokumentów i podań. Na takich podstawach znamy przecież także początki naszego kraju, który zaczął się tworzyć w czasach powszechnej nieznajomości pisma, tak samo jak Szeroka.

Pierwsze dwie zapisane wzmianki o Szerokiej pochodzą z około 1300 roku. Z jednej dowiadujmy się, że Szeroka i Gogołowa posiadają 54 łany, a druga podaje, że kapelan księcia raciborskiego, Adam, był w 1299 r. proboszczem w Szerokiej. Zatem istniał tutaj już wtedy kościół, prawdopodobnie już pod wezwaniem Wszystkich Świętych. Podanie ludowe przekazywane z pokolenia na pokolenie, a zanotowane przez A. Nowacka głosi o kościele usytuowanym przy granicy z Gogołową. Do dziś w pobliżu tego miejsca pole jest nazywane Grzebełkiem, mogące oznaczać dawny cmentarz. Gogołowa i Szeroka w swoich początkach stanowiły jeden organizm gospodarczy i parafialny. Ale od kiedy? Tego nie wiemy, ale niektórzy historycy twierdzą, że bardzo stare kościoły pw. Wszystkich Świętych zbudowano w miejscu dawnego kultu pogańskiego. Wtedy wielość bóstw zamieniono na Wszystkich Świętych.

Pierwsi mieszkańcy tutejszych osad pochodzili z plemienia Gołęszyców. Byli nimi przypuszczalnie rozproszeni przez różne wrogie najazdy mieszkańcy najbliższych podgrodzi, może spod Lubomi? Zatrzymali się w Szerokiej, widząc wokoło bujną roślinność, co zapowiadało urodzajną ziemię. Jedni zatrzymali się w Gogołowej, drudzy zaraz obok w Szerokiej. Najprawdopodobniej przyjęli chrzest najpierw w obrządku wschodnim, bo obszar obecnego Górnego Śląska należał wtedy do księcia morawskiego, który taki obrządek wprowadził w swoim kraju. Stało się to więc jeszcze przed chrztem Polski.

Pierwsi mieszkańcy prowadzili gospodarkę żarową. Wypalali lasy, by uzyskać rolę pod zasiew ziarna. Gospodarzyli do 1241 r. Wtedy na tutejszą okolicę najechała horda Mongołów - Tatarów, niszcząc wszystko i niemal wszystkich po drodze, zostawiając opustoszone wsie. Przetrwali tylko nieliczni, niemogący zagospodarować połaci pól, które zaczęły na nowo porastać lasem. Ówczesne lasy nie dawały księciu wystarczających dochodów. Mógł je tylko uzyskać z czynszu z uprawianych pól, a w jego księstwie brakowało ludzi. Zatem sprowadził kolonistów z przeludnionych wiosek niemieckich. Do Szerokiej przybyli rolnicy z Hesji. Przeważali mężczyźni, z Tymoteuszem na czele. Od jego imienia swoją osadę nazwali Timmendorf. Osiedlili się na prawie zachodnim, otrzymując każdy po jednym łanie; sołtys otrzymał kilka łanów. W środku wsi jeden łan zostawiono dla proboszcza. Na nim wybudowali swój pierwszy kościółek. W Szerokiej, przypuszczać należy, stały wówczas dwa kościoły. Tak twierdzi w monografii Szerokiej Ludwik Musioł. Jeden z nich został spalony przez husytów w latach 1430-1433, ale chyba został wnet odbudowany, bo w rejestrze świętopietrza z 1447 roku figurują dwie parafie identyfikowane z Szeroką: Timsdorf (Timmendorf) i Bestimdorf ( wieś starsza – gorsza Szeroka). Pierwsza odnosi się do parafii założonej przez kolonistów niemieckich, druga do starej parafii obejmującej dawnych szeroczan i gogołowian. Timsdorf płacił o połowę mniej świętopietrza niż Bestimdorf.

Pozostaje jeszcze pytanie, kiedy odłączyła się Gogołowa od Szerokiej? Administracyjnie około 1410 r. Wtedy książę raciborski Jan II wydzielił dla swej małżonki Heleny Korybutówny ziemię pszczyńską. Granica między tą ziemią a pozostałym księstwem raciborskim przebiegała między Szeroką a Gogołową. Gogołowa pozostała w księstwie, a Szeroka została wcielona do ziemi pszczyńskiej. O tę granicę sto lat później zaczęły się toczyć spory, bo nowy właściciel Gogołowej, Wawrzyniec Skrzyszowski vel Boryński, wytyczył bezprawnie nową granicę, niekorzystną dla Szerokiej i pana na Pszczynie.

Nie wiadomo natomiast, kiedy Gogołowa przyłączyła się do parafii w Połomi. Ludwik Musioł podaje rok 1640, gdyż wtedy przyłączono Szeroką do parafii krzyżowickiej i wierni z Gogołowej mieliby do kościoła dalej niż do Połomi. Ale mogli się odłączyć już wcześniej, gdy budowano w Szerokiej, w środku wsi nowy kościół w 1520 r., w czasie trwającego sporu o granicę między wioskami. Wiadomo z dokumentów, że drewno na ten kościół pozyskano z lasu sołtysa szerockiego, znajdującego się blisko kościoła zbudowanego przy granicy, już bardzo zniszczonego. W przekazie ustnym zachowało się następujące podanie: „Drzewo na nowy kościół ścinali i okorowali szeroczanie wspólnie z gogołowianami. Gogołowianie chcieli, by nowy kościół stanął znowu na granicy wiosek, szeroczanie, którzy przez lata wymieszali się z kolonistami niemieckimi zapragnęli mieć nowy kościół bliżej dla siebie. Czując się poszkodowani w sporze granicznym postawili na swoim i pod osłoną nocy przewieźli gotowe bale na wzgórze w środku wsi. Gogołowianom powiedzieli, że to kogut przeniósł drewno pod swoimi skrzydłami”. Przypuszczalnie wtedy gogołowianie pogniewali się na szeroczan i zaczęli uczęszczać do kościoła w Połomi. Dokumenty odnoszące się do budowy nowego, jeszcze drewnianego kościoła na wzgórzu w środku Szerokiej nie wspominają, by gogołowanie pomagali przy budowie tej świątyni.

 

Literatura:

- Ludwik Musioł, Szeroka – monografia historyczna, opracowanie źródłowe 1954 (maszynopis)

- Alfons Nowack, Historia parafii wiejskich Archprezbiteratu Żory na Górnym Śląsku 1912. Przełożył z niemieckiego Mieczysław Kula, 2011

- Kronika Rybnika na Górnym Śląsku wydana przez Związkową Grupę Ziomkostwa Rybnik, 1969. Przełożył z niemieckiego Mieczysław Kula, Rybnik-Boguszowice 2013

Opracowała Helena Białecka

Dokumenty kościelne

 Ciekawe dokumenty z bambuły wieży szerockiego kościoła

Od dawna starano się znaleźć miejsce, w którym bezpiecznie i na długie lata można by było przechować dla potomnych wiadomości związane z wydarzeniami parafii i kościoła. Musiało to być miejsce niedostępne dla ludzi niepowołanych, szczególnie w czasie wojen, które wybuchały nader często, czy podczas napadów rabunkowych. W czasie wojny 30-letniej kościół szerocki, wtedy jeszcze drewniany, został dwukrotnie ograbiony, raz przez żołnierzy, a drugi raz przez zbójnika Klimczoka. Uznano, że takim miejscem może być wieża kościelna. Jak wieść niesie, takie dokumenty skrywano w wieżach wielu kościołów, np.w kościele M.B. Bolesnej w Rybniku, w kościele Mariackim w Krakowie i w kościele w Lubece w Niemczech.

W wieży szerockiego kościoła, konkretnie w jego małej bambule pod krzyżem, takie zapiski umieszczono już w 1804 roku, w czasach kiedy Śląsk, a więc i Szeroka były w granicach państwa pruskiego za panowania króla Fryderyka III Hohenzolerna i kiedy Szeroka parafialnie podlegała pod Krzyżowice. Ciekawostką jest i to, że oprócz dokumentów znajdujących się w blaszanej skrzynce znaleziono monety z tamtych czasów. Podczas kolejnych remontów otwierano blaszaną skrzynkę i wkładano relacje z owych czasów i dokładano nowe monety będące w obiegu.

Zapiski były dokonywane co pewien czas, kiedy wieża kościelna wymagała remontu. Pisane są w języku niemieckim. Pierwsza notatka w języku polskim pojawiła się w 1925 roku.

Jednak najstarszy dokument dotyczący szerockiego murowanego kościoła pochodzący z roku 1797 został napisany w narzeczu morawskim i umieszczony we wnętrzu klepkowych drzwi do babińca, który odkryto dopiero przy likwidowaniu wspomnianych drzwi w końcu XX wieku.

Tekst z klepkowych drzwi

Te drzwi są wykonane w 1797 r. za proboszcza i fundatora tego kościoła Ignacego Skrzyszowskiegio z Krzyżowic. Kapelanem jest Paweł Kubaczek z Żor. Organistą jest Karol Duda z Wollacic, wójtem Jakub Winkler. Majstrem stolarskim, który wykonał te drzwi i drzwi do wieży tego kościoła jest Seweryn Czernohorski z Gołkowic.

Pierwsze zapiski z wieży kościelnej w Szerokiej z lat 1803 i 1804

(tłumaczenie z j. niem.)

Pszczyna, 24 czerwca 1803.

Została przeze mnie wykonana dla Krzyżowic miedziana bambuła wieżowa, która kosztowała wtedy 52 talary. Po roku wykonałem drugą podobną dla Szerokiej. Wtedy bambuła wieżowa kosztowała już zwyczajnie 64 talary. Nowy mistrz w miedzi (miedziarz) Józef Sohmer, syn Franciszka Sohmera miedziarza, ten, który bambułę wykonał.

Pszczyna, 13 sierpnia 1804.

Zażyczyłbym sobie od Wielebności jajka, gdybym przy nakładaniu bambuły wieżowej miał wolne miejsca, by nie stała za luźno. (Białko jajek stosowano jako kleju L.B.) Życzę Państwu z serca, by nakładanie bambuły wieżowej przebiegało szczęśliwiej niż krzyżowickiej. Pozostaję z życzeniem dobrego dnia.

Wasz usłużny Sohmer Pszczyna, 15 sierpnia 1804

(Na odwrocie drugiej kartki znajdował się poniższy adres)

Do Jego Wielebności

Pana Proboszcza Kobca (Kobec)

w Warszowicach 4.

Notatka dla potomnych z 1804

21 sierpnia 1804 roku wieża i Dom Boży o wysokiej spadzistości dachu został ukończony dzięki szanownemu ks. prob. Ignacemu Skrzyszowskiemu pod nadzorem szanownego ks. prob. z Warszowic Michała Kopcia i ówczesnego prob. Stanisława Kosmola i jego wikarego ks. Warwasa a szczególnie dzięki współudziałowi szerockiej gminy, która sama uzbierała 300 talarów Rzeszy, tj. 30 srebrnych groszy. Wieżę miedzianą blachą pokrył Jan Wrona.

Warto zaznaczyć, że przy budowie tego kościoła pomagały tylko dziewczęta, które pracowały jako pomocnice.

W czasach budowy kościoła organistą był Karol Duda. Ówczesnymi wójtami byli: Jakub Duda a później Jurek (Jorek L.B.) Michalik. Prowizorem kościelnym ( świeckim zarządcą majątkiem kościelnym L.B.) był Michał Szczypior.

Napisano w Szerokiej 21 sierpnia 1804 roku

 Po wznowieniu szerockiej parafii w roku 1860

(tłumaczenie z j. niemieckiego)

W Roku Pańskim 1861, w miesiącach lipcu i sierpniu, zostały pokryte na nowo wieże kościelne - duża i mała. Tak samo wykonano naprawę obu wież i dla większej wytrzymałości pomalowano zieloną farbą. Pracami tymi kierował podmajster Franciszek Pietzuch, w zastępstwie majstra ciesielskiego, z kilkoma cieślami, pod nadzorem mistrza ciesielskiego Ludwika Pietzucha, brata tego pierwszego, z Żor z Górnego Śląska.

W górze podmajster ciesielski zdjął z wieży gałkę, która została pomalowana na żółto. W niej znajdowała się miedziana skrzynka z czasu budowy kościoła w roku 1804, z notatkami dla potomnych oraz kilkoma mosiężnymi i srebrnymi austriackimi i pruskimi monetami obiegowymi. Przy ponownym nakładaniu nowo pomalowanej gałki (w 1861), na wieży została dodana notatka o naprawie, jak i niektóre obiegowe w tym czasie pruskie monety, mianowicie: moneta ceramiczna, srebrny grosz, srebrna moneta 6-fenigowa - inaczej pół srebrnego grosza i jedna moneta miedziana 3-fenigowa. Wszystko od wymownika Pustelnika z Szerokiej, żyjącego ze swego gospodarstwa i jeden stary polski pieniądz od miejscowego karczmarza Morawca. Wszystkie koszty związane z naprawą zostały pokryte przez kościelną kasę (ofiary parafian), przez ówczesnego proboszcza, przez patronackie władze - księcia pszczyńskiego Jana Henryka (Hochberga) i przez urząd biskupi, przy którym w tym czasie wikariuszem generalnym był Neukirch i przez biskupa, którzy obaj wyjednali pomoc wynoszącą ponad 500 courant (jeden courant = 2 markom w monecie obiegu L.B.).

W czasie prac remontowych kościoła Szeroka była od roku 1860 znów samodzielną parafią, jaką była 150 lat temu. Gmina własnym kosztem i bez pomocy patrona wykonała wszystkie remonty związane z budynkiem kościoła. Przy czym znacząco wyróżnił się wspomniany wyżej Jan Pustelnik, przez pieniądze i własny wkład pracy, co potomni wiedzieć powinni.

**************************

Przy czytaniu powyższych notatek, gdy kopuła na wieży znowu z powodu koniecznych napraw będzie zdjęta, wszyscy tu wspomniani proszą czytających o nabożne Ojcze nasz…za nich, o wieczną pamięć i wieczne światło od Najwyższego i aby oni wszyscy doczesne życie mieli pobłogosławione.

Przy reparacji tej świątyni byli zatrudnieni cieśle: Franciszek Pietzuch z Żor, Kuśka z Boguszowic oraz żorzanie Antoni Weseli, Józef Weleda, Karol Szustek i Jakub Schmidt. Prowizorem kościelnym był Mateusz Herman z Szerokiej. Budową kierował mistrz ciesielski Ludwik Pietzuch z Żor.

Wszyscy wymienieni pozdrawiamy kolegów po fachu, którzy przyjdą po nas i z serca życzymy im szczęścia. Gdy my już będziemy spoczywać w pokoju, prosimy o odmówienie za nas „Ojcze nasz…”.

Tak działo się w Szerokiej 8 sierpnia 1861 roku.

Poniżej fragment oryginalnego listu z wieży napisany po wznowieniu parafii szerockiej ręką pierwszego ks. proboszcza Jana Babtysty Kleinerta.


Tę notatkę ułożył i godnie napisał ks. Jan Baptysta Kleinert, w obecności nauczyciela i organisty Jana Ryszki i znaczących dla kościoła parafian Mateusza Hermana i Walentego Chrapcia.

Szeroka, 8 sierpnia 1861 roku

Przy czytaniu powyższych notatek, gdy kopuła na wieży znowu z powodu koniecznych napraw będzie zdjęta, wszyscy tu wspomniani proszą czytających o nabożne Ojcze nasz…za nich, o wieczną pamięć i wieczne światło od Najwyższego i aby oni wszyscy doczesne życie mieli pobłogosławione.

Przy reparacji tej świątyni byli zatrudnieni cieśle: Franciszek Pietzuch z Żor, Kuśka z Boguszowic oraz żorzanie Antoni Weseli, Józef Weleda, Karol Szustek i Jakub Schmidt. Prowizorem kościelnym był Mateusz Herman z Szerokiej. Budową kierował mistrz ciesielski Ludwik Pietzuch z Żor.

Wszyscy wymienieni pozdrawiamy kolegów po fachu, którzy przyjdą po nas i z serca życzymy im szczęścia. Gdy my już będziemy spoczywać w pokoju, prosimy o odmówienie za nas „Ojcze nasz…”.

Tak działo się w Szerokiej 8 sierpnia 1861 roku.

 

Autograf ks. proboszcza szerockiego Piotra Sierli z 1893 roku


Po przyłączeniu Śląska do Polski

Szeroka, dnia 7 września 1925 r.

Mimo chwilowego ciężkiego stanu gospodarczego cała parafia łożyła składki (na naprawę domu Bożego) z największą ofiarnością.

Przez kilka lat nasz kościół był elektrycznie oświetlony przez motory p. Lepszego, właściciela młyna. Naczelnikiem gminy jest Konstanty Karosek. Organistą i kierownikiem szkoły jest Erwin Hoffmann. Do zarządu kościelnego należą: Jonek i Matusz Ździebło, Marek Herman, Klemens Weisman i Michał Nowok.

Do 13 starych monet dodałem 1zł 15 i 12 groszy

Przy naprawie wieży w roku 1925 chcę nadmienić, iż Opatrzność Boska pokierowała losy naszego ukochanego Śląska tak, że większa część przypadła do Macierzy naszej, do Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej, więc już nie ma obawy, żeby nasz Ludek, który chwalił swego Stwórcę po polsku tak długo, jak nasz kościół stoi, był jeszcze kiedyś pogwałcony.

Niech Mu będzie cześć i chwała na wieki. Proboszcz, ks. Jan Menzler

Naprawa wieży przy kościele parafialnym w Szerokiej

po przyłączeniu Śląska do Polski

 

Kościół ten zbudowany został za czasów pruskich bez zarzutu, co do jakości pracy. W 1925 przystąpiono do odnowienia całej wieży, jak również krzyża i kuli po raz pierwszy przez polski zarząd, jak również polskich rzemieślników.

Pracę tę wykonywali Czesław Gorzelańczyk z Wrześni z Wielkopolski, pokrywacz Władysław Kocik z Wrześni z Wielkopolski, pokrywacz August Kaszowski – majster blacharski i dachowy z Kołomyi z Małopolski. Również przy naprawie wieży czynny był mistrz ciesielski Wincenty Krymiec z Warszowic.

Polecamy się łaskawemu wspomnieniu naszym następcom po fachu, którzy również będą przy tej wieży pracować i życzymy im, by mogli szczęśliwie wykonywać swą niebezpieczną pracę bez wypadku, ku chwale Boskiej i zadowoleniu całej parafii szerockiej.

Generalnym przedsiębiorcą jest budowniczy Jan Wowra z Pawłowic.

Ponieważ już z pewnością nie będziemy żyli, będzie nas jednak cieszyć fakt, gdy po raz drugi będzie słychać polskie słowo na czubku wieży kościelnej.

Podczas tej pracy były bardzo silne i nieprzyjemne wiatry. Kaszowski dodał do bambuły 20,10 i 2 gr polskie na pamiątkę.

W imieniu współpracowników August Kaszowski

Szeroka dnia 7 września 1925

Po drugiej wojnie światowej


Pokój Boży niech będzie z Wami

Szeroka dnia 6 września 1946

W dniu tym została odrestaurowana mała kopuła wieży kościelnej, którą zniszczono w chwili przechodzącego frontu w dniu 25 marca 1945 roku. Dzień ten pamiętny w dziejach Szerokiej chcę tu krótko opisać. Otóż po pięć i pół roku hańbiącej okupacji przez najeźdźcę Hitlera wkroczyły do Szerokiej wojska bolszewickie w ogromnej przewadze (nad wojskami niemieckimi), w Palmową Niedzielę i to właśnie w Święto Zwiastowania Najświętszej Panny Maryi. Ciężki opór, jaki stawiały wojska hitlerowskie nadchodzącym bolszewikom, sprawił że runęła na dół mała kopuła z krzyżem, będąc dotąd punktem obserwacyjnym dla wojsk hitlerowskich, które tu w Szerokiej stacjonowały od 27 stycznia aż do 25 marca 1945 roku. Został także uszkodzony kawał dachu od strony wieży kościelnej. (Skrzynkę z kopuły z dokumentami, która spadła na ziemię ze szczątkami wieży, znalazł i zaniósł do ks. Proboszcza Józef Białecki. L.B.)

W początkach maja tego samego roku uderzył piorun do drugiej części dachu kościelnego i pożar poważnie zniszczył dach, który na szczęście ocalał dzięki wysiłkom akcji ratunkowej. Na czele tej akcji stali szeroczanie: Dionizy Piksa, Ludwik Gruszka i Adolf Piksa. Dach został pokryty w tym samym roku z dobrowolnych składek – 10 funtów zboża z każdej morgi.

Ale o wiele boleśniejszy dla wszystkich był fakt doszczętnego ograbienia kościoła przez bolszewików. Wszelkie paramenty kościelne w postaci szat liturgicznych, chorągwi, wielkich zapasów świec i okryć ołtarzowych zostały wykradzione. Tylko dzięki szlachetnym dobrodziejom z innych parafii zostały szkody nieco pokryte. W świętokradzki sposób został także kościół zbezczeszczony i hostie święte rozsypane. Strach i groza opanowały pierwszych wstępujących do świątyni na widok tego okropnego spustoszenia.

Natomiast hitlerowcy zabrali wszystkie dzwony kościelne na cele wojenne. Najboleśniejszą stratę stanowił Dzwon Konających, bardzo drogocenny, zabytkowy z XVI wieku. Największym ciemiężcą w czasie okupacji był tutejszy Bűrgermeister (wójt) Maciejczyk, protestant z Krzyżowic, który zdobył sobie smutną sławę ograbienia naszego kościoła z owego zabytkowego dzwonu.(W czasie I wojny światowej nie został zabrany, ale w czasie II wojny zabierano nawet dzwony zabytkowe. L.B.) Z niebywałą furią prześladował także wszystkich Świętych na sztandarach, a figura św. Stanisława Kostki, patrona polskiej młodzieży musiała uchodzić z kościoła i ukrywano ją prywatnie po domach w czasie całej hitlerowskiej okupacji.

W chwili przechodzącego frontu i podczas całej wojny tutejszym proboszczem był ks. Władysław Kręczkowski, dobry Polak, który razem ze swymi parafianami dzielił smutną dolę najstraszniejszej z wojen i nawet po froncie przeżywał bolesne chwile ciężkich braków, które tu zapanowały wskutek całkowitego ograbienia z inwentarza żywego i odzieży w całej wiosce.

Kościelnymi byli naonczas Maksymilian Michalik i Leon Kloch. Naczelnikiem gminy bezpośrednio po froncie został Fabian Michalski. Młodym organistą jest obecnie Wilibald Weisman w zastępstwie swego brata, który jeszcze nie wrócił z wojny. Najbardziej oddani w pracy przy kościele są: cieśla Feliks Holesz, tokarz Alfred Białecki oraz murarze Józef Glanc i Konrad Fajkis.

Napisała Agnieszka Piksa

Cześć i chwała Bogu! Szeroka, dnia 7 września 1946 r.

Notatka ks. proboszcza Władysława Kręczkowskiego z września 1946 r.

Zniszczona wskutek działań wojennych wieża naszego kościoła otrzymuje swój pierwotny wygląd. Przewalający się walec armii radzieckiej wielkie wyrządził spustoszenia w parafii Szeroka. Wierność i bogobojność szeroczan sprawiły, że parafianie nie szczędzili ofiar, by przede wszystkim swój Dom Boży odrestaurować.

Oby Bóg im wynagrodził hojnie te ofiary i zachował ich na zawsze przed podobnym huraganem wojennym.

Ks. Kręczkowski, prob.

 Notatka przedstawiciela komitetu odbudowy kościoła

po zniszczeniach wojennych i ówczesnego nauczyciela

 Szeroka, dnia 9 września 1946

 

Ostatnie dni marca 1945 r. były dla parafii naszej najstraszniejszymi i najcięższymi dniami, jakie szeroczanie kiedykolwiek przeżywać mogli. Był to rok, w którym naród niemiecki czekała największa klęska w dziejach całej ludzkości. Masy wojsk bolszewickich przewaliły się przez parafię w pościgu za armią niemiecką, zostawiając po sobie straszne spustoszenia. Prawie wszyscy zostali ogołoceni z inwentarza żywego i martwego – z odzieży, żywności i wszelkich kosztowności.

Największym bólem było dla parafian zniszczenie kościoła, jak już w załączonym liście napisano. Do odbudowy wieży można dopiero było przystąpić w roku 1946. W sierpniu zawiązał się komitet odbudowy, w skład którego weszli: Otremba Franciszek, Kremiec Wilhelm, Bank Brunon i Kloch Franciszek, którzy się zajęli energicznie przede wszystkim dostarczaniem potrzebnego materiału. Odbudowę poręczono p. Holeszowi Feliksowi z Szerokiej. Rozpoczęto ją 19 sierpnia i już 9 września ma zostać ustawiony krzyż na wieży.

Cześć i chwała Bogu!

Parafia Szeroka tą drogą składa serdeczne Bóg zapłać rekonstruktorom wieży kościelnej w roku 1946:

Majstrowi Feliksowi Holeszowi

Cieślom: Wiktorowi Gorausowi, Wiktorowi Hermanowi, Janowi Holeszowi, Joachimowi Sługa, Alfredowi Winklerowi,

Ślusarzom: Alfredowi Białeckiemu, Leonowi Białeckiemu i Robertowi Spandel.

Wrzesień 1946

Kloch – Klichta na wieży

Ostatnie zapiski z wieży kościelnej

Szeroka, dnia 1 czerwca 1967 r.

Skrzywiony przez huragan i działania atmosferyczne krzyż na głównej wieży kościoła został zdjęty i poddany odnowie dnia 29 maja 1967 r. Odnowiono cały krzyż, podstawę krzyża oraz pokryto farbą antykorozyjną. Naprawiono też blachę na obu kopułach wieży i dwukrotnie pomalowano. Uzupełniono blachę na małej wieżyczce. Pracę remontu wież i krzyża przeprowadził pan Maksymilian Wolny z Łabęd Gliwickich, mistrz blacharski i dekarski ze swymi pomocnikami i pracownikami. Przy remoncie krzyża współpracował ślusarz - pan Gajda z Gogołowej, który krzyż u podstawy nieco zmienił, aby zapewnić mu większą trwałość.

Prace ciesielskie związane z osadzeniem krzyża wykonał pan Józef Kuś z Szerokiej, który także wykonał w tym samym roku piękną poręcz, schody w holu oraz posadzkę na całym górnym piętrze probostwa.

W ubiegłym milenijnym roku 1966 został także wyremontowany dach gontowy kościoła. Prace gonciarskie wykonał i prowadził Podopień z Hucisk, pow. Sucha.

W tym samym ubiegłym roku zabudowano w kościele nowe ropne ogrzewanie cyrkulacyjne na częściach zagranicznych z Danii, które ofiarowała dla kościoła moja kuzynka z NRFV, pani Stefania Krząkała. Ogrzewanie zabudował fachowo pan inż. Kłyk z Imielina.

Równocześnie z remontem wieży w obecnym roku przeprowadzono remont instalacji elektrycznych w kościele i na strychu oraz wmontowano nową przepisową tablicę łączeniową w zakrystii. Prace wykonał elektryk z Katowic pan Kraczla ze współpracownikami.

Tego roku zamierza się przeprowadzić drenaż i kanalizację wokół murów kościoła i ujść rynien.

W przyszłym roku zamierzamy tynkować na zewnątrz cały kościół z wieżą.

Za opiekę i błogosławieństwo przy pracach niech Panu Bogu będą dzięki i chwała, wdzięczność i uznanie parafianom z Szerokiej i Gogołowej. Wszystkich zaś potomnych, którzy po nas będą mieć opiekę nad Domem Bożym i korzystać z usług kościoła, proszę o nabożne „Ojcze nasz …”

Wszyscy wymienieni i ks. Oswald Reiman

Całość opracowali Helena i Leon Białeccy

Człowiek legenda

Do czasów powojennych zarówno chłopi jak i pańskie dwory z okolicy sprzedawały w Żorach swoje płody rolne, głównie zboże, zwierzęta rzeźne oraz hodowlane. Dwory handlowały też drewnem i jego pochodnymi. Z kolei mieszkańcy wsi zaopatrywali się w Żorach w potrzebne wyroby rękodzielnicze miejscowych rzemieślników i w towary sprowadzane z innych miast lub nawet w towary zamorskie. I tak działo się przez wieki.

Po udanej sprzedaży lub po korzystnych zakupach chłopi udawali się na piwo i na jakąś przekąskę do miejskiej karczmy, panowie szlachta do szynku, w późniejszych czasach do restauracji. W początkach XX wieku takim zajazdem dla szlachetnie urodzonych była restauracja hotelowa w rynku. Do niej udawał się często, dziś człowiek legenda, a wówczas dzierżawca majątku księcia pszczyńskiego w Szerokiej, były pruski rotmistrz, Waldemar Stampe, ur. w 1879 r.

 

Rotmistrz i dzierżawca majątku księcia pszczyńskiego w Szerokiej Waldemar Stampe w nieodłącznym kapeluszu myśliwskim

W pierwszych latach zarządzania szerockim dworem, w okresie swojej młodości, wodził rej wśród kolegów równych mu stanem. Po wypiciu niejednej lampki wina w gronie szlachty założył się o wysoką stawkę, że jego koń jest najlepszy i na dowód tego pokaże, jak łatwo dostanie się na nim na piętro hotelu. Wysportowany, były wojskowy, wsiadł na konia i ruszył po schodach po nagrodę. Spotkał się z aplauzem kolegów, ale tylko do połowy schodów, bo w tym miejscu koń złamał nogę, a „bohater” stoczył się po schodach w dół. Nie zdobył nagrody i w dodatku stracił ulubionego konia. To nie zniechęciło go do zakładów i kiedy po jakimś czasie ochłonął, założył się, że na swym już drugim wierzchowcu zajedzie z Żor do Katowic wcześniej, niż dotrze tam pociąg. Wtedy był trzeźwy i ponoć to mu się udało. Nim nadjechał pociąg z osobami zakładającymi się, zdążył w budce na dworcu w Katowicach wypić piwo.

 Brawura nie przeszkadzała mu być dobrym gospodarzem. Dwór szerocki słynął z hodowli koni. Po trzech latach chowu sprzedawał je Stampe do zaprzęgu, a najdorodniejsze źrebięta sprzedawał za granicę. Specjalizował się w hodowli koni lipicańskich. Hodowane rasowe ogiery dworskie pokrywały nie tylko klacze w majątku, ale także chłopskie z Szerokiej i okolicy. Stampe był zamiłowany w pięknych koniach i gdy w drodze spotkał jadącego chłopa, którego koń mu się spodobał, to tak długo targował się, póki konia nie zaprzężono do jego powozu. Nic dziwnego, gdyż był ważną osobistością w komisji hodowlanej.

Dwór Stampego chował też sporo mlecznych krów, a ich mleko trafiało w lecie dwa razy dziennie, rano i wieczorem, najpierw na żorski dworzec, a stamtąd specjalnym wagonem firmy Ritzwald, koleją do Katowic. W okresach chłodnych mleko dowożono tylko raz dziennie, ale w lecie dwa razy. Mleczarz przy okazji zaopatrywał dworską kuchnię w świeże mięso i kupował w Żorach inne potrzebne we dworze towary i cygara dla pana. Stampe palił je zawsze podczas codziennego objeżdżania pól. Ludzie dworscy już po zapachu poznali, że pan się zbliża.

Mleczarz był ważną osobą we wsi, bo zabierał na swój wóz ludzi udających się do Żor. Mógł ich na raz zabrać tylko czworo, więc już dzień wcześniej zgłaszali się u niego. Przy braku innej komunikacji z Żorami była to dla szeroczan wielka wygoda. Na swoją bryczkę zabierał szeroczan po drodze także sam Stampe, gdy jechał do Żor lub wracał z miasta. Znajomym kobietom, nawet z ludu, zawsze się kłaniał, unosząc kapelusz.

Zamek szerocki, siedziba Waldemara Stampego, niezbyt okazały na zewnątrz, w środku gospodarz urządził na wzór zamku pszczyńskiego. Znajdował się w nim pokój zielony, niebieski, biały i salon z pięknymi stylowymi meblami, fortepianem i obrazami wielkiej wartości. W zamku mieścił się także pokój myśliwski z wypchanymi ptakami i rogami trofeów myśliwskich, bo dzierżawca uwielbiał polowania. Na polowania zapraszano go do Pszczyny, sam też urządzał je w Szerokiej. Na co dzień nosił kapelusz myśliwski z kitką.

Raz zaprosił na polowanie parę książęcą. I wtedy od Pszczyny w kierunku Szerokiej przejeżdżał orszak książęcy z ludźmi w strojach myśliwskich.  W otoczeniu strażników na koniach, w krytej kolasie z herbem książąt, jechał książę Jan Henryk XV Hochberg, jeden z najbogatszych panów ówczesnej Europy, ze swą prześliczną małżonką o imieniu Daisy, skoligaconą z królem Anglii. Para ta stanowiła największą atrakcję na salonach Berlina i innych stolic europejskich w tamtych czasach. W Szerokiej nie tylko dwór, ale cała wieś wylegając na drogę, przyjęła godnie takich wyjątkowych gości.

W. Stampe posiadał śliczną żonę, o imieniu Gizela. Ich pożycie małżeńskie układało się dobrze tylko do wybuchu I wojny światowej, na którą powołano młodego żonkosia. Kiedy on wojował na froncie wschodnim i dostał się tam ranny do niewoli, żona ponoć sama nudziła się w Szerokiej, więc sąsiad przyjeżdżał ją pocieszać. Po powrocie męża z wojny, posądzona o zdradę, Gizela opuściła Waldemara. On ją prosił, by zabrała wszystko, czego się dorobili, ale by w zamian zostawiła mu jedyną córkę. Ona jednak wszystko zostawiła, ale córkę o imieniu Ilza zabrała. A działo się to w tragicznej scenerii. Padły strzały, zarządca boryńskiego majątku uciekał na koniu, żonę z dzieckiem dziewki dworskie ukryły w słomie w oborze, a po północy ktoś zaufany przewiózł ją do znajomego dyrektora kopalni w Chwałowicach. Stampe wrócił z I wojny światowej aż z Syberii pieszo, bardzo wymizerowany i utykający na jedną nogę.  Od tego czasu stał się dziwakiem. Zaczął się otaczać różnymi zwierzętami. Na krytej werandzie chował mnóstwo kolorowych ptaków pokojowych. Po całym zamku przechadzały się duże koty niespotykanej maści. Różnymi wyuczonymi sztuczkami zabawiała pana mała małpka. Miał też kilkanaście psów. Dwa duże siedziały w zielonych budach przy bramach. Jeden pies przywiązany do liny pilnował obejścia dworskiego. Mały piesek towarzyszący panu witał szczekaniem zbliżających się gości. Pieski, które zakończyły swój żywot, zostały pochowane w dworskim ogrodzie, a porcelanowe głowy psów stanowiły ich pomniki.

Gdy  Ilza dorastała, nieraz odwiedzała ojca. Stampe witał ją wtedy jak księżniczkę. W pokoju dla niej przeznaczonym kazał postawić wazony z kwiatami. Z nią przyjeżdżała też żona, ale ożenił się ponownie z inną, mniej urodziwą, ale bardzo życzliwą dla służby dworskiej. Po latach wyprawił w Szerokiej córce wesele. Podobno Ilza wyszła za mąż się za leśniczego o nazwisku Wagner i miała z nim dwóch synów, którzy przyjeżdżali na wakacje do Szerokiej.

W środku druga żona i wnuk, z prawej pierwsza żona i córka Waldemara Stampe.

Posiadał też szerocki pan setki gołębi, które gnieździły się w ogromnym gołębniku znajdującym się na środku placu dworskiego. A po całym placu paradowały pawie ze swymi rozłożystymi, kolorowymi ogonami. Bardzo bały się deszczu i kiedy zaczęło padać, szybko uciekały, gubiły swe śliczne pióra i wydawały przy tym kocie głosy. W czystych klatkach Stampe hodował dziesiątki królików, a po żniwach woził na rżyska kury w krytych wozach, każdy dzień na inne pole. Był dobrym gospodarzem i nie dał zmarnować wysypanego przy żniwach ziarna. Kury wszystko ziarno wydziobały. Nie pozwolił niczego zniszczyć. Kiedy wracał bryczką z objazdu pól i zobaczył na drodze leżący burak, to się zatrzymał i nadziany na nieodłączną laskę burak położył na bryczkę pod swoje nogi i potem kazał komuś zanieść krowom do obory.

Dobrze znał swoich robotników. Nauczył swoją małpkę parodiować ich zachowanie. Jak szli do pracy mieli zwisające ręce, idąc powoli, zaś wracali szybko z wielką ochotą, jakby nic nie robili. Wymagał uczciwej pracy, bo nigdy nie zalegał z wypłatą, wydawaniem deputatów i świadczeniu usług w czasie choroby swych pracowników. W czasie prac polowych, tj. od wczesnej wiosny do późnej jesieni, wyjeżdżał na pole na penetrację robót. Robił to zawsze o wpół do dziewiątej na swojej dwukółce. Objeżdżał polnymi drogami wszystkie stanowiska, gdzie aktualnie miały być wykonywane prace.

Robotnicy sezonowi otrzymywali pożywne zupy. Pewnego razu ktoś z nich poskarżył się, że zupa jest licha i nie zaspokaja głodu podczas ciężkiej pracy. Pan poszedł wtedy do kuchni, zamieszał chochlą w kotle i zauważył w niej niewielką ilość mięsa. Zupę kazał wylać dla trzody i ugotować nową z przepisową ilością mięsa. Potrącając nieudaną zupę z zarobków kucharek, nauczył je uczciwości. Musiał stale czuwać, by go nie oszukiwano. Razu pewnego w czasie żniw nie dosłyszał żadnego odgłosu z miejsca, gdzie miała wrzeć praca. Wziął dubeltówkę, skoczył na konia i na przełaj pognał galopem w owo miejsce. I co zastał? Zamiast kosić zboże, żniwiarze leżeli pokotem w cieniu dorodnego zboża. Wycelował w nich lufę swej broni, bo był naprawdę rozgniewany i ryknął: „ – Chyba was wszystkich powystrzelam”!? Nie zrobił tego, ale wrażenie okazało się tak piorunujące, że tego manewru już nie musiał nigdy powtórzyć. Ale pilnować robotników przy pracy musiał stale. Za pracę przy suszeniu siana pracownicy mogli zabrać dla siebie co piątą kopkę siana. Była to propozycja uczciwa. Ludzie jednak chcieli przechytrzyć pana, bowiem co piątą kopkę ułożyli dużo większą niż pozostałe. Raz im się to udało, ale na drugi raz siano zebrał Stampe pierwszy i naturalnie te największe kopki. Podobnie oszukali go młockarze. Za młócenie mieli otrzymać co któryś worek. Dzierżawca zauważył te ich pełniejsze worki, ale tym razem pozwolił im je zabrać, gdyż działo się to w latach wielkiego kryzysu i rodziny chłopskie żyły bardzo biednie. W czasie tej powszechnej biedy pewien robotnik dworski mieszkający na wsi przyszedł prosić pana dworu o pożyczkę. Padła mu jedyna krowa i nie miał za co kupić nowej, a w domu na mleko czekały małe dzieci. Stampe wysłuchał proszącego, potem poszedł do drugiego pokoju i przyniósł potrzebne pieniądze. Wręczając je wzruszonemu człowiekowi, powiedział następująco: - „Tych pieniędzy nie musisz mi zwracać, ale nikt nie śmie się o tym dowiedzieć”. Inni dowiedzieli się dopiero po śmierci darczyńcy. Ten dobry gospodarz wiedział, kiedy może ludziom pofolgować, a kiedy musi być wobec nich stanowczy. W sąsiedztwie dworskiej, dorodnej pszenicy rosła dużo lichsza pszenica gospodarza wiejskiego. Po żniwach stało się coś dziwnego. Kozły ze snopkami na polu chłopskim stały gęsto, a na polu dworskim rzadko. Przyjrzał się temu dokładnie szerocki pan, a potem poszedł wzdłuż kozłów na chłopskim rżysku i zaczął niektóre kozły przewracać. Okazało się, że do dworskiej pszenicy wsiano koniczynę i ta koniczyna została skoszona razem ze zbożem i tkwiła w dole każdego dworskiego snopka. Za kradzież pszenicy chłop musiał wybierać: albo sądzić się z panem, albo zrobić to, co mu pan każe. Przystał na drugi warunek. Zawiózł przewrócone kozły do dworskiej stodoły i do końca dnia zwoził tam swoimi końmi pozostałe snopki dworskiej pszenicy.  

A jak już mowa o gospodarności Stampego, to należy wspomnieć, że zarabiał na wszystkim. Żyto i pszenicę sprzedawał w żorskim młynie i także za granicą, jęczmień w browarze w Cieszynie. Słomę woził do huty Silesia w Paruszowcu, do pakowania produkowanych tam naczyń. Buraki cukrowe trafiały z dworca w Jastrzębiu Górnym do cukrowni w Chybiu, a produkty uboczne, jak melasa i wytłoki wracały do jego gospodarstwa jako pasza dla krów. Oprócz podstawowych upraw, w mniejszych ilościach uprawiał na sprzedaż kapustę, mak, len, rzepak, a w ogrodzie kwiaty bez osłon i rabarbar, sprzedawane w Żorach na targu.

Wobec swoich robotników Stampe zachowywał zawsze dystans, ale był hojny, gdy zawierali związek małżeński. Kiedy żenił się parobek, na wesele, z bogatym prezentem, szedł sam, gdy wychodziła za mąż dziewka, w weselu uczestniczyła jego żona, naturalnie też przynosząc prezent. Prezenty otrzymywała też służba pod choinką. Prezenty od państwa z dworu cieszyły bardzo obdarowanych. Przy każdej nadarzającej się okazji szczycili się nimi przed innymi. Tak samo uczestniczył pan lub jego żona w pogrzebach swych pracowników.

Bardzo lubił dzieci, a one też za nim przepadały. Jak tylko zobaczyły jego powóz z karymi lub siwkami wybiegały na drogę i wołały: „Dzień dobry, panie rotmistrzu”. Były pewne, że za to pozdrowienie poczęstuje je cukierkami. Dzieci z Kątów chcące sobie skrócić drogę do szkoły, przechodziły przez plac dworski, ale bały się psów. Widząc to, Stampe zachęcał je słowami: „ Chocz, ne bój sze, one ne gryzom.” Ale biada dzieciom dworskim, gdy zakłóciły rotmistrzowi drzemkę poobiednią! On dzieci nie bił, ale zrobił to rodzic.

W. Stampe żył w okresie wielkich przemian na Śląsku. Z pochodzenia Niemiec, który nigdy nie nauczył się dobrze mówić po polsku, kierował robotnikami mówiącymi tylko po polsku i wyznającymi wiarę katolicką. Sam był protestantem. Życie nauczyło go tolerancji. W czasie powstań śląskich komendantem szerockich powstańców należących do pułku żorskiego i baonu Feliksa Michalskiego, był kowal dworski. Dzierżawca, Niemiec, z pewnością nie sprzyjał powstaniom, ale nie podjął żadnych kroków, by zniechęcać swych pracowników do brania w nich udziału, ale w potrzebie wręcz ich bronił. Kiedy jako były rotmistrz niemiecki dowiedział się o planowanej obławie Grentzschutzu na powstańców, wówczas ich o tym powiadomił i przed tą akcją zdążyli się wszyscy ukryć. Wtedy ani jeden szerocki powstaniec nie dostał się w ręce Niemców. Takiego szczęścia nie mieli powstańcy z Jastrzębia, bo ich nikt nie powiadomił o czekającym niebezpieczeństwie, zostali rozstrzelani.

Zaraz na początku powstania zginął pewien młody szeroczanin. Stampe przyszedł do matki wdowy z kondolencjami i radził jej, by drugiemu synowi, jedynemu żywicielowi rodziny nie zezwoliła na udział w powstaniu. Matka jednak odrzekła dzierżawcy: - Ja mu nie zabronię, skoro ojczyzna woła -. W. Stampe ze zdumieniem powiedział o tej prostej kobiecie wiejskiej: - Takiej dzielnej kobiety w życiu nie spotkałem -.

Po powstaniach większość dzierżawców i właścicieli ziemskich przeniosła się do Niemiec. Jakaś grupa nieszerockich powstańców penetrowała teren i chciała usunąć W. Stampe z szerockiego dworu, ale kiedy tutejsi byli powstańcy o tym się dowiedzieli, stali się jego obrońcami.

W wolnej już Polsce, w okresie międzywojennym W. Stampe razem z pracownikami i służbą dworską świętował na polanie w piaskowni, w środku wsi, rocznicę wybuchu III, zwycięskiego powstania śląskiego. Każdemu dorosłemu uczestnikowi zafundował piwo i przeznaczył młodego cielaka na gulasz dla wszystkich uczestników biwaku.

W roku 1938 do Żor zawitał gen. Józef Haller i mało kto wie o tym, że W. Stampe pełniący nadal funkcję dzierżawcy książęcego dworu w Szerokiej posłał wtedy swego woźnicę w liberii, ze swoim najokazalszym powozem, ozdobionym zielenią, by w towarzystwie głowy miasta godnie przewieźć dostojnego gościa z dworca kolejowego na żorski rynek, gdzie odbyła się uroczystość powitalna. Wieziono go najpiękniejszą odkrytą kolasą w okolicy.

Kiedy nadeszła noc okupacji, Stampe się nie ucieszył, bo choć był Niemcem, obcy był mu faszyzm. Ze zrozumiałych względów nie mógł się do swoich poglądów przyznawać. Wśród Polaków przeżył większość swego życia, z nimi się zżył, z szerockim wójtem i kilku innymi się zaprzyjaźnił, z wieloma robił interesy i w czasie najazdu Niemców na Polskę w stosunku do Polaków okazał się nie tylko lojalny, ale niejednemu udzielił schronienia i pomógł bezpiecznie opuścić swoją siedzibę. Ówczesna wtajemniczona kucharka dworska wspominała, że udzielił także pomocy przedwojennemu kierownikowi szerockiej szkoły Tadeuszowi Migdałkowi i innemu nauczycielowi oraz pewnym ludziom z Żor. W czasie wojny zatrudnił wielu szeroczan w swoim dworze, by uniknęli wysłania na roboty do Niemiec.

W. Stampe zmarł pod koniec II wojny światowej, 18 sierpnia 1944 r. Szeroczanie przyszli go pożegnać, gdy w pokoju obitym kirem, leżał w trumnie ubrany w biały garnitur, ze swoją największą porcelanową fajką. W dniu pogrzebu za trumną kroczyła jego ulubiona klacz Szeka, a dopiero za nią liczny orszak pogrzebowy, składający się z szeroczan i wielu znajomych zmarłego. Ostatni gospodarz książęcego majątku w Szerokiej został pochowany na poczesnym miejscu na szerockim cmentarzu koło kościoła. Uroczystość pogrzebową odprawił pastor żorski. Grobu już nie ma i tylko nieliczni pamiętają jeszcze miejsce spoczynku tego wyjątkowego człowieka. W tydzień po pogrzebie Szeka nie doczekawszy się odwiedzin swego pana, sama wyzionęła ducha z tęsknoty za nim.

Żywa została po Waldemarze Stampe tylko legenda.                                    

 Opracowała Helena Białecka

Dokumenty odnośnie sporu granicznego między Szeroką a Gogołową

Zeznania wasalów pszczyńskich w sprawie przynależności folwarku szerockiego do państwa pszczyńskiego. (1559 r. - z tego roku wyciąg, zeznania są starsze z r. 1554) a także zeznania sołtysów szerockich i świadków z Boryni

To jest świadectwo Jana Stablowskiego, który poświadcza, że  pan Alexius Turzo kupił państwo pszczyńskie w 1517 r. od chwalebnego  księcia Kazimierza. Były pierwszy zarządca poświadcza, że trzymając majątek, boryński jak i szerocki, wszystkie służebności musiał dostarczać Zamkowi w Pszczynie. To zeznanie pieczętuje swoją pieczęcią i bierze na swoje sumienie.

Item (podobnie): To jest świadectwo Mikołaja Skrzyszowskiego, który poświadcza, jak stary Boryński  i jego bracia trzymali Borynię i Gogołowę oraz folwark w Szerokiej, to uznawali we wszystkim poddaństwo należne Pszczynie: z Boryni i z folwarku w Szerokiej, a także ze wsi Gogołowa choć była podległa Plancknarowi na Wodzisławiu i że on zachował to w pamięci ponad 40 lat. Potwierdził to swoją przysięgą zgodnie ze swoim sumieniem.

It. To jest świadectwo Adama Przedbora, który był przez kilka lat przy chwalebnej pamięci księciu Kazimierzu amtmanem (sędzią) w Pszczynie, który poświadcza rzetelnie to, że ci sami Boryńscy świadczyli na rzecz Zamku (w Pszczynie) wszystkie powinności z folwarku Szeroka i uznawali należne mu posłuszeństwo; także podatki królewskie płacili w Pszczynie. Zachował to w pamięci, mając 50 lat, co poświadczył właśnie swoją przysięgą.

It. To jest świadectwo Nikla Strzybnickiego, który poświadcza, że w swoim czasie przez 3 lata trzymał wieś Borynia i folwark w Szerokiej własności pana Turzo, i od tej dzierżawy płacił pieniądze do Pszczyny, a Wodzisław nie był jeszcze własnością pana Plancknara. Te dzierżawy mu odpowiadały i uznawał w tym czasie należne posłuszeństwo na rzecz Pszczyny.  To zapewnił uroczyście  swoją przysięgą. (Jan Plancknar kupił państwo wodzisławskie w 1528 roku.

It. To jest świadectwo Jana Stirnskiego, który poświadcza, że stary Wawrzyn Boryński oddawał hołdy Pszczynie i płacił do Zamku królewskie podatki. To zapamiętałem przez ponad 50 lat.

It. Istnieje świadectwo Franciszka Woszczyckiego, który poświadcza, że w swoim czasie na prośbę sędziego z Pszczyny jechał konno z niejakim Zawadzkim, do pana Wilczka z Dębieńska z poleceniem i z żądaniem odpowiedzi. Dziwił się, że oni chcą opuścić folwark w Szerokiej, ponieważ jak żyję, tak nigdy nie wiedziałem tego inaczej, także od mojego ojca i wszystkich na szerockim dworze mieszkających, jak to, że muszą wykazywać należne posłuszeństwo dla Pszczyny.

It. Istnieje świadectwo od Girzka Zawadzkiego, który poświadcza, że w swoim czasie na prośbę  sędziego z Pszczyny jechał konno z Franciszkiem Woszczyckim z poleceniem z Pszczyny do pana Wilczka z Dębieńska, by mu wręczyć to polecenie. -„Mnie dziwi, że oni chcą opuścić folwark w Szerokiej, ponieważ jak żyję, nie usłyszałem tego nigdy inaczej, także od mojego ojca i wszystkich, którzy na nim mieszkali, jak to, że musi się okazywać należne posłuszeństwo Pszczynie” – oświadcza Zawadzki.

It. Istnieje świadectwo Wacława Brodeckiego, który poświadcza, że Erasmus Rudsky będąc sędzią w Pszczynie, z rozkazu pana zaprosił wielu ze szlachty, by poświadczyli pod przysięgą, że według ich wieloletniej pamięci folwark w Szerokiej należał zawsze do Pszczyny i każdy uczciwy, dobry człowiek, który trzymał ten folwark w Szerokiej, dziś zawsze okazuje panu na Pszczynie należne posłuszeństwo. Pamięta także, że stary Wawrzyn Boryński zmarł i opuścił nieletnie dzieci, a dziś pan Turzo przejął ich majątek i dla dobra dzieci wynajął dla nich opiekuna Nickla Strzybnickiego za roczną opłatę dzierżawną, który płacił królewskie podatki do zamku w Pszczynie, okazywał poza tym należne posłuszeństwo Pszczynie, co swoją przysięgą uroczyście potwierdza.

It. Dysponuję świadectwem Wacława Brodeckiego, że pamięta, iż stary Boryński pokazywał mu nową granicę, wytyczoną na szkodę pana, bez wiedzy pana i urzędu. To jest właśnie ta granica, którą chcą udowodnić dzieci syna starego Boryńskiego za właściwą. Kiedy jednak dowiedział się o tym pan i kapitan, Boryński potulnie przyznał, że przez długi czas we wszystkie piątki przed wschodem słońca był zobowiązany do stawienia się do Pszczyny. Brodecki pamięta jeszcze, że Boryński dlatego umarł.

It. Istnieje świadectwo starego Jana Stirnskiego, który z pamięci poświadcza, że Boryński pokazywał mu nową granicę wytyczoną bez  wiedzy pana i urzędu … itd. (słownie jak wyżej)

………………………………………………………………………………………………… 

 Na tym samym arkuszu dopisano tym samym pismem:

„Wyciąg z poświadczenia szlachciców, tłumaczenie z polskiego na niemiecki  i zostało to wszystko pokazane Stablowskiemu.”

Protokół z przesłuchania świadków w sprawie naruszenia praw sołtysa szerockiego Sawlara przez pana Skrzyszowskiego, spisany na ratuszu w Żorach w r. 1559 (dnia 13 lipca).

My burmistrz i rajcy miasta Żory wyznajemy i ogłaszamy tym naszym pismem każdemu, kto je przeczyta lub wysłucha jego przeczytania, że do nas obradującej rady przyszedł szlachetny Ernest Adam Schwetlik, kapitan państwa pszczyńskiego, i słusznie przedstawił jako świadków pracowitych ludzi ze wsi Szeroka, mianowicie Filipa Sawlara -70 lat, Łukasza Latoina – 40 lat, Urbana Krysta 60 lat, Szymka Hanela - 60 lat, Hansa Dytrycha -70 lat,  Klemensa Winklera -70 lat, Szymona Foxa -50 lat, Matusza Zagitza -30 lat, Pawła Kremowa -30 lat, Jakuba Rducha -24 lata, Szymona Fryscha -30 lat. Tych jedenastu oświadczyło z mocą przysięgi, że świętej pamięci Wawrzyn Słowak, który służył u Dietricha Strzybnickiego w Szerokiej i był w wieku ok. 100 lat, oraz drugi Ficek Niklas brat, także urodzony w Szerokiej, obaj zeznali przed sądem w Szerokiej w domu Filipa Sawlara z mocą przysięgi, że prawdziwa granica jest do boru, który jest położony obok drogi, blisko wsi Gogołowa, zaczynając od granicy jastrzębskiej, granicy szerockiej i granicy gogołowskiej.  Granica zaczyna się od tych trzech granic i sięga aż do boru i  od tego boru aż do granicy świerklańskiej, gogołowskiej i szerockiej.

Schwetlik przedstawił także jako świadków Filipa Sawlara i Łukasza Latoina, którzy zeznali z mocą przysięgi, jakoby w swoim czasie pan kapitan krajowy (Landeshauptmann) przyjechał na inspekcję tej granicy i zabrał ze sobą Zagitza, który był starszym mężczyzną zamieszkałym we wsi Gogołowa, który także w Szerokiej kupił posiadłość i mieszkał też tam. Jego kapitan zapytał, czy on wiedział, gdzie jest prawdziwa granica. Odpowiedział mu, że prawdziwa granica zaczyna się od trzech granic zwanych mianowicie: jastrzębską, szerocką, gogołowską aż do boru, i od tego boru  do innych trzech granic zwanych świerklańską, gogołowską i szerocką.

Także cztery inne osoby, mianowicie Merten Kral -70 lat, Hans Rugar - 60 lat, Ficzek Urbanów -70 lat, Jan Radlar - 40 lat, zostały wysłane zamiast całej wspólnoty z Szerokiej i pod przysięgą zeznały, że te same słowa, wypowiadane przez Zagicza, słyszały od niego. W celu poświadczenia zleciliśmy wyciśnięcie na tym oświadczeniu naszej pieczęci miejskiej. Dano w piątek przed Świętą Trójcą, w 1559 roku.“

Dalsze zeznania świadków w tej sprawie

My burmistrz i rajcy miasta Żory wyznajemy i ogłaszamy tym naszym pismem każdemu, kto je przeczyta lub wysłucha jego przeczytania, że przed nas siedzących w radzie przyszedł szlachetny Ernest Adam Schwetlik, kapitan państwa pszczyńskiego i słusznie przedstawił jako świadków pracowitych ludzi, mianowicie: Hansa Dytrycha, Zymana Maczke, Klimka Winklera, Ficka syna Urbana, Hansa Kostelnego, Szymona Henelena, Zymana Flodra i Zymana Foxa, do tego całą wspólnotę z Szerokiej, poddanych jego wielebności pana biskupa z Wrocławia, którzy mieli dać świadectwo prawdy i powiedzieć to, co im było wiadome odnośnie spornej granicy. Owi wymienieni mężczyźni i cała wspólnota w owym czasie byli zwolnieni z obowiązku poddaństwa, każdy stojąc przed radą i przysięgając na Boga, i Świętych podniósł dwa palce do góry. Po zgodnie dokonanej i podpisanej przysiędze zeznali, iż dobrze wiedzą, że kiedyś była niezgoda między Girzikiem Sawlarem z jednej a Janem Latoinem z drugiej strony, dawnymi dwoma sołtysami z Szerokiej. Wyżej wymienieni ludzie znali tereny i brzegi a nie granicę między wójtami. Po rozpoznaniu terenu doszli do zgodności i sami zrobili tam krzyż na dębie, tak że każdy odtąd powinien był używać swój teren. Do tego sołtysi poręczyli, że jeden drugiemu nie będzie stał na przeszkodzie. Przyjęto wypowiedź wymienionych poręczycieli - Dietricha i pana na Gogołowej, że prawdziwa granica powinna być do tego dębu, na którym szeroczanie zrobili krzyż i że nie chcą chodzić do żadnego miasta, gdyż sami zrobili krzyż po rozpoznaniu terenu i brzegów a nie z powodu niezgody między sołtysami. I nie słyszeli o tym, że tam ma być granica, tylko tereny i brzegi własności sołtysów. 

It. Cała wspólnota z Szerokiej po dokonanym obowiązku przysięgi oświadczyła i przyznała, iż dobrze wiedzą, że cesarscy komisarze pojechali na granicę, a wspólnota szerocka udała się tam pieszo, także ludzie z Gogołowej, wszyscy młodzi, poddane kobiety gogołowskie, i pokazali komisarzom nową granicę, która nie była prawdziwa. Wspólnota z Szerokiej nie przychyla się do nowej granicy, gdyż nie słyszano o tym nigdy, jakoby granica znana tym z Gogołowej miała być szerocką,  gdyż mają to w dobrej pamięci, że całe to miejsce, nazwane granicą, nie jest żadną prawdziwą granicą, tylko wilczym dołem. Kiedyś został przysłany z zamku pszczyńskiego jakiś łajdak do gminy Szeroka z poleceniem, że ma ten wilczy dół od nowa zrobić; szeroczanie wykończyli ten dół i ocembrowali, a Gogołowscy mówią, że tam powinny być kopce; szeroczanie nie przychylają się do tego miejsca jako granicy, ponieważ ani od swoich rodziców, ani od nikogo nie słyszeli, by kiedykolwiek były tam kopce.

It. Klemens Winkler zeznał po uczynionej przysiędze, że raz świętej pamięci pan Wawrzyn Gogołowski posłał do niego swojego domownika, Schneidera, który miał mu zlecić wykopanie brzóz za wilczym dołem, do czego wymieniony wyżej Klemens Winkler w żaden sposób dopuścić nie chciał, mówiąc mu, że go nie dopuści ani o pół kroku, więc brzoza nie jest jeszcze do dzisiaj wykopana.

By to poświadczyć kazaliśmy w dobrej wiedzy i wierze wycisnąć pieczęć naszego miasta. Zdarzyło się i dano w Żorach, w czwartek po Prokopie, w 1559 roku.

Zeznania świadków ze wsi Borynia

w sprawie lasu sołtysa szerockiego w 1559 r.

My burmistrz i rajcy miasta Żory czynimy wiadomym tym naszym pismem przed każdym, który je będzie widział lub czytane słyszał, że do nas, do urzędującej rady, przyszli w piątek przed Wniebowstąpieniem Chrystusa, jako pełnomocnicy pana kapitana z Pszczyny: Filip Sawlar i sługa pana kapitana, w zastępstwie swego pana, i słusznie podali jako świadków według zwyczaju naszego prawa miejskiego, pracowitych ludzi ze wsi Borynia, poddanych pana Bernarda Rostka, zwolnionych przez niego jako ich pana, z pracy na pańskim polu w tym dniu, by dali świadectwo panu kapitanowi z Pszczyny i Filipowi Sawlarowi i dla prawdziwej wiedzy, by mogli powiedzieć, co było im wiadome. Mianowicie: Schneidera - 60 lat, Grzegorza Nowaka -25 lat, Mertena Nickla -30 lat, Valtenna, syna Jarosza ze wsi Bzie -30 lat, Jerzego Kosmana -30 lat, Matsa Kosmana -20 lat i Matsa Kreta -24 lata, którzy stoją przed nami. Z mocą przysięgi oświadczyli, podnosząc dwa palce przed Bogiem i Świętymi, że pewnego razu pobierali w lesie w pewnym miejscu drewno, które Schneider kupił u Filipa Sawlara, i w to miejsce przyszedł do nich pan Grzegorz Gogołowski i zwrócił się do Schneidera tymi słowy: „Schneider, dla kogo  pobierasz drzewo?” Schneider mu odpowiedział: „Panie Grzegorzu, pobieram je dla mojego pana, a drzewo kupiłem u Filipa Sawlara”. Potem mówi pan Grzegorz do Filipa Sawlara: „Dlaczego sprzedajesz mój las. Wiesz chyba, że ten las powinien mieć spokój aż do rozpoznania przez urząd”. Filip odpowiedział mu: „Dlaczego wy dokonaliście najścia i sprzedaliście drzewo z tego lasu”? A pan Gogołowski powiedział: Co sprzedałem, to sprzedałem na moim. A Filip mu odpowiedział: „ Ja sprzedaję także na swoim, a nie na waszym.”

Wtedy pan  Gogołowski skierował do niego broń. Filip mu powiedział: „Przyszliście na grunt mój i mojego pana i chcecie pobić mnie, a może zamordować”? Na te słowa nie dał mu pan Gogołowski żadnej odpowiedzi i odszedł.

To oświadczenie kazaliśmy na naszym piśmie opieczętować naszą miejską pieczęcią.

Dano w piątek po Wniebowstąpieniu Chrystusa w roku 1559. 

Dokumenty dołączone do Monografii historycznej Szerokiej napisanej przez Ludwika Musioła (w maszynopisie) z języka staroniemieckiego przetłumaczył Mieczysław Kula.

Przekazała Helena Białecka

 

Szeroka - wiek XX

1902 – Na północ od starej szkoły wybudowanej za czasów Goluckiego wybudowano nową dwusalową, piętrową szkołę oraz mieszkania dla kierownika szkoły i dwóch nauczycieli (obecnie nosi nazwę starej szkoły). Kierownikiem szkoły jest Józef Twardy. Drugimnauczycielem do roku 1904 jest Adolf Jessel, trzecim Ferdynand Plewa.        

        - Tylko dwie osoby z Szerokiej są wyznania ewangelickiego - dzierżawca dworu z żoną.

        - Do końca 1903 sołtysem jest Jan Bronny.

1903 – Na stanowisko trzeciego nauczyciela został przyjęty Jan Poprawa.

1904 -1819 - Feliks Weismann pełni funkcję wójta.

                 - Drugim nauczycielem jest tu od 1 VI 1904 – 1 VI 1909 Paweł Hycla. Jako trzeci nauczyciel uczy tu od 1 IX Brunon Brzezowski .

1905 – Wieś z przysiółkami Kąty i Odpolany liczy 937 mieszkańców. Proboszczem i zarówno dziekanem archiprezbiteratu żorskiego jest ks. Piotr Sierla, pod którego opieką znajdowała się miejscowa kasa zapomogowo-pożyczkowa. W tym roku przejmuje ją karczmarz Mateusz Ździebło. Kierownikiem szkoły i organistą jest Józef Twardy. W szkole uczą jeszcze dwaj nauczyciele. Porody przyjmuje wyuczona akuszerka Fajkisowa. Przekrój zawodów: siodłaków - 3 na pełnym łanie czyli uprawiających 40 ha gruntów,  półsiodłaków  - 13, ćwierćsiodłaków – 21, mniejszych rolników (1/8 do 1/6   siodłaka) - 10, zagrodników (około 4 ha) – 8, chałupników) - 29, chałupników z dodatkowym zajęciem – 22, robotników bez stałej pracy – 22, komorników – 11, górników -5, pracujących  na szybach – 3.  Ponadto we wsi pracowało 3 murarzy, 3 stolarzy, 4 cieśli, 2 szewców,1 kowal, 1 ślusarz, 1 studniarz, 1 szklarz ,5 handlarzy, w tym 2  rzeźników, 2 karczmarze; 1 dróżnik, 1 grabarz, 1 siodlarz,1 listonosz, 1 goniec gminny. We wsi mieszka 2 inwalidów, 19 wymowników i 4 biednych na utrzymaniu wsi.

     - Dwór stanowi osobną część wsi. Jest własnością księcia pszczyńskiego, liczy 125 mieszkańców. Zarządza nim dzierżawca Waldemar Sztampe, były porucznik słupskiego pułku huzarów. Wśród zatrudnionych we dworze są: 1 szafarz, 1 inspektor gospodarczy, 1 stodolny, 1 krowiarz, 1 owczarz, 1 woźnica, 1 kowal, 1 kołodziej, 5 parobków, 1 robotnik, 3 robotnice, 1 gospodyni, 2 pokojówki. Do prac sezonowych najmowani są ludzie ze wsi i spoza wsi. Szerocki majątek księcia wynosił 1646 mórg. Dnia 20 XII Jan Henryk XI Hochberg – właściciel Szerokiej otrzymuje dożywotnie od cesarza Wilhelma II tytuł arcyksięcia pszczyńskiego (Herzog von Pless). Książę wspomaga Deutscher Ostmarkenverein, czyli wspiera niemczyznę.

    - Proboszcz otrzymuje od 16 dzierżawców 701,50 marek z 55 mórg farskiego pola, 45 mórg każdorazowy proboszcz uprawia we własnym gospodarstwie. 

1907 - Wieś liczy 1011 ludzi, w tym 2 protestantów, nie posługujących się mową polską.

        - Istnieje czteroklasowa szkoła, do której uczęszcza 280 dzieci katolickich.

        - Zmarł ks. Piotr Sierla. Proboszcz Piotr Sierla otrzymał z dzierżawy farskiego pola 588 marek. Był nie tylko oddanym kapłanem, ale też dobrym gospodarzem. Za jego czasów odmalowano wnętrze kościoła, dokonano remontu organów i ufundowano nowe  ławki. Poszerzono też cmentarz i powiększono probostwo. Zmarł w wieku 53 lat. Spoczął na szerockim cmentarzu przy kościele.

         - Po jego śmierci przez kilka miesięcy administrował parafią proboszcz z Krzyżowic Konstanty Kubica.

1908 19 VII - Uroczyście objął stanowisko proboszcza ks. Alojzy Koziełek pochodzący z powiatu głubczyckiego, pracujący poprzednio w Berlinie. W Szerokiej duszpasterzował w czasie I wojny światowej i pierwszych latach powojennych aż do roku 1923, tj. 14 lat, otwarcie przyznawał się do polskości, z czego parafianie się cieszyli. Czynnie włączył się w nurt działań powstańczych. Założył w Szerokiej Towarzystwo Oświaty im. Św. Jacka, którego celem było krzewienie wiedzy na gruncie katolickim. Organizował amatorskie przedstawienia, uczył w kościele polskich pieśni religijnych. Rozpowszechniał polskie pieśni ludowe i narodowe, przez co pobudzał świadomość narodową swych parafian, będących w 99% Polakami. Działo się to w czasie „Kulturkampfu” skierowanemu przeciwko Kościołowi katolickiemu i ludności polskojęzycznej. Pod wpływem oddanego sprawom polskim proboszcza parafianie czytali powszechnie „Katolika” drukowanego w Mikołowie, „Kalendarze Misyjne”, książki Karola Miarki, Józefa Lompy, Stelmacha a nawet H. Sienkiewicza, J.I Kraszewskiego, W. Reymonta, a już od wcześniejszych czasów „Żywoty Świętych”. Niektórzy abonowali „Pielgrzyma” wydawanego aż w Pelplinie. Ks. proboszcz Koziełek założył Organizację Dzieciątka Jezus, Bractwo Różańcowe oraz kasę oszczędnościowo-pożyczkową. W małej parafii szerockiej miał jednak zawężone pole działania na swoje możliwości, dlatego przeniesiono go najpierw do Miedźnej, a później został proboszczem w Knurowie aż do czasów okupacji. Spoczywa na tamtejszym cmentarzu. Napisał też monografię Knurowa i Krywałdu.

1909 - 1 IV - Kierownictwo szkoły obejmuje Jan Winkler ur. w Gogołowej a wykształcony w Białej. Pełni tu równocześnie stanowisko kościelnego i organisty. Uprawia 3,19 ha pola farskiego. Drugim nauczycielem jest tu Franciszek Kachel (1 VI 1909-1 VII 1910.)

1910 – 1 XII - parafia liczy 1052 osoby. Mieszka tu też 7 ewangelików.

                  - Liczba uczniów wynosi 255. Oprócz kierownika szkoły uczą tu Józef Rinke i Paweł Vogt.

1911  - Zarząd szkolny tworzą : sekretarz Härtel, proboszcz Alojzy Koziełek, kierownik szkoły Jan Winkler, Mateusz Ździebło, Feliks Weissmann. Szkoła podlega pod inspektorat szkolny w Pszczynie.

         - Ludność Szerokiej jest w 99% polska, ale na 180 rodzin 60 nosi nazwiska niemieckie.

1913 – Dobudowano zachodnie skrzydło do nowej szkoły (dwie sale lekcyjne).

1914/15 - Mieszkańców jest 1051, szkoła 4-klasowa, Kółko Rolnicze, Kasa zapomogowo-pożyczkowa, sołtys - Feliks Weisman, proboszcz - Alojzy Koziełek, karczmarze: Bruno Harz, Mateusz Ździebło, Piekarz - Joachim Weisman, pszczelarze: Bruno Brzezowski, Alojzy Koziełek, Franciszek Wala, Feliks Weisman, Jan Winkler, studniarze: Franciszek Bronny, Franciszek Grieger, introligator – J. Zielonka, masarze: Antoni Getler, Paweł Malcher, Mateusz Ździebło, szklarz – Sławik Wincenty, kowale: Józef Pixa i Kaspar, Ludwik Capek, krawcy: Mateusz Herman, Teofil Tyman, szewcy: J. Piksa, Paweł Winkler, sklepikarze: Stefan Michalski, Tomasz Popczyk, Joachim Weisman.

      - Szeroka podlega pod sąd rejonowy w Żorach, pod sąd krajowy w Raciborzu, pod okręg policyjny w Warszowicach.

1914 – 1918 - Trwa I wojna światowa. Do wojska pruskiego zabrano z Szerokiej mężczyzn w wieku poborowym. Z wojny nie powróciło 42 parafian, których nazwiska widnieją na cmentarnym pomniku. Zginęli na Litwie, w Rumunii i innych miejscach podanych przy niektórych nazwiskach. Jako kawalerowie zginęli: Feliks Goraus, Wawrzyniec Gajda l. 25, Wacław Hermann, Feliks Janik, Szymon Kajzerek, Józef Kałuża, Franciszek Kumor (Francja), H. Michalski, J. Pieter, student Antoni Piksa, Franciszek Piksa l. 22 (we Frankfurcie), L. Piksa, W. Piksa, M. Piszczek, Franciszek Pomykoł, Teofil Pomykoł, Joachim Schip l. 20 (pod Prosną), Wilhelm Schip, L. Stęchły, Leon Szkróbka, Feliks Tyman ( pod Złotą Lipą w Galicji), Franciszek Tyman, Robert Winkler. Jako ojcowie rodzin oddali swe życie: Franciszek Bank, Piotr Białecki (w Macedonii), Franciszek Czejarek, Wincenty Ficek, Izydor Gajda (pod Verdun), Franciszek Gaweł, Józef Gonsior (na Bukowinie), Antoni Kremiec, P. Michalski, Aleksander Piksa ( we Francji), Antoni Piksa, Rudolf Płonka. Zaginęli na wojnie: Hilary Bronny, Klemens Czempiel, Klemens Kremiec, Piksa, L. Sławik, J. Schnajder, Karol Szuman ( we Francji).

1915 – W miejscu starej szkoły wybudowano organistówkę. Odtąd kierownik szkoły nie był równocześnie organistą.

1917 - Zabranie dzwonów kościelnych na cele wojenne. Gwiaździstego wtedy nie zabrano, a  jeden dzwon odnaleziono po wojnie w Pawłowicach i wrócił na wieżę szerockiego kościoła.

1919 – Na Górnym Śląsku jeszcze w granicach państwa niemieckiego odbyły się 9 listopada wybory komunalne. Prawo wyborcze mieli wszyscy, którzy ukończyli 20 lat. Po raz pierwszy głosowały kobiety. Najpierw w wyborach czynnych wybierano walmanów, a walmani wybierali posłów. Były to wybory czynne i bierne, czyli pośrednie.

1919 – Na apel Józefa Piłsudskiego Teodor Buchalik zakłada w Szerokiej Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”, przekształcone później w POW (Polska Organizacja Wojskowa) – Górnego Śląska. Ta organizacja stała się zaczątkiem oddziałów powstańczych. Komendantem szerockich powstańców został wójt Józef Piksa.  Sporządził listy ochotników, którzy składali przysięgę na ręce Pawła Fizi z Krzyżowic. Treść przysięgi brzmiała: „Przysięgam Bogu Wszechmogącemu, że jako dobry żołnierz będę spełniał wszystkie rozkazy swojej przełożonej władzy powstańczej. Ślubując, pragnę dochować tajemnicy organizacyjnej i na wezwanie walczyć z bronią w ręku o przyłączenie Górnego Śląska do Polski. Tak mi dopomóż Bóg.

1919-1921 – W powstaniach śląskich wzięło udział 64 szeroczan.

1920 – Mimo trwania administracji pruskiej na Śląsku, w Szerokiej w wyniku protestu rodziców rozpoczęło się nauczanie w języku polskim, przez szerockiego nauczyciela Leona Białeckiego - starszego.

       - Poczta przenosi się do budynku kowala Hermana. Prowadzi ją Martyna Herman.

1921 - Zarządzeniem Rady Najwyższej w Opolu ustalono, że termin plebiscytu mającego zadecydować o przyłączeniu Śląska Górnego do Polski ustalono na dzień 20 marca 1921 roku. Zadecydowano też, że osoby urodzone na Śląsku, ale zamieszkałe poza nim, mają też prawo do głosowania w rodzinnych  miejscowościach. Do głosowania w Szerokiej przybyły spoza obszaru plebiscytowego 52 osoby. Miejscowych uprawnionych do głosowania było 598, a więc razem 650. Głosowało 643, za Niemcami tylko 22. W skład Gminnego Plebiscytowego Komitetu Parytetycznego weszły następujące osoby: Jan Tyman, Faustyn Otremba, Augustyn Goraus i Agnieszka Piksowa. Każdy głosujący otrzymał dwie opieczętowane kartki z napisem dwujęzycznym „Polska-Polen”, „Deutschland-Niemcy” W Szerokiej odbył się plebiscyt w budynku organistówki – 96,5% szeroczan głosowało za Polską. Wynikło nieporozumienie wywołane przez Fryderycych, synów byłego dzierżawcy majątku księcia pszczyńskiego, przybyłych na głosowanie z Niemiec. Dzięki ks. prob. Alojzemu Koziełkowi sprawę udało się załagodzić. Na głosowanie przybyły też zakonnice szerockie przebywające w  Austrii. Mimo poleceń ich przełożonej, by głosowały za Niemcami, oddały swe głosy za Polską.

1921 – W związku z tym, że w wyniku plebiscytu nie chciano przyłączyć do Polski całego Górnego Śląska, wybuchło nowe powstanie. W III powstaniu śląskim  z Szerokiej wzięli udział: Pantaleon Baron, Alfred Białecki, Wiktor Blejchorz, Augustyn Ferona, Ludwik Getler, Feliks Herrmann, Norbert Herrmann, Rufin Herrmann, Feliks Holesz, Jakub Janko, Józef Kapek, Franciszek Karkoszka, Fabian Kloch, Jan Kumor, Franciszek Mazur, Maksymilian Michalik, Feliks Michalski, Alojzy Pielesz, Florian Pieter, Albert Piksa, Franciszek Piksa, Leon Piksa, Wiktor Piksa, Alfred Pomykoł, Feliks Pomykoł, Jan Pomykoł, Wincenty Pomykoł, Rufin Sładek, Filip Sławik, Henryk Sławik, Wiktor Smolorz, Paweł Szkróbka, Jan Tyman, Maksymilian Tyman, Ludwik Winkler, Piotr Zielonka.

      Szeroczanie zadbali o broń i amunicję. Przewozili ją na furmankach z Międzyrzecza i Zebrzydowic i składali do przechowania w szopach i stodołach gospodarzy. Robili to w konspiracji, gdyż Grenzschutz - niemiecka straż graniczna, na koniach penetrowała dniem i nocą okolicę. Alfred Białecki produkował broń własnego pomysłu, a materiału dostarczał mu Piotr Zielonka z Odpolan.

    Szeroka dała powstaniu śląskiemu prócz kilku dziesiątków szeregowych powstańców, trzech baonowych: Jana Tymana, Feliksa Michalskiego i Feliksa Hermana. Działania powstańców były uznane przez władze pruskie za zbrodnicze, a ogłoszony stan wojenny upoważniał Grenzschutz do rozstrzeliwania bez sądu napotkanych uczestników powstania. Dzięki dzierżawcy szerockiego dworu Waldemarowi Stampe, byłemu rotmistrzowi pruskiemu ocaleli szeroccy powstańcy, gdyż powiadomił ich w porę o planowanej akcji pruskiego sztabu przeciw nim, w którą był wtajemniczony. Zagrożeni zdołali się skryć.

     Szeroczanie bili się pod Wodzisławiem, Paruszowcem, Pawłowem, Rudami Wielkimi i w okolicach Góry św. Anny pod Krasową i Januszkowicami.

    W czasie walk powstańczych oddali swe życie: Teodor Bujak w Januszkowicach, Alojzy Czempiel pod Krasową, Rudolf Janik pod Krasową, Franciszek Szopka w Januszkowicach, Faustyn Szkróbka, Rudolf Wala, Wawoczny Alojzy w Januszkowicach i Henryk Ździebło w Boryni.

2 V1 1921. - Feliks Michalski z Szerokiej dowodził III baonem w 13 pułku piechoty Wojsk Powstańczych, zwanym pułkiem żorskim i zdobył Żory. W dniu 21 V  baon F. Michalskiego został przydzielony do II pułku im T. Kościuszki na pozycje w rejonie Pogorzelca. Baon wykonał natarcie na Rokiczę i Krasowę, gdzie spotkał się z ogniem zaporowym artylerii niemieckiej. Walka trwała kilka godzin. Tam zginęli powstańcy szerocy i boryńscy. Pozostali trwali tam do czerwca. Otrzymali pochwałę za waleczność w rozkazie dziennymi II pułku w dniu 28 maja. Potem baon odbił Kotlarnię, Sławięcice i w Bierawie zluzował batalion pszczyński. Komisja Międzysojusznicza utworzyła między walczącymi stronami linię demarkacyjną, obsadzoną wojskami sojuszniczymi. Na przełomie czerwca i lipca oddziały powstańcze etapowo rozwiązano. W Żorach odbyła się uroczystość zakończona defiladą powstańczą.

1921 - Urodził się w Szerokiej ks. dr Teofil Herrmann, założyciel i krajowy dyrektor Apostolatu Maryjnego. Zmarł w 2003 r.

1922 – 1939 - Śląsk znalazł się w granicach II Rzeczypospolitej Polskiej. Wieś przyjmuje oficjalną nazwę - Szeroka. Do tego czasu nosiła niemiecką nazwę – Timmendorf.

15 V 1922 – Konwencja Genewska podpisana przez Polskę i Niemcy zapewniała prawo mniejszościom narodowym po obu stronach granicy do swobodnego rozwoju życia narodowego, gwarantowała równość praw cywilnych i politycznych, zapewniała prawo zakładania stowarzyszeń, szkół, wydawnictw i używania języka ojczystego. Postanowienia te miały wygasnąć po 15 latach.

29 VI 1922 – Do Pszczyny wjeżdża wojsko polskie.

Lipiec 1922 – Szeroczanie biorą udział w patriotycznej uroczystości na rynku w Żorach, w obecności gen. Szeptyckiego i kilku tysięcy ludzi z Żor i okolicy. Uczestnicy tej manifestacji wysłuchali najpierw Mszy św., potem przy akompaniamencie orkiestry śpiewali hymn: „Boże, coś Polskę…” i Rotę M. Konopnickiej. Wszyscy byli wzruszeni do łez, że to ich pokoleniu było dane po przeszło 600 latach trwania pod obcym panowaniem, żyć w wolnej Ojczyźnie, której mową posługiwali się oni i ich przodkowie od dziecka. Podobna uroczystość, ale bez generała, odbyła się 4 lipca w Szerokiej,  organizowana przez ks. Alojzego Koziełka. Wówczas zasadzono przy zbiegu  zróżek do kościoła drzewo wolności na pamiątkę przyłączenia Górnego Śląska do Macierzy.

             - Konstanty Karosek został mianowany komisarycznym wójtem Gminy Szeroka. Wójtostwo dzierży do 1939 r. Z uwagi na małą liczebność wsi pełni tę funkcję honorowo, bez wynagrodzenia. Sekretarzem został Jan Lepszy, potem zastąpił go Brunon Weissmann. Podatki zbierał Jan Ździebło. Urzędnikiem Stanu Cywilnego był Paweł Szkróbka. Wieś miała nadal charakter rolniczy. Niewielu szeroczan pracowało na kopalniach „Donnersmarck” we Chwałowicach i  „Jankowice” w Boguszowicach. W zimie mieszkali na kwaterach robotniczych, w lecie chodzili codziennie pieszo, bo rower należał do rzadkości. Wielu było bezrobotnych (w tym 23 powstańców szerockich), którzy otrzymywali wsparcie z gminy w formie mąki i kawy zbożowej z cukrem. Na złą sytuację materialną ludności wpływała też szalejąca hiperinflacja. Ci, którzy posiadali złote niemieckie monety, zamieniali je na marki polskie, które po kilku tygodniach straciły na wartości.

Kilku szeroczan należało do Polskiej Partii Socjalistycznej poza Szeroką. Policja granatowa rozpędzała zebrania tej partii.

17 lipca – Nastąpiło uroczyste zakończenie przejmowania przez Polskę poszczególnych miast i wsi Górnego Śląska przez podpisanie symbolicznego dokumentu przejęcia Górnego Śląska i złożenie ślubowania wierności Polsce nowo mianowanego wojewody Józefa Rymera.

29 VIII - Arcyksiążę  Jan H. Hochberg wita w Pszczynie Józefa Piłsudskiego.

1922- 24  - W parafii duszpasterzował ks. Jerzy Włodarczyk.

              - Pocztę prowadził w swoim budynku Teodor Buchalik.

1924 – Minister Grabski przeprowadził reformę walutową. 1 800 000 marek polskich wymieniano na 1 złotego, który był stabilną walutą do 1939 roku.

        – Parafię jako proboszcz objął ks. Jan Menzler, który tu zmarł 24 IV 1935 r. Przy parafii założono Kongregację Sodalicji Mariańskiej dla dziewcząt i Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej.

1925 – Pod kierunkiem Jana Wowry z Warszowic dokonano remontu wieży kościoła.

     - (28.10) Na mocy bulli papieskiej utworzono diecezję katowicką,  podporządkowaną metropolii krakowskiej. Przedtem G. Śląsk podlegał pod biskupa wrocławskiego. Diecezja stanowiła 18 dekanatów, a parafii było 179. Pierwszym biskupem katowickim został August Hlond, późniejszy prymas Polski.

1929 – 1933 – Nastąpił kryzys gospodarczy, który dotknął nie tylko Polskę, ale także kraje zachodnie. Niemcy przestali kupować węgiel ze Śląska. Obcy właściciele zamykali śląskie kopalnie. Wielu szeroczan zostało bez pracy, niektórzy udawali się na Biedaszyby lub najmowali się u gospodarzy do dorywczych prac polnych. Dziewczyny udawały się do majątku Stampego, by zarobić parę złotych. Niektórzy, by spłacić dług, odsprzedawali część swojego pola, inni bankrutowali i opuszczali Szeroką. Młody gospodarz po przejęciu gruntu miał na dożywociu rodziców lub teściów i do tego musiał spłacać pozostałe rodzeństwo, co trwało całe lata, nim wywiązał się z powinności. Młodzi bezrolni dążyli do uzyskania zawodu. Zdobywali zawód kowala, stolarza, kołodzieja lub krawca.

      Do wsi przychodzili różni domokrążcy, handlujący mydłem i proszkiem do prania, inni skupywali jajka i masło, a sprzedawali łój i słoninę, najczęściej trudniły się tym kobiety. Żydzi-domokrążcy zachwalali materiały na ubrania, zazwyczaj niskiej wartości. Agenci oferowali powiększenie zdjęć. Zdarzali się między nimi nieuczciwi, którzy zabierali zaliczkę i zdjęcie, i znikali, albo przynosili portret, na którym ludzie się nie poznawali.

      Przemytnicy przynosili z Czech sacharynę, zapalniczki; drobni sprzedawcy: nici,  igły, guziki. Poza tym chodzili po domach szlifierze nożyczek i brzytw, naprawiacze garnków, szklarze, rozwoziciele smarów i inni. Młodzi śpiewali pieśni, grali na instrumentach muzycznych, byle zarobić kilka groszy.

      W sklepach kolonialnych Joachima Weissmanna i Katarzyny Herman można było nabyć niezbędne wtedy towary jak: naftę, sól, mydło, zapałki i inne towary, ale z biedy kupowano najczęściej te wymienione. Górnicy mogli kupować towar na kredyt, bo mieli stały dochód.

1935 – 1938 - Duszpasterzuje w parafii ks. Henryk Jośko ur. w powiecie kozielskim. W 1938 za jego duszpasterzowania dokonano poświęcenia dzwonu przelanego w Bielsku Białej. Reaktywowano III zakon św. Franciszka przez szeroczanina, ojca Faustyna Hermana – późniejszego administratora biskupiego na Sachalinie. Przewodniczącą została Florentyna Paździor.

1938 – 1948 - Proboszczowanie przejął Władysław Kręczkowski

31 I 1938 – Umiera arcyksiążę Jan Henryk XV, pan na Pszczynie, właściciel szerockiego dominium. Został pochowany w grobowcu w parku pszczyńskim.

1939 – 1945 – Śląsk znalazł się pod okupacją Niemiec hitlerowskich. Trwała II wojna światowa.

     Dnia 1 września o godz. 7.30 wkroczyły wojska niemieckie do Szerokiej. W

grudniu mieszkańcy musieli zadeklarować w tzw. palcówce, jakiej są narodowości i jakim językiem się posługują. Wielu szeroczan, głównie młodych, przyznało się do narodowości polskiej.

     Rolę wójta gminy, czyli Bűrgermeistra, do roku 1941 pełnił Joachim Weissmann. Pocztę przeniesiono na organistówkę, prowadził ją Eryk Weissmannn, a po nim jego żona Gertruda.

1940 - Wznowiono naukę w szkole, ale w języku niemieckim.
     - Rozpoczęło się przymusowe wcielanie mężczyzn do Wehrmachtu – wojska niemieckiego i wywóz zadeklarowanych Polaków na roboty do Niemiec.

         – Okupant uwięził byłych powstańców śląskich z Szerokiej: Augustyna Gorausa, Filipa Gorausa, Faustyna Otrembę oraz Ludwika Piksę. Filip Goraus został zamordowany, pozostałych zwolniono. Na przymusowe roboty wywieziono:  Alojzego Kremca, Alojzego Machulca, Michała Smagonia, Maksymiliana Tymana, (który tam zmarł), a wielu młodych ludzi wywieziono w głąb Niemiec na roboty do bauerów - niemieckich gospodarzy.

1941–44 - Bűrgermeistrem w Szerokiej był krzyżowiczanin Józef Maciejczyk.
1942 – Niemcy zarekwirowali trzy kościelne dzwony na cele wojenne.

         -  Sporządzenie przez Niemców dokładnej mapy obszaru górniczego ( przeszło 10 km kwadratowych o nazwie kopalni „Timmendorf”).

        - W Szerokiej został otwarte pierwsze przedszkole (niemieckie) we wsi w restauracji na dolnej wsi, w budynku zwanym Rojkówką.

1943 - We wsi powstał Związek Walki Zbrojnej, później przekształcony w Armię Krajową. Za przynależność do AK zabrano do obozów koncentracyjnych: Brunona Banka, Teodora Buchalika, nauczycieli Antoniego i Domicelę Dybów, Franciszka Hermana, Franciszka Otrembę i Rufina Sładka. Nauczyciela Antoniego Dybę rozstrzelano w zbiorowej egzekucji w Czechach. Domicela Dybowa i Franciszek Herman zostali zamęczeni w obozach koncentracyjnych. Taki sam los spotkał trzech członków polskiej rodziny Szkróbków: matkę Joannę i synów Franciszka oraz Klemensa. Ukrywający się przed wcieleniem do Wehrmachtu Albin Stencel oraz jego jastrzębscy koledzy Józef Obracaj i Leon Woryna zostali zastrzeleni w obławie na przysiółku Kąty. Natomiast Franciszka Karkoszkę uśmiercono w obozie KL Auschwitz za to, że jego dwaj synowie ukryli się przed werbunkiem do niemieckiego wojska, a w jego domu kwaterował oddział dywersyjny AK pod dowództwem Michalika, pseud. Gustlik. W tym samym w obozie zginęła kilkuosobowa rodzina Romów, mieszkająca w Szerokiej.

1944 - W majątku dworskim zakwaterowano oddział internowanych 30 żołnierzy gen. włoskiego Piotra Badoglio, który odmówił współpracy z wojskami III Rzeszy.

        - 18 sierpnia umiera legendarny dzierżawca dworu własności księcia szczyńskiego w Szerokiej, rotmistrz Waldemar Stampe, rodowity Niemiec, sprzyjający powstańcom szerockim i miejscowej ludności. Jest pochowany w Szerokiej.

III 1945 – Rozpoczęły się w regionie działania wojenne.

         - Szeroka  stała się schronieniem dla ewakuowanych ludzi z przyfrontowych terenów, z Osin, Warszowic, Krzyżowic i z Żor. Dnia 25 III o godz. 8.30 wojska sowieckie 38 Armii gen. płk. Kirryłła Moskalenki wkroczyły do Szerokiej. Z rąk żołnierzy radzieckich zginęli na oczach ojca Maksymiliana Michalika jego dorośli synowie: Eryk, Gerard i Ryszard, dlatego tylko, że usiłowali przeszkodzić w zabieraniu im bydła i koni. We wsi paliły się domy, stodoły od pocisków cofających się Niemców. Wskutek  działań wojennych został  uszkodzony kościół i zupełnie obrócony w ruinę folwark w polu (Ludwigshof -  Ludwikówka). Z nowszych i ładniejszych domów Rosjanie usuwali ich mieszkańców i urządzali w nich pomieszczenia dla swojego sztabu i na kwatery dla dowództwa. Kable telefoniczne umożliwiały komunikowanie się dowodzących. Szeroka nie była jeszcze wtedy zelektryfikowana, ale specjalne  agregaty dostarczały energii elektrycznej do kwater generalicji i oficerów. Rannych żołnierzy umieszczono tymczasowo w szkole i niektórych domach.

    - Do czasu wkroczenia do wsi wojska sowieckiego  ostatnim niemieckim wójtem był Gatner spoza Szerokiej. 

       - Powstał Urząd Gminy Szeroka z wójtem Fabianem Michalskim i Milicja Obywatelska.

       - Nastąpiła parcelacja ziemi dworskiej i z resztówki utworzono Państwowe Gospodarstwo Rolne (PGR).

       - W kwietniu powołano polskie szkolnictwo. Naukę w szkole reaktywował przedwojenny kierownik szkoły Tadeusz Migdałek. Uczyli w niej też Ludwik Gruszka i Gerard Klichta, który był opiekunem drużyny harcerskiej oraz Monika Lamża.

1 X 1945 - władze Polski Ludowej dokonały nowego podziału administracyjno-terytorialnego.

    - Szeroka została włączona do zbiorczej Gminy Pawłowice i stała  się sołectwem, którego sołtysem mianowano Rufina Sładka, a jego zastępcą Franciszka Otrembę. Szeroka znalazła się w województwie Śląsko-Dąbrowskim, z miastem wojewódzkim Katowice, przemianowanym później na Stalinogród.

     - Szeroczanie pełniący służbę w tymczasowej Milicji Obywatelskiej: Faustyn Piksa, Klemens Ficek i Brunon Pomykoł nastąpili na minę w lesie boryńskim. Dwaj ostatni zginęli na miejscu, a pierwszy utracił nogę.

      -  Rufin Sładek jest sołtysem do końca roku.

1946 – Funkcję sołtysa przejmuje Franciszek Otremba.

        -  Odremontowano wieżę kościoła i pokryto dach kościoła nowymi gontami.

        - Monika Lamża reaktywowała przedszkole wiejskie i była jego pierwszą polską kierowniczką.

        - Spis ludności wykazał, że wieś liczy 1120 ludzi, w czasie wojny zginęło 90 szeroczan.

        - Odbyło się głosowanie: „ 3 x Tak” w krzyżowickim lokalu.

        - Poczta wróciła do budynku i kierownictwa Teodora Buchalika, po nim przejęła ją Anna Czejarek i jej córka Irena Pistelok aż do lat 70.

1947 – Następuje początek stopniowej komunizacji życia.

        - Sołtysem został Wilhelm Guzy.

        - Reaktywowano Kółka Rolnicze.

1948  - Została przeprowadzona elektryfikacja wsi.

     - Zaczęto budowę pierwszych domów przy obecnej ul. Norwida i Gagarina – na dawnych gruntach dworskich.

     - Proboszczem w Szerokiej został mianowany ks. Jan Michalik pochodzący z Dąbrówki Małej.

1950 – Z części powiatu rybnickiego utworzono powiat wodzisławski.

1951-  Szeroczanin Paweł Ździebło został kierownikiem szkoły.

1954 - Uchwałą Sejmu powstał ROW – Rybnicki Okręg Węglowy.

        - 1 X Szeroką i Borynię przesunięto z powiatu pszczyńskiego do powiatu rybnickiego. Z wymienionych wiosek i ze Skrzeczkowic, będących już dawniej w  powiecie  rybnickim, utworzono Gromadę Borynia z siedzibą w Boryni na Rogatce. Kolejni Przewodniczący Gromadzkiej Rady Narodowej: Alojzy Gąsior, Alojzy Pabiś, Józef Wyroba.

        - Szkoła przeszła spod władz oświatowych w Pszczynie pod Inspektorat Oświaty w Rybniku.

        -  Uruchomiono linię autobusową PKS z Rybnika do Boryni przez Szeroką.

    - Gogołowa została przesunięta z powiatu rybnickiego do wodzisławskiego i Szeroka stała się miejscowością graniczącą z powiatem wodzisławskim.

1955 - Wprowadzono w całej Polsce obowiązkowe dostawy mleka, zboża i tuczników dla właścicieli gospodarstw od 1 ha pola wzwyż. Za przymusowe dostawy płacono bardzo niskie ceny, o wiele niższe niż cena rynkowa. Ci rolnicy musieli też płacić wyższy o 50% podatek gruntowy w porównaniu z gospodarzami małorolnymi. Taka polityka trwała do 1968 roku.

        - W prywatnym domu Joachima Weissmanna uruchomiono punkt lekarski, który obejmował opieką zdrowotną także ludzi z Boryni i Skrzeczkowic. Oprócz lekarza ogólnego przyjmował stomatolog. Do tego czasu mieszkańcy powyższych wiosek udawali się do lekarza w Żorach.

1956 – „Odwilż” – chwilowo powraca religia do szkół.

        - Na dolnej wsi w miejscu „Rojkówki” wybudowano wiejskie pawilony handlowe. Zburzono je w 2001 roku wskutek szkód górniczych.

1960 – Szeroczanie za duszpasterzowania ks. Jana Michalika wybudowali nowe probostwo.

1961 - We wsi założono Koło Gospodyń Wiejskich.

1963 - Minister Sprawiedliwości powołał zakład karny o nazwie: Ośrodek Pracy Więźniów w Szerokiej. Po włączeniu Szerokiej w roku 1975 do miasta jego urzędowa nazwa brzmi: Zakład Karny w Jastrzębiu-Zdroju. Kolejni naczelnicy więzienia to: Baradziej, dr Józef Nawoj i Włodzimierz Wawszczyk.

        -  Jastrzębie Zdrój uzyskało prawa miejskie.

1964 - Na polach Szerokiej wszczęto poszukiwania złóż węglowych przez wiercenia głębinowe, ustalające miejsce i grubość pokładów węglowych.

         - Przy ulicy Gagarina zostaje wybudowana Baza Hotelowa.

      - W budynku Organistówki powstaje Ośrodek Zdrowia z przeznaczeniem dla całej  Gromady Borynia, przeniesiony z budynku J. Weismana.

1964/65 – Poszerzono i pokryto asfaltem główną drogę przez wieś, obecną ul. Powstańców Śl. Utwardzono ul. Węglową i Gagarina.

 1965 – Początek budowy na gruntach farskich osiedla górniczego.

         - Zaczęto budowę Domów Górnika, pawilonów handlowych i innych budynków użyteczności publicznej.

          - Przez Szeroką rozpoczął kurs autobus z Katowic  przez Żory do Jastrzębia-Zdroju. 

1966  – Urząd szerockiego sołtysa przejmuje Faustyn Piksa.

          - W kościele szerockim zainstalowano ogrzewanie i wyremontowano instalację elektryczną.

1966/67 - Nastąpiła  szczytowa faza rozwoju ROW-u.

1967 – 1971 - Zostały oddane do użytku 3 hotele dla górników, zwane Domami Górnika. Jeden w bloku mieszkalnym.

1967 – Do pierwszych bloków wprowadzili się mieszkańcy – rodziny górników i dozoru Ośrodka Pracy Więźniów, przybyli z różnych stron Polski.

1967- 1978 – Ks. Oswald Reiman proboszczem, dwa lata przedtem był administratorem.

                 - W parafii odbyła się uroczystość milenijna.

                 - Wykonano remont wieży i dachu kościoła. Wyprostowanie skrzywionego krzyża.

1968 - W parafii odbyła się uroczystość z okazji 200-lecia istnienia na kopcu statuy Matki Boskiej z Dzieciątkiem.

        -  20 VIII – Sowieci i cztery państwa Układu Warszawskiego, wśród których była Polska Ludowa wkroczyli do Czechosłowacji w czasie „wiosny praskiej”- ruchu wyzwoleńczego w celu poskromienia tego ruchu. Polskie  jednostki sił zbrojnych w czołgach przejeżdżały nocą przez Szeroką. Wobec wrogiego nastawienia ludności czeskiej w stosunku do wojska polskiego, zaopatrywało się ono codziennie w pieczywo w szerockiej piekarni.

        - Osiedle górnicze w środku wsi przyjmuje nazwę: Osiedle 1000-lecia

        - W sąsiedztwie kościoła wybudowano restauracją „Skarbnik”.

1969 - Zmarł ks. prob. Jan Michalik i został pochowany na szerockim cmentarzu. Jego zasługą jest wybudowanie nowego probostwa. Za jego duszpasterzowania skarb państwa przejął 26 ha pola farskiego, ale proboszcz nie odpisał tego aktu.

 1969 -1971- Z powodu zbyt dużej liczby dzieci, część z nich uczyła się na starej
              poczcie u Buchalika i na Bazie Hotelowej.

1970 – Przeniesiono pocztę z budynku Teodora Buchalika do budynku przy Bazie Hotelowej. Kierowniczką została Halina Zabrzańska.

         -  Oddano do użytku Dom Kultury

         - Kolejni  przewodniczący Rady Osiedlowej: Władysław Kirejewski, Maria Kępka, Franciszek Kasprzak, Stefan Woźniak.

 1972 - Oddano do użytku nową szkołę i przedszkole górnicze.

         - Przekazano do eksploatacji KWK Borynia, leżącą na terenie Szerokiej.

         - Na osiedlu powstał ciąg handlowo-usługowy - sklep ogólnospożywczy, nabiałowy, rzeźniczy, fryzjer.

         -  Na Bazie Hotelowej założono bibliotekę wiejską. Prowadziła ją p. Koźlik.

         - Szkoła podstawowa otrzymała imię Mikołaja Kopernika.

         - Nadano nazwy szerockim ulicom: Boczna, A. i D. Dybów, A. Fredry, J.  Gagarina, Kombatantów, Ludowa, Norwida, Odpolany, Osiedle Tysiąclecia,  Powstańców Śląskich, Reja, Wesoła, Węglowa, Wolności, Wojska Polskiego. Na  osiedlu domków jednorodzinnych są następujące ulice: Agrestowa, Bananowa,  Jagodowa, Malinowa, Orzechowa, Porzeczkowa, Winogronowa. W roku 2008  doszła ul H. Sławika, łącząca ul. Powstańców z ul. Gagarina. 

1973 – Powstał Urząd Gminy Szeroka z siedzibą w budynku starej szkoły szerockiej, obejmujący wsie z Gromady Borynia. Wójtem mianowano Romana Mańkę. Przy gminie powstał Polski Komitet Pomocy Społecznej, którego przewodniczącą została  Helena Białecka. Założono też we wsi Związek Emerytów, Rencistów i Inwalidów. Pierwszym prezesem tego związku był Władysław Kirejewski z Osiedla  1000-lecia.

1 VII 1975 - Gmina Szeroka utraciła swą niezależność, a wioski wchodzące w jej skład zostały włączone jako dzielnice do miasta Jastrzębia Zdroju. Miasto podlega pod sąd w Wodzisławiu.

         - W związku z wejściem Szerokiej w skład miasta Jastrzębie - Zdrój zmieniono nazwy niektórych ulic: Kopernika na Fredry, Moniuszki na Norwida.

1976 – Oświetlono  ul. Powstańców.

        - Do Domu Kultury dobudowano halę sportową, w której odbywają się rozgrywki piłki siatkowej na szczeblu międzynarodowym. Tutejsza drużyna siatkówki nosi nazwę „Jastrzębski Węgiel”.

         - Teodor Guzy zebrał nazwiska wszystkich szeroczan – ofiar II wojny światowej.  Tabliczki z ich imionami i nazwiskami oraz wiekiem zostały umieszczone w bocznej bramie cmentarza.

         - Przeniesiono przedszkole wiejskie z budynku przy starej szkole do stołówki Bazy Hotelowej przy ul. Gagarina.

1977- Sołtysem zostaje Leon (Werner)Zygmund.

1978 - Oświetlono ważniejsze ulice dzielnicy.

1978 – 1995 – Proboszczem jest ks. Antoni Łatko.

1979 – Początek kolekcji dzwonków ks. Antoniego Łatko w Szerokiej.

1980 – Obchody 700 – lecia Szerokiej przez parafię.

         – Na zachód od Osiedla Tysiąclecia zaczęto budowę osiedla domków o niskiej zabudowie. Pierwsi mieszkańcy wprowadzili się w 1981, reszta w 1982.

1981    28/29 VIII – 3IX – Na KWK Borynia trwał strajk górników. Dnia 4 XII na terenie kopalni Borynia ks. biskup Czesław Domin i szeroccy księża prob. Antoni Łatko i wikary Janusz Kwapiszewski odprawili Mszę św., i poświęcili górniczy sztandar.

1981 - Przy tutejszej parafii otwarto Poradnię Życia Rodzinnego.

       - 13 XII - Wprowadzono w Polsce stan wojenny.

1981-1982 – Józef Borowski dyrektorem szkoły

1982 – W Zakładzie Karnym w Szerokiej  internowano działaczy „Solidarności” z  regionu. Odwiedzili ich biskupi Bednorz i kardynał F. Macharski oraz  aktorka Maja Komorowska.

          – Całą miejscowość objęto siecią wodociągową.

1982 – 1991 - Irena Kasperowicz była dyrektorem szkoły

1983 – Powstał zespół folklorystyczny „Druga Młodość”, składający się z tutejszych emerytów i rencistów. Przewodniczącą jest Otylia Rusek.

1984 – Przy Kole Gospodyń Wiejskich i Ochotniczej Straży Pożarnej powstał zespół wokalny „Niezapominajki”. Założyła go Małgorzata Kaczmarczyk. Obecną przewodniczącą jest Helena Zoremba.

       – Przed wejściem bocznym do kościoła zainstalowano pod zadaszeniem tymczasowo trzy żelazne dzwony z Połomii.

1984 – W szerockiej szkole wbrew odgórnym zakazom uczniowie zawiesili krzyże w salach lekcyjnych. Skutkowało to represjonowaniem nauczycieli.

1985 – Został oddany do użytku i poświęcony przez prob. Antoniego Łatko dom katechetyczny, wybudowany przy probostwie.

        - Szkoła Podstawowa nr 18 w Jastrzębiu-Zdroju (Szerokiej) uzyskując pełny charakter świecki, uzyskała zgodę od władz partyjnych na ufundowanie sztandaru szkoły.

1986 – Na sołtysa wybrano Józefa Szkróbkę.

1987 - Przeprowadzono gazyfikację dzielnicy.

       - Tutejsza Ochotnicza Straż Pożarna obchodziła uroczyście stuletnią rocznicę jej powstania, w czasie której poświęcono sztandar OSP.

1988 – 1991 Na północ od starego osiedla dobudowano nowe o wyższym standardzie. Przy blokach mieszkalnych powstały kioski spożywcze i z towarami powszechnego użytku.

1989 – Około 50 rodzin i kilka osób samotnych ze wsi i osiedla wyemigrowało na stałe do Niemiec jako emigranci ekonomiczni. To zjawisko wystąpiło na całym Śląsku.

1989 – Polska odzyskała całkowitą niepodległość.

1990 – Dawna gmina Szeroka (Borynia, Skrzeczkowice, Szeroka) podjęła starania o odłączenie się od miasta  i  utworzenie samodzielnej gminy, co skończyło się niepowodzeniem.

       - W szerockiej szkole w asyście ks. prob. A. Łatko zawieszono krzyże we wszystkich salach lekcyjnych i wprowadzono naukę religii do szkoły.

1991 - W lutym funkcję sołtysa objął Adam Filipowski. Pełnił ją do marca  2007.

       - Od września Andrzej Wyroba otrzymuje mianowanie na nowego dyrektora Szkoły Podstawowej nr 18.   

        - Na ks. dziekana Antoniego Łatko zorganizowano na probostwie zbójecki napad.

1993 - W Szerokiej na ziemi kościelnej zostało wybudowane Muzeum dzwonków. Twórcą i kustoszem muzeum jest ks. prob. Antoni Latko.

Luty 1995 - Przeniesiono pocztę z Bazy Hotelowej na Dom Górnika.

1995 – Uruchomiono na Osiedlu Tysiąclecia „Aptekę pod ręką”.

        – Ks. Joachim Kloza zostaje nowym proboszczem szerockiej parafii.

        - Ks. A. Łatko przechodzi na emeryturę i zajmuje mieszkanie na piętrze w Muzeum dzwonków.

         - W czasie reorganizacji dekanatów powstał dekanat jastrzębski, obejmujący tutejszą parafię, należącą dotąd do dekanatu pawłowickiego.

         - KWK „Borynia” weszła w skład nowo powołanej Jastrzębskiej Spółki Węglowej S.A., która obejmuje sześć kopalń.

1995 – 2001- Przeprowadzono generalny remont kościoła na zewnątrz i wewnątrz oraz dokonano renowacji probostwa i domu katechetycznego oraz cmentarza.

       - W kwietniu  na zebraniu Rady Osiedlowej obrano na przewodniczącego  Stefana Woźniaka. (W 2013 trwa już jego 5. kadencja)

1997 – Przeniesiono Ośrodek Zdrowia z Organistówki na Dom Górnika.

           - 30.05. – 02.06. w parafii szerockiej trwa peregrynacja kopii Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej.

      - Poświęcono sztandar Ochotniczej Straży Pożarnej za prezesury Ludwika Michalika z udziałem Waldemara Pawlaka, ówczesnego komendanta krajowego OSP.

            - Poniżej kościoła przed probostwem powstał parking.

            - Zainstalowano zewnętrzną iluminację kościoła i statuy na kopcu..

1997- 2000 – Ukazywała się gazetka parafialna „Exodus”

1997-2007 - Dom katechetyczny jest w użytkowaniu władz oświatowych.

1998 – Parafia ufundowała 6 witraży do kościoła.

         - Miasto sprzedało Organistówkę osobie prywatnej.

1999 – Ośrodek Zdrowia został przekształcony w Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej. Praktyka Lekarza Rodzinnego.(NZOZ)

       - 2 XII Po rannym nabożeństwie ku czci Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, ks. prob. J. Kloza poświęcił obraz Miłosierdzia Bożego, namalowany wg wizji świętej siostry Faustyny, który zawisł w prezbiterium, nad wejściem do zakrystii.

2000 – Na Osiedlu 1000lecia oddano do użytku targowisko.

        - Powstaje Gimnazjum nr 3 w Jastrzębiu-Zdroju (Szerokiej) Funkcję dyrektora obejmuje Agnieszka Mazur ( Gałuszka).

        - Przy NZOZ otwarto punkt pobrań wszystkich badań laboratoryjnych.

        - Ks. b-p Stefan Cichy poświęcił 4 nowe dzwony ufundowane przez parafian.

        - Żelazne dzwony podarowano do parafii Lędziny-Hołdunów.

 

Kalendarium opracowano na podstawie własnych doświadczeń i przeżyć autorki oraz poniższej literatury.

Literatura

-  Adressbuch des Kreises Ples mit Kalender für das Jahr 1906. Oprac. J. Luppa

- Benisz Jan Karol, Skorowidz miejscowości oraz urzędów państwowych i autonomicznych województwa śląskiego, Katowice1928

-  Białecki Leon, Szkic monograficzny Szerokiej- Jubileusze, Szeroka 2001

- Maroń Franciszek, Rozwój siei parafialnej w diecezji katowickiej aż do końca XV w. Śląskie Studia  Historyczo-teologiczne II 1969

- Musioł Ludwik, Szeroka- monografia historyczna,(maszynopis) 1954

- Nowack Alfons, Historia parafii  wiejskich archiprezbiteratu Żory na Górnym Śląsku, Opole 2011. Przełożył z niemieckiego Mieczysłw Kula

- Prażmowski Józef, Szkolnictwo w województwie śląskim, Katowice 1936

- Schematismus der öfentlchen katolischen und ewangelischen Volksschulen sdes reg.- Bez.Oppeln, Breslau 1911

-   Schematyzm diecezji  śląskiej, Katowice 1927

Helena Białecka

Agnieszka Światowska (Piksa)

Agnieszka Piksa urodziła się 13 lutego 1982 roku w Zebrzydowicach w rodzinie Cecylii i Andrzeja Piksów z Szerokiej. Obydwoje rodzice pracowali na KWK Borynia; ojciec jako ślusarz, a matka jako laborantka i planistka w dziale wentylacji. Państwo Piksowie dochowali się czworga pociech, które wychowali w duchu rodzimych, śląskich tradycji i wartości. Agnieszka jest ich drugim dzieckiem.

Na wybór drogi zawodowej Agnieszki wpływ miały bliskie jej sercu osoby. Mama, która pomimo pracy zawodowej, prowadzenia domu i wychowywania dzieci, znajdowała czas na dobrą książkę (to ona odkryła przed córką niezwykły świat Ani z Zielonego Wzgórza, od którego wszystko się zaczęło) oraz ciocia Adela, która zawsze wspierała i podnosiła na duchu w czasie studiów i późniejszej pracy zawodowej.

Agnieszka ukończyła szkołę podstawową w Szerokiej. Potem kontynuowała naukę w Liceum Ogólnokształcącym im. Karola Miarki w Żorach. Po egzaminie maturalnym, w roku 2001 rozpoczęła studia na Uniwersytecie Opolskim, na kierunku filologia polska w zakresie folklorystyki. Na półmetku studiów rozpoczęła kurs pedagogiczny w Międzywydziałowym Centrum Kształcenia i Doskonalenia Pedagogicznego w Opolu. W czerwcu 2006 roku zdobyła tytuł magistra.

W czasie studiów odbywała praktyki pedagogiczne w Szerokiej i w Gogołowej, a czas wolny wypełniała jej praca wychowawcy na koloniach i zimowiskach. Zdobyte w ten sposób doświadczenie pomogło jej w późniejszej pracy zawodowej.

Niecałe trzy miesiące po ukończeniu studiów rozpoczęła pracę w Jastrzębiu-Zdroju. Przez dwa lata pracowała w dwóch szkołach, na zasadzie uzupełnienia etatu. Kiedy jednak w Zespole Szkół Zawodowych zaproponowano jej pełen wymiar godzin, zrezygnowała z pracy w Zespole Szkół nr 3 im. Stanisława Wyspiańskiego. Od 2008 roku jest zatem nauczycielem w szkole zawodowej i w technikum, a od grudnia 2012 roku egzaminatorem maturalnym. W pracy nauczyciela polonisty i wychowawcy wykorzystuje wiedzę z zakresu folklorystyki i historii regionu, wpajając młodzieży miłość do Małej Ojczyzny. Stale się dokształca, uczestnicząc w różnych formach doskonalenia zawodowego nauczycieli. Trudna i czasem niewdzięczna praca nauczyciela daje jej poczucie satysfakcji.

W kwietniu 2010 roku wyszła za mąż za Wojciecha Światowskiego, który również jest nauczycielem. Rok później urodziła bliźnięta – Marysię i Krzysia. Niespełna dwuletnia córeczka chyba pójdzie w ślady mamy, bo zupełnie nie interesuje się zabawkami; chce tylko „czytać i pisać”! Obecnie Agnieszka mieszka w Jastrzębiu, ale chciałaby wybudować w Szerokiej dom.

Elżbieta Kasza (Piksa)

Siostra Agnieszki Światowskiej, Elżbieta, również jest pedagogiem. To trzecie dziecko Andrzeja i Cecylii Piksów. Elżbieta urodziła się 21 grudnia 1985 roku w Zebrzydowicach. Już jako mała dziewczynka wiedziała, że zostanie nauczycielem w przedszkolu. Ciocia Marysia często wspomina anegdotę, której to bohaterką jest właśnie mała Ela. Maria Piksa, będąc nauczycielem w szerockim przedszkolu, prowadziła zajęcia. Wizytatorka z kuratorium dostrzegła wśród przedszkolaków Elżbietkę. Dziewczynka podeszła do kobiety i bez skrupułów zażądała pomocy. Po kilku latach Maria spotkała swoją wizytatorkę, a ta zapytała ją: „Co się dzieje z tym rezolutnym przedszkolakiem, który wydawał rozkazy pani z kuratorium?”. Ciocia odpowiedziała: „Poszła w nasze ślady”.

Elżbieta ukończyła Szkołę Podstawową Nr 18 im. M. Kopernika w Szerokiej. Kontynuowała naukę w II Liceum Ogólnokształcącym im. W. Korfantego w Jastrzębiu-Zdroju. W 2004 roku rozpoczęła studia w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Raciborzu, na kierunku kształcenie wczesnoszkolne i wychowanie przedszkolne z językiem angielskim. W 2007 roku uzyskała tytuł licencjata. W tym samym roku rozpoczęła studia uzupełniające z zakresu kształcenia wczesnoszkolnego i wychowania przedszkolnego z językiem angielskim na Uniwersytecie Opolskim. W czerwcu 2009 roku zdobyła tytuł magistra.

W czasie studiów odbywała praktyki pedagogiczne w szerockim przedszkolu i szkole podstawowej, gdzie doskonaliła umiejętności nauczyciela.

Po ukończeniu studiów I stopnia rozpoczęła pracę nauczyciela języka angielskiego w Szkole Podstawowej Nr 18 im. M. Kopernika w Szerokiej i w Przedszkolu Nr 23 im. L. Krzemienieckiej w Żorach. Przez rok pracowała w dwóch placówkach. Praca z maluszkami dawała jej jednak więcej radości i satysfakcji, więc zrezygnowała z etatu w Szerokiej. Do tej pory spełnia się w pracy z przedszkolakami. Jest wychowawcą w przedszkolu, ale wykorzystuje też umiejętności językowe i prowadzi zajęcia z angielskiego.

Od września 2012 roku jest szczęśliwą żoną Adama Kaszy. Razem wybudowali dom w Kończycach Małych i czekają na narodziny nowego członka rodziny.

Ewa Pielichiewicz (Piksa)

Urodziłam się 15 czerwca 1980 roku w Jastrzębiu Zdroju. Moi rodzice – Stefan i Felicja (z domu Pieter) mieszkają w Szerokiej. Tata pracował na kopalni Zofiówka – obecnie jest na emeryturze, a mama zajmowała się domem i wychowywaniem czterech córek: Barbary, Aleksandry, Ewy i Krystyny.

Po ukończeniu Szkoły Podstawowej Nr 18 im. M. Kopernika w Szerokiej, podjęłam dalszą naukę w III Liceum Ogólnokształcącym w Jastrzębiu-Zdroju. Zaraz po maturze w 1999 rozpoczęłam studia na Uniwersytecie Śląskim, na kierunku zintegrowana edukacja wczesnoszkolna, gdzie w 2004 roku uzyskałam tytuł magistra pedagogiki.

Doświadczenie zawodowe zdobyłam podczas praktyk odbywanych w czasie studiów w szerockiej szkole oraz w przedszkolu na Dubielcu.

W czasie studiów podejmowałam się różnych zajęć, pracowałam jako sprzedawczyni, byłam opiekunką, a w latach 2004 – 2007 pracowałam w Urzędzie Miasta Jastrzębie - Zdrój na stanowisku pracownika biurowego.

Równocześnie w 2005 roku rozpoczęłam Podyplomowe Studia na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, na kierunku wychowanie przedszkolne. Po ich ukończeniu, w 2008 roku podjęłam pracę w Publicznym Przedszkolu Nr 10 w Boryni. Przez ten czas wspierana przez panią Dyrektor i koleżanki z pracy, zdobywałam doświadczenie, jakiego nie zagwarantują żadne studia ani kursy.

10 stycznia 2009 roku wyszłam za mąż, za Michała Pielichiewicza i po ukończeniu stażu w przedszkolu przeprowadziłam się do Wrocławia. 10 miesięcy później, w listopadzie 2009 roku zostałam szczęśliwą mamą Emilki (charakternej blondyneczki) i przez trzy lata zajmowałam się jej wychowywaniem. Wrocław jest pięknym miastem, ale bardzo tęsknię za moją cudowną rodziną, znajomymi i szerockimi miejscami. Zawsze z niecierpliwością czekam na moment, w którym mogę odwiedzić rodzinne strony.

W 2012 roku dostałam pracę w Zespole Szkolno – Przedszkolnym nr 16 we Wrocławiu i mam nadzieję, że uda mi się tutaj zagościć na dłużej.

Praca z dzieciakami w wieku przedszkolnym jest spełnieniem moich marzeń, a także życiowym powołaniem. Od zawsze chciałam wykonywać ten zawód - stąd studia na kierunku pedagogicznym. Cieszy mnie wspólne odkrywanie z najmłodszymi  tego, co nowe i nieznane, obserwowanie ogromnych postępów w rozwoju i zdobywaniu coraz to nowych umiejętności. W swojej pracy staram się otaczać dzieci troską i zrozumieniem, rozbudzać ich indywidualne zainteresowania i umiejętności.

Aleksandra Forias (Gładysz)

Aleksandra Gładysz urodziła się 19.01.1983 roku w Żorach. Jest córką Jolanty, z domu Fura i Józefa Gładysz zamieszkałych w Szerokiej. Ojciec zmarł w 2012 roku. Rozpoczęła naukę w Szkole Podstawowej nr 18 w Szerokiej, po której ukończeniu udała się do Liceum Ogólnokształcącego nr 1 im. Karola Miarki w Żorach.

Po maturze, w roku 2002, podjęła studia magisterskie na Uniwersytecie Śląskim, Filia w Cieszynie, na Wydziale Pedagogicznym w zakresie Wychowania Fizycznego i Zdrowotnego z Turystyką, które obroniła z wynikiem bardzo dobrym.

W 2007 roku wyszła za mąż za Grzegorza Forias, przyjęła jego nazwisko i zamieszkała w miejscowości Wisła. W tym też roku rozpoczęła pracę w Szkole Podstawowej nr 2 w Wiśle Czarnem, jako nauczyciel wychowania fizycznego, gdzie pracuje do dziś. Kontynuuje zamiłowanie do pracy pedagogicznej, którą jako pierwsza w rodzinie podjęła jej babcia z Szerokiej, Stefania Fura, rodz. Piechoczek.

W roku 2008 Aleksandra uczestniczyła w licznych szkoleniach, dzięki którym uzyskała uprawnienia Żeglarza Jachtowego, Instruktora Narciarstwa Zjazdowego, Instruktora Fitness- Nowoczesne Formy Gimnastyki oraz tytuł Trenera i szkoleniowca „teambuildingu”.

W roku 2009 rozpoczęła również Studia Podyplomowe na Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach na kierunku Artystyczne Formy Aktywności Ruchowej. Obroną dyplomu było samodzielne wyreżyserowanie i udział w spektaklu tanecznym Pt. „4 x ONA”, który został wystawiony przed szeroką publicznością 16.01.2011 roku w Domu Kultury w Jaworznie.

Aleksandra jest dziś szczęśliwą żoną, matką i nauczycielką, która pracuje z wielką pasją i zaangażowaniem, dzięki czemu szkoła w Czarnem zdobyła już liczne dyplomy, puchary i medale w zawodach i konkursach sportowych.

Lidia Duda z domu Kozik

Urodzona 16.06.1971 r. w Rybniku;

Ukończone szkoły:

  1. Szkoła Podstawowa im. Mikołaja Kopernika w Szerokiej -1986r.
  2. Zespół Szkół nr 2 II liceum Ogólnokształcące w Jastrzębiu Zdroju – 1990r.
  3. Studium Katechetyczne przy Kurii Diecezjalnej w Katowicach – 1992r.
  4. Studium Nauczycielskie im. T. Kotarbińskiego w Raciborzu- 1993r.
  5. Uniwersytet Śląski w Katowicach, Wydział Pedagogiczno-Artystyczny - 1997r. w zakresie wychowania przedszkolnego.
  6.  Studia Podyplomowe w zakresie Edukacji Zintegrowanej w kl. I-III, Akademia Pedagogiczna im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie - 2002r.
  7. Kurs Kwalifikacyjny z zakresu Bibliotekoznawstwa, MCDN w Tarnowie – 2006r.
  8. Studia podyplomowe w zakresie Oligofrenopedagogiki, Wyższa Szkoła Ekonomii, Turystyki i Nauk Społecznych w Kielcach- 2010r.

Przebieg pracy zawodowej:

  1. Od 2 listopada 1990r. do końca czerwca 1991r. Przedszkole nr 16 w Jastrzębiu Zdroju- nauczyciel przedszkola.
  2. Od 1 września 1991r. do końca sierpnia 1992r. Przedszkole nr 2w Jastrzębiu Zdroju- nauczyciel przedszkola.
  3. Od 1 września 1992r. do końca sierpnia 1997r. Przedszkole nr 13 w Szerokiej- nauczyciel przedszkola.
  4. Od 1994r. również Przedszkole nr 10 - nauczyciel przedszkola.
  5. Od  września 1997r. do nadal Zespół Szkół Szkoła Podstawowa im. Jana Pawła II w Podolu- Górowej, gmina Gródek nad Dunajcem, powiat nowosądecki- nauczyciel przedszkola, klas I-III, oligofrenopedagog, nauczyciel katecheta.

Wyszłam za mąż 2 sierpnia 1997r. za Grzegorza Dudę, z którym mam troje dzieci:

  • Izabela 1998r.
  • Beata 2002r.
  • Antoni 2008r.

Od tamtej pory mieszkam w Podolu – Górowej.

Osiągnięcia w pracy zawodowej:

-  Nauczyciel dyplomowany –czerwiec 2002r.

-  Liczne nagrody dyrektora: 1996, 2001, 2004, 2005,2006, 2010, 2011, 2012.

-  Opiekun sklepiku szkolnego „Kubuś”;

-  Od roku 2007 udział w akcji charytatywnej „Kolędnicy Misyjni”;

-  Dwukrotna organizacja Wieczoru Świętej Cecylii;

-  Współorganizacja Jasełek Bożonarodzeniowych dla społeczności lokalnej;

-  Założenie i prowadzenie Dziewczęcej Służby Maryjnej;

-  Współorganizacja gminnego konkursu Wiedzy o Błogosławionym Janie Pawle II.

  H. i L. Białeccy

Agnieszka Światowska (Piksa)

Agnieszka Piksa urodziła się 13 lutego 1982 roku w Zebrzydowicach w rodzinie Cecylii i Andrzeja Piksów z Szerokiej. Obydwoje rodzice pracowali na KWK Borynia; ojciec jako ślusarz, a matka jako laborantka i planistka w dziale wentylacji. Państwo Piksowie dochowali się czworga pociech, które wychowali w duchu rodzimych, śląskich tradycji i wartości. Agnieszka jest ich drugim dzieckiem.

Na wybór drogi zawodowej Agnieszki wpływ miały bliskie jej sercu osoby. Mama, która pomimo pracy zawodowej, prowadzenia domu i wychowywania dzieci, znajdowała czas na dobrą książkę (to ona odkryła przed córką niezwykły świat Ani z Zielonego Wzgórza, od którego wszystko się zaczęło) oraz ciocia Adela, która zawsze wspierała i podnosiła na duchu w czasie studiów i późniejszej pracy zawodowej.

Agnieszka ukończyła szkołę podstawową w Szerokiej. Potem kontynuowała naukę w Liceum Ogólnokształcącym im. Karola Miarki w Żorach. Po egzaminie maturalnym, w roku 2001 rozpoczęła studia na Uniwersytecie Opolskim, na kierunku filologia polska w zakresie folklorystyki. Na półmetku studiów rozpoczęła kurs pedagogiczny w Międzywydziałowym Centrum Kształcenia i Doskonalenia Pedagogicznego w Opolu. W czerwcu 2006 roku zdobyła tytuł magistra.

W czasie studiów odbywała praktyki pedagogiczne w Szerokiej i w Gogołowej, a czas wolny wypełniała jej praca wychowawcy na koloniach i zimowiskach. Zdobyte w ten sposób doświadczenie pomogło jej w późniejszej pracy zawodowej.

Niecałe trzy miesiące po ukończeniu studiów rozpoczęła pracę w Jastrzębiu-Zdroju. Przez dwa lata pracowała w dwóch szkołach, na zasadzie uzupełnienia etatu. Kiedy jednak w Zespole Szkół Zawodowych zaproponowano jej pełen wymiar godzin, zrezygnowała z pracy w Zespole Szkół nr 3 im. Stanisława Wyspiańskiego. Od 2008 roku jest zatem nauczycielem w szkole zawodowej i w technikum, a od grudnia 2012 roku egzaminatorem maturalnym. W pracy nauczyciela polonisty i wychowawcy wykorzystuje wiedzę z zakresu folklorystyki i historii regionu, wpajając młodzieży miłość do Małej Ojczyzny. Stale się dokształca, uczestnicząc w różnych formach doskonalenia zawodowego nauczycieli. Trudna i czasem niewdzięczna praca nauczyciela daje jej poczucie satysfakcji.

W kwietniu 2010 roku wyszła za mąż za Wojciecha Światowskiego, który również jest nauczycielem. Rok później urodziła bliźnięta – Marysię i Krzysia. Niespełna dwuletnia córeczka chyba pójdzie w ślady mamy, bo zupełnie nie interesuje się zabawkami; chce tylko „czytać i pisać”! Obecnie Agnieszka mieszka w Jastrzębiu, ale chciałaby wybudować w Szerokiej dom.

Elżbieta Kasza (Piksa)

Siostra Agnieszki Światowskiej, Elżbieta, również jest pedagogiem. To trzecie dziecko Andrzeja i Cecylii Piksów. Elżbieta urodziła się 21 grudnia 1985 roku w Zebrzydowicach. Już jako mała dziewczynka wiedziała, że zostanie nauczycielem w przedszkolu. Ciocia Marysia często wspomina anegdotę, której to bohaterką jest właśnie mała Ela. Maria Piksa, będąc nauczycielem w szerockim przedszkolu, prowadziła zajęcia. Wizytatorka z kuratorium dostrzegła wśród przedszkolaków Elżbietkę. Dziewczynka podeszła do kobiety i bez skrupułów zażądała pomocy. Po kilku latach Maria spotkała swoją wizytatorkę, a ta zapytała ją: „Co się dzieje z tym rezolutnym przedszkolakiem, który wydawał rozkazy pani z kuratorium?”. Ciocia odpowiedziała: „Poszła w nasze ślady”.

Elżbieta ukończyła Szkołę Podstawową Nr 18 im. M. Kopernika w Szerokiej. Kontynuowała naukę w II Liceum Ogólnokształcącym im. W. Korfantego w Jastrzębiu-Zdroju. W 2004 roku rozpoczęła studia w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Raciborzu, na kierunku kształcenie wczesnoszkolne i wychowanie przedszkolne z językiem angielskim. W 2007 roku uzyskała tytuł licencjata. W tym samym roku rozpoczęła studia uzupełniające z zakresu kształcenia wczesnoszkolnego i wychowania przedszkolnego z językiem angielskim na Uniwersytecie Opolskim. W czerwcu 2009 roku zdobyła tytuł magistra.

W czasie studiów odbywała praktyki pedagogiczne w szerockim przedszkolu i szkole podstawowej, gdzie doskonaliła umiejętności nauczyciela.

Po ukończeniu studiów I stopnia rozpoczęła pracę nauczyciela języka angielskiego w Szkole Podstawowej Nr 18 im. M. Kopernika w Szerokiej i w Przedszkolu Nr 23 im. L. Krzemienieckiej w Żorach. Przez rok pracowała w dwóch placówkach. Praca z maluszkami dawała jej jednak więcej radości i satysfakcji, więc zrezygnowała z etatu w Szerokiej. Do tej pory spełnia się w pracy z przedszkolakami. Jest wychowawcą w przedszkolu, ale wykorzystuje też umiejętności językowe i prowadzi zajęcia z angielskiego.

Od września 2012 roku jest szczęśliwą żoną Adama Kaszy. Razem wybudowali dom w Kończycach Małych i czekają na narodziny nowego członka rodziny.

 

Dorota Michałowska (Osowska)

Dorota Osowska urodziła się 20 grudnia 1977 w Jastrzębiu-Zdroju. Jej rodzice – Henryk i Gerda z d. Gebfert mieszkają w Szerokiej na Osiedlu Tysiąclecia. Dorota uczęszczała do przedszkola i szkoły podstawowej w Szerokiej. Potem uczyła się w Liceum Ogólnokształcącym nr 2 w Jastrzębiu Zdroju, które ukończyła w 1995.

W roku 1995 podjęła zaoczne studia na Uniwersytecie Śląskim, filia w Cieszynie na Wydziale Pedagogicznym, kierunek edukacja zintegrowana, które ukończyła w 2000. Od 1999 przez rok pracowała w Ognisku Opiekuńczo – Wychowawczym przy ul. Turystycznej w Jastrzębiu-Zdroju na stanowisku wychowawcy. Była to placówka całodzienna. Do tej placówki trafiały dzieci po wyroku sądowym.

W 2000 wyszła za mąż za Adama Michałowskiego, przyjęła jego nazwisko i została zatrudniona na stanowisku pedagoga szkolnego w gimnazjum w Jastrzębiu - Zdroju Szerokiej na cały etat. Wtedy gimnazjum w Boryni podlegało pod macierzyste gimnazjum w Szerokiej i dlatego dwa razy w tygodniu ma zajęcia także w gimnazjum w Boryni.

Jej praca polega na zapobieganiu niepowodzeniom szkolnym uczniów. Jest opiekunem pedagogiczno-psychologicznym dla dzieci z problemami w nauce i zachowaniu. Uczniowie ci trafiają do niej skierowani przez nauczycieli lub na prośbę rodziców. Prowadzi z nimi rozmowy, ale także zajęcia wyrównawcze, udziela rad w rozwiązywaniu kłopotów, a w trudnych przypadkach kieruje podopiecznych do Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Jastrzębiu - Zdroju. Oprócz tego prowadzi zajęcia z zakresu doradztwa zawodowego, koło teatralne i w ramach projektu - Odyseja umysłu- prowadzi zajęcia rozwijające kreatywność.

W 2001 urodziła syna, a równocześnie od 2000 do 2003 realizowała studia podyplomowe na Uniwersytecie Śl. w Cieszynie z zakresu pedagogiki opiekuńczo - wychowawczej i pracy socjalnej.

W latach 2004-2006 odbywała w Chorzowie Podyplomowe Studia Doradztwa Zawodowego Szkoła Zarządzania. Stopień nauczyciela dyplomowanego uzyskała w 2010. W 2011 w Rybniku odbyła kurs z zakresu terapii pedagogicznej.

Oprócz tego, że jest czynna zawodowo, pełni również funkcję Społecznego Kuratora Sądowego nad rodziną i dzieckiem skazanym przez Sąd dla Nieletnich za czyn karalny, które popełniło dziecko po 13 roku życia. Jako kurator pełni nadzór nad młodzieżą do 18 roku życia.

Razem z uczniami włącza się w woluntariat na terenie Jastrzębia Zdroju, który ma za zadanie pomaganie innym, potrzebującym, w ramach akcji „Świat , to my”.

W 2013 urodziła drugiego syna. Zapał do niesienia pomocy rodzinie wyniosła z domu rodzinnego mając ojca - Społecznego Kuratora Sądowego i trójkę rodzeństwa. Jej praca jest dostrzegana, doceniana i często nagradzana Nagrodą Dyrektora szkoły.

Ewa Witoszek (Pokusa)

Ewa Pokusa urodziła się19.01.1967 w Boryni jako córka Alojzego i Janiny z domu Hanzlik pochodzącej z Szerokiej. Ojciec Alojzy był wówczas kierownikiem ówczesnej Tuczarni Trzody Chlewnej w Boryni.

Tak przedstawia swoją biografię: „W wieku 5 lat przeprowadziłam się do Szerokiej, do nowo wybudowanego domu na ojcowiźnie swojej mamy wraz z rodzicami i o 10 lat starszym bratem Januszem. Tutaj rozpoczęłam edukację w przedszkolu w wieku 5 lat, skąd najbardziej pamiętam swoją wychowawczynię Wandę Piksa. Umiałam już wtedy płynnie czytać i bardzo chciałam już iść do szkoły, więc rodzice zdecydowali, że podejmę naukę w wieku 6 lat. Badanie psychologiczne potwierdziło moją gotowość szkolną. Bardzo serdecznie wspominam pierwszą wychowawczynię w klasie I-III w szkole w Szerokiej, którą była pani Aniela Wyroba, a także w starszych klasach panią Bernardynę Szymaniec, która prowadziła zajęcia z szycia i prac ręcznych. To właśnie wtedy zrodziło się u mnie zamiłowanie do szycia i innych robótek ręcznych, które są do dziś moją pasją.

Od klasy I uczęszczałam równocześnie do Ogniska Muzycznego w Żorach, ucząc się gry na pianinie, która to umiejętność jest bardzo przydatna podczas zajęć z dziećmi i pomaga mi do dziś realizować różne artystyczne przedsięwzięcia.

W roku 1980 ukończyłam szkołę podstawową i podjęłam naukę w Liceum Ogólnokształcącym nr 1 im Stanisława Staszica w Jastrzębiu Zdroju. Po liceum rozpoczęłam naukę na Wydziale Pedagogiczno-Artystycznym w Cieszynie – Filii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Po ukończeniu studiów i zdobyciu tytułu magistra w zakresie nauczania początkowego w 1990 roku zostałam przyjęta do szkoły w Szerokiej (do której kiedyś sama uczęszczałam) jako nauczyciel klas I-III. W szkole w Szerokiej pracuję do dziś.

W roku 1991 wyszłam za mąż za Alojzego Witoszka, przyjęłam jego nazwisko, a w 1993 urodziłam syna Filipa, który obecnie mieszka i studiuje w Danii.

Od wielu lat prowadzę w szkole Kółko Regionalne, na którym kultywuję tradycje regionalne, uczę dzieci wiedzy o historii i kulturze regionu śląskiego. Napisałam program autorski dla klas I-III pt. „Szeroka – moja mała ojczyzna”. Moi uczniowie zdobyli wiele czołowych miejsc w Konkursie Wiedzy o Ziemi Jastrzębskiej, Jastrzębskim Przeglądzie Jasełek a także brali udział w przeglądach poza miastem: w Radlinie, Niewiadomiu, Boguszowicach, Katowicach-Szopienicach. Największym osiągnięciem było zdobycie przez Michasię Guzy w 2004 roku I miejsca na szczeblu wojewódzkim w Konkursie Gawędziarskim w Gwarze Śląskiej „Jo Wom Godom" w Zabrzu. Jednym z istotnych celów mojej pracy jest kultywowanie gwary śląskiej. Jestem pomysłodawcą Śląskiej Majówki (obecna nazwa Dzień Regionalny z powodu częstej aury deszczowej w maju została przeniesiona na czerwiec) – imprezy integracyjnej w plenerze z udziałem zespołów regionalnych oraz zaproszonych dostojnych gości, którą organizuję od roku 1999, a od 5 lat z mojej inicjatywy odbywa się w naszej szkole Międzyszkolny Festiwal Gwary Śląskiej, gdzie dzieci z ościennych sołectw: Bzia, Boryni, Ruptawy i Zofiówki rywalizują ze sobą, wygłaszając przygotowane teksty gwarowe.

W roku 1999 założyłam zespół wokalno-instrumentalny „Szeroczanki”, który prezentuje się w strojach śląskich na uroczystościach miejskich, a także uświetnia uroczystości sołeckie i parafialne, jak na przykład dożynki czy Barbórka. Zespół wielokrotnie był laureatem Festiwalu Piosenki Śląskiej (I lub II miejsce), a w roku 2009 został odznaczony Nagrodą Prezydenta Miasta Jastrzębie Zdrój w Dziedzinie Kultury, dokładnie w 10-lecie swojego istnienia.

W czasie trwania mojej pracy doskonaliłam swoje umiejętności, biorąc udział w wielu formach doskonalenia zawodowego. Kilkakrotnie brałam udział w warsztatach teatralnych, a także uczestniczyłam w kursie edukacji regionalnej, organizowanym dla nauczycieli przez Górnośląski Ośrodek Kultury w Katowicach, obejmującym tańce ludowe i kalendarz obrzędowy.

W 2009 roku ukończyłam Nauczycielskie Kolegium Języków Obcych (język angielski) w Wodzisławiu Śląskim i zdobyłam tytuł licencjata w Instytucie Filologii Angielskiej w Opolu.

Od momentu ukończenia kolegium uczę również języka angielskiego w klasach młodszych.

Nadal mieszkam z mężem i matką w Szerokiej, w domu rodzinnym na dolnej wsi przy ul. A. Fredry.

Przekazała H. Białecka

Roman Piszczek

Piszczek Roman urodził się w 1909. Jego rodzice to Leon i Agnieszka z d. Wowra. Urodził się w sąsiedniej Gogołowej i tam uczęszczał do szkoły podstawowej, ale około 1918 roku rodzina przeprowadziła się do nowego domu w Szerokiej na górnej wsi. Po szkole podstawowej razem Hieronimem Piksą i Hilarym Szkróbką, którzy później zostali księżmi uczył się po szkole podstawowej w gimnazjum w Żorach, a w 1934 wstąpił do zakonu salezjańskiego w Czerwińsku. Widocznie do zakonu wstąpił za namową matki, bo po jej śmierci zrezygnował z zamiaru pójścia śladem kolegów.

W Warszawie poznał Helenę Bielską i z nią się ożenił. W 1939 urodził się im syn, potem jeszcze córka i drugi syn. Wcześnie owdowiał.

Po wojnie udał się z rodziną na Ziemie Odzyskane i tam w Toszowicach koło Rudnej (10 km od Lubina) objął kierownictwo szkoły podstawowej. Dostał tam na własność dom z kawałkiem pola.

Ożenił się ponownie we Włocławku i do tego miasta się przeniósł. We Włocławku jest pochowany.

Przekazała H. Białecka na podstawie wywiadu z siostrzenicą

Helena Białecka (Kula)

Helena Kula urodziła się 11 sierpnia 1932 w Rybniku – Boguszowicach w rodzinie chłopskiej. Naukę rozpoczęła po wybuchu II wojny światowej w szkole w Boguszowicach, w języku niemieckim. Po IV kl. szkoły podstawowej podjęła naukę w Rybniku, w tzw. Hauptschule – średniej szkole dla Ślązaków bez możliwości zdawania matury, do której uczęszczała około półtora roku, do czasu działań wojennych w tutejszej okolicy. Do gimnazjum natomiast mogły uczęszczać wtedy tylko dzieci zadeklarowanych Niemców. W Polsce Ludowej w 1945 przez dwa miesiące uczyła się w Szkole Podstawowej w Boguszowicach, a od września tego roku w Zakładzie Naukowo – Wychowawczym Sióstr Urszulanek w Rybniku. Po czterech latach ukończyła tamtejsze gimnazjum i zdała małą maturę, po której przyjęto ją do III klasy czteroletniego Państwowego Liceum Pedagogicznego w Pszczynie. Po zdaniu matury w 1951 z uwagi na osiągane wyniki w nauce mogła wybrać sobie szkołę w powiecie pszczyńskim, a nie odrabiać stypendium na Ziemiach Odzyskanych. Podjęła pracę w szkole w Boryni, w miejscowości położonej najbliżej jej domu rodzinnego. W 1953 wyszła za mąż za nauczyciela Leona Białeckiego i przyjęła jego nazwisko. Na własną prośbę po trzech latach przeniesiono ją do szkoły w Szerokiej, gdzie pracowała aż do emerytury w 1986. Przez 17 lat pracowała jako nauczycielka, potem jako nauczyciel-bibliotekarz. Na emeryturze w niepełnym wymiarze godzin pracowała jeszcze jeden rok w SP – 18 w Jastrzębiu-Zdroju Szerokiej i cztery lata w bibliotece Liceum Ogólnokształcącego im. K. Miarki w Żorach. Wychowała dwójkę dzieci, z których córka Danuta była okresowo nauczycielką w szerockiej szkole.

W toku pracy zawodowej po kilku kursach zdała w 1979 egzamin kwalifikacyjny równoważny wyższym studiom zawodowym z zakresu bibliotekoznawstwa. Do jej osiągnięć zawodowych należy dobra ocena jej pracy w bibliotece szkolnej w SP – 18 i w LO. Należała do Miejskiego Komitetu P/Alkoholowego i na terenie szkoły działała w młodzieżowym ruchu trzeźwości. Przez dwa lata była opiekunką konkursu Młodość – Trzeźwość. Szkoła w Szerokiej zajęła w tym konkursie dwa razy I miejsce na szczeblu miejskim, dwa razy na szczeblu wojewódzkim i w 1986 III miejsce na szczeblu centralnym. Z tego tytułu szkoła otrzymała wysoką nagrodę pieniężną. H. Białecka brała też udział w konkursie ogłoszonym w 1982 przez redakcję Głosu Nauczycielskiego na temat: Nauczycielka w kilku rolach, w którym zdobyła wyróżnienie.

Udzielała się społecznie w kilku miejscowych organizacjach. Od chwili założenia koła w Szerokiej, należała do Koła Gospodyń Wiejskich. Do czasu powstania w ramach tego koła zespołu śpiewaczego Niezapominajki prowadziła niejednokrotnie część kulturalno–rozrywkową na różnych spotkaniach organizowanych dla członkiń. Służyła zarządowi pomocą przy opracowywaniu sprawozdań z działalności miejscowego KGW, prowadziła kronikę koła, pełniła funkcję sekretarki.

W roku 1967 Urząd Powiatowy w Rybniku – Dział Opieki Społecznej przydzielił jej funkcję Terenowego Opiekuna Społecznego, którą pełniła przez 20 lat na wsi i Osiedlu Tysiąclecia. W 1972 Sąd Powiatowy w Rybniku powołał ją na Społecznego Kuratora Sądowego. Dozór nad skazanymi mieszkającymi w Szerokiej sprawowała do 1982 roku. Po powstaniu Urzędu Gminy w Szerokiej w 1973 powierzono jej założenie w Szerokiej koła Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej, którego została przewodniczącą.

Z jej inicjatywy powstało w 1974 w Szerokiej koło Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów i koło PKPS, wspólne dla borynian i skrzeczkowiczan. Jako przewodnicząca PKPS oprócz wnioskowania o zapomogi organizowała w ciągu 10 lat różne spotkania dla ludzi w podeszłym wieku z Szerokiej, Boryni i Skrzeczkowic, które odbywały się w Zakładowym Domu Kultury KWK Borynia. Część artystyczno–rozrywkową przygotowywała początkowo z dziećmi szkolnymi, później zaangażowała w to samych seniorów i tak powstał Klub Seniora, który występował z humoreskami, piosenkami, a nawet z tańcem. Z tego klubu powstał później zespół folklorystyczny Druga Młodość, ale już bez jej udziału. Przez 10 lat, począwszy od 1971 roku, była członkinią Ligi Kobiet odpowiedzialną za część edukacyjną i artystyczno – rozrywkową na spotkaniach koła. Często były to spotkania wspólne z innymi organizacjami z naszego środowiska, zwłaszcza spotkania uroczyste. W ramach Ligi Kobiet w 1979 wystąpiła w Wodzisławiu Śl. na naradzie zorganizowanej przez Zarząd Wojewódzki Ligi Kobiet w Katowicach z prelekcją na temat: Niektóre problemy człowieka starego w Jastrzębiu -Zdroju. Wnioski z tej prelekcji zaakceptowały ówczesne władze miejskie.

Będąc na emeryturze zaczęła od maja 1997 pisać do gazetki parafialnej w swojej rodzinnej miejscowości artykuły o tematyce historycznej, społeczno–obyczajowej, i religijnej głównie na podstawie relacji wspomnieniowych swojej 90 – letniej matki. Artykuły do Serca Ewangelii pisze nadal. Kiedy w listopadzie 1997 szerocki ks. prob, J. Kloza powołał zespół redakcyjny pisemka parafialnego Exodus, znalazła się w jego składzie i przez trzy lata redagowała do niego artykuły na podstawie wywiadów z mieszkańcami Szerokiej o tutejszych zwyczajach, o przeżyciach wojennych i powojennych tutejszych nielicznych już mężczyzn, którzy uczestniczyli w ostatniej wojnie światowej. Pisała również o ludziach nieprzeciętnych, urodzonych w Szerokiej, i na różne inne tematy. Jest także autorką kilku artykułów w Kalendarzu Żorskim i w Biuletynie Galerii Historii Miasta.

Włączyła się też do książki monograficznej o Szerokiej pisanej przez jej męża z rozdziałem pt.: Gawęda o życiu codziennym naszych przodków w zamierzchłych czasach. Na podstawie książek traktujących o prehistorycznym Śląsku, przedstawiła hipotetyczne życie pradawnych mieszkańców Szerokiej, zanim przybyli tu koloniści niemieccy. Książka ta pt.: Szkic monograficzny Szerokiej ukazała się w listopadzie 2001 roku z okazji kilku jubileuszy, a głównie z okazji 200 roku istnienia murowanego kościoła parafialnego w Szerokiej. Wydawcą tej książki jest parafia szerocka. Ponadto Helena B. jest autorką następujących publikacji:

  1. 2001 Zarys dziejów Boryni i Skrzeczkowic

  2. 2002 W naszej krainie

  3. 2004 Opowieści o dawnych panach

  4. 2004 Gdy stare splata się z nowym

  5. 2004 Tragiczne przeżycia Górnoślązaków w latach 1939–1956 ( współaut. z mężem)

  6. 2005 Podróż dyliżansem

  7. 2005 Górnośląska wiejska saga rodzinna

  8. 2009 Szeroczanki

  9. 2009 Mała ojczyzna w baśniach i opowieściach

  10. 2011 Tyś kapłanem na wieki. Księża szeroczanie (współaut. z mężem.)

  11. 2011 Szerockie panny klasztorne (współaut. z mężem)

Większość tych publikacji książkowych Miejska Biblioteka w Jastrzębiu - Zdroju przekazała do Śląskiej Biblioteki Cyfrowej i każdy mający dostęp do Internetu może je przeczytać nawet w najodleglejszym kraju.

Za swoją działalność otrzymała następujące odznaczenia :

- Złoty Krzyż Zasługi nr 71-75-29, W – wa 22.I 1975

- Srebrna Odznaka Zasłużonemu w Rozwoju Województwa Katowickiego nr 65075, 7. XI 1977

- Zasłużony działacz Frontu Jedności Narodu, nr d-5128, W-wa 1979

- Honorowa Odznaka Ligi Kobiet nr 9536, W-wa 19. VII 1980

- Złota odznaka Zasłużonemu w Rozwoju Województwa Katowickiego, nr 66692, 7.X 1981

- Medal : Order Serca – Matkom Wsi, Krajowy Związek Rolników i Organizacji Rolniczych W-wa 1995

- Medal za Długoletnie Pożycie Małżeńskie nr 242003-20, W-wa 21 maja 2003

- Odznaka honorowa – Zasłużony dla Kultury Polskiej, nr 4455 20 V 2010

- Odznaka za Zasługi dla Miasta-Jastrzębia Zdroju, Uchwała nr LXIII/812/2010 Rady Miasta Jastrzębie - Zdrój z dnia 28 X 2010. Otrzymała ją wspólnie z mężem.

Uhonorowano ją również licznymi dyplomami i podziękowaniami, oraz kilkoma nagrodami.

Ponadto wspólnie z mężem otrzymali w 2002 prestiżową Nagrodę Miasta Jastrzębia-Zdroju za upowszechnianie kultury i ochronę dóbr kultury a także w 2005 uzyskali nominację do Złotej Superaty i otrzymali w tym konkursie województw południowych nagrodę publiczności. Wspólnie też podjęli starania o zwrot zabytkowego dzwonu z szerockiego kościoła, który został zabrany na cele wojenne, a ocalał i znajdował się w jednej z niemieckich parafii. Dnia 15 listopada 2012 ośmioosobowa delegacja z miasta Güglingen przywiozła dzwon Gwiaździsty do Szerokiej, a dzień później odbyła się uroczysta Msza dziękczynna za powrót dzwonu. Stare zużyte serce Gwiaździstego zostało przekazane do Galerii Historii Miasta – muzeum jastrzębskiego. Za ich staraniem 8 marca 2013 powróciła również do Szerokiej sygnaturka ufundowana przez parafian szerockich w 1862, a włączona do muzeum dzwonków ks. Antoniego Łatko.

 Przekazała Helena Białecka

Leon Białecki II

Leon Białecki II - syn Józefa i Zofii, krewny Leona Białeckiego I - pierwszego nauczyciela polskiego w czasach plebiscytu, kierownika szkoły w Tarnowicach Starych w okresie międzywojennym, urodził się 28 czerwca 1927 w Szerokiej. Ojciec początkowo górnik na kop. Kleofas w Katowicach, później rolnik na 6-hektarowym gospodarstwie w Szerokiej, matka Zofia z Gawłowskich pochodziła z Pawłowic. Leon miał siedmioro starszego rodzeństwa. Od 1934 uczęszczał pięć lat do Szkoły Powszechnej w Szerokiej, dwa lata do szkoły okupacyjnej. W grudniu 1939 roku, mając 12 lat, zadeklarował w „palcówce”, że należy do narodowości polskiej. Po ukończeniu szkoły podstawowej uczestniczył w lekcjach przysposobienia rolniczego przy miejscowej szkole, równocześnie pomagał rodzicom w pracach polnych. Brat Józef, który miał po rodzicach objąć gospodarstwo, nie wrócił z wojny, a pozostałe rodzeństwo założyło już swoje rodziny, wobec tego Leon miał zostać rolnikiem. Z tym faktem nie mógł się pogodzić.

W marcu 1946, mając już blisko 19 lat, po długim przekonywaniu ojca o zamiarze podjęcia nauki, wstąpił do Gimnazjum im. Karola Miarki w Żorach. Po małej maturze kontynuował naukę w Państwowym Liceum Pedagogicznym w Pszczynie. Maturę zdał w 1950. Kierując się potrzebą pomagania matce na gospodarstwie, wtedy już wdowie, uwzględniono jego prośbę i skierowano do pracy w Szkole Podstawowej w Świerklanach Górnych - miejscowości sąsiadującej z Szeroką. Odległość z braku komunikacji była jednak znaczna, a w Szerokiej nie było wolnych etatów, więc na jego prośbę dostał przeniesienie najpierw do Krzyżowic a po roku do Boryni. Wreszcie w 1955 zwolniło się miejsce w szerockiej szkole, w której pracował do 1984 – do emerytury.

W 1953 ożenił się z nauczycielką Heleną Kula pracującą w Boryni. Po roku pobytu w tej miejscowości przenieśli się oboje do domu rodzinnego w Szerokiej. Mieszkali razem z matką i niepełnosprawnym bratem. Oprócz pracy w szkole wspólnie prowadzili zmniejszone o 3 ha gospodarstwo rolne. Były to czasy ogromnych kontyngentów i nikt nie chciał gospodarstwa wydzierżawić, a rolnikom w podeszłym wieku lub niesprawnym jeszcze wtedy nie przysługiwała emerytura czy renta.

W 1956 Leon B. został powołany na 4-miesięczne ćwiczenia do służby wojskowej w Żaganiu, po której zaliczono go do rezerwy. W tym samym czasie (1956-1959) realizował 3-letnie Zaoczne Studium Nauczycielskie w Raciborzu z zakresu filologii polskiej. W 1962 urodziła się córka Danuta, a trzy lata później syn Leszek. Córka przez kilka lat uczyła w szkole szerockiej. Ze starego domu rodzinnego istniejącego już 100 lat, przeniósł się w 1968 z rodziną do nowo zbudowanego domu. W 1972-1974 odbył zaoczne studia w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Opolu, uzyskując w marcu 1974 dyplom ukończenia studiów wyższych zawodowych na Wydziale Filologiczno-Historycznym w zakresie filologii polskiej.

Szeroka w 1975 utraciła samodzielność i stała się dzielnicą miasta Jastrzębie-Zdrój, a szkoła szerocka została przemianowana na Szkołę Podstawową nr 18 w Jastrzębiu Zdroju. Dwa lata wcześniej szkoła otrzymała imię Mikołaja Kopernika. Pełniąc funkcję zastępcy dyrektora SP-18 w Szerokiej L. B. odbył w Katowicach kurs dla dyrektorów szkół. Zaliczył też szkolenie kierowników wycieczek, obsługi aparatury audiowizualnej oraz kurs dla bibliotekarzy szkolnych.

Uczył języka polskiego w starszych klasach, w których też przeprowadzał preorientację zawodową. W SP-18 razem z innymi nauczycielami prowadził również naukę dla osób starszych, które w tej szkole uzyskały świadectwo ukończenia szkoły podstawowej. Przy Zakładzie Karnym w Szerokiej istniała filia wieczorowej szkoły zawodowej z Opola oraz wieczorowa szkoła dla pracujących. W nich w ciągu 10 lat pracował jako nauczyciel języka polskiego. Przy szerockiej szkole istniało koło ZSL. Należał do tego stronnictwa do 1980. Do roku 1980 należał też do Związku Nauczycielstwa Polskiego wpisany do tego związku automatycznie z chwilą zatrudnienia w zawodzie. W 1978 uznano go za godnego do wpisania do Księgi Zasłużonych Nauczycieli miasta Jastrzębia-Zdroju.

W 1980 włączył się w ruch „Solidarności”. W SP 18 założył koło „Solidarności”, a później został wybrany wiceprzewodniczącym Solidarności Nauczycielskiej miasta Jastrzębia-Zdroju. W stanie wojennym za odmówienie zdjęcia symbolu religijnego, zawieszonego w klasie przez uczniów, stał się obiektem szykan i represji ze strony władz oświatowych oraz Służby Bezpieczeństwa. Otrzymał naganę za niesubordynację wobec władz oświatowych w PRL-u. Po przejściu na emeryturę mimo ówczesnego braku polonistów zabroniono mu pracować w szkołach jastrzębskich nawet w niepełnym wymiarze godzin. Przez cztery lata do 1987 był inwigilowany przez SB. Dnia 12 maja 2004 na podstawie dokumentów w zasobie archiwalnym Instytutu Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu otrzymał status osoby pokrzywdzonej.

Kiedy w listopadzie 1997 szerocki ks. prob, J. Kloza powołał zespół redakcyjny pisemka parafialnego „ Exodus”, znalazł się w jego składzie i przez trzy lata redagował do niego artykuły o tematyce regionalnej, głównie związane z dziejami Szerokiej.

Na emeryturze jako amator - historyk regionu zajmuje się pisaniem dziejów swojej małej Ojczyzny. W 2001 wydał publikację: Szkic monograficzny Szerokiej – Jubileusze, a w 2005 W obronie godności i praw człowieka – Rzecz o „Solidarności” i wydarzeniach w Jastrzębiu Zdroju – Szerokiej w latach 1980-89.Ponadto wspólnie z żoną Heleną Białecką wydał w 2004 książkę pt. Tragiczne przeżycia Górnoślązaków w latach 1939-1956, a w 1911 dwie pozycje: Tyś kapłanem na wieki – księża szeroczanie oraz Szerockie panny klasztorne.

Leon Białecki II był inicjatorem zawieszenia tablic upamiętniających ważne wydarzenia w dziejach Szerokiej. Pierwsza to tablica na Drzewie Wolności na terenie kościelnym ufundowana przez Miasto Jastrzębie Zdrój w 70. rocznicę przyłączenia Szerokiej do Polski, druga to tablica na budynku starej szkoły upamiętniająca fakt, że jej uczniem był Henryk Sławik, uhonorowany najwyższym odznaczeniem państwowym – Orderem Orła Białego. Dzięki staraniom L. Białeckiego i jego żony wrócił do Szerokiej dzwon Gwiaździsty zabrany przez Niemców w 1942 i dzwon-sygnaturka ufundowany przez parafian szerockich w 1862, a włączony do kolekcji dzwonków ks. Antoniego Łatko.

L. Białecki otrzymał następujące odznaczenia:

W 1966 Odznaka Tysiąclecia, w 1969 Srebrna Odznaka Zasłużonemu w Rozwoju Województwa Katowickiego, 1975 Złoty Krzyż Zasługi, 2003 Medal za Długoletnie Pożycie Małżeńskie, 2010 Odznaka honorowa – Zasłużony dla Kultury Polskiej, 2012 Krzyż Wolności i Solidarności. Ponadto wspólnie z żoną otrzymał w 2002 Nagrodę Miasta Jastrzębie-Zdrój za upowszechnianie kultury, a w 2005 Nominację do Złotej Superaty i nagrodę publiczności. W 2010 przyznano obojgu Odznakę za Zasługi dla Miasta Jastrzębia-Zdroju.

Przekazał Leon Białecki

Mirosława Białecka (Zając)

Mirosława Białecka z domu Zając urodziła się 11 lipca 1965 roku w Tychach. Jej ojciec Wawrzyniec pracował na stanowisku dyspozytora w KWK "Ziemowit" w Lędzinach, matka Elfryda była pracownikiem administracji w GS " Samopomoc Chłopska" w Lędzinach, a potem w Bieruniu Starym. Obecnie oboje są na emeryturze. Mirosława jest mężatką - mąż Leszek, mają dwie córki - Katarzynę i Annę.

W 1984 roku ukończyła Liceum Ogólnokształcące im. Powstańców Śląskich w Bieruniu Starym, a w 1989 polonistykę na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Śląskiego. W tym samym roku we wrześniu podjęła pracę w Szkole Podstawowej nr 1 w Bieruniu Starym. Po przeprowadzeniu się do Jastrzębia-Zdroju w roku 1993 zaczęła pracować w Szkole Podstawowej nr 18, a w 1999, w związku z reformą edukacji i powstaniem gimnazjów, została zatrudniona na stanowisku nauczyciela - polonisty w Gimnazjum nr 3, które wchodzi obecnie w skład Zespołu Szkół nr 12 w Jastrzębiu-Zdroju. Jest nauczycielem dyplomowanym. Od 2004 roku wykonuje zadania egzaminatora w części humanistycznej egzaminu gimnazjalnego.

Mirosława Białecka niemalże od początku swojej pracy z młodzieżą interesowała się tematyką regionalną. W 2003 roku ukończyła „Studium Wiedzy o Regionie” zorganizowane przez Regionalny Ośrodek Kultury w Katowicach. Przez wiele lat realizowała program własny „Edukacja regionalna” i prowadziła koło regionalne, a następnie koło polonistyczne z elementami wiedzy o regionie. Pomogła jej w tym znajomość gwary oraz wiedza, którą posiada m. in. z racji swojego pochodzenia (jest Ślązaczką, jej teściowie są znanymi w mieście działaczami na rzecz ochrony dóbr kultury i autorami książek o tematyce regionalnej). Jest autorką rozdziału „ Tutejszy strój chłopski” oraz posłowia w książce Heleny Białeckiej „Gdy stare splata się z nowym”.

Jednym z najważniejszych celów, jakie osiągnęła, było zainicjowanie i wprowadzenie do kalendarza imprez szkolnych w mieście Miejskiego Konkursu Wiedzy o Regionie dla uczniów szkół gimnazjalnych. Przy organizowaniu konkursu współpracowała z panem Markiem Gałuszką oraz z paniami: Sylwią Piszczek, Agnieszką Brychcy i Eweliną Skorzybut, a także z zespołami „Druga Młodość”, „Szeroczanki” i Towarzystwem Miłośników Ziemi Jastrzębskiej.

Pani Białecka przygotowywała uczniów do różnych konkursów przedmiotowych i regionalnych, w których zdobywali oni nagrody i wyróżnienia. Szczególnie wyróżniło się na tym polu rodzeństwo - Paweł i Marta Wierzgoniowie, którzy na jednym z miejskich konkursów regionalnych w Szkole Podstawowej nr 10 zajęli kolejno pierwsze i drugie miejsce.

W 2004 roku zaangażowała się w projekt nadania imienia Gimnazjum nr 3. Na posiedzeniu Rady Pedagogicznej zaproponowała, aby patronem szkoły został Henryk Sławik - zapomniany szeroczanin, bohater narodów polskiego, żydowskiego i węgierskiego, Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Po zaakceptowaniu pomysłu przez uczniów, Radę Rodziców, Radę Pedagogiczną i Urząd Miasta włączyła się w prace nad przygotowaniem uroczystości i wraz z panią Elwirą Szczotką przygotowała akademię poświęconą życiu i działalności Henryka Sławika. Od tego czasu zaczęła się także jej współpraca z Grzegorzem Łubczykiem, ambasadorem polskim na Węgrzech w latach 1997 - 2001, autorem książek o Henryku Sławiku. W maju 2004 roku odbyło się pierwsze spotkanie młodzieży z panem Łubczykiem. Zaprezentował on wtedy swoją książkę, opowiadał także w ciekawy sposób o pracy ambasadora. Potem spotykał się z uczniami gimnazjum przy okazji organizowanego co roku Dnia Patrona.

Pan Ambasador rozsławia imię Jastrzębia - Zdroju i naszego gimnazjum w różnych krajach, dlatego dyrekcja i grono pedagogiczne wyszło z inicjatywą nadania panu Łubczykowi odznaczenia Zasłużony dla Miasta Jastrzębia - Zdroju. Uroczystość odbyła się w Urzędzie Miasta 20 października 2006 roku.

W grudniu 2008 roku na prośbę pana Ambasadora uczniowie Gimnazjum nr 3 pokazali przygotowaną pod okiem Mirosławy Białeckiej i pani dyrektor Agnieszki Gałuszki inscenizację o życiu Henryka Sławika w czasie promocji książki „Henryk Sławik. Wielki zapomniany Bohater Trzech narodów” w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Jastrzębiu-Zdroju oraz w ambasadzie węgierskiej w Warszawie, gdzie przedstawienie obejrzeli m. in. nuncjusz apostolski – abp Józef Kowalczyk, metropolita warszawski – abp Kazimierz Nycz, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP – Ewa Juńczyk - Ziomecka oraz ambasador Republiki Węgierskiej - Robert Kiss.

Mirosława Białecka jest jednym z członków założycieli stowarzyszenia „Henryk Sławik - Pamięć i Dzieło”, które powstało w grudniu 2008 roku. Prezesem stowarzyszenia jest Aleksander Fiszer, wiceprezesem - Grzegorz Łubczyk, a sekretarzem - Michał Luty. Cele Stowarzyszenia to: upowszechnianie wiedzy o życiu i czynach Henryka Sławika ze szczególnym uwzględnieniem jego działalności w latach II wojny światowej, wychowanie młodego pokolenia w oparciu o wartości, którymi kierował się w życiu, kształtowanie postaw zrozumienia, szacunku i tolerancji, zapewnienie Henrykowi Sławikowi należnego miejsca w świadomości społeczności międzynarodowej obok innych uznanych postaci zasłużonych w dziele ratowania Żydów przed zbrodnią ludobójstwa.

Mirosława Białecka zaangażowała się także w działania edukacyjne dotyczące historii, kultury i tradycji polskich i śląskich Żydów oraz w działania mające na cele przybliżenie uczniom tematyki Holokaustu. Organizowała wycieczki do Muzeum Oświęcimskiego, włączyła do swojego planu pracy cykl lekcji poświęconych Sprawiedliwym wśród Narodów Świata. Uczestniczyła w konferencjach poświęconych dziejom i zagładzie Żydów. Wysiłki te zostały docenione przez instytut Yad Vashem i w 2009 roku pani Białecka została zakwalifikowana do programu „ Zachować pamięć - historia i kultura dwóch narodów”. Wraz z grupą 28 nauczycieli z województwa śląskiego wzięła udział w seminarium dla edukatorów z Polski zorganizowanym w instytucie Yad Vashem w Jerozolimie przez Międzynarodową Szkołę Nauczania o Holokauście w porozumieniu z Centralnym Ośrodkiem Doskonalenia Nauczycieli „WOM” w Katowicach.

Celem szkolenia było przybliżenie historii, kultury, tradycji żydowskiej, ale przede wszystkim pokazanie, jak w nowoczesny sposób przekazywać młodzieży w różnym wieku wiedzę o Holokauście. Od 1 do 12 marca 2009 r. nauczyciele uczestniczyli w wykładach, warsztatach, dyskusjach panelowych dotyczących m. in. uniwersalnych i wyjątkowych aspektów Holokaustu, podstaw judaizmu, wkładu polskich Żydów w kulturę i religię żydowską, negowania Holokaustu, współczesnego antysemityzmu oraz wyróżnienia „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”. Uczestnicy zwiedzali także teren Yad Vashem, Muzeum Holokaustu, Centrum Nauczania, Bibliotekę, Muzeum Sztuki Holokaustu.

Mirosława Białecka interesuje się historią miejscowości, w której zamieszkała, zbiera o niej informacje i przekazuje je uczniom w ramach edukacji regionalnej. Nadal organizuje konkursy wiedzy o regionie, propaguje także wiedzę o Henryka Sławiku. W kwietniu 2012 przygotowywana przez nią uczennica Daria Dymkowska zajęła pierwsze miejsce w konkursie Wiedzy o Henryku Sławiku i Józsefie Antallu kierowanym do uczniów szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych województwa śląskiego, a organizowanym przez Wydział Edukacji Urzędu Miasta Katowice oraz Gimnazjum nr 19 w Katowicach.

Przez wiele lat była członkiem, a we wrześniu 2010 roku została przewodniczącą Zakładowej Komisji Świadczeń Socjalnych Zespołu Szkół nr 12 w Jastrzębiu Zdroju. Pełni tę funkcję społecznie.

Teresa Ziomek (Sikora)

Teresa Sikora urodziła się 15 czerwca 1947 w Suchedniowie w województwie świętokrzyskim, w rodzinie Janiny i Stanisława z zawodu magazyniera. Siedmioklasową szkołę podstawową ukończyła w Suchedniowie. Dalej przez 5 lat kształciła się w Państwowym Liceum Pedagogicznym w Bliżynie. Pracę w zawodzie rozpoczęła w Zakładzie Wychowawczym w Suchedniowie.

Od 1968 pracowała w Szkole Podstawowej w Szerokiej. Najpierw uczyła w klasie II, historii w kl. V oraz wychowania fizycznego dziewcząt w kl. V i VI. W 1970 wyszła za mąż za Wojciecha Ziomka i zmieniła nazwisko.

W następnych latach podjęła się nauczania plastyki oraz zajęć praktyczno-technicznych w kl. od V – VIII. Aby pogłębić wiedzę w zakresie przedmiotowo-metodycznym podjęła w latach 1972-1974 naukę w zaocznym Studium Nauczycielskim w Gliwicach, kier. zajęcia praktyczno-techniczne.

W szerockiej szkole wskutek wyżu demograficznego było później kilka klas młodszych – równoległych i dlatego do roku 2001 uczyła w kl. I – III, uzupełniając wiedzę w tym zakresie w Studium Przedmiotowo-Metodycznym w Katowicach, kierunek nauczanie początkowe oraz na rocznym kursie matematyki nauczania początkowego w Jastrzębiu-Zdroju. Odbyła też kurs BHP i kierowników wycieczek szkolnych. Pomocne w nauczaniu okazały się też konferencje przedmiotowo-metodyczne, w których brała udział.

W 1973 uzyskała z urzędu stopień nauczyciela mianowanego, a w 2000 po reformie oświaty otrzymała akt nadania awansu zawodowego nauczyciela mianowanego. Taki awans otrzymują nauczyciele po osiągnięciu stopnia stażysty i nauczyciela kontraktowego. Następne stopnie to nauczyciel dyplomowany i profesor oświaty. Ostatni stopień jest przeznaczony dla bardzo zasłużonych nauczycieli.

Od 2001 aż do emerytury uczyła matematyki w kl. IV – V, bo taka była potrzeba szkoły.

Za osiągnięcia w pracy dydaktyczno-wychowawczej i opiekuńczej otrzymała w 1982 nagrodę Inspektora Oświaty, a w 1988 nagrodę dyrektora. Ponadto dwukrotnie otrzymała nagrody jubileuszowe z okazji - 25 i 35 lat pracy. Wcześnie została wdową, jej mąż spoczywa na tutejszym cmentarzu. Jest matką dwójki dzieci.

Na emeryturę przeszła w 2004 roku. Przez siedem kolejnych lat już jako emerytka jeździła z dziećmi trzecich klas szerockiej szkoły na Zielone Szkoły jako pomoc młodym nauczycielkom. Pracowała jako woluntariuszka. Miała doświadczenie z lat, gdy wyjeżdżała na takie szkoły, będąc jeszcze czynną nauczycielką klas młodszych. Taka pomoc okazywała się potrzebna na co dzień a szczególnie wtedy, gdy dzieci udawały się na wycieczki, lub gdy jakieś dziecko chwilowo zachorowało i wymagało opieki, a wychowawczyni musiała się zajmować całą grupą.

Nauka na wyjeździe odbywała się trochę inaczej niż w normalnej szkole. Uczniowie oprócz nauki mieli nabrać sił, przebywając jak najwięcej na świeżym powietrzu. Do południa korzystali z dobrodziejstw natury podczas zabaw i wycieczek, a wiadomości teoretyczne zdobywali po południowym odpoczynku.

Zielone Szkoły organizuje się w górach i nad morzem. Pani Teresa uczestniczyła w Zielonej Szkole zorganizowanej po raz pierwszy w Zawoi w górach a potem kilkakrotnie nad morzem w Jastrzębiej Górze, Łebie, Chłapkowie, Mrzeżynie i w Pustkowie koło Pobierowa.

Stefania Fura (Piechoczek)

Stefania Piechoczek urodziła się 30 marca 1934 w Szerokiej. Jej rodzice to Hilary - listonosz i Gertruda rodz. Guzy. Stefania miała jeszcze brata i młodszą siostrę. Rodzina mieszkała w środku wsi poniżej kościoła od strony wschodniej.

W 1948 otrzymała świadectwo ukończenia Szkoły Powszechnej w Szerokiej i udała się do Liceum dla Wychowawczyń Przedszkoli w Bielsku-Białej. Tam zamieszkała w internacie, otrzymując stypendium państwowe. Liceum ukończyła w 1951 i podjęła pracę w przedszkolu w Chwałowicach, w obecnej dzielnicy Rybnika. Ponieważ pobierała stypendium, była zobowiązana tak jak inne koleżanki do 3-letniej pracy w przedszkolu wyznaczonym przez władze szkolne. W tym przedszkolu pracowała dłużej, bo do 1965. Bardzo pomocna w zajęciach z dziećmi była jej umiejętność gry na skrzypcach i uzdolnienia plastyczne. Praca z dziećmi w przedszkolu sprawiała jej wiele radości.

W 1958 wyszła za mąż za Ryszarda Furę i przyjęła jego nazwisku. Urodziła dwie córki. Młodzi wybudowali własny dom obok jej domu rodzinnego.

Do pracy w Chwałowicach dojeżdżała autobusem, co zwłaszcza zimą było nieraz uciążliwe. W latach 60. Szeroka stała się placem budowy w związku z planowaną budową kopalni „Borynia”. Na miejscu brakowało rąk do pracy i w środku Szerokiej wybudowano dwa duże bloki z przeznaczeniem na hotele robotnicze, nazwane Domami Górnika. W tych hotelach zamieszkali górnicy zwerbowani z całej Polski. W krótkim czasie się przepełniły i na Dom Górnika przeznaczono jeszcze blok mieszkalny. Dla Stefanii znalazła się oferta pracy na miejscu jako koordynatora tych trzech hoteli. W tej pracy występowały różne problemy, z którymi bardzo dobrze sobie radziła. Cieszyła się szacunkiem i autorytetem zarówno wśród mieszkańców wspomnianych hoteli jak i przyjaźnią koleżanek z pracy. Jej podlegali nie tylko pensjonariusze tych domów, ale także pracownicy obsługi. Bardzo przydatne okazało się jej wykształcenie pedagogiczne.

Na tym stanowisku pracowała niemal do śmierci, która nastąpiła 14 kwietnia 1986, gdy miała zaledwie 52 lata. Chorowała tylko cztery miesiące, a przez niecałe trzy miesiące otrzymywała emeryturę. Zainteresowania po babci przejęła wnuczka po córce Jolancie, bo została nauczycielką.

Na podstawie wywiadu z córką Jolantą Helena Białecka

 

 

Ocalić od zapomnienia - cześć ósma

Ewa Faruga (Andreczko)

Ewa Andreczko urodziła się 11 października 1969 w Szerokiej. Jej rodzice to Izydor i Anna z Zorembów. W Szerokiej kończyła szkołę podstawową, a Liceum Ogólnokształcące im. Staszica w Jastrzębiu-Zdroju. Maturę zdała w 1988 i zaraz rozpoczęła pracę, jako nauczycielka przedszkola.

Wtedy w Jastrzębiu-Zdroju panował wyż demograficzny i brakowało nauczycieli, zwłaszcza wychowawczyń przedszkoli. Przyjęto ją do Zakładowego Przedszkola KWK Borynia w Szerokiej. Obecnie nosi ono nazwę: Publiczne Przedszkole nr 24 w Jastrzębiu-Zdroju. Praca w przedszkolu była dla niej wielkim doświadczeniem i wyzwaniem, ponieważ rozpoczęła ją zaraz po maturze, bez wcześniejszego przygotowania do zajęć z dziećmi. Pracowała na wspomnianym stanowisku od 1988 pod warunkiem uzupełnienia wykształcenia. Już w następnym roku podjęła naukę systemem zaocznym w dwuletnim Studium Nauczycielskim im. T. Kotarbińskiego w Raciborzu. Skończyła je w 1991. To studium bardzo pomogło jej w następnych latach pracy.

W pamięci utkwiło jej coroczne organizowanie akademii z okazji Dnia Górnika. Była to tradycja, która wynikała głównie z tego, że przedszkole, w którym pracowała, było przedszkolem przyzakładowym kopalni „Borynia”. Na tę uroczystość uczyła dzieci różnych wierszyków, piosenek, tańców i inscenizacji, w których królowały gwara i zwyczaje śląskie. Jako szeroczanka bardzo często w pracy z dziećmi nawiązywała do szerockich korzeni. Co roku w Dzień Zaduszny udawała się z przedszkolakami na cmentarz i tam przy pomniku poległych powstańców szerockich zapalała znicze i zatrzymywała się przy tablicy z szerockimi ofiarami II wojny. Kiedy ks. prob. i dziekan A. Łatko otworzył Muzeum Dzwonków, skorzystała z okazji i zwiedziła ze swoimi podopiecznymi też i to miejsce. Ksiądz w ciekawy sposób potrafił opowiadać historię każdego dzwoneczka i tym wzbudzał zainteresowanie dzieci. Będą to miejsce wspominać, choć muzeum już nie ma. Często znalazła okazję, by opowiadać starszakom o dawnych dziejach Szerokiej, zaznajamiała je z herbem naszej miejscowości. Z pewnością poznanie historii swojej dzielnicy ułatwiło im w latach szkolnych poznanie historii okolicy, a później historii Polski. W tym przedszkolu uczyła do 1996.

W 1994 wyszła za mąż za Kazimierza Farugę i zmieniła nazwisko. Po urodzeniu w 1996 syna Rafała poszła na trzyletni urlop wychowawczy.

Do pracy wróciła w 1999, ale tym razem do Przedszkola nr 19 w Jastrzębiu-Zdroju, gdzie aktualnie znalazło się wolne miejsce dla wychowawczyni. Praca z dziećmi także w tym przedszkolu była dla niej bardzo satysfakcjonująca. Spostrzegła, że dzieci są ciekawe świata i że rolą pierwszego nauczyciela, tego z przedszkola, jest rozwijanie tej ciekawości, co starała się realizować.

Niestety po roku była zmuszona przerwać pracę z powodu nieuleczalnej choroby i śmierci ojca i często chorującego wówczas syna. Warunki tak się ułożyły, że nie wróciła już więcej do zawodu, choć pracę tę wspomina mile. Mieszka ze swoją rodziną oraz z matką i bratem w domu dwupokoleniowym w Szerokiej, na dolnej wsi.

Beata Poliwka (Melka)

Urodziła się 7 lutego 1970 w Krzyżowicach. Wtedy w sąsiednich Krzyżowicach istniała izba porodowa, gdzie rodziły się także dzieci szerockie, bowiem rodzice Beaty, Edyta rodz. Zoremba i Stanisław Melka, mieszkali i nadal mieszkają w Szerokiej.

Szkołę podstawową w Szerokiej ukończyła w 1985. Następnie uczęszczała do Zespołu Szkół nr 2 w Jastrzębiu Zdroju im. Wojciecha Korfantego do liceum zawodowego. Maturę zdała w 1989 i w tym samym roku podjęła pracę w Publicznym Przedszkolu nr 24 w Jastrzębiu-Zdroju Szerokiej, gdzie pracuje do dziś.

Praca z małymi dziećmi sprawia jej radość. Najwięcej wtedy, gdy maluszki przytulają się do swojej pani. One przede wszystkim muszą nauczyć się w przedszkolu samoobsługi, wymawiać wyraźnie słowa, poznawać kolory, kształty, wykonywać polecenia. To wszystko da się osiągnąć dzięki cierpliwej nauce indywidualnej i zbiorowej. Starszaki mają już ambitniejsze zadania. One utrwalają sobie wcześniej nabyte umiejętności i muszą nauczyć się skupienia oraz pewnych podstawowych wiadomości, jak liczenie, rysowanie różnych kształtów, wycinanie obrazków, by były zdolne manualnie posługiwać się długopisem, by ułatwiło im to start i naukę w szkole podstawowej.

Zapytana o trudności napotykane w pracy z małymi dziećmi odpowiada, że poza nielicznymi dziećmi z rodzin patologicznych, które trzeba do współżycia w grupie przystosowywać, tych trudności nie ma. Kłopot natomiast sprawia czasem współpraca z rodzicami, gdy dzieci wymagają porad specjalistycznych, a rodzice to bagatelizują, uważając, że zauważona wada u ich dziecka sama minie z wiekiem.

W 1990 wyszła za mąż za Mirosława Poliwkę. Ma dwie córki: Karolinę i Hannę, studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Studiowała zaocznie w Studium Nauczycielskim w Raciborzu – kierunek wychowanie przedszkolne i w 1992 otrzymała dyplom tej uczelni. W 2001 po studiach uzupełniających na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach uzyskała tytuł magistra.

W 2012 uzyskała status nauczyciela dyplomowanego.

Beata mieszka z rodziną we własnym domu na górnej wsi.

Za zaangażowanie w pracę z dziećmi otrzymała kilkakrotnie nagrodę dyrektorki przedszkola.

Krystyna Król (Guzy)

Krystyna Guzy urodziła się 13 maja 1943 w Szerokiej, w rodzinie Teodora i Gertrudy z Piksów, którzy w przedwojennej Polsce i w latach powojennych zasłużyli się w krzewieniu kultury w Szerokiej. Matka jako poetka wiejska, oboje jako organizatorzy amatorskich przedstawień teatralnych. Krystyna ma młodszego brata Kazimierza. Swą edukację rozpoczęła od tutejszego przedszkola i szkoły podstawowej w Szerokiej. Po jej ukończeniu podjęła naukę w pięcioletnim Liceum dla Wychowawczyń Przedszkoli w Bielsku-Białej. Mieszkała wtedy w internacie.

Po zdaniu matury w 1962 zaczęła pracę w przedszkolu w Boryni. Tam od czasu okupacji przedszkola dotąd nie było. Zatem musiała je od początku zorganizować, a Gromadzka Rada Narodowa nie przewidziała pieniędzy dla tej placówki na ten rok. Na przedszkole przeznaczono dwie sale po przeniesionej do zamku szkole podstawowej, w budynku ze wspólnym wejściem do mieszkania prywatnego kierownika szkoły i jednej nauczycielki. Początkowo przerażało to młodą dziewczynę, która wyniosła z liceum inne wyobrażenie o funkcjonowaniu przedszkola. Jednak dzięki wsparciu rodziców, pełna inicjatywy, jako organizatorka nauczania przedszkolnego w Boryni zabiegała o potrzebne sprzęty do pustych klas, gdzie mogła. Krzesełka otrzymała z przedszkoli w Roju i Rybniku. Z innych placówek powiatu rybnickiego zdobyła trochę klocków i zabawek. Przy przewozie tych rzeczy korzystała z uprzejmości znajomych, którzy przewieźli wszystko za darmo swoim samochodem, wtedy jeszcze rzadkim w rękach prywatnych. Pomogła też najbliższa rodzina. Mama dała swoje kwiaty, obrusy, firanki, a ojciec zawiesił karnisze. Talerze, kubki, a nawet brakujące krzesełka przyniosły same dzieci. Na pierwsze spotkanie z dziećmi matka upiekła kołocz śląski.

W zdobycie pieniędzy zaangażowali się rodzice dzieci, organizując w okresie karnawału dochodowe zabawy taneczne na sali gromadzkiej. Dzięki temu zakupiono zabawki i niezbędne pomoce do zajęć. Starczyło też na skromny dywan do siedzenia dla dzieci. Na Dzień Dziecka matki same upiekły kołacze dla swych przedszkolnych pociech. Kłopoty finansowe skończyły się z początkiem nowego roku.

Przedszkole znajdowało się w starej szkole, daleko od domów dzieci. Opieka nad dziećmi i zajęcia dydaktyczne odbywały się w spartańskich warunkach. Kuchnia mieściła się na parterze, a za jej przepierzeniem umieszczono prowizoryczną umywalnię i szatnię. Wychowawczyni miała do pomocy kucharkę - pracownicę wielofunkcyjną, bo oprócz zaopatrzenia kuchni, przynoszenia wody ze studni i gotowania należało do niej także sprzątanie i opalanie pomieszczeń; czasem musiała pomóc maluchom przy korzystaniu z ubikacji. Ustępy dla malców znajdowały się na dworze, a w zimie dzieci korzystały z prowizorycznej ubikacji na podeście schodów.

Mimo przedstawionych trudności przedszkole to spełniało wszystkie funkcje: opiekuńczą, dydaktyczną i wychowawczą, wywierało korzystny wpływ na rozwój psychofizyczny wychowanków. Dzieci uczyły się 5 godzin dziennie, a jako posiłek otrzymywały obiad. Początkowo kucharka przynosiła za darmo warzywa z gospodarstwa siostry. W takich warunkach Krystyna Guzy, dojeżdżając rowerem z domu rodzinnego w Szerokiej, przepracowała dwa lata.

Początki pracy Krystyny były bardzo trudne, ale satysfakcjonujące ją, gdy dostrzegała uśmiech i radość dzieci oraz gdy doznawała niezwykłej serdeczności rodziców. Mogłaby zacytować słowa: „Piękno życia nie zależy od tego, jak jesteś szczęśliwy, ale jak szczęśliwi mogą być inni dzięki tobie…”

Po dwóch latach pracy w przedszkolu w Boryni, już jako żona Kazimierza Króla, zamieszkała w Wodzisławiu. Przez okres 5 lat opiekowała się dziećmi w Przedszkolu nr 2 w Jastrzębiu Zdroju. Ten okres wspomina niezwykle ciepło. Pracowała w nowo otwartym przedszkolu 4-oddziałowym, w typowym budynku przedszkolnym z pięknymi salami i odpowiednim wyposażeniem. Pełniła tam też funkcję zastępcy kierowniczki przedszkola. Zdobyła doświadczenie w pracy z dziećmi i w administrowaniu dużą placówką. Za dobre osiągnięcia w pracy została zwolniona z egzaminu kwalifikacyjnego.

W 1968, gdy urodził się syn Mariusz, przeniosła się z rodziną do większego mieszkania w Żorach. Po urlopie wychowawczym zgłosiła się w 1971 do Inspektoratu Oświaty w Rybniku, chcąc na nowo podjąć pracę w przedszkolu w swoim powiecie rybnickim. Tam usłyszała: „Z nieba nam pani spadła! Kopalnia „Borynia” wybudowała na Osiedlu 1000-lecia w Szerokiej przedszkole, które musi zostać oddane do użytku przed oficjalnym otwarciem kopalni. Pani pochodzi z Szerokiej, mąż pracuje na kopalni, kto nam to lepiej zorganizuje ?...

Pełna obaw, czy da radę kolejne przedszkole organizować od podstaw, po namowie zgodziła się. Dnia 1 grudnia 1971 Przedszkole Zakładowe KWK Borynia zostało otwarte. Pracując w tym przedszkolu ukończyła z wyróżnieniem kurs dyrektorów przedszkoli, a studiując zaocznie w Bielsku-Białej w 1975 Studium Wychowania Przedszkolnego tzw. SN. Dokształcała się także w Instytucie Kształcenia Nauczycieli w Warszawie, filia w Katowicach, uzyskując status nauczyciela z wykształceniem równoważnym studiom wyższym.

Za osiągnięcia w pracy zawodowej otrzymała Brązowy Krzyż Zasługi, Srebrną Odznakę Zasłużonemu dla Rozwoju Województwa Katowickiego oraz wiele nagród resortowych.

Pracując w Szerokiej zamieszkała we własnym domu obok domu rodzinnego na górnej wsi. W przedszkolu w Szerokiej na stanowisku dyrektora przedszkola pracowała do 1992, do przejścia na emeryturę. Obecnie przedszkole to nosi nazwę: Publiczne Przedszkole nr 24 w Jastrzębiu-Zdroju.

Krystyna Król swoją pracę zawodową wykonywała zawsze sumiennie i z sercem. Teraz z zamiłowaniem razem z mężem pielęgnuje swój piękny przydomowy ogród kwiatowy.

Anna Gryman (Krzechka)

Anna rodzona Krzechka urodziła się 29 czerwca 1949 w Częstochowie. Jej rodzice to Natalia i Józef, który pracował jako listonosz, a matka w fabryce tkackiej. Mieszkała z rodzicami w małej wiosce Romanów, a do szkoły i parafii należała do Kamienicy Polskiej. Po ukończeniu szkoły podstawowej w 1963 rozpoczęła naukę w Liceum Pedagogiczno-Wychowawczym Przedszkoli w Częstochowie. Po zdaniu egzaminu dojrzałości w 1968 rozpoczęła swoją pierwszą pracę w zawodzie wychowawczyni w przedszkolu w Gotartowicach, w dzisiejszej dzielnicy Rybnika. W tym okresie do powstałego Rybnickiego Okręgu Węglowego napływało w tutejsze okolice wielu robotników, zwłaszcza górników z całymi rodzinami i potrzeba było więcej sił pedagogicznych w powiecie. Przedstawiciele Inspektoratu Oświaty z Rybnika byli zmuszeni werbować pracowników oświatowych z innych regionów Polski i na skutek ich agitacji Anna trafiła do Rybnika, gdzie przydzielono jej kierownictwo przedszkola w Gotartowicach. Było to przedszkole jednooddziałowe i pełniła w nim również funkcję kierowniczki. Przemianowanie kierowników na dyrektorów nastąpiło w 1972 .

W 1970 wyszła za mąż za szeroczanina Jana Grymana, przyjęła jego nazwisko, zamieszkała w Szerokiej i sama utożsamiła się z tą miejscowością. Tu z mężem wybudowała własny dom przy ul. Wesołej i tu urodzili się ich dwaj synowie. Doświadczenie zdobyte na pierwszej placówce Anna mogła wykorzystać w przedszkolu wiejskim w Szerokiej. Mieściło się początkowo w budynku starej szkoły podstawowej. Dzieci były pod opieką przedszkola 5 godzin i otrzymywały jeden posiłek. Warunki w tej placówce, choć już istniała od 1946, były bardzo skromne, bez pomieszczeń higieniczno-sanitarnych. Dzieci z przedszkola musiały korzystać z ubikacji szkolnych mieszczących się na podwórku szkolnym. Dopiero wskutek jej starań w przedszkolu wygospodarowano pomieszczenie na łazienkę i sanitariat dla małych dzieci.

Dzięki jej współpracy, już jako dyrektorki przedszkola, z władzami miasta Jastrzębie-Zdrój w 1976 udało się przenieść przedszkole do dawnej stołówki Bazy Hotelowej przy ul. Gagarina 118. Warunki do pracy z małymi dziećmi w adaptowanym budynku były nieporównywalnie lepsze. Przedszkole mogło przyjąć więcej dzieci, także z nowo wybudowanego osiedla górniczego. Było coraz więcej matek pracujących i dzieci przebywały pod opieką przedszkola do godz.16.00 a czasem i dłużej. Otrzymywały trzy posiłki dziennie. Przedszkole to prowadziło dwa oddziały: przedszkole dzienne i ogniska klas „0”, dwa lub trzy, zależnie od ilości dzieci. Zadaniem dyrektorki było wyposażenie pomieszczenia w nowy sprzęt, zabawki i pomoce dydaktyczne. W 1995 przeprowadziła na sumę 100 tys. zł generalny remont przedszkola noszącego wówczas nazwę: Przedszkole nr 13 w Jastrzębiu-Zdroju.

W trakcie pracy zawodowej ciągle się dokształcała, zaliczając kurs kierowniczek przedszkoli oraz zaocznie Studium Nauczycielskie – kierunek wychowanie przedszkolne w Bielsku Białej. W późniejszym czasie zdobyła pierwszy stopień specjalizacji zawodowej w Katowicach.

W pracy dydaktyczno-wychowawczej miała wiele osiągnięć w dziedzinie kultury i oświaty, w szerzeniu regionalizmu, bezpieczeństwa na drogach i w ochronie środowiska. Dla dzieci organizowała wycieczki krajoznawcze do Brennej, rozrywkowe do Wesołego Miasteczka w Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie, do stadniny koni w Ochabach, a także dbała o włączanie dzieci w działalność na rzecz środowiska lokalnego przez organizowanie imprez. Zapraszała nawet artystów z Krakowa, by dzieci mogły zobaczyć widowiska w ich wykonaniu.

Za swoją pracę została przez władze oświatowe uhonorowana Nagrodami Inspektora i Kuratora.

W 1998, po 30 latach pracy, przeszła na emeryturę. Przez wszystkie te lata pełniła w przedszkolach funkcję kierowniczą.

Czuje się szeroczanką, jej synowie z rodzinami też zamieszkali w Szerokiej.

Krystyna Wac (Pochcioł)

Urodziła się 5 maja 1952 w Świerklanach, gdzie czasowo mieszkała jej rodzina. Rodzice to Ludwik i Marta z d. Winkler, pochodząca z Odpolan - przysiółka Szerokiej. Poza Szeroką urodzili się także jej starsi bracia: Stanisław, Czesław i Eugeniusz, a w Szerokiej Kazimierz i Danuta. Do Szerokiej rodzina przeniosła się w 1961, by budować dom, do którego, jeszcze nie całkiem gotowego, stojącego przy ul. Gagarina, wprowadziła się rok później. Na polach dziadków Winklerów częściowo stanęła kop. „Borynia” i w zamian otrzymali taki sam areał dawnego pola dworskiego.

Krystyna uczęszczała do szkoły w Szerokiej od końca II klasy. Po jej ukończeniu przez 5 lat uczyła się w Liceum Pedagogicznym dla Wychowawczyń Przedszkoli w Bielsku-Białej, mieszkając w internacie.

W 1971 została zatrudniona na stanowisku wychowawczyni przedszkola w nowo powstałym przedszkolu zakładowym KWK Borynia. W przedszkolu pracowała krótko, choć był to znaczący okres w jej życiu, bo do pracy z małymi dziećmi miała przygotowanie. W tym czasie nastąpiła reorganizacja urzędu terenowego. W 1972 zlikwidowano Gromadzką Radę Narodową z siedzibą w Boryni dla sołectw Borynia, Skrzeczkowice i Szeroka, a utworzono Gminę Szeroka z siedzibą w budynku starej szkoły w Szerokiej dla tych samych sołectw. Brakowało urzędników i Krystyna objęła kierownictwo Wydziału Kultury i Opieki Społecznej. Na tym stanowisku pracowała dwa lata. W 1975 Szeroka stała się dzielnicą miasta Jastrzębia-Zdroju i urząd w szerockiej szkole zlikwidowano, zatem przeniosła się do pracy w Urzędzie Miejskim, gdzie pracowała do 1976.

Wyszła za mąż w 1974 za Aleksandra Waca. W 1976 razem z mężem przeniosła się do Bielska, bowiem mąż tam pracował i uzupełniał wykształcenie. Krystyna otrzymała propozycję pracy w Urzędzie Miejskim w tym mieście i podjęła ją w Wydziale Wewnętrznym, w ewidencji ludności, gdzie przepracowała jeden rok. Potem razem z mężem nabyła na własność pół domu w Czechowicach-Dziedzicach i znalazła tam bardzo dobrze płatną pracę w Walcowni Metali w dziale kadr i szkolnictwa zawodowego. Przeżyła wielką tragedię, gdyż w 1994 zmarł jej mąż, a dzieci nie mieli. Wskutek redukcji etatów w grudniu 2002 skorzystała z przysługujących jej świadczeń, które otrzymywała do 2007, kiedy przeszła na wcześniejszą emeryturę.

Należy do Zarządu Klubu Emerytów w Bielsku pod nazwą „Akademia Pięknego Wieku”. Organizuje wycieczki dla członków tego klubu. Ma tam dużo przyjaciół i znajomych i z tym miejscem jest bardzo związana. Szeroką chętnie wspomina i odwiedza często, bo żyją jeszcze jej rodzice.

Barbara Zimnicka (Mazur)

Barbara Zimnicka, znana w Szerokiej z nazwiska jako B. Mazur urodziła się 18 marca 1961 w Stopnicy w powiecie buskim - obecnie województwo świętokrzyskie. Imiona rodziców to Stanisław i Władysława z d. Podsiadło. Tak pisze o swojej edukacji: „ Naukę w kl. I. Szkoły Podstawowej w Wójczy rozpoczęłam w 1968. Były to czasy, które mile wspominam, gdyż droga ze szkoły do rodzinnej miejscowości Chrzanów obfitowała w różne przygody, zbyt wiele rzeczy trzeba było zobaczyć i sprawdzić z koleżankami i kolegami”. Po szkole podstawowej w 1976 podjęła dalszą naukę w Liceum Ogólnokształcącym im. Tadeusza Kościuszki w Dąbrowie Tarnowskiej. Mieszkała tam na prywatnej stancji, później w internacie. Po zdaniu matury w 1980 złożyła dokumenty do Studium Wychowania Przedszkolnego w Jędrzejowie, które ukończyła w 1982. Zamierzała podjąć pracę w przedszkolu w Kielcach, w którym odbywała praktykę.

W sierpniu tego samego roku wyszła za mąż za Józefa Mazura i za namową siostry mieszkającej w Szerokiej rozpoczęła we wrześniu pracę w ówczesnym Zakładowym Przedszkolu KWK „Borynia” w Szerokiej, którego dyrektorką była Krystyna Król. Wspomina ją jako osobę bardzo ciepłą i serdeczną. Wspomina też pierwszy dzień w pracy: „ Zaczynałam go w grupie starszaków pełna entuzjazmu, ale również i niepokoju, czy sobie poradzę, czy nie zawiodę oczekiwań rodziców i dzieci, bo to nie była już tylko dziecinna zabawa w przedszkole. Jednak pierwszy tydzień pracy z dziećmi rozwiał moje obawy. Dzięki wsparciu siostry Leokadii i miłej atmosferze w miejscu pracy dość szybko zaaklimatyzowałam się w nowym środowisku. Zamieszkaliśmy z mężem w służbowym mieszkaniu w przedszkolu i tutaj urodzili nam się dwaj synowie: Wojciech w 1985 i Marcin w 1986. Trzeci syn-Mateusz urodził się w 1987, gdy mieszkaliśmy już w bloku nr 2 na Osiedlu Tysiąclecia. Po urlopie wychowawczym wróciłam do pracy i choć nie było łatwo, z pomocą męża udawało się pogodzić pracę zawodową z życiem rodzinnym. Obecnie moi synowie są absolwentami wyższych uczelni: Wojciech – Politechniki Śląskiej w Gliwicach, Wydział Budownictwa, Marcin – Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej- kierunek turystyka i rekreacja, Mateusz - Politechniki Śląskiej w Gliwicach, wydział Górnictwa i Geologii. Wszyscy pracują zawodowo, a Wojciech i Marcin założyli własne rodziny.

W ciągu wieloletniej praktyki zawodowej czynnie angażowałam się w życie przedszkola, tego samego, ale o zmienionej nazwie na Publiczne Przedszkole nr 24 w Jastrzębiu-Zdroju. Przygotowywałam dzieci do różnych konkursów i imprez organizowanych na terenie miasta, np. EKO-Song, Festiwal Wesoła nutka, Festiwal Kultury Jastrzębskiej. W 1998 moi wychowankowie zajęli I miejsce i otrzymali główną nagrodę w VIII Przeglądzie Jasełek. Współtworzyłam różne ciekawe formy działania, jak coroczny wieczór recytatorski dla dzieci i rodziców pt. Jesienne rymy, Festiwal Twórczości Wychowanków i Rodziców oraz wieczory kolędowe połączone z Dniem Babci i Dziadka. W Domu Kultury w Szerokiej organizowałam kiermasze bożonarodzeniowe i wielkanocne prac plastycznych dzieci. Byłam koordynatorką akcji: „Pola Nadziei” organizowanej przez Hospicjum Domowe im. ks. E. Dutkiewicza SAC z parafii św. Katarzyny w Jastrzębiu-Zdroju. Takie imprezy dostarczały zawsze wiele nieopisanych wzruszeń zarówno dzieciom jak i rodzicom oraz nauczycielom.

Potwierdzeniem mojej zaangażowanej pracy w rozwój przedszkolaków są uzyskane certyfikaty i podziękowania za udział wychowanków w konkursach i przeglądach.

Praca z dziećmi obligowała mnie do ciągłego doskonalenia, pogłębiania wiedzy i doświadczeń, chętnie brałam udział w licznych kursach, warsztatach i konferencjach.”

Barbara Mazur nie poprzestała na wiadomościach jako słuchaczka Studium w Jędrzejowie, ale zgłosiła się do Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi - Wydział Zamiejscowy w Wodzisławiu Śląskim i w formie niestacjonarnej, na kierunku – pedagogika i wychowanie przedszkolne, uzyskała z wynikiem bardzo dobrym, w dniu 9 października 2011 tytuł zawodowy licencjata. W ślad za tym tytułem otrzymała 25 listopada 2011 od Śląskiego Kuratora Oświaty tytułem awansu stopień nauczyciela dyplomowanego. Jej praca i aktywna postawa były zauważane i doceniane przez panią dyrektor placówki. Kilkakrotnie w czasie swojej pracy dydaktyczno-wychowawczej otrzymała Nagrodę Dyrektora, a w listopadzie Nagrodę Prezydenta Miasta Jastrzębie-Zdrój.

Po latach tak podsumowuje swoje dokonania: „ Patrząc z perspektywy czasu jestem przekonana, że wybór mojej ścieżki zawodowej był właściwy. Lubię swoją pracę, gdyż daje mi możliwość realizowania swoich pasji i zainteresowań. Od wielu lat, uprawiane na mojej prywatnej działce rośliny wykorzystywałam do dekoracji w przedszkolu. W kącikach przyrody gromadziłam różnorodne okazy przyrody, przez co stawały się one „małymi ogrodami”. Poznawanie przyrody w sposób bezpośredni stanowi bowiem bogate źródło wrażeń, doznań, przeżyć.

W roku 2013 jestem nauczycielką z 27-pletnim stażem, a moi liczni wychowankowie są już dorosłymi ludźmi, wielu z nich ukończyło studia wyższe, podjęło pracę zawodową, założyło rodziny. To oni dziś, tak jak kiedyś ich rodzice, przyprowadzają do przedszkola swoje pociechy.

Marta Gazda (Piksa)

Marta Piksa urodziła się 27 lipca 1979 w Szerokiej. Rodzice to Franciszek Piksa z zawodu inżynier górnik i Maria z d. Kloch wychowawczyni przedszkola, obecnie na emeryturze. Po Szkole Podstawowej w Szerokiej Marta podjęła w 1994 naukę w Liceum Ogólnokształcącym nr 1 im. S. Staszica w Jastrzębiu Zdroju.

Po zdaniu matury uczyła się dalej w Bytomiu w Kolegium Nauczycielskim w zakresie pedagogiki specjalnej, specjalność: resocjalizacja. W czerwcu 2001 obroniła na tej uczelni licencjat, a dalsze dwuletnie studia magisterskie na tym samym kierunku na Wydziale Pedagogiki i Psychologii skończyła na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Skończyła także 2005 studia podyplomowe na Uniwersytecie Śląskim w zakresie pedagogiki specjalnej z oligofrenopedagogiki. Swą wiedzę pedagogiczną pogłębiała zaocznie.

W 1998 wyszła za mąż za Dawida Gazdę, który jest wychowawcą w Zakładzie Karnym w Szerokiej. Przyjęła jego nazwisko. Po uzyskaniu licencjatu pracowała od października 2001 do czerwca 2003 w świetlicy szkolnej na oddziale dziecięcym w Szpitalu Wojewódzkim w Jastrzębiu-Zdroju. Świetlica podlegała pod SP nr 19. Potem przyjęła pracę w świetlicy środowiskowej przy Szkole Podstawowej nr 1 też w Jastrzębiu-Zdroju. Wieczorami od września 2002 przez rok opiekowała się dodatkowo podopiecznymi ze świetlicy przy SP1 w Żorach na Kleszczówce.

Od 2002 po otrzymaniu stopnia magistra rozpoczęła pracę w Gimnazjum nr 8 na stanowisku pedagoga w Szkole Integracyjnej przekształconej na Zespół Szkół nr 8 w Żorach. Podczas wieloletniej pracy zdobyła wszystkie szczeble awansu zawodowego, od lipca 2011 jest nauczycielem dyplomowanym.

Jej przyuczeniem do zawodu były wyjazdy na kolonie z dziećmi z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Jastrzębiu-Zdroju. Z dziećmi z parafii szerockiej była na koloniach w charakterze opiekunki w Ochabach-Kiczycach oraz na koloniach w Rewalu, jak również pomagała przy organizowaniu półkolonii parafialnych.

W Żorach działa aktywnie, organizując co roku Wiosenny Przegląd Teatrów Profilaktycznych. Od kilku lat współpracuje z Wydziałem Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie, prowadząc na terenie Żor akcję „Biała Wstążka”( Stop przemocy wobec kobiet). Wzięła również udział w nagraniu filmu profilaktycznego zatytułowanego: „Stop przemocy w rodzinie”.

Mieszka ze swoją rodziną wraz z rodzicami w domu rodzinnym w Szerokiej, jest matką dwóch córek: 16-letniej Zuzanny (ur. 1997) i 6-letniej Zofii (ur. 2007). Pochodzi z rodziny nauczycieli, bowiem jej pra-pradziad Jan Ryszka był długoletnim kierownikiem szkoły w Szerokiej a matka, jak wyżej podano, wychowawczynią przedszkola. Do grona pedagogów dołączył również jej mąż.

Dawid Gazda

Dawid Gazda urodził się 30 marca 1978 w Paczkowie na Dolnym Śląsku. Rodzice to Stanisław i Wanda. W Szerokiej na Osiedlu Tysiąclecia zamieszkał w 1984. Tu w Szerokiej rozpoczął naukę w 1985 w szkole podstawowej. Ukończył ją w 1993. Potem podjął dalszą naukę w Liceum Ogólnokształcącym nr 1 w Jastrzębiu Zdroju. Następnie w 2003 zdobył zaocznie licencjat na Uniwersytecie Śląskim, kierunek geografia. Także zaocznie studiował na Akademii Ekonomicznej w Katowicach, gdzie w 2009 zdał magisterium. Ożenił się z szeroczanką Martą z domu Piksa, pedagogiem z zawodu. Jest ojcem dwóch córek.

Pierwszą pracę podjął jako przedstawiciel handlowy. Tę pracę wykonywał przez 5 lat, później 3 lata pracował w firmie na kopalni Borynia.

Satysfakcję dała mu dopiero praca wychowawcy w Zakładzie Karnym w Jastrzębiu-Zdroju Szerokiej, którą wykonuje od 2006. Jako wychowawca do spraw kulturalno-oświatowych dba o rozrywkę dla skazanych i poszerzanie ich wiedzy, ale załatwia też wszelkie inne sprawy ważne dla resocjalizacji młodych więźniów. Organizuje różnoraką pomoc, wychowuje ich i przygotowuje do wyjścia, by nie popadli w recydywę. Zachęca ich do wysiłku, by na wolności mogli normalnie funkcjonować.

Przekazała H. i L. Białeccy

Kultura w Szerokiej od zarania dziejów.

Gertruda i Teodor Guzy

miejscowi działacze kultury w okresie międzywojennym i w latach powojennych

Szeroka w swoich początkach należała do księstwa raciborskiego. Ostatnim księciem tej ziemi był Jan Żelazny. W roku 1412 podzielił swoje księstwo, wyodrębniając z niego ziemię pszczyńską. Szeroka znalazła się przy samej granicy jako pierwsza wioska w ziemi pszczyńskiej od strony zachodniej. Odtąd władcami tej miejscowości i właścicielami majątku szerockiego byli panowie na Pszczynie aż do roku 1945. Po II wojnie światowej część majątku rozparcelowano, a z części utworzono Państwowe Gospodarstwo Rolne. Ponowne zmiany administracyjne nastąpiły w roku 1954, kiedy w związku z powstaniem Rybnickiego Okręgu Węglowego przesunięto Szeroką i Borynię z powiatu pszczyńskiego do rybnickiego. W roku 1975 obie wsie wcielono do miasta Jastrzębie – Zdrój jako dzielnice wiejskie.

Można uznać Szeroką za wioskę uprzywilejowaną w porównaniu z wioskami z nią sąsiadującymi, gdyż od jej historycznych początków posiadała zawsze na swoim terenie kościół. A kościół to nie tylko miejsce kultu religijnego, ale również pierwsza placówka kulturalna na wsi. To w kościele mieszkańcy wsi mogli podziwiać dzieła sztuki w postaci malowideł ściennych, rzeźb, obrazów i witraży. Słyszeli też śpiew chóru chłopięcego i później sami mogli w śpiewie uczestniczyć przy akompaniamencie organów. Cisza kościelna, dym kadzideł, słowa czytane z Pisma Świętego i Słowo Boże usłyszane z ust kapłana uduchowiały, łagodziły obyczaje. Kościół miał też wpływ na kulturę osobistą wiernych, bo ci, na co dzień chodzili w połatanych, często brudnych ubraniach, boso lub w drewnianych pantoflach, z rozczochranymi włosami, ale do kościoła przyszli umyci, uczesani i w specjalnym niedzielnym odzieniu oraz w butach. To Kościół przestrzegał, aby niedziela była dniem wolnym od pracy, dniem przeznaczonym nie tylko na Mszę, ale i na kontakty rodzinne i międzyludzkie, na zabawę. Bliskość kapłana, jedynej wykształconej osoby we wsi skutkowała dodatnio na wszystkich parafian. Tak było przez wieki.

O szkole na wsi można także powiedzieć, że spełniała rolę nośnika nauki i kultury. Pierwsze szkoły od połowy XVI wieku zakładał proboszcz i były one jemu podporządkowane. W Szerokiej powstała szkoła jako jedna z pierwszych na ziemi pszczyńskiej. Różniła się znacznie od szkoły dzisiejszej, bo dostęp do niej początkowo mieli tylko chłopcy do lat 12 i uczyli się śpiewu kościelnego, i ministrantury, ale z biegiem lat uczono w niej także czytania, liczenia i pisania a z czasem stała się obowiązkowa dla dzieci obojga płci do czternastego roku życia. Ale wtedy była to już szkoła świecka i narzucono w niej język niemiecki, rzadko tu używany.

Ale szkoła nauczyła czytania, a to przyczyniło się do tego, że na wsi zaczęto kupować książki, najpierw te do kościoła – śpiewniki i modlitewniki, potem drogą korespondencyjną – czasopisma polskie z Krakowa, nawet z dalekiego Pelplina. Zachowały się u nas dwa roczniki tygodnika Pielgrzym – pisma religijnego dla ludu z lat 1872 i 1873, wydawanego w Pelplinie. Pismo to oprócz treści religijnych zawiera także nowiny ze świata i rozmaitości. Alfabet niemiecki opanowany w szkole nieco różnił się od polskiego, ale to nie przeszkadzało w czytelnictwie polskich książek i czasopism w Szerokiej już w XIX wieku. Wtedy pisał książki po polsku już autor rodzimy, Karol Miarka z pobliskich Pielgrzymowic. Książkę napisaną przez niego w 1895 r, zatytułowaną Husyci na Górnym Śląsku a traktującą o prawdziwych wydarzeniach w Jankowicach Rybnickich, dokąd do Studzionki pielgrzymowali także szeroczanie, czytano tu powszechnie. A dlaczego ta powiastka stała się tak bliska tutejszym ludziom? Otóż dlatego, że zawiera wiele ponadczasowych prawd, że zbrodnia została ukarana, a dobro i szlachetność nagrodzone, zaś prawda zwyciężyła.

W drugiej połowie XIX wieku, kiedy zniesiono poddaństwo oraz pańszczyznę i chłopi zostali uwłaszczeni, dopiero wtedy poczuli swoją wartość. Wolny, samodzielny i oświecony chłop mógł już myśleć o przyszłości swoich dzieci, mógł je kształcić. Pierwsi księża pochodzący z Szerokiej w liczbie sześciu urodzili się pod koniec XIX wieku, tak samo pierwsza nauczycielka i pierwsza wyuczona położna. Ci pierwsi księża, kilku urzędników i wspomniane panie mogły się uczyć, korzystając z internatów w odległych miastach, bo w najbliższych – w Żorach i Rybniku szkół ponadpodstawowych jeszcze nie było. Śląsk wówczas znajdował się w granicach państwa pruskiego, które nasiliło germanizację. Szeroczanie - kandydaci na księży obierali studia teologiczne w Krakowie, gdzie mogli się uczyć w języku macierzystym.

Kiedy po pierwszej wojnie światowej Polska odzyskała niepodległość, w sercach Ślązaków zrodziło się pragnienie należenia do kraju, w którym można się uczyć i rozmawiać po polsku, czyli w takim języku, w jakim tutejsi ludzie mówili od pokoleń. Przyłączeni do Niemiec, czuli się jak w niewoli. Ale Niemcy Śląska podarować Polsce nie zamierzali. Zatem Ślązacy zrozumieli, że sami muszą sobie wywalczyć przynależność do wymarzonego kraju. Na początek młodzi Ślązacy - Polacy zaczęli się zrzeszać w towarzystwie gimnastycznym pod nazwą Sokół. Pod przykrywką ćwiczeń gimnastycznych, na które uzyskano zezwolenie, na spotkaniach ćwiczono musztrę wojskową. W Szerokiej takie towarzystwo prowadził Teodor Buchalik. Sokół stanowił najciekawszą formę trwania w niewoli. Z Sokoła rekrutowali się przyszli powstańcy śląscy.

Ale tak naprawdę kultura w Szerokiej i w innych wioskach wokół zaczęła się rozwijać dopiero po przyłączeniu Górnego Śląska do Macierzy. Formalnie przyłączenie to nastąpiło  w 1922 roku, ale szeroczanie postarali się, by w ich szkole uczono dzieci po polsku już w 1920 roku, a pierwszymi nauczycielami polskimi zostali szeroczanie: Leon Białecki (senior) i Sylwester Herrmann. Po złożeniu przysięgi wierności Polsce na rynku w Żorach w lipcu 1922 roku w szeroczan wstąpiła ogromna radość i zapał do wszystkiego, co polskie. Przy kościele powstał chór mieszany liczący ponad 30 osób. Dyrygował nim początkowo szeroczanin, student Hilary Herrmann, późniejszy nauczyciel. Chór ten występował nie tylko w kościele, ale śpiewał też pieśni patriotyczne i ludowe na festynach wiejskich.

Kilku zapaleńców stworzyło we wsi orkiestrę. Muzykowały też szerockie dziewczyny.

Towarzystwo śpiewacze z Szerokiej z okresu międzywojennego

Przy kościele powstał chór mieszany liczący ponad 30 osób. Dyrygował nim początkowo szeroczanin, student Hilary Herrmann, późniejszy nauczyciel. Chór ten występował nie tylko w kościele, ale śpiewał też pieśni patriotyczne i ludowe na festynach wiejskich. Kilku zapaleńców stworzyło we wsi orkiestrę, która grała przede wszystkim na zabawach tanecznych w miejscowej sali przy karczmie. Szerockie dziewczyny nie muzykowały, ale dały sobie zrobić zdjęcie z instrumentami muzycznymi kolegów.

Oprócz chóru i orkiestry w Szerokiej działała Sodalicja mariańska dla dziewcząt i Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej. W 1926 r. stowarzyszenie szerockie wzięło udział w zlocie młodzieży w Mikołowie, a w roku 1930 na wystawie związkowej szeroczanie wystawili pięć eksponatów – własnoręcznych rękodzieł. W dniu Święta Młodzieży szeroczanin Franciszek Bank otrzymał z tego tytułu list pochwalny od Śląskiego Związku Młodzieży Polskiej pod sztandarem Krzyża i Orła Białego. Donosił o tym Gość Niedzielny z tamtego czasu. Oprócz Gościa Niedzielnego abonowano Katolika, Wielkopolanina, kupowano Kalendarze Misyjne. Na zachowanym zdjęciu widać:

Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej w Szerokiej z okresu międzywojennego z ks. prob. Henrykiem Jośko. Długoletni organista Eryk Weisman siedzi po jego lewej stronie. Ponadto od lewej siedzą członkowie zarządu: Alojzy Bronny, Józef Białecki, Brunon Bank, Winkler i Franciszek Bank

Po przyłączeniu Górnego Śląska do Polski rozpoczął się ruch pielgrzymkowy i wycieczkowy. Pielgrzymowano najpierw do pobliskiego sanktuarium Przenajświętszego Sakramentu w Jankowicach – Studzionce i do Pszowa. W czasach pruskich władze świeckie utrudniały pielgrzymowanie, a do dalszych sanktuariów musiano wyrabiać paszport – półpasek, co zniechęcało pielgrzymów z powodu dodatkowych kosztów. Ta bariera znikła, gdy tu nastała Polska. Najchętniej odwiedzano pobliski Kraków i Wieliczkę. Zwiedzano zabytki i uczestniczono w widowiskach teatralnych. Zachowały się zdjęcia:

 

Szeroczanie z ks. prob. Alojzym Koziołkiem w środku, z ks. prob. Jerzym Włodarczykiem po jego lewej stronie na wycieczce do Wieliczki i Krakowa. Większość kobiet jest w stroju chłopskim. A także:

Szeroczanie z borynianami na wycieczce jak wyżej, ale 47 lat później. Szeroczanka Agnieszka Zorychta, po mężu Zoremba uczestniczyła w obu wycieczkach. Stoi w pierwszym rzędzie w środku w czarnym ubraniu bez chustki.


Młode szeroczanki na pielgrzymce w Studzionce w Jankowicach w latach trzydziestych XX wieku. Już tylko jedna jest w stroju chłopskim oraz:

Szeroczanie wyruszają na dwudniową pielgrzymkę do Pszowa w okresie międzywojennym. Pielgrzymkę prowadzi ojciec przyszłego księdza, Alfreda Szkróbki.

Innym zamarzyło się, by urządzać przedstawienia. Do nich należał Teodor Guzy ur. 4. XII 1915 roku, uczący się już w polskiej szkole.

   

Teodor Guzy w mundurze 43 P.P. Leg. Bajończyków w Dubnie w 1938 r

Zmarł 17 I 1991.  Obok dom w którym mieszkał z żoną.


 

Młodzi założyli teatralne kółko amatorskie i dwa lub trzy razy do roku przygotowali przedstawienia w sali tanecznej, najpierw wystawiali je w Szerokiej, a potem w sąsiednich wioskach. Próby robili w domach prywatnych, a próbę generalną na scenie w sali Pawła Pieczki. Dekoracje i rekwizyty wykonywali do sztuk sami aktorzy i furmanką przewozili je do innych miejscowości, gdzie grali. Oto niektóre zapamiętane tytuły przedstawień: Znachor, Zemsta cyganki, Gdy zakwitną bzy, Obca przy własnym ognisku. Każde przedstawienie kończyło się humoreską. Teodor Guzy grywał główne role, a jego żona Gertruda sztuki reżyserowała. Przed wojną w Szerokiej nie było jeszcze elektryczności i przedstawienia odbywały się przy lampach naftowych zawieszonych u sufitu. Okupacja niemiecka przerwała tę działalność, ale ożywiła się wkrótce po wojnie. Wtedy dołączyła tematyka wojenna. Wielkim powodzeniem cieszyło się przedstawienie zatytułowane: Trębacz spod Monte Casino. Nadal grywano też sztuki przedwojenne. Te widowiska teatralne oglądała cała wieś, począwszy od dzieci szkolnych po ludzi w podeszłym wieku. Zapraszany bywał także ks. proboszcz. Przedstawienia wystawiano w czasie, gdy nie wolno było tańczyć i urządzać zabaw, a więc w adwencie i poście. W tym okresie ludzie mieli też więcej wolnego czasu, gdyż nie pracowano w polu. To była najważniejsza rozrywka kulturalna we wsi. Ostatnie przedstawienia odbywały się już w Domu Kultury na Osiedlu Tysiąclecia z okazji Dni Seniora. Wtedy pani Gertruda sama pisała tekst do wystawianych sztuk. Tematykę dobierała do zastanych realiów. Pani Gertruda była znana z pisania wierszy na różne okazje: rodzinne, przedszkolne, szkolne, kościelne i górnicze oraz wierszy dla księży z okazji urodzin, prymicji, jubileuszy. Napisała też balladę o Szerokiej na 700 - lecie istnienia wsi. Została uznana za wiejską poetkę. Jest autorką proroczych słów: „Szeroka, wiosko moja rodzinna, najmilsza na świecie, rośnij, wypiękniaj jak wiosenny kwiat. Może się znajdziesz na mapie świata, może usłyszy o tobie świat.”

Warto nadmienić, że pan Teodor Guzy przeprowadził w roku 1977 spis poległych mieszkańców Szerokiej w czasie II wojny światowej. Według jego wykazu zginęły 92 osoby na 1120 mieszkańców. Tablica z ofiarami wojny została umieszczona w bramie bocznej cmentarza obok kościoła.

W okresie międzywojennym kulturę, zwłaszcza rolną, szerzyło kino objazdowe. Np. uczyło jak sadzić i pielęgnować ziemniaki, by ustrzec je przed rakiem ziemniaczanym. Ponieważ we wsi nie było prądu, przyjeżdżający z filmami miał ze sobą agregat prądotwórczy. Istniało też Kółko Rolnicze prowadzone przez Antoniego Lamżę. Członkowie tego kółka prenumerowali czasopismo „Rolnik”, które uczyło dobrego gospodarowania. Na zebraniach kółka dowiadywali się, gdzie sprzedać korzystnie zboże, jak stosować nawozy sztuczne i uprawiać rolę, by dała największe plony. Pomocą w zdobywaniu funduszy na zakup maszyn rolniczych i nawozów była wiejska kasa oszczędności (Reifensena) istniejąca już w początkach XX wieku. Wieś żyła wtedy głównie z rolnictwa, więc postęp w tej dziedzinie należał do istotnych spraw, podnosił poziom życia.

Po wojnie nadal funkcjonowało kino objazdowe. Towarzystwo Wiedzy Powszechnej wysyłało w teren swoich prelegentów, ale na wsiach słuchano ich niechętnie, bo w swoich wykładach przemycali obcą ideologię. Za to z wielkim zaangażowaniem szeroczanki uczestniczyły w różnych kursach organizowanych przez Koło Gospodyń Wiejskich. Największą popularnością cieszyły się kursy gotowania oraz kroju i szycia.

Kulturę ludową propagują w Szerokiej nadal dwa zespoły folklorystyczne : Druga Młodość i Niezapominajki oraz młodziutki zespół Szeroczanki.

 

Opracowali

Helena i Leon Białeccy

Ocalić od zapomnienia - część siódma

Irena Górczana (Szyroki)

Irena Szyroki urodziła się 27 kwietnia 1934 w Szerokiej na Odpolanach, córka Franciszka Szyroki i Filomeny z d. Buchalik. Po ukończeniu Szkoły Podstawowej w Szerokiej udała się do Liceum dla Wychowawczyń Przedszkoli w Bielsku. Tam zamieszkała w internacie.

Pierwszą pracę po maturze w 1952 podjęła w przedszkolu w Pszowie, gdzie była zatrudniona aż do 1962. Wtedy wyszła za mąż i przeniosła się do Raciborza. Po mężu przyjęła nazwisko Górczana. Wówczas pracowała w Przedszkolu Zakładowym przy Zakładzie Ślusarsko-Kotlarskim w Kędzierzynie - Koźlu. Po urodzeniu córki w 1963 przeniosła się na stanowisko kierowniczki przedszkola w Zabełkowie-Chałupkach. W Zabełkowie w 1964 urodziła syna. Tam pracowała aż do 1969.

Potem już na stałe zamieszkała i pracowała w Kędzierzynie - Koźlu. W 1980 zdobyła w Opolu wykształcenie wyższe z zakresu Pedagogiki Przedszkolnej. W 1989 przeszła na emeryturę. Zmarła 15 sierpnia 2001 i spoczywa na cmentarzu w Kędzierzynie-Koźlu.

 Na podstawie wywiadu z siostrzenicą mieszkającą w Szerokiej oprac. L. Białecki.

Edyta Kasperczyk (Adamczyk)

Edyta Adamczyk urodziła się 20 grudnia 1939 w Katowicach - Wełnowcu. Jej rodzina jest typowym przykładem rodzin, które nie mogąc w owym czasie dostać pracy w Szerokiej, szukały jej w okolicach Katowic, a gdy kopalnie powstawały na tutejszym terenie, wracały w rodzinne strony i tu się pobudowały. Oboje rodzice Edyty: Maria rodz. Zoremba i Maksymilian pochodzili z Szerokiej i w latach trzydziestych wyemigrowali za chlebem do Wełnowca, by w latach siedemdziesiątych powrócić i wybudować tu dom. W Katowicach urodziły się ich dzieci – dwie córki, obie zdobyły wykształcenie pedagogiczne i obie w późniejszych latach zamieszkały w domu rodziców w Szerokiej.

Edyta pobierała naukę początkową w Szkole Podstawowej w Katowicach - Wełnowcu w latach 1946-53. Potem zapisała się do trzyletniego Liceum Pedagogicznego dla Wychowawczyń Przedszkoli w Bielsku – Białej i zamieszkała tam w internacie. Pierwszą pracę podjęła w przedszkolu w Katowicach - Koszutce i w tym przedszkolu opiekowała się małymi dziećmi do czerwca 1964. Potem przypadło jej zorganizować tzw. przedszkole społeczne w Katowicach-Brynowie, w którym została kierowniczką. Takie przedszkole powstało ze składek rodziców na całe wyposażenie placówki i wyżywienie, z wyjątkiem poborów dla personelu i nauczycielek. Było to dwuoddziałowe przedszkole dla partyjnych bonzów katowickich. Przetrwało tylko dwa lata, jak wszystkie inne tego typu przedszkola. W 1965 wyszła za mąż za Henryka Kasperczyka, z zawodu laboranta. Ma jednego syna.

Potem pracowała jeszcze w przedszkolu w Załężu i od 1976 znowu w Wełnowcu, też na kierowniczym stanowisku aż do wcześniejszej emerytury w 1983. Pracowała jeszcze jako wychowawczyni w niepełnym wymiarze aż do grudnia 1993.

Swój zawód bardzo lubiła, zwłaszcza pracę z maluchami, kiedy mogła obserwować ich postępy w radzeniu sobie z jedzeniem i zabawą w grupie. Lubiła uspokajać płaczące na początku maluszki, wiedząc, że trudno im rozstawać się z kochającymi mamami. Zjednywała je sobie okazywaniem im serca. Podnosiła swoje kwalifikacje najpierw w 1960 – 63 na trzyletnim Zaocznym Studium dla Nauczycielek Przedszkoli i Nauczania Początkowego w Katowicach, a potem w 1978, kiedy przygotowała się do egzaminu, aby uzyskać kwalifikacje równoważne wyższym studiom zawodowym z zakresu - pedagogika przedszkolna.

Do Szerokiej przeniosła się z mężem w maju 1994 i zamieszkała w domu u matki – wdowy i mieszka tu nadal. Mąż zmarł w 1999. Syn wyjechał za granicę.

Za swoją pracę z najmłodszymi uzyskała dwukrotnie Nagrodę Ministra Oświaty, II i III stopnia oraz została w 1977 odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi.

Winiarczyk Teresa (Hildegarda Tyman)

Hildegarda Tyman urodziła się w Szerokiej 29 lipca 1941. Jej rodzice to Ludwik i Maria, rodz. Pietrzak. Miała cztery siostry. Jedną z sióstr była nauczycielka Łucja Laska. W Polsce Ludowej Hildegarda musiała zmienić imię na Teresa, bo to nadane jej na chrzcie uznano jako niemieckie, niegodne polskiej dziewczyny.

Po ukończeniu Szkoły Podstawowej w Szerokiej w 1955 roku rozpoczęła naukę w Państwowym Liceum dla Wychowawczyń Przedszkoli w Bielsku. Wówczas nauka w tej szkole trwała pięć lat. W czasie nauki mieszkała w internacie szkolnym w Bielsku.

Po zdaniu matury podjęła pracę w 1960 jako wychowawczyni w Państwowym Przedszkolu nr 2 w Żorach, gdzie kierowniczką była urodzona też w Szerokiej, Aniela Lamża. One dwie stanowiły cały personel tego przedszkola. Urozmaicały zajęcia dzieci przez organizowanie wycieczek po mieście i okolicy, organizowały w zimie bal noworoczny, na którym dzieci bawiły się ustrojone w papierowe czapki, bo nie stać było rodziców na całe stroje balowe.

W zimie Teresa zamieszkała na stancji w Żorach, ale wtedy zarobek starczył ledwie na pokrycie zapłaty za tę wygodę. W pozostałych porach roku miała do wyboru albo 10-kilometrową trasę rowerem albo 5-kilometrową trasę pieszo na kolej do Jastrzębia Górnego i półgodzinną jazdę pociągiem do Żor. W takich warunkach przepracowała cztery lata.

W roku 1964 przeniosła się na samodzielne stanowisko do Boryni, gdzie przedtem urządziła przedszkole, pierwsze po wojnie, też szeroczanka - Krystyna Guzy, po mężu Król. W Boryni Teresa przepracowała sześć lat. Dojazd był już łatwiejszy, krótszy i kursował już autobus, ale w pogodne dni przydał się jeszcze tańszy rower. Przedszkole wymagało dalszego wyposażenia. Postarała się więc u stolarza o nowe stoliki, szafkę na zabawki no i o same zabawki, bo starsze wymagały wymiany.

Warunki w tym przedszkolu okazały się dalekie od wymarzonych. Ubikacje znajdowały się w podwórku. Zajęcia odbywały się na piętrze, a na dole urządzono szatnię, kuchnię i jadalnię. Aby przejść z góry do jadalni trzeba było w zimie pokonać nieogrzewane korytarze i klatkę schodową, co przy mrozach okazało się nie lada kłopotem. W zimie dzieci z konieczności załatwiały się w prowizorycznej toalecie pod schodami. Liczba przedszkolaków wynosiła od 25 – 30. Były to dzieci górników, innych robotników, rolników i nauczycieli. W takich spartańskich warunkach przepracowała do 1970.

Po zamążpójściu za Aleksandra Winiarczyka zmieniła nazwisko, przerwała pracę i zajęła się wychowywaniem dwójki własnych dzieci oraz pracą we własnym gospodarstwie. W roku 1973 przepracowała jeszcze pół roku na zastępstwie w przedszkolu górniczym na Osiedlu Tysiąclecia w Szerokiej. W sumie przepracowała w przedszkolach 15 lat. Otrzymuje emeryturę rolniczą.

Mieszka z mężem przy rodzinie córki w Szerokiej w domu dwupokoleniowym.

Zdjęcia z lat 1960 – 1964 w Przedszkolu nr 2 w Żorach

Karnawał w przedszkolu. Kierowniczka Aniela Lamża stoi z boku. Pani Teresa pociesza podopieczną.

Wycieczka z panią Teresą i kierowniczką po mieście i wycieczka po lesie

W przedszkolu wiejskim w budynku starej szkoły w Boryni w 1964 – 1970

Tymi kredkami będziemy malować.                                    Robimy sobie zdjęcie przed choinką.

Maria Piksa (Kloch)

Maria Kloch urodziła się 9 listopada 1954 w żorskim szpitalu. Odebrała ją szerocka akuszerka Leokadia Herman.Rodzice mieszkali w Szerokiej. Ojciec Leon Kloch był stolarzem, matka Salomea z d. Lepszy zajmowała się domem i wychowywaniem trzech córek. Maria rozpoczęła swą edukację w przedszkolu, mając niespełna 3 lata. Po ukończeniu Szkoły Podstawowej w Szerokiej w 1969 podjęła naukę w Liceum Ogólnokształcącym im. Karola Miarki w Żorach.

Potem rozpoczęła naukę na pomaturalnym Studium Medycznym w Katowicach, kierunek -dietetyk, ale po dwóch semestrach przerwała ją, bo ten kierunek (praca w kuchni) jej nie odpowiadał. Wróciła do domu, pomagała w pracy chorującej wtedy matce i przygotowywała się do zamążpójścia. W lipcu 1976 wyszła za mąż za Franciszka Piksę, a we wrześniu zaczęła pracę w Przedszkolu Zakładowym KWK Borynia jako nauczycielka dzieci 6-letnich w grupie popołudniowej. W roku 1977 rozpoczęła pracę z 3 i 4-latkami, gdzie w grupie było 36 maluchów. Jej pomocą wychowawczą została Barbara Moś, namówiona przez nią do tej pracy, którą wykonuje do dziś.

W październiku powyższego roku Maria rozpoczęła eksternistyczną naukę w Studium Wychowania Przedszkolnego w Bielsku-Białej. Łączyła pracę z nauką i sprawiało jej to wiele przyjemności, bo poznawała nowych ludzi, a na praktykach miała okazję obserwować przedszkola w Bielsku-Białej. W 1979 urodziła córkę Martę, a rok później syna Romana, po czym przeszła na urlop wychowawczy.

Dnia 1 września 1983, po powrocie z urlopu zaczęła pracę w grupie 6-latków. Były to lata kryzysu z pustymi sklepami, ale zajęcia w przedszkolu odbywały się normalnie. Maria co roku przygotowywała występy dzieci do przeglądu teatralnego w Jastrzębiu-Zdroju, zaszczepiając w nich ducha małego aktora. Sama w kl. V należała do kółka teatralnego. Na deskach sceny w szerockiej sali pana Dziadka zagrała główną rolę w sztuce „ Królowa z oślimi uszami”. Na terenie przedszkola zaczęła organizować spotkania z okazji Dnia Babci i Dziadka, a dla rodziców „ zabawy z własnym koszyczkiem” w Domu Kultury, w sali przy remizie OSP lub w restauracji „Skarbnik”. Dochód z zakupionych losów podczas tych zabaw przeznaczano na potrzeby przedszkola. W Domu Kultury organizowała także zabawy karnawałowe dla dzieci z udziałem zespołu „Czarne Diamenty”. Mile wspomina coroczne pieczenie ziemniaków na „Koczorówie” z udziałem dzieci i rodziców, późniejsze wyjazdy majówkowe do ośrodka „Szybiarz” w Woszczycach, na poszukiwanie wiosny lub na grzybobranie.

W 1989 za całokształt pracy z dziećmi przedszkolnymi otrzymała nagrodę Prezydenta Miasta Jastrzębia Zdroju, a wytypowała ją do tej nagrody dyr. przedszkola Krystyna Król po skończeniu przez nią Studium Metodycznego w Katowicach i zdobyciu specjalizacji I stopnia z zakresu wychowania przedszkolnego. Jej mąż od 2000 roku przez dwie kadencje był wiceprezydentem miasta Jastrzębia Zdroju, a obecnie jest doradcą prezydenta miasta.

W 1992 za namową pracowników i pani dyrektor, która odchodziła na emeryturę, przystąpiła do I konkursu na dyrektora przedszkola. Konkurs wygrała i zgodziła się pełnić tę funkcję przez 5 lat i w 1997 wróciła do pracy z dziećmi, którą wykonywała do 2006, kiedy po 30 latach pracy w zawodzie przeszła na emeryturę. Przez całe lata pracy korzystała z różnych form dokształcania. Praca z małymi dziećmi sprawiała jej wiele satysfakcji, bo mogła obserwować jak wiele nauczyły się dzieci w przedszkolu.

Nadal jest związana emocjonalnie z dawnym miejscem pracy, obecnie noszącym nazwę Przedszkole nr 24 w Jastrzębiu-Zdroju i z koleżankami jeszcze pracującymi, i w 2011 zorganizowała uroczyste spotkanie z okazji 40-lecia przedszkola przy współpracy obecnych pracownic na wzór spotkania z okazji 25-lecia istnienia przedszkola, co było jej wcześniejszą zasługą. Może będzie jej dane zorganizować taką samą dwudniową biesiadę na 50-lecie jej przedszkola.

Od roku 1998 działa aktywnie w akcji charytatywnej w szerockiej parafii, angażując się w pomoc rodzinom wielodzietnym i biednym. W ramach tej akcji przy akceptacji i współudziale ks. prob. J. Klozy oraz przy pomocy córki i ówczesnych kleryków pochodzących z Szerokiej zorganizowała półkolonie a po pozyskaniu sponsora w 2004 - dwutygodniowy wyjazd do ośrodka wczasowego w Ochabach-Kiczycach, angażując w pomoc w tę akcję uczącą się młodzież z parafii. W 2005 dzięki nawiązaniu kontaktu ze stowarzyszeniem „Parafiada” w Warszawie uzyskała od tego stowarzyszenia dofinansowanie dla 26 dzieci na kolonie letnie w Rewalu nad morzem. Koszty przejazdu pociągiem pokrył ks. Proboszcz. Potem aż do 2010 jeździła na kolonie i zimowiska zorganizowane przez biura podróży.

Od 20 lat jest współorganizatorem „ szerockiego kolędowania”, które cieszy się coraz większym zainteresowaniem. W 2004 zorganizowała spotkanie 50-latków z parafii i planuje spotkanie 60-latków.

Mieszka w domu rodzinnym. Córka Marta, po mężu Gazda, też obrała zawód pedagoga. Jej mąż Dawid Gazda jest wychowawcą ds. kulturalno-oświatowych w Zakładzie Karnym w Jastrzębiu-Zdroju – Szerokiej. Maria Piksa jest chrześniaczką szerockiej powojennej wychowawczyni przedszkola Moniki Lamża, czym się bardzo szczyci i prawnuczką kierownika szkoły w Szerokiej Jana Ryszki, który przez 48 lat piastował to stanowisko (1839-1887). Był on nauczycielem pruskim, ale najdłużej w powiecie pszczyńskim uczył dzieci po polsku w myśl zasady, że w polskiej miejscowości należy uczyć dzieci w szkołach ludowych wyłącznie po polsku, mimo że już w 1872 roku usunięto na Górnym Śląsku naukę w języku polskim.

Przekazała H. i L. Białeccy

Ocalić od zapomnienia - część szósta

Bernardyna Szymaniec (Adamczyk)

Bernardyna Adamczyk urodziła się 4 maja 1938 w Katowicach. Tam rodzice, Maksymilian i Maria z d. Zoremba, rodowici szeroczanie wyjechali za pracą, bo na miejscu jej wtedy nie było. Bernardyna rozpoczęła naukę w 1945, zaraz po wojnie, w Szkole Podstawowej w Katowicach –Wełnowcu. Po jej ukończeniu w 1952 podjęła naukę w Technikum Przemysłu Odzieżowego w Katowicach. W tej szkole zdobyła kwalifikacje do nauczania zawodu krawiectwa. Jej młodsza siostra Edyta, po mężu Kasperczyk, też została pedagogiem.

Pierwszą pracę jako nauczycielka zawodu i przedmiotów zawodowych wykonywała aż do roku 1976 w Zasadniczej Szkole Zawodowej w Rudzie Śląskiej. Aby podwyższyć swoje kwalifikacje zawodowe, w latach 1959-1962 studiowała w Warszawie w Studium Nauczycielskim dla Nauczycieli Szkół Odzieżowych. W 1961 wyszła za mąż za Witolda Szymańca, przybierając jego nazwisko. Urodziło się im trzech synów.

Po urodzeniu trzeciego syna w 1973 przeszła na trzyletni urlop wychowawczy i zamieszkała z rodziną w Szerokiej, w domu rodziców. Rodzice bowiem wrócili wcześniej z Katowic, kupili z reformy rolnej działkę i wybudowali w Szerokiej dwupokoleniowy dom.

Po powrocie z urlopu wychowawczego przez jeden rok szkolny 1976/1977 Bernardyna pracowała w Szkole Podstawowej nr 16 w Jastrzębiu Zdroju (Moszczenicy). Niesprzyjające warunki dojazdowe do tej szkoły zmusiły ją do zmiany miejsca pracy. Otrzymała etat w Szkole Podstawowej nr 18 w Jastrzębiu (Szerokiej), skąd w 1988 po 31 latach pracy pedagogicznej przeszła na emeryturę. Uczyła prac ręcznych dziewcząt od IV klasy wzwyż oraz plastyki. Była nieoceniona w dekorowaniu szkoły z różnych okazji. Uzdolniona plastycznie dbała o wystrój w holu szkoły, jej gazetki, zawsze aktualne, cieszyły oko nie tylko uczniów i nauczycieli, ale były wizytówką szkoły dla zwiedzających ją przez inne osoby z różnych okazji.

Na emeryturze pracowała jeszcze przez cztery lata w niepełnym wymiarze w charakterze nauczyciela-bibliotekarza. W sumie w szkolnictwie przepracowała 35 lat.

Chętnie udzielała się społecznie. Jako członkini Koła Gospodyń Wiejskich od roku 1976 pełniła i nadal pełni funkcję skarbnika tego koła. W 1995 otrzymała medal „Order Serca – Matkom Wsi” przyznany jej przez Zarząd Krajowego Związku Rolników i Organizacji Rolniczych. W czasie pracy zawodowej była członkiem Komisji Wyborczej w Szerokiej. Obecnie jest stałym protokolantem na zebraniach mieszkańców Szerokiej, organizowanych przez sołectwo.

Jadwiga Rudzka (Filipowska)

Jadwiga Filipowska urodziła się 19 marca 1952 w Świerklanach Dolnych, w rodzinie robotniczej. Matka Leopoldyna, z d. Winkler, zajmowała się pracą w domu i wychowaniem piątki córek, ojciec Albert Filipowski pracował jako górnik, a także na własnej roli.

Szkołę podstawową ukończyła w Świerklanach, następnie Liceum Ogólnokształcące w Rybniku. Wyszła za mąż za Stanisława Rudzkiego i podjęła studia zaoczne na Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie.

W roku 1973 urodziła syna Aleksandra. Jadwiga, po mężu Rudzka, po urodzeniu syna pracowała w Urzędzie Powiatowym w Rybniku w Wydziale Turystyki i Rekreacji. W 1975 po reorganizacji administracji krajowej została skierowana do Urzędu Gminnego w Świerklanach, a następnie podjęła pracę jako inspektor ds. Ludowych Zespołów Sportowych w Wojewódzkim Zrzeszeniu LZS.

W roku 1978 urodziła drugie dziecko - córkę Cecylię. Przerwała studia, gdyż w tym czasie zmarła jej matka i musiała zająć się młodszym rodzeństwem oraz swoją rodziną. Równocześnie budowała z mężem dom w Szerokiej. Po przeprowadzeniu się do Szerokiej, do własnego domu w sierpniu 1978 otrzymała propozycję pracy w Szkole Podstawowej im. Mikołaja Kopernika nr 18 w Jastrzębiu-Zdroju – Szerokiej jako pracownik administracji.

Pracując w tej szkole od 1 kwietnia 1981 w charakterze nauczycielki, rozpoczęła ponownie studia pedagogiczne systemem zaocznym, które ukończyła we wrześniu 1995 z tytułem magistra. Od września 1982 pracowała w tejże szkole jako nauczyciel nauczania początkowego. W 1983 urodziła trzecie dziecko – córkę Annę.

W 1991 powołana została decyzją Dyrektora Szkoły i Rady Pedagogicznej na stanowisko wicedyrektora szkoły podstawowej w Szerokiej. Na tym stanowisku pracowała nieprzerwanie do 2007 roku, do momentu przejścia na emeryturę. Wobec nauczycieli była wymagająca, ale odnosiła się do nich zawsze życzliwie, chętnie pomogła w rozwiązaniu jakiegoś problemu. Potrafiła grono zintegrować i stworzyć wspaniałą atmosferę na spotkaniach nauczycieli. Była dobrą organizatorką imprez szkolnych.

Na emeryturze pracuje od pięciu lat na stanowisku dyrektora dydaktycznego w AP Edukacja w Rybniku. Prowadzi szkoły średnie i policealne dla dorosłych.

Syn Jadwigi Rudzkiej Aleksander też został nauczycielem i uczył w Szerokiej. Najpierw ukończył studia na Politechnice Śląskiej w Gliwicach i uzyskał dyplom mgr. inż. elektroenergetyka, a następnie ukończył dwuletnie studia podyplomowe pedagogiczne. Pracę w SP 18 rozpoczął 1 września 1997 jako nauczyciel pracy-techniki, później uczył fizyki. Pracował w szerockim gimnazjum do końca 2010. Ożenił się z nauczycielką po studiach filologii romańskiej , która pracuje w Zespole Szkół nr 6 w Jastrzębiu – Zdroju, ucząc języka francuskiego.

Drugie dziecko pani Jadwigi też poszło śladami matki. Cecylia, po mężu Kwiatkowska studia pedagogiczne ukończyła w czerwcu 2000 i od września tego roku rozpoczęła pracę też w SP 18 na posadzie nauczyciela – bibliotekarza, a jednocześnie kontynuowała studia podyplomowe jako nauczyciel historii. Pracuje nadal.

Także następna córka, Anna, po mężu Pękala w 2005 ukończyła studia pedagogiczne, ale kierunek filologia polska. W szkole szerockiej odbywała praktykę. Obecnie pracuje jako nauczyciel języka polskiego w gimnazjum w Pielgrzymowicach.

Danuta Bohnenberger (Białecka)

Danuta Białecka urodziła się 8 maja 1962. Rodzice to Leon Białecki i Helena z d. Kula- obecnie emerytowani nauczyciele.

Danuta od 3 roku życia chodziła do przedszkola w Szerokiej, a w latach 1969-1977 uczęszczała do Szkoły Podstawowej w Szerokiej, przemianowanej po 1975 na SP nr 18 im. Kopernika w Jastrzębiu-Zdroju.

Po ukończeniu obowiązku szkolnego wstąpiła do Liceum Ogólnokształcącego nr 1 im. Stanisława Staszica, do klasy o profilu biologiczno-chemicznym. Maturę zdała w 1981.

W tym samym roku zdała egzamin na studia na Uniwersytecie Śląskim, na Wydział Filologiczny, kierunek bibliotekoznawstwo. Naukę przerwała w grudniu tego samego roku z powodu zawirowań politycznych – stanu wojennego i możliwości podjęcia pracy nauczyciela bez kwalifikacji. Był to czas wyżu demograficznego i brakowało nauczycieli w wielu szkołach, także w Szerokiej. Pracę w szerockiej szkole zaczęła 2 lutego 1982, równocześnie uczestnicząc w kursie pedagogicznym przy ODN w Katowicach. We wrześniu uzyskała potrzebne kwalifikacje nauczyciela.

W lipcu 1982 wyszła za mąż, a we wrześniu kontynuowała pracę w szkole. Uczyła klasę I i wychowania plastycznego w klasach starszych. W 1982 odbyła kurs przygotowawczy na studia zaoczne, ale studiów nie podjęła, bo urodziła syna, a w następnym roku drugiego i przeszła na urlop wychowawczy. Do szkoły wróciła w 1986 i na własną prośbę przeszła do pracy w charakterze nauczyciela-bibliotekarza. Zaraz też zgłosiła się na Studium Nauczycielskie - kierunek bibliotekoznawstwo przy Instytucie Kształcenia Nauczycieli w Katowicach, które skończyła w 1989.

Końcowe lata 80. XX wieku w Polsce charakteryzowały się zapaścią gospodarczą kraju. W sklepach brakowało dosłownie wszystkiego, młode rodziny nie widziały przed sobą przyszłości i powstał trend wyjazdów za granicę, zwłaszcza młodych ludzi ze Śląska do Niemieckiej Republiki Federalnej. Ślązakom nietrudno było udowodnić niemieckie pochodzenie, choćby przez to, że ktoś z ich bliskich krewnych zginął w Wehrmachcie. W Niemczech przyjmowano ich jako osoby wypędzone i po przejściu przez nie obozów przejściowych dawano im tymczasowe, bezpłatne mieszkania, wyposażone w niezbędne meble i sprzęt gospodarstwa domowego oraz organizowano dla nich bezpłatne kursy językowe. W szybkim czasie chętnych kierowano do różnych prac zarobkowych według wykształcenia i kwalifikacji, i dla wszystkich postarano się o normalne mieszkanie. Około roku 1989 wyjechało z Szerokiej do Niemiec przeszło 30 rodzin i tyle młodych, nawet starszych, samotnych. Wyjeżdżali wtedy młodzi ze wszystkich okolicznych miejscowości, niby na wczasy zagraniczne, ale już nie wracali. W Niemczech szybko dorabiali się dóbr materialnych, bo więcej zarabiali i zarabiają niż we własnym kraju.

Mąż Danuty, o wygórowanych ambicjach, których nie mógł spełnić w Polsce i czując się niedowartościowany nakłonił ją do wyemigrowania za granicę. Chciał jechać do Australii lub Południowej Afryki, ale ona pod jego naciskiem zgodziła się na wyjazd tylko do NRF-u. Zatem latem 1989 wyjechali z całą rodziną. Szczęście im sprzyjało, bo po kursie językowym otrzymali piękne mieszkanie w nowym budownictwie za niewielką opłatą do 7 lat, a mąż otrzymał pracę. Gorzej było z Danutą, bo imigrantów nie zatrudniano w szkołach. Ukończyła zatem roczny kurs buchalterii, ale w tym zawodzie nie dostałaby dobrze płatnej pracy. W urzędzie pracy spytała wobec tego, czy jest praca dobrze płatna i usłyszała, że w pielęgniarstwie, ale tego zawodu trzeba się uczyć trzy lata w Studium Pielęgniarskim. Podjęła ten trud i po zdaniu egzaminu z praktyki i z teorii na stopień bardzo dobry podjęła pracę pielęgniarki, którą wykonuje do dziś, choć za radą obecnego męża - teraz w niepełnym wymiarze.

Nim minęło 7 lat dzięki własnym oszczędnościom i korzystnej pożyczce wybudowali własny dom. Synowie pokończyli niemiecką szkołę podstawową i średnią, i obecnie studiują. Starszy pracuje i studiuje elektronikę, młodszy odbywa studia doktoranckie z chemii.

Po 20 latach małżeństwa rozwiodła się z mężem. Ich związek od początku nie był udany, nie zdał próby w Polsce, nie zdał i w Niemczech. Danuta wyszła ponownie za mąż, tym razem za rodowitego Niemca - nauczyciela germanistę. Od początku wyjazdu z Polski utrzymuje stały kontakt z rodziną w Polsce, głównie telefoniczny, co roku raz lub kilka razy odwiedza dom rodzinny i zaprasza rodzinę w odwiedziny do siebie. Czy kiedyś wróci do Polski? Wątpliwe. Rodzina niemiecka przyjęła ją jak swoją, a synowie też już wrośli w nowy kraj, który rzeczywiście zapewnia im lepsze życie i lepszą przyszłość. Mowy polskiej jednak nie zapomnieli. Danuta i synowie mają podwójne obywatelstwo – polskie i niemieckie.

 

Alina Winkler (Wrożyna)

 Alina Wrożyna urodziła się 3 października 1969 w Szerokiej. Jej rodzice to Monika rodz. Pomykoł – też nauczycielka i górnik Józef. Po zerówce uczęszczała już do nowej szkoły w Szerokiej, do SP nr 18 im. Mikołaja Kopernika w Jastrzębiu Zdroju. Po jej ukończeniu w 1984 podjęła dalszą naukę w Liceum Ogólnokształcącym nr I w Jastrzębiu Zdroju.

Po maturze w 1988 uczyła się w dwuletnim Studium Nauczycielskim w Raciborzu, kierunek nauczanie początkowe. To dało jej kwalifikacje do nauczania w szkole podstawowej w klasach I – III. Pracę podjęła w Szkole Podstawowej w Gogołowej. Po rocznym nauczaniu zapisała się na zaoczne studia na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach – filia w Cieszynie, też kierunek nauczanie początkowe, po których uzyskała wykształcenie wyższe.

W 1997 wyszła za mąż za Mirosława Winklera, przyjęła jego nazwisko; dwa lata później urodziła bliźnięta. Zamieszkała w domu męża w Gogołowej. Po dwóch latach wróciła do pracy, ale nie do Gogołowej, lecz do Połomi, bo wskutek reorganizacji szkoły w Gogołowej w nowo powstałym budynku szkolnym zorganizowano gimnazjum i liceum ogólnokształcące dla całego rejonu, zaś młodsze dzieci gogołowskie uczyły się w Połomi z zorganizowanym dowozem.

Alina Winkler lubi swój zawód, ponadto interesuje się historią miejscowości, w której zamieszkała, zbiera o niej informacje i przekazuje je uczniom w ramach edukacji regionalnej. Pracuje nadal.

 

Woźniak Helena (Kowalik)

Helena, z domu Kowalik, urodziła się 31 lipca 1935 w Czyżowie k. Buska- Zdroju w obecnym województwie świętokrzyskim. Jej rodzice to rolnik Jan Kowalik i Agnieszka, rodzona Bartocha. Ojciec zmarł w 1939 roku, gdy miała zaledwie trzy i pół roku. Osierocił ośmioro dzieci. W tydzień po śmierci ojca spaliło się całe gospodarstwo będące dotąd źródłem utrzymania rodziny. Wojna, czas okupacji i okres powojenny były dla niej i całej rodziny okresem poniewierki i głodu.

Do szkoły podstawowej uczęszczała w Czyżowie, Strzelcach i Pieczonogach. Naukę rozpoczęła w kwietniu 1945 po rocznej tułaczce na terenie zniszczonym wskutek głównej ofensywy toczącej się w okolicy w 1944, gdzie zagrody i szkoły były zniszczone.

W roku 1951 dzięki pomocy starszej siostry rozpoczęła naukę w czteroletnim Technikum Chemicznym w Kielcach. Po ukończeniu technikum w 1956 wyszła za mąż za Henryka Woźniaka, pracującego jako górnik w kopalni „Śląsk” k. Bytomia. Małżonkowie zamieszkali w Chropaczowie, dzielnicy Świętochłowic. Tam urodziły się im trzy córki. Kiedy kopalnia „Śląsk” zaprzestała wydobycie, cała rodzina przeniosła się do Szerokiej. Stało się to w 1970 i odtąd z Szeroką związała się na stałe.

W Szerokiej pracowała jako katechetka, bo już wcześniej ukończyła w 1971 w Katowicach 3-letnie studium katechetyczne. Pracę katechetyczną sprawowała przez 30 lat, 3 lata w poprzedniej parafii. Po niej w 1997 przeszła na emeryturę. Oprócz lekcji religii udzielała się aktywnie przy wszelkich uroczystościach kościelnych, jak np. I Komunie św. na terenie parafii szerockiej, była pomocna w pracy charytatywnej i przy procesjach Bożego Ciała. Przygotowywała ofiary dla Mszy dziecięcych. W imieniu parafii żegnała ks. Reimana, gdy wyjeżdżał na misje do Stanów Zjednoczonych.

Za proboszczowania ks. prob. Oswalda Reimana i ks. prob. Antoniego Łatko należała do Rady Parafialnej. Mieszka na Osiedlu Tysiąclecia w Szerokiej i czuje się szeroczanką.

Od Prezydenta RP otrzymała dyplom za Długoletnie Pożycie Małżeńskie.

 

Elżbieta Roszczak (Ficek)

Elżbieta Ficek urodziła się 5 marca 1965 w Szerokiej. Jej rodzice to Ludwik i Wanda, rodzona Szmajdów, zamieszkali w Szerokiej na górnej wsi. Elżbieta Szkołę Podstawową nr 18 w Szerokiej ukończyła w 1980. Dalszą naukę podjęła w Technikum Górniczym w Jastrzębiu-Zdroju. Wtedy jeszcze nie wiedziała, co w życiu będzie chciała robić.

W roku 1985 wyszła za mąż za Marka Roszczaka. Mają córkę Agatę.

Na jej decyzję pracy jako katechetka wpłynął ówczesny wikary szerocki, Janusz Kwapiszewski, który na spotkaniach oazowych mówił pięknie o Bogu, o wierze, o wartościach ponadczasowych, jak miłość, uczciwość, wierność. To, co wtedy usłyszała, pragnęła dalej przekazywać i dlatego podjęła naukę w Studium Katechetycznym w Katowicach, kończąc je w1988.

Po tym studium zaczęła w 1988 pracę jako katechetka w nowo powstałej parafii MB Piekarskiej w Boryni, ucząc religii dzieci w salce katechetycznej przy kościele. W 1990, kiedy naukę tego przedmiotu wprowadzono do szkół, nauczała religii w Szkole Podstawowej nr 14 w Jastrzębiu-Zdroju Boryni. W pracy nie napotyka problemów, jakie występują z nauczaniem tego przedmiotu w innych szkołach. Zarówno dzieci jak i rodzice są pozytywnie nastawieni do nauki religii, nawet dzieci ewangelików, których w klasach jest od 1 – 3 przeważnie uczestniczą w jej lekcjach, rzadziej wybierają świetlicę.

Współpracuje także z parafią przez przygotowanie uczniów do prowadzenia takich nabożeństw w kościele jak np. nabożeństwa różańcowce i Droga krzyżowa. Oprócz tego raz w miesiącu ma w salkach parafialnych spotkania na tzw. przygotowanie bliższe młodzieży ponadgimnazjalnej do małżeństwa. Także raz w miesiącu przygotowuje młodzież do bierzmowania.

Ucząc, nadal pogłębiała swoją wiedzę teologiczną i w 1996 uzyskała dyplom Kolegium Teologicznego Archidiecezji Katowickiej. Po następnych trzech latach podjęła pracę katechetki w Gimnazjum nr 3 w oddziałach w Boryni. Wskutek zmian organizacyjnych w szkolnictwie jastrzębskim została w 2004 przemianowana na nauczyciela religii Zespołu Szkół nr 8 w Jastrzębiu-Zdroju, w skład którego wchodzi Szkoła Podstawowa nr 14 i Gimnazjum nr 12. Otwarta na wiedzę przydatną w nauczaniu swojego przedmiotu w 2005 ukończyła Podyplomowe Studia Rodziny i Mediacji Sądowej na Uniwersytecie Śląskim. W 2008 uzyskała stopień nauczyciela dyplomowanego.

Za swoje zaangażowanie w pracę z uczniami i znaczący wkład w wykształcenie i wychowanie młodzieży oraz zdobywanie potrzebnej wiedzy otrzymała w 2011 Nagrodę Prezydenta Miasta Jastrzębia-Zdroju.

Ma lepsze warunki dojazdowe do Boryni niż szeroczanki, jej poprzedniczki, pracujące w szkole w tej miejscowości w latach wcześniejszych. Drogi są wyasfaltowane, kursuje autobus, ale ona woli kursować własnym samochodem, co świadczy o standardzie w obecnych czasach.

Przekazali Helena i Leon Białeccy

 

Ocalić od zapomnienia - część piąta

Dyba Domicela (Herman)

Domicela Herman urodziła się w Szerokiej 1 maja 1907 w rodzinie kowala Pawła Hermana i jego żony Marianny z Rduchów. Ledwie rozpoczęła pierwszy rok nauki w szkole pruskiej, nastała I wojna światowa i czas ogromnej biedy, zwłaszcza w ostatnich latach wojny, bo żandarmeria zabierała zboże i żywiec dla wykarmienia wojska, nie zostawiając zboża nawet na siew. Po wojnie trwały na Górnym Śląsku czasy niespokojne. Polska odzyskała niepodległość, ale bez Śląska. Przynależność do tego kraju Ślązacy musieli sobie sami wywalczyć w powstaniach, zwanych śląskimi. Kiedy w 1922 roku Śląsk należał już do Polski, brakowało tu polskich nauczycieli i Domicela była jedną z pierwszych dziewcząt, które zgłosiły się do Żeńskiego Seminarium Nauczycielskiego w Mysłowicach, odpowiadając na apel polskich władz na Śląsku.

Po ukończeniu seminarium podjęła pracę w pobliskich Krzyżowicach, dojeżdżając 5 km na rowerze, a w zimie chodząc pieszo z domu rodzinnego w Szerokiej. Kierownikiem tej szkoły był znany patriota Piotr Wojciech. Po kilku latach wyszła za mąż za Antoniego Dybę, nauczyciela pracującego w Boryni, a pochodzącego z Poznańskiego. Stanowili przykład kochającego się małżeństwa. Pracowali już w niepodległej Polsce. Wykonywany zawód i ogromne umiłowanie ojczyzny były dla nich inspiracją do bezinteresownej pracy w środowisku. Domicela, po mężu Dybowa, członkini i opiekunka Towarzystwa Młodych Polek z entuzjazmem krzewiła miłość do kraju ojczystego nie tylko w szkole.

Niedługo jednak cieszono się polskością na Śląsku, gdyż po 17 latach od przyłączenia Śląska do Macierzy Niemcy hitlerowskie wkroczyły najpierw na Śląsk i wkrótce zajęły całą Polskę. Dybowie stracili nie tylko ojczyznę, ale także prawo wykonywania zawodu nauczycielskiego. Zamieszkali w domu rodzinnym Hermanów, a w 1940 urodził się ich syn Marian. Matka opiekowała się dzieckiem, a w soboty oczekiwała z niepokojem męża zatrudnionego w jakimś zakładzie w okolicy Katowic. Dybowie mieli nadzieję, że wojna i okupacja wkrótce się skończą, jednak wydawało się im, że bierne czekanie na wolność opóźnia tę chwilę. Kiedy została utworzona podziemna organizacja Związku Walki Zbrojnej-Pszczyna, Domicela włączyła się do ruchu oporu. Stała się łączniczką, przenosiła ulotki i rozkazy władz podziemia. Równocześnie prowadziła w domu tajne nauczanie. Zaś mąż pełnił pewną funkcję w kierownictwie sztabu Inspektoratu Rejonowego Armii Krajowej - Rybnik.

Polskiej rodzinie nauczycielskiej nie przydzielono kartek żywnościowych, a Antoniemu Dybie potrącano wysoką część zarobku z racji braku przynależności do żadnej niemieckiej grupy narodowościowej. Rodzina była skazana na ciągłą niepewność i możliwość eksmitowania z domu i wywózkę do Generalnej Guberni.

Dnia 25 kwietnia 1943 pod dom Dybów przyjechał samochód funkcjonariuszy SS. Uzbrojeni SS-mani otoczyli zagrodę, przeprowadzili rewizję, a potem wyprowadzili Dybów na ulicę i wepchnęli do policyjnego samochodu. Rozpacz rodziców i odbieranego im dziecka trudno opisać. Oboje uwięziono najpierw w Mysłowicach. Stamtąd przewieziono Dybową do obozu w Auschwitz, gdzie otrzymała numer obozowy 48336. Tam została zamordowana. Jej mąż został powieszony razem z innymi więźniami 26 października 1943 w publicznej egzekucji w Czechach, w Mostach koło Jabłonkowa.

Parafia szerocka uczciła pamięć Domiceli i Antoniego Dybów, umieszczając ich nazwiska na granitowych tabliczkach na dużej tablicy ofiar wojny. Notki biograficzne śp. Dybów są zamieszczone w księdze pamiątkowej pt.: „Nauczyciele śląscy polegli i zamordowani w latach hitlerowskiej okupacji” – Katowice 1971. O śp. Domiceli znalazło się wspomnienie także w „Słowniku uczestniczek walk o niepodległość Polski 1939 – 1945. Poległe i zmarłe w okresie okupacji niemieckiej. ”Warszawa 1988.

Syn Marian pierwszy w dziejach Szerokiej uzyskał tytuł naukowy doktora jako osoba świecka. Napisał wiele prac naukowych związanych z historią Śląska. Jest dumą naszej miejscowości i godnym synem swoich śp. rodziców.

Marian Dyba

Marian Jan Dyba, syn Antoniego i Domiceli z Hermanów , urodził się 5 sierpnia 1940 w Szerokiej na dolnej wsi. Rodzice byli nauczycielami i w czasie okupacji pracowali w podziemiu akowskim. Za to ponieśli okrutną śmierć. Ojciec został powieszony w Mostach na terenie Czech, a matka zmarła w obozie koncentracyjnym Auschwitz. Dwuletni Marian został pod opieką obcych ludzi, potem zaopiekowały się nim ciotki, siostry matki.

Po ukończeniu szkoły podstawowej podjął naukę w Liceum Ogólnokształcącym im. Karola Miarki w Żorach. W latach 1959 – 1961 był słuchaczem Studium Nauczycielskiego, kierunek – historia w Raciborzu.

W 1961 rozpoczął studia na Uniwersytecie Warszawskim, początkowo na kierunku filozofii, następnie historii, w latach 1964 - 1969 zakończone magisterium. Na studiach zainteresował się historiografią – piśmiennictwem historycznym odtwarzającym przeszłość na podstawie źródeł ustnych i pisanych, wykopalisk oraz zabytków, czyli dziejopisarstwem.

Po ukończeniu studiów chciał się zająć pracą naukową i skierowano go do Centralnej Szkoły Partyjnej, inaczej Wyższej Szkoły Nauk Społecznych, mieszczącej się w Warszawie. Polecono mu tam zająć się krajami trzeciego świata. Efektem jest książka „Ruch narodowo-wyzwoleńczy po II wojnie światowej”. Po zorientowaniu się, że instytucja, w której pracował, ma charakter polityczny a nie naukowy, zrezygnował z pracy w niej i w 1973 przeniósł się na Uniwersytet Śląski w Katowicach i tam jako nauczyciel akademicki pracował do 2000, najpierw jako asystent a później po uzyskaniu w 1979 stopnia doktora na Wydziale Nauk Społecznych jako adiunkt.

Prowadził zajęcia ze statystyki i demografii historycznej, historii historiografii i metodologii historii a także ćwiczenia z historii powszechnej i nowożytnej historii Polski, konwersatoria – rozmowy ze słuchaczami - na temat historii nowożytnej i historii Śląska. Później prowadził fakultety i seminaria magisterskie dla studentów zaocznych. We współautorstwie napisał w 1978 skrypt dla studentów pt. „Elementy statystyki dla historyków”.

U progu 1983 włączył się do badań nad środowiskiem historycznym w Polsce w latach 1918 – 1939, które prowadził Uniwersytet Warszawski. Jemu przypadło zająć się międzywojennym środowiskiem historycznym Śląska. Do Warszawy dojeżdżał na konferencje zespołu, brał udział w dyskusjach nad badaniami. W 1986 odbył półroczny staż naukowy związany z powyższą tematyką na Uniwersytecie Wrocławskim.

Po 1989 wzrosło zainteresowanie dziejami Górnego Śląska. Władze Sejmiku Samorządowego woj. katowickiego i Kuratorium Oświaty zwróciły się do M. Dyby z propozycją napisania, w krótkim okresie, popularnonaukowej historii Górnego Śląska. W 1992 r. ukazała się więc jego praca „Śląskie drogi od X w. do 1939 r.”, w narracji której próbował zaadoptować postmodernistyczne prądy w humanistyce.

Jego śląskoznawcze zainteresowania zaowocowały już wcześniej artykułami popularnonaukowymi w miesięczniku „Sejmik Samorządowy”. Traktowały o tradycjach śląskiej samorządności, o wybitnych Ślązakach (w tym historykach), o procesach unarodowienia ludu i dziejach miejscowości. W tym też jego opracowanie: „Droga do miasta. 30-lecie Jastrzębia-Zdroju”. W nim również ukazywały się artykuły polemiczne, niekiedy sprawozdania z sesji naukowych czy rekomendacje wartościowych opracowań historycznych. W związku z zainteresowaniem historią historiografii miał swój udział w sesjach naukowych i konferencjach jej poświęconych. Równolegle uczestniczył w innych. Można tu wymienić jego głos w dyskusji na międzynarodowym kolokwium poświęconym zastosowaniu metod kwantytatywnych (ilościowych) w badaniach historycznych - Warszawa 1973 (druk w: ”Historia i nowoczesność. Problemy unowocześnienia metodologii i warsztatu badawczego historyka”, Wrocław-Warszawa 1974), czy w IV konferencji poświęconej naukom pomocniczym historii w 1975 r. (druk w: „Materiały z IV konferencji poświęconej naukom pomocniczym historii, Katowice - Wisła 20-22 V 1975”, Katowice 1976). Przygotował także konferencję w Katowicach i wygłosił referat nt.: „Analiza statystyczna »Przeglądu Górniczego« za okres 1945-1974” (druk w: „Czasopiśmiennictwo górnicze w Polsce”, Katowice 1977; tamże głos w dyskusji). Na polsko-czeskiej konferencji naukowej mówił o „Wsi i rolnictwie...” (druk w: ”Wieś i rolnictwo pod wpływem industrializacji w XIX i XX w. na Górnym Śląsku i w okręgu ostrawskim”, Katowice 1982) oraz „O problemach historiografii” (w: „Studie k vyvoi prumyslovych oblasti”, Praga 1986). Na ogólnopolskiej sesji w Katowicach wygłosił referat: „Bolesława Limanowskiego historia polskich walk narodowo-wyzwoleńczych” (w: „Nestor polskiego socjalizmu czy tylko demokrata”, Katowice 1987). Na naukowej konferencji w Katowicach organizowanej przez Wszechnicę Górnośląską wygłosił referat pt. „Udział lwowian w życiu społecznym Górnego Śląska” (w: „Wszechnica Górnośląska”, t. II, Katowice 1991), a także w 1995 o legendzie rudzkich cystersów. W listopadzie 1995 podczas sesji naukowej z okazji 90-lecia ZNP mówił nt.: „Twórczość nauczycieli ziemi rybnickiej w okresie międzywojennym”.

Brał także udział w badaniach resortowych. Sporządził opracowanie tematu: „Rozwój produkcji górniczej w latach 1947-1958”, z racji uczestnictwa w badaniach problemu resortowego: „Węzłowe problemy rozwoju Polski 1947-1958”. Przeprowadził też badania ankietowe i opracował ich wyniki, nt.: „Studia historyczne w Polsce - diagnoza i wizja”, w ramach resortowego problemu badań podstawowych oraz: „Unowocześnienie procesu dydaktycznego - model dydaktyk szczegółowych w latach 1986-1989.”

Poza pracami drukowanymi, opracował 31 życiorysów historyków i działaczy narodowych Górnego Śląska dla Redakcji Encyklopedii Górnośląskiej w Śląskim Instytucie Naukowym, których nie opublikowano z powodu likwidacji instytutu. Przygotował dwa rozdziały do monografii historii górnictwa ziemi rybnickiej na zlecenie Instytutu Śląskiego w Opolu. Monografia nie ukazała się z powodu braku sponsora. Na zlecenie Komisji Historycznej Senatu Uniwersytetu Śląskiego, przygotował „Opis liczbowy 25-lecia Uniwersytetu Śląskiego”, oraz „Drogę do uniwersytetu”, jako pierwszy rozdział planowanej monografii uczelni.

W sumie napisał 12 książek –7 tematycznie związanych ze Śląskiem, 32 rozprawy i artykuły studyjne, 44 recenzje i prace popularne.

Po przeniesieniu się do pracy na Uniwersytet Śląski zamieszkał w Orzeszu. Póki żyły ciotki, często odwiedzał je w Szerokiej. Jest żonaty z Krystyną, emerytowaną nauczycielką akademicką. Mają trzech synów.

 

Anna Ranoszek

Anna Ranoszek urodziła się 31 października 1918 w Szerokiej. Była jedną z dziewięciorga rodzeństwa. Chałupnik ojciec Wilhelm pochodził z Moszczenicy, matka Paulina rodz. Stenchły - z Szerokiej. Lat dorosłych dożyło dwóch synów i 4 cztery córki, ale w Szerokiej nikt nie pozostał. Zrujnowaną przez czas małą zagrodę i pole przejęło miasto. Dzieci urodzone w wielodzietnej rodzinie w latach 1908-1926, których ojciec był tylko chałupnikiem z kawałkiem pola, nie wystarczającym na utrzymanie rodziny, nie miały szansy uzyskania pracy na miejscu. Musiały jej szukać poza rodzinną wioską.

W roku 1925 Anna rozpoczęła naukę w miejscowej szkole powszechnej. Jej dom rodzinny położony był w przysiółku Odpolany, oddalonym około 1 km od centrum wsi, gdzie znajdowała się szkoła. Dzieciństwo i lata młodzieńcze Anna spędziła w Szerokiej. Z tych czasów została w pamięci jako dziewczyna biorąca udział w stroju harcerskim w uroczystościach religijno-patriotycznych.

O jej życiu w okresie wojennym brak informacji, ale z pewnością musiała gdzieś być zatrudniona, choćby z uwagi na rozporządzenia o zatrudnieniu wprowadzone przez okupanta. Po wojnie ukończyła Studium Nauczycielskie w Warszawie i podjęła pracę w Liceum Ogólnokształcącym w Bliżynie (obecnie województwo świętokrzyskie), jako nauczycielka języka polskiego.

Około 1963 roku przeniosła się do Żor i zamieszkała w domu swojej siostry Gertrudy Wala. Aż do emerytury pracowała w Zasadniczej Szkole Zawodowej w Żorach, w budynku Liceum Ogólnokształcącego im. K. Miarki. Wiadomo, że w roku szkolnym 1969/70 była wychowawczynią klasy D o profilu sprzedawca.

Przez cały czas utrzymywała kontakt listowny ze swoimi wychowankami z liceum w Bliżynie. Nie wyszła za mąż, żyła problemami innych – wspomagała potrzebujących. Jej bratanica, która była jej chrześniaczką była dla niej jak córka. Żyła skromnie, rzadko wyjeżdżała. Jedyną wielką podróż odbyła do sanatorium w Złotych Piaskach w Bułgarii.

Posiadała bogatą bibliotekę: „ … z której czerpałem bez ograniczeń – od lektur szkolnych poprzez klasyczną literaturę, aż do literatury współczesnej…” wspomina jej siostrzeniec, inżynier z zawodu. Drugi siostrzeniec jako ornitolog pracował w Dolnośląskim Zespole Parków Krajobrazowych. Często miał prelekcje dla młodzieży w zakresie ochrony przyrody.

Pod koniec życia Anna walczyła z chorobą gośćcową, której nabawiła się w dzieciństwie i młodości, chodząc do szkoły nieodśnieżonymi drogami polnymi.

Zmarła 22 lipca 1985 roku. Jest pochowana na cmentarzu komunalnym w Żorach.

Stefania Kuczera (Gajda)

Stefania Gajda urodziła się w Szerokiej 23 października 1937 w rodzinie Anny i Franciszka Gajda. Bardzo wcześnie straciła ojca, który w 1939 został powołany do wojska, a zginął w 1941. Miała jeszcze dwoje rodzeństwa i matka sama musiała wychowywać dzieci w okresie wojny i w ciężkich latach powojennych. Z pomocą przyszedł jej wtedy brat matki – student medycyny. Wziął urlop dziekański i zatrudnił się w Szerokiej jako listonosz, i wspierał materialnie rodzinę.

Stefania rozpoczęła naukę szkolną w 1944 w języku niemieckim, a po wojnie w 1945 znowu zaczynała klasę I już w języku polskim. Szkołę podstawową ukończyła z wyróżnieniem w 1952, Kierownik namówił matkę, by córka podjęła dalszą naukę. Dzięki pomocy wujka rozpoczęła ją w Państwowym Liceum Pedagogicznym w Pszczynie. Po czterech latach w 1956 zdała maturę i z nakazem pracy zgłosiła się w szkole w Boryni, gdzie uczyła różnych przedmiotów w różnych klasach, do czego nauczyciel kończący liceum pedagogiczne miał kwalifikacje. Do pracy dojeżdżała rowerem z domu rodzinnego. W szkole tej nauka odbywała się w klasach łączonych z braku niepełnej obsady etatów nauczycielskich.

W 1958 wyszła za mąż za górnika-ratownika, Huberta Kuczerę, z pobliskich Świerklan Górnych. Po roku urodziła córkę i wkrótce potem zamieszkała z rodziną u ciotki męża w Świerklanach. W tej miejscowości zamierzali wybudować dom. Stefania chciała pracować bliżej i uzyskała przeniesienie do szkoły w Roju. W maju 1961 urodziła syna, a jesienią przeprowadziła się z mężem i dziećmi do własnego domu w Świerklanach, wybudowanego systemem gospodarczym. Poza urlopami macierzyńskimi cały czas pracowała, bo dziećmi opiekowała się siostra męża, a pieniądze były potrzebne na utrzymanie rodziny i na budowę. W roku 1962 urodziła drugą córkę i na trzy lata przeszła w stan pozasłużbowy. Dwoje dzieci ukończyło studia, córka Gabriela - medycynę, syn Czesław - akademię wychowania fizycznego, a najmłodsza skończyła liceum i otrzymała pracę w biurze kop. Jankowice. Syn po ukończeniu studiów rozpoczął pracę w Żorach, w zespole szkół budowlanych, gdzie pracował przez kilkanaście lat. Wszystkie dzieci po kolei założyły rodziny.

Wreszcie w 1969 udało się Stefanii zatrudnić w szkole na miejscu - w Świerklanach Górnych. Mimo wielu obowiązków rodzinnych była ambitną nauczycielką i tu pracując, ukończyła zaocznie trzyletnie Studium Nauczycielskie w Raciborzu, kierunek nauczanie początkowe. W Świerklanach uczyła klasy młodsze i dziewczyny wychowania fizycznego.

Po 30 latach pracy nauczycielskiej w 1986 Stefania przeszła na emeryturę, trzy lata wcześniej na emeryturę przeszedł jej mąż.

W 1989 młodsza córka Mirosława i syn wyjechali na stałe do Niemiec ze względów ekonomicznych. Tam było im łatwiej o mieszkanie i dobrze płatną pracę. W roku przed przemianami ustrojowymi w Polsce wyjechało do Niemiec z całego Śląska wiele młodych rodzin w ramach tzw. emigracji ekonomicznej. Córka lekarka zamieszkała w Żorach, gdzie otrzymała pracę. Stefania została w domu sama z mężem, ale z dziećmi utrzymuje kontakt przez wzajemne odwiedziny.

W 2008 przypadł jej jubileusz złotych godów. Z tej okazji otrzymała od Prezydenta RP Medal za długoletnie pożycie małżeńskie. Wcześniej otrzymała Złoty Krzyż zasługi.

W listopadzie 2008 roku zachorowała na serce, przeszła operację, wiele badań i nadal się leczy. Nie poddaje się chorobie i dużo czyta, ogląda telewizję i spaceruje razem z mężem.

Calik Adela (Szul)

Adela Szul urodziła się 22 lutego 1933 w Niewichtce nad Sanokiem, pow. Brzozów w woj. podkarpackim. Rodzice to Jan Szul i Maria rodzona też Szul. Szkołę podstawową rozpoczęła w czasie okupacji, ale była to szkoła polska, pięcioklasowa. W Galicji okupant pozwalał na naukę w języku polskim w przeciwieństwie do Śląska. Do klasy VI, już po wojnie, uczęszczała w miejscowości Widnia, a klasę VII ukończyła w Ligocie koło Katowic, mieszkając u siostry swojej matki.

Rodzice, małorolni chłopi nie widzieli dla swoich dzieci przyszłości na miejscu i zachęcali je do nauki. Adela wybrała liceum pedagogiczne w Brzozowie, gdzie otrzymała stypendium i zamieszkała w internacie. Skończyła je maturą w 1952, ale za stypendium musiała podjąć pracę z nakazu w szkole na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Tą placówką była Szkoła Podstawowa w Kałkowie koło Nysy. Otrzymała mieszkanie służbowe w starej szkole, gdzie później mieszkała także z mężem. W miejscowości tej zamieszkali przesiedleńcy z Zawoi i została tylko jedna rodzina autochtonów. Tam poznała swojego przyszłego męża Bolesława Calika, z którym w 1956 roku wzięła ślub, przyjmując jego nazwisko. Pracując w Kałkowie, równocześnie uczyła się w studium nauczycielskim - kierunek biologia w Raciborzu.

W 1969 mąż przeniósł się na kopalnię „Borynia” w budowie, pracował jako strażnik i zamieszkał w Domu Górnika” w Szerokiej. W nowo powstających kopalniach brakowało rąk do pracy i przyjmowano każdego, a zarobki były większe i dostawało się prędko mieszkanie w nowym budownictwie. Po roku otrzymał mieszkanie na nowo powstałym Osiedlu Tysiąclecia w Szerokiej i sprowadził żonę. Adela zaczęła pracę w starej szkole w Szerokiej, ucząc kl. I i biologii w klasach starszych, dzieląc się klasami z kierownikiem szkoły Pawłem Ździebło, który również był biologiem. Pani wizytator z biologii namówiła ją na dalsze czteroletnie studia z tego kierunku, które odbywała zaocznie w Katowicach, uzyskując status nauczyciela z wyższym wykształceniem.

W budynku nowej szkoły uczyła przeważnie jedną z młodszych klas i biologii w klasach starszych. Pod jej opieką był gabinet biologiczny, który kompletowała, zachęcając uczniów do zbierania okazów przyrody. Przygotowywała też uczniów do olimpiad z biologii, uzyskując dobre wyniki.

Na terenie szkoły pełniła funkcję opiekuna społecznego. Starała się o zasiłki dla dzieci z rodzin wielodzietnych i opiekowała się uczniami z rodzin dysfunkcyjnych.

Zdaniem władz oświatowych była nauczycielką odpowiedzialną i ambitną, bezkonfliktową. Sama bardzo miło wspomina przyjacielską atmosferę wśród nauczycieli w szkole szerockiej, bez zatargów i stresu.

Za swoją solidną pracę pedagogiczną i opiekuńczą została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

W roku 1985 przeszła na emeryturę. Nadal mieszka na Osiedlu Tysiąclecia, a męża pochowała na szerockim cmentarzu i z Szeroką się identyfikuje. Tu ma zaprzyjaźnione sąsiadki, dawne koleżanki z pracy w szkole. Ma córkę Krystynę, która została pielęgniarką.

Alina Chałbińska (Burgier)

Alina Burgier urodziła się 11 kwietnia 1946 w Grądach, pow. Dąbrowa Tarnowska, w małej miejscowości w Małopolsce, w biednej rodzinie chłopskiej. Jej rodzice to Władysław i Anna z d. Łachut. W Grądach ukończyła szkołę podstawową.

Dalszą naukę kontynuowała w pobliskim miasteczku, w Liceum Ogólnokształcącym w Dąbrowie Tarnowskiej. Zawód nauczyciela zdobyła po ukończeniu Studium Nauczycielskiego w Krakowie – wydział historia i wychowanie obywatelskie.

Pracę w tym zawodzie rozpoczęła w Szkole Podstawowej w Niedomicach, w rodzinnych stronach. Tam w 1967 roku wyszła za mąż za Bolesława Chałbińskiego i urodziła córkę. Służbowe mieszkanie nie nadawało się na mieszkanie dla rodziny, a perspektyw na inne nie było żadnych. W tym czasie media informowały, że na Śląsku, w powstałym Rybnickim Okręgu Węglowym, można łatwo dostać pracę i mieszkanie. Wobec tego nawiązała kontakt z Wydziałem Oświaty w Rybniku. Otrzymała posadę w Szkole Podstawowej w Szerokiej, a mąż dostał pracę w kopalni „Borynia”. Był to rok 1972. Ówczesny dyrektor szkoły, Paweł Ździebło, zaproponował jej nauczanie w klasie I, bo takie było zapotrzebowanie. Historii uczył już ktoś inny. Propozycją się przeraziła, ponieważ do pracy z najmłodszymi dziećmi nie była przygotowana. Problem rozwiązała p. Adela Calik, jedna z uczących w tej szkole, proponując zamianę na kl. III.

Alina uczyła i tymczasowo zamieszkała w budynku starej szkoły. W szkole mieszkała tylko trzy miesiące, bo z nowym rokiem budynek starej szkoły zaczęto przystosowywać na siedzibę Urzędu Gminy w Szerokiej. Urząd Gminy w Szerokiej z naczelnikiem Romanem Mańką pełnił swoją funkcję tylko dwa lata, bo od lipca 1975 Szeroka stała się dzielnicą miasta Jastrzębia-Zdroju. Nowe mieszkanie otrzymała na Osiedlu Tysiąclecia w bloku nr 1.

Od następnego roku szkolnego Alina uczyła już historii i wiedzy obywatelskiej. W międzyczasie urodziła drugie dziecko i przeniosła się z rodziną na ul. Truskawkową. W początkowych latach, kiedy przyjęto do szkoły drugiego historyka, uczyła języka polskiego w klasach IV –V. Potem znów uczyła historii aż do przejścia na emeryturę w 2003. Na emeryturze, na którą przeszła w styczniu, pracowała jeszcze do końca roku szkolnego.

W trakcie pracy prowadziła przez wiele lat kółko historyczne. Z członkami tego kółka zwiedziła liczne muzea, np. w Rybniku, Bytomiu. Zajmowała się również na terenie szkoły młodzieżą trudną, współpracowała w tym zakresie z policją. Ucząc wychowania obywatelskiego, organizowała spotkania ze znanymi szeroczanami, którzy swoimi opowiadaniami przybliżali młodzieży historię okolicy.

Jako nauczycielka przepracowała 36 lat, w tym większość w szkole szerockiej. Z Szeroką nadal się identyfikuje, bo nadal tutaj mieszka, znalazła przyjaciół i bierze czynny udział w życiu szerockiej społeczności. Została szeroczanką z wyboru. Jest matką znanego piłkarza. Na tutejszym cmentarzu spoczywa jej mąż.

Przekazali H. i L. Białeccy

Leon Pielesz

Leon Pielesz urodził się 12 lipca 1922 w Szerokiej na górnej wsi. Jego rodzice to Jan i Filipina. W latach 1929 – 1936 uczęszczał do szkoły podstawowej w Szerokiej, a następnie do Państwowego Gimnazjum i Liceum im. Karola Miarki w Żorach. II wojna światowa przerwała jego edukację po II klasie gimnazjalnej.

Po wojnie był wiekiem przerośnięty i chciał jak najprędzej zdobyć zawód. Udał się zatem do Państwowego Liceum Pedagogicznego w Pszczynie, gdzie w roku 1949 zdał egzamin dojrzałości.

Jako nauczyciel pracował tylko jeden rok w Pawłowicach Śl. Praca pedagoga mu nie odpowiadała i podjął studia prawnicze, a potem zgodnie ze swoimi zainteresowaniami zaczął studiować medycynę na Akademii Medycznej we Wrocławiu. Zdobył zawód lekarza, ożenił się ze Stefanią, zamieszkał i pracował w swym zawodzie w Źlinicach na Opolszczyźnie. Odbywał równocześnie praktykę lekarską w klinice wrocławskiej. W roku 1986 uzyskał tytuł doktora medycyny.

Już jako emeryt razem z żoną wyjechał w 1988 do Niemieckiej Republiki Federalnej. Trochę później dołączyli do nich ich trzej synowie. Cała rodzina do dziś mieszka na Zachodzie.

Informacje o powyższym od bratanków mieszkających w Szerokiej uzyskał Leon Białecki

Ocalić od zapomnienia - część IV

Nasza miejscowość SZEROKA ma bogatą historię. Od zarania stanowiła samodzielną jednostkę administracyjną i egzystowała jako wieś kościelna i choć była najmniejszą parafią w archiprezbiteracie żorskim, wydała wielu księży i zakonnic. Może poszczycić się nie tylko osobami konsekrowanymi. Z Szerokiej wywodzi się wiele osób działających na niwie oświaty. Chodzi głównie o dziesiątki nauczycieli, katechetek, wychowawczyń przedszkoli urodzonych w Szerokiej. Poczet pedagogów będzie obejmował także nauczycieli – szeroczan z wyboru, którzy tu zamieszkali, tu pracowali  lub jeszcze pracują, a kilku z nich spoczywa na naszym cmentarzu przykościelnym.

W portalu szerockim będziemy ukazywać ich postacie w formie biografii lub biogramów w zależności od uzyskanych danych osobowych. Biografie będą się ukazywały nie chronologicznie, tylko w zależności od uzyskanych  informacji  o poszczególnych nauczycielach.

Stanisław Polok

Stanisław Polok urodził się 4 maja 1934 w Szerokiej. Jego rodzice to Emil i Maria z Michalików. Dziadek Maksymilian Michalik pełnił funkcję kościelnego w szerockim kościele, a wujek Teofil był profesorem matematyki w Bielsku. Po trzech latach zamieszkania w Szerokiej, Stanisław przeniósł się z rodzicami do Skrbeńska, potem do Syryni. W roku 1941 w wypadku drogowym zginął jego ojciec i odtąd matka wychowywała go sama. Do niemieckiej szkoły podstawowej w Syryni uczęszczał do zimy 1945, a po działaniach wojennych, bardzo intensywnych na terenie tej miejscowości, od wiosny 1945 przez rok był uczniem szkoły polskiej w Szerokiej, mieszkając u dziadków. Po ukończeniu szkoły podstawowej uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego w Rydułtowach, gdzie w 1952 zdał egzamin dojrzałości, uzyskując równocześnie dyplom nauczyciela szkół ogólnokształcących stopnia podstawowego. Jako absolwent klasy pedagogicznej otrzymał trzyletni nakaz pracy w Szkole Podstawowej w Gorzyczkach.

W latach 1952-1958 był prezesem Ludowego Zespołu Sportowego „Naprzód 32 Syrynia” i za swoją pracę społeczną został odznaczony uchwałą Rady Wojewódzkiej Zrzeszenia LZS w Katowicach Srebrną Odznaką Honorową LZS. W latach 1955-1958 odbył zastępczą służbę wojskową jako górnik w kopalni „Anna” w Pszowie.

We wrześniu 1958 wrócił do pracy nauczycielskiej, podejmując nauczanie w Szkole Podstawowej w Wilchwach, gdzie w 1960 powierzono mu funkcję zastępcy kierownika szkoły. W 1966 zainicjował budowę Szkoły Podstawowej nr 2 w Wilchwach, ukończonej w 1969. W 1967 został powołany na stanowiska kierownika tej szkoły, a w 1972 przemianowano go na dyrektora Szkoły Podstawowej nr 9 im. Henryka Sienkiewicza w Wodzisławiu Śl. (dawniej SP nr 2 w Wilchwach). Dzięki wielu staraniom wyposażył szkołę w nowoczesne pomoce naukowe, a w budynku szkoły zorganizował harcówkę. Znalazły się w nim też pomieszczenia do zajęć pozalekcyjnych i na pracownie specjalistyczne. Przy szkole wybudowano kompleks boisk szkolnych.

S. Polok dużo pracy wkładał w rozwój sportu szkolnego, dlatego w latach 1980-1985 powierzono mu funkcję sekretarza rejonu Szkolnego Związku Sportowego – Wodzisław Śl. przy Zarządzie Wojewódzkim Szkolnego Związku Sportowego w Katowicach. W uznaniu jego pracy nadano mu Medal za Zasługi w Rozwoju Sportu Szkolnego. Pracując, uzupełniał swoje kwalifikacje zawodowe. Ukończył zaocznie Studium Nauczycielskie w Katowicach, a w 1979 w Instytucie Kształcenia Nauczycieli i Badań Oświatowych w Katowicach uzyskał kwalifikacje naukowe i pedagogiczne do nauczania geografii. Funkcję dyr. szkoły pełnił do 31 sierpnia 1985, kiedy po 33-letniej pracy pedagogicznej przeszedł na emeryturę. Do roku 1991 pracował w charakterze nauczyciela w niepełnym wymiarze godzin. W zawodzie nauczycielskim przepracował łącznie 39 lat.

Od 1952 jest członkiem Związku Nauczycielstwa Polskiego. W latach 1975 - 1981 był prezesem Zarządu Ogniska ZNP w Wodzisławiu Śl. Dnia 3 marca 1983 wszedł w skład powołanego wtedy Komitetu Założycielskiego ZNP w Wodzisławiu Śl. Za pracę związkową otrzymał Złotą Odznakę ZNP. Po przejściu na emeryturę nadal udziela się społecznie w wielu organizacjach i w działalności samorządowej. Jest członkiem Zarządu Sekcji Emerytów i Rencistów przy Oddziale ZNP w Wodzisławiu Śl.

Był wielokrotnie wyróżniany i odznaczany. Otrzymał Odznakę Tysiąclecia Państwa Polskiego, Srebrną i Złotą Odznakę Zasłużonemu w Rozwoju Województwa Katowickiego, Odznakę Zasłużonego Działacza TPD i Przyjaciela Dziecka, Odznakę Zasłużonego Działacza Ruchu Spółdzielczego, Złotą Odznakę Honorową Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów, Medal Komisji Edukacji Narodowej, Złoty Krzyż Zasługi oraz Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

Oprac. na podst. Książki „ Z kart historii ZNP na ziemi rybnicko-wodzisławskiej…” i wywiadu z postacią biogramu.

Lidia Przybyła (Sowa)

Lidia Sowa urodziła się 5 lutego 1941 w Orłowej w Czechach, skąd pochodził ojciec Karol. Był sanitariuszem w czasie wojny i rodzina zajmowała mieszkanie służbowe. Matka Leopoldyna rodz. Spandel, pochodziła z Szerokiej i gdy z wojny nie wrócił jej mąż, ojciec Lidii i pasierbicy Edeltraudy, w 1945 przeniosła się z dziewczynkami do Szerokiej. Zaraz po wojnie rodzina żyła w skrajnej biedzie, zanim z wielkim trudem uzyskała z Czech niewielką rentę.

Kiedy Lidia miała 6 lat, poszła do Szkoły Podstawowej w Szerokiej, po której w 1954 podjęła naukę w pięcioletnim wówczas Państwowym Liceum Pedagogicznym w Pszczynie. Zaraz po liceum zaczęła studia w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Katowicach na wydziale – Matematyka. Była matematycznie wybitnie uzdolniona i dlatego zwalniano ją z niektórych egzaminów.

Po ukończeniu pięcioletnich studiów podjęła pracę w Państwowym Liceum Medycznym w Mikołowie, gdzie uczyła matematyki. Z tą szkołą oraz miastem się związała na stałe, bo tu zamieszkała. W 1964 wyszła za mąż za muzyka Gerarda Przybyłę - kontrabasistę Polskiego Radia w Katowicach, który zarazem był nauczycielem w Liceum Muzycznym w Bytomiu. Mają córkę i syna.

Za nienaganną 20-letnią pracę w zawodzie nauczycielskim została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi. Otrzymała też Srebrną i Złotą Odznakę za Zasługi w Rozwoju Województwa Katowickiego.

W 1992 przeszła na emeryturę, mieszka nadal w Mikołowie.

Łucja Laska (Tyman)

Łucja Tyman urodziła się 23 grudnia 1933 w Szerokiej. Jest siostrą wychowawczyni przedszkola Teresy Tyman - Winiarskiej. Rodzice to Ludwik i Maria. Po szkole podstawowej w Szerokiej, w początkach niemieckiej - okupacyjnej, później polskiej, rozpoczęła naukę w Państwowym Liceum Ogólnokształcącym im. Karola Miarki w Żorach. Równolegle z nauką w ostatniej klasie pobierała kurs pedagogiczny, upoważniający do podjęcia pracy jako nauczycielki w szkole podstawowej.

Po zdaniu matury w 1951 rozpoczęła pracę w Szkole Podstawowej w Goczałkowicach - Zarzeczu. Wtedy zaczęto tam budowę wielkiego zbiornika goczałkowickiego i dlatego przeniosła się do szkoły równoległej w Wiśle Małej, później do Orzesza, by od 1962 podjąć pracę w Tychach, gdzie zamieszkała z mężem na osiedlu. Rok wcześniej wyszła za mąż za Kazimierza Laska i przejęła jego nazwisko. Uczyła języka polskiego. Była matką trojga dzieci. Ostatnie lata pracowała w świetlicy szkolnej. Była zatrudniona aż do uzyskania emerytury.

Po dwuletniej chorobie zmarła w 1996. Rodzina nie wie, czy Łucja się dokształcała i czy uzyskała jakieś odznaczenia. Zawód nauczycielki wybrała sobie sama, więc z pewnością się w nim spełniała.

Regina Otręba (Kremiec)

Regina Kremiec urodziła się w Szerokiej 6 kwietnia 1939. Jej rodzice to Emilia rodz. Koczorek i Wilhelm – górnik. Po ukończeniu Szkoły Podstawowej w Szerokiej podjęła naukę w pięcioletnim Liceum Pedagogicznym w Rybniku, które ukończyła w 1958. Do Rybnika dojeżdżała autobusem ze skrzyżowania w Gogołowej, a w czasie odbywającego się remontu drogi od przystanku „Marek” w Świerklanach, dokąd musiała dochodzić pieszo. Uciążliwe warunki dotarcia do szkoły w Rybniku przyczyniły się do tego, że zachorowała na zapalenie nerwu trójdzielnego. W zimie mieszkała w internacie.

Pierwszą pracę jako nauczycielka podjęła w Połomi. W tamtejszej szkole uczyła 5 lat w klasach początkowych i języka rosyjskiego w klasach starszych. Do szkoły dojeżdżała z domu rodzinnego rowerem, a czasem w zimie autobusem górniczym. W roku 1960 wyszła za mąż za Sylwestra Otrębę i przyjęła jego nazwisko.

Dojazd do szkoły miała bardzo uciążliwy, więc w 1962 starała się o posadę bliżej domu. W Szerokiej nie było miejsca i otrzymała skierowanie do Boryni. Tu uczyła nadal w klasach początkowych. Warunki dojazdowe do szkoły w tej miejscowości prawie się nie zmieniły, wręcz były bardziej uciążliwe, bo musiała pokonywać gorsze drogi, co stało się przyczyną pogłębienia się choroby nabytej podczas nauki w Rybniku. Ta poważna, bolesna choroba zmusiła ją do przejścia na rentę, co nastąpiło w 1968; inwalidztwo okazało się stałe. W zawodzie przepracowała 9 lat. Ma dwóch synów.

W pracy była oddana uczniom, bo zawód nauczycielki był jej zawodem wymarzonym, lecz choroba zniweczyła te marzenia.

Monika Wrożyna (Pomykoł)

Monika Pomykoł urodziła się 16 października 1936 w Szerokiej. Jej rodzice to górnik Alfred i Zofia z d. Zoremba. Po ukończeniu Szkoły Podstawowej w Szerokiej w 1951 rozpoczęła naukę w Państwowym Liceum Pedagogicznym w Pszczynie, gdzie zamieszkała w internacie.

Maturę zdała w 1955 i z nakazu pracy musiała podjąć pracę nauczycielki w Szkole Podstawowej w Solarni, gmina Dziergowice na Opolszczyźnie. Tam przepracowała jeden rok, ucząc matematyki. Otrzymała mieszkanie służbowe.

Bardzo ciążyła jej ogromna odległość od domu i dlatego już po roku pracy na Ziemiach Odzyskanych otrzymała przeniesienie do Szkoły Podstawowej w Gogołowej. Do tej szkoły mogła chodzić pieszo z domu rodzinnego. Kursował też autobus. W tej szkole uczyła geografii i biologii, bo stanowisko matematyka obejmował kierownik szkoły. W roku 1967 wyszła za mąż za Józefa Wrożynę i zmieniła nazwisko. W Szerokiej wybudowali własny dom.

Od 1972 przez dwa lata pełniła obowiązki zastępcy dyrektora, zaś od 1978 do 1986, czyli aż do emerytury była dyrektorem tej szkoły. W tym czasie za jej staraniem został przeprowadzony generalny remont szkoły i zainstalowano centralne ogrzewanie.

Stale się dokształcała. Najpierw w latach 1959 – 62 uczyła się zaocznie, kończąc Studium Nauczycieli Geografii w Instytucie Kształcenia Nauczycieli w Katowicach, uzyskując tym samym wykształcenie półwyższe. W 1978 po zdaniu odpowiednich egzaminów otrzymała status nauczyciela z wyższym wykształceniem zawodowym z zakresu geografii. Przed egzaminem kwalifikacyjnym przeprowadziła lekcję pokazową dla kursantów IKN.

Za swoje zaangażowanie w pracę nauczycielską otrzymała w 1978 Nagrodę Ministra Oświaty II stopnia oraz została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi.

W 1992 zmarł jej mąż. Ma dwie córki, z których jedna – Alina też obrała zawód nauczycielki.

 

Urszula Pawliczek ( Białończyk)

Edyta Białończyk urodziła się 1 maja 1941 w Szerokiej. Jej rodzice to górnik Ludwik Białończyk i Agnieszka z d. Piksa. Mieli troje dzieci. Po wojnie pewien urzędnik powiedział matce, by córce Edycie zmieniła imię, bo brzmi z niemiecka. Zmieniła na Urszulę. Rodzina mieszkała w zabudowaniach dworskich, i matka pracowała we dworze jako robotnica. Z tego tytułu mogła w Polsce Ludowej na korzystnych warunkach z reformy rolnej nabyć działkę z dawnego majątku księcia pszczyńskiego i wybudować na niej dom.

Urszula jako najstarsza z rodzeństwa zaczęła uczęszczać do Szkoły Podstawowej w Szerokiej w 1948 roku. Była uczennicą wybitnie uzdolnioną i z wyróżnieniem ukończyła szerocką szkołę. W 1955 podjęła naukę w Państwowym Liceum Pedagogicznym w Pszczynie. Mieszkała w internacie szkolnym.

Maturę zdała w 1959 i otrzymała pracę w Świerklanach Górnych. Była ambitną nauczycielką i by pogłębić swą wiedzę podjęła studia zaoczne na Uniwersytecie Śląskim – Wydział Filologiczny – kierunek filologia polska w Sosnowcu. W Świerklanach uczyła języka polskiego w starszych klasach. Okresowo pełniła funkcję dyrektora szkoły.

W 1965, w wieku 24 lat wyszła za mąż za Józefa Pawliczka. Mieli jednego syna.

Zajmowali mieszkanie służbowe przy szkole. Urszula P. należała do Związku Nauczycielstwa Polskiego i do miejscowego koła ZSL. Za swoją pełnego zaangażowania pracę została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi.

Po 36 latach pracy w szkole przeszła na emeryturę. Niestety po dwóch latach nagle zmarła. Jej mąż nie żył już od dwóch lat, a syn wyjechał ze swoją rodziną na stałe do Niemiec. Nauczycielka spoczywa na cmentarzu w Świerklanach obok swojego męża.

Anna Dziendziel (Smyczek)

Anna Smyczek urodziła się 5 lipca 1938 w Gogołowej, tuż przy granicy z Szeroką. Z Szeroką była związana parafialnie. Jej rodzice to Józef i Amalia z d. Szmid. Po ukończeniu szkoły podstawowej w roku 1952 podjęła naukę w Państwowym Liceum Pedagogicznym w Pszczynie. Zamieszkała w internacie szkolnym.

Po zdaniu matury w 1956 razem z kol. Stefanią Gajda zatrudniła się w Boryni, dokąd z domu rodzinnego mogła dojeżdżać 7 km rowerem. Przez cztery lata uczyła w starej szkole na ul. Bema, a od nowego roku szkolnego 1960/61 w „zamku”. Uczyła w klasach początkowych wszystkich przedmiotów, a w starszych matematyki i zajęć praktycznych dziewcząt a także historii. W latach 1958 – 60 studiowała zaocznie w trzyletnim Studium nauczycielskim, kierunek matematyka przy Instytucie Kształcenia Nauczycieli w Katowicach. Ponadto przeszła kurs zajęć praktycznych i kurs matematyczny przed wprowadzeniem nowego programu matematyki w szkole.

Niedogodne warunki lokalowe szkoły, a głównie uciążliwy dojazd do szkoły błotnistymi drogami polnymi spowodował, że marzyła o szkole najbliżej domu rodzinnego. Wyszła za mąż w 1964 za Izydora Dziendziela i przyjęła jego nazwisko. W1969 mogła się przenieść do szkoły w Szerokiej. W Szerokiej, gdzie było więcej oddziałów, uczyła najpierw w kl. I a potem głównie matematyki i zajęć praktycznych dziewcząt. W Szerokiej rozpoczęła jeszcze naukę w budynku starej szkoły, w której pracowała dwa lata. Po urodzeniu syna i urlopie macierzyńskim wróciła do szkoły mieszczącej się już w nowym obiekcie na Osiedlu 1000-lecia w Jastrzębiu - Zdroju -Szerokiej, gdzie pracowała aż do emerytury w 1986. Uczyła głównie matematyki w klasach starszych oraz fizyki. Poza lekcjami zajmowała się w szkole młodzieżą trudną. Jest matką dwóch synów, którzy obowiązek szkolny realizowali w Szerokiej.

Za wieloletnią i nienaganną pracę została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi. Cieszyła się opinią nauczycielki skromnej ale kompetentnej, lubianej przez koleżanki i kolegów.

 

Łucja Konieczny (Zoremba)

 

Łucja Zoremba urodziła się 12 grudnia 1939 w Szerokiej. Jej rodzice to rolnik Ludwik i Agnieszka z d. Zorychta. Szkołę podstawową ukończyła w 1953 w Szerokiej, a Liceum Pedagogiczne w Rybniku w 1958. Jako absolwentka tego liceum rozpoczęła pracę w Szkole Podstawowej w Studzionce, pow. Pszczyna.

W roku 1962 wyszła za mąż za Edmunda Koniecznego. Przyjęła nazwisko męża, wychowała trzech synów. Mąż zmarł w 1984.

W trakcie pracy zawodowej ukończyła kursy: higienistki szkolnej, opiekuna PCK, bibliotekarski, łyżwiarski oraz instruktora harcerstwa. Uczyła przeważnie w klasach młodszych i aby pogłębić wiedzę w tym zakresie ukończyła w 1976 Studium Nauczycielskie w Raciborzu – Nauczanie Początkowe. W 1980 zdała egzamin przed Państwową Komisją Egzaminów Kwalifikacyjnych dla Nauczycieli przy Instytucie Kształcenia Nauczycieli i Badań Oświatowych w Katowicach, uzyskując kwalifikacje naukowe i pedagogiczne do nauczania początkowego, równoważne wyższym studiom zawodowym.

Od 1 września 1982 powierzono jej funkcję zastępcy dyrektora Szkoły Podstawowej nr 12 w Pszczynie (Studzionce). Na tym stanowisku pozostała do czasu przejścia na emeryturę w 1990. Pracowała jeszcze dalej w niepełnym wymiarze godzin do roku 2000. Do emerytury zaliczono jej 42 lata pracy.

Dalszą pracę dla szkoły wykonywała już społecznie. Aż do roku 2005 prowadziła Szkolną Kasę Oszczędności jako kontynuację tej akcji w czasie pracy zawodowej. Uczyła dzieci systematycznego oszczędzania i korzyści z różnych form pracy poprzez konkursy, zbiórki itp. Z uzyskanych odsetek i nagród dofinansowywano wycieczki, Zielone Szkoły i in. Za zasługi w krzewieniu idei oszczędzania wśród dzieci i młodzieży w 1998 otrzymała srebrną odznakę SKO, a w 2000 złotą odznakę SKO.

Natomiast w dowód uznania za ofiarną pracę społeczną – szerzenie idei czerwonokrzyskich wśród młodzieży – Zarząd Wojewódzki Polskiego Czerwonego Krzyża w Katowicach za lata pracy 1976 -1978 przyznał jej odznakę Zasłużony Opiekun Koła PCK.

Jej osiągnięcia w długoletniej pracy, to wysokie efekty pracy dydaktyczno-wychowawczej, umiejętność pracy zarówno z uczniami zdolnymi jak i z tymi potrzebującymi szczególnej pomocy w nauce oraz wzorowa organizacja pracy szkoły.

Za całokształt pracy dla szkoły wielokrotnie otrzymywała nagrody Inspektora Oświaty i Dyrektora Szkoły. W 1974 wręczono jej Nagrodę III stopnia Ministra Owiaty, a w 1990 i 1998 Nagrodę Kuratora Oświaty. W 1980 odznaczona została Złotym Krzyżem Zasługi.

 

Przekazali H. i L. Białeccy

Ocalić od zapomnienia - część III

Nasza miejscowość SZEROKA ma bogatą historię. Od zarania stanowiła samodzielną jednostkę administracyjną i egzystowała jako wieś kościelna i choć była najmniejszą parafią w archiprezbiteracie żorskim, wydała wielu księży i zakonnic. Może poszczycić się nie tylko osobami konsekrowanymi. Z Szerokiej wywodzi się wiele osób działających na niwie oświaty. Chodzi głównie o dziesiątki nauczycieli, katechetek, wychowawczyń przedszkoli urodzonych w Szerokiej. Poczet pedagogów będzie obejmował także nauczycieli – szeroczan z wyboru, którzy tu zamieszkali, tu pracowali  lub jeszcze pracują, a kilku z nich spoczywa na naszym cmentarzu przykościelnym.

W portalu szerockim będziemy ukazywać ich postacie w formie biografii lub biogramów w zależności od uzyskanych danych osobowych. Biografie będą się ukazywały nie chronologicznie, tylko w zależności od uzyskanych  informacji  o poszczególnych nauczycielach.

Hilary Herman

Hilary Herman urodził się 10 stycznia 1911 w Szerokiej, w bardzo licznej rodzinie górniczej. Jego bratem był ks. Feliks Faustyn Herman, który pełnił posługę kapłańską jako prefekt apostolski na Sachalinie, będącym wówczas w posiadaniu Japonii. Waleria Herman, wychowawczyni przedszkola i łączniczka z III powstania śląskiego oraz Brunon, pracownik urzędu wojewódzkiego w Katowicach i organizator plebiscytu w powiecie pszczyńskim należeli do jego rodzeństwa. Był też wujkiem kapitana Żeglugi Wielkiej, Mariana Dziendziela i kuzynem nauczycielki Domiceli Dybowej, zamordowanej w Auschwitz oraz zasłużonego dyrektora szkoły Sylwestra Hermana - Horczyńskiego. Pochodził zatem z nieprzeciętnej, wielce patriotycznej , polskiej rodziny.

Po ukończeniu szkoły podstawowej w Szerokiej dzięki pomocy materialnej brata Feliksa uczęszczał do gimnazjum w Bielsku, skąd przeniósł się do Seminarium Nauczycielskiego w Pszczynie. Po zdaniu egzaminu dojrzałości i uzyskaniu w 1932 dyplomu nauczyciela podjął pracę pedagoga w Świerczyńcu, a potem przeniósł się do Ochojca pod Katowicami, gdzie w roku 1939 zaskoczyła go wojna. Był cenionym nauczycielem i społecznikiem. Kochał śpiew i muzykę. Założył chór pod nazwą „ Jutrzenka”. W okresie międzywojennym występował w polskim radiu z założonym przez siebie zespołem harmonistów. Ponadto propagował śląski ruch teatralny. Jego rodzice, Józefa i Szymon Herman, 28 lipca 1935 roku obchodzili złote gody. Podczas mszy dziękczynnej z tej okazji śpiewał szerocki chór pod batutą Hilarego. Pisał o tym „Gość Niedzielny”. Na początku roku 1940 Hilary otrzymał naganę za posługiwanie się językiem polskim w rozmowach z uczniami, a kilka miesięcy później został z tego samego powodu zwolniony ze stanowiska nauczyciela.

Przed dalszym prześladowaniem ukrywał się w m. in. Szerokiej, a przez kolegów nawiązał kontakt z organizacją podziemną „Ku Wolności”, stał się oddanym kolporterem wydawanego przez nią pisma pod tą samą nazwą. W tej roli czuł się niepewny i aby uniknąć podejrzeń przeniósł się do Chrzanowa, gdzie za pośrednictwem pracującego tam brata Brunona dostał pracę w Urzędzie Meldunkowym w charakterze pomocnika biurowego.

W biurze meldunkowym miał okazję pomóc wielu ludziom w ich trudnej sytuacji życiowej. Organizacja konspiracyjna wciągnęła go w szeregi Armii Krajowej. Powierzono mu i tu kolportaż prasy podziemnej i wydawnictw konspiracyjnych. Oprócz prasy akowskiej rozpowszechniał takie wydawnictwa jak: „Ziemia gromadzi prochy”, „Śląsk wierny ojczyźnie”, „Dywizjon 303” i inne oraz prasę periodyczną, przeznaczoną dla Ziem Zachodnich. Ponadto wypożyczał młodzieży chrzanowskiej polskie książki i podręczniki. Z pewną miejscową Polką konspiracyjnie pracował dla Departamentu Informacji Delegatury Rządu na Kraj. Mając dostęp do kartotek meldunkowych wpisywał „martwe dusze” do ewidencji, by zdobyć dodatkowe kartki żywnościowe. Była to robota bardzo ryzykowna i niebezpieczna, ale te kartki służyły pomocy żywnościowej nie tylko dla miejscowej ludności, ale i dla tych Polaków, którzy byli „spaleni”, bądź jako partyzanci ukrywali się w pobliskich lasach.

Nie uniknął jednak aresztowania, a 3 września 1944 w Jaworznie, w czasie próby ucieczki został zastrzelony. Zwłoki Hilarego spoczęły we wspólnym grobie na tamtejszym cmentarzu. W roku 1947 jego nazwisko zostało upamiętnione na pomniku ku czci wszystkich pomordowanych w tej miejscowości. W Szerokiej pamięć o Hilarym Hermanie uczczono na tablicy ofiar wojny umieszczonej w bramie cmentarnej.

Suche fakty z życiorysu nie oddają w pełni klimatu, w jakim wyrósł nasz ziomek. W czasach, w których przypadło mu żyć i pracować, w imię miłości do Ojczyzny płacono nieraz życiem. On oddał je Polsce w wieku 33 lat.

Na podstawie Księgi pamiątkowej Seminarium Nauczycielskiego i Państwowego Liceum Pedagogicznego w Pszczynie (1961), Edwarda Wichury-Zajdel – Nieznane portrety (1972) oraz publikacji pt.: Nauczyciele śląscy polegli i zamordowani w latach hitlerowskiej okupacji.

 

Horczyński Sylwester (Herrmann)

Sylwester Herrmann urodził się 29 grudnia 1902 w Szerokiej. Po studiach nauczycielskich w Bydgoszczy pracował jako nauczyciel w Jastrzębiu-Zdroju. Następnie był kierownikiem szkoły w Boryni (1923 – 1924), a później nauczycielem w Katowicach Ligocie (1925 – 1926) . Dnia 1 kwietnia 1926 został kierownikiem pięcioklasowej szkoły w Świerklanach Dolnych, a od 1928 po wybudowaniu nowego gmachu - kierownikiem szkoły ośmioklasowej. W tym samym roku ożenił się i zamieszkał w budynku starej szkoły, później w nowej szkole. Miał dwóch synów i córkę. W kościele w Świerklanach pełnił funkcję organisty.

W 1939 po zajęciu Śląska przez wojska niemieckie za przechowywanie w kościele patriotycznych sztandarów został aresztowany i przebywał w więzieniu na ul. Mikołowskiej w Katowicach, a następnie w Cieszynie. W 1940 został przewieziony do obozu koncentracyjnego w Dachau, a później Gusen. Po roku zwolniono go. Nie wrócił jednak do Świerklan, lecz zamieszkał w Bielsku – Mikuszowicach, gdzie pozostał do końca wojny.

Po wojnie podjął pracę dyrektora Szkoły Zawodowej w Głogówku. Tam nie pasowało władzom jego niemieckie nazwisko i zmienił je na Horczyński (do zmiany nazwiska zmuszano wtedy ludzi nie tylko na wyższych stanowiskach). Z Głogówka przeniósł się do Tychów na stanowisko dyrektora Szkoły Zawodowej Metalowej. Sprzedał swój dom w Bielsku i zamieszkał na stałe w Tychach. W 1968 przeszedł na emeryturę, ale w dalszym ciągu uczył jeszcze matematyki. Zmarł 23 października 1986 w Tychach i tam został pochowany.

Za swoje osiągnięcia i wieloletnią pracę nauczycielską otrzymał odznaczenia: Złoty Krzyż Zasługi, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, Śląski Krzyż Powstańczy, Złota Odznaka Związku Nauczycielstwa Polskiego.

W pamięci uczniów i rodziców zachował się jako człowiek prawy, zatroskany o dobro wychowanków i szkoły.

 

Na podstawie książki Krzysztofa Zimończyka, Świerklany, 1998

 

TEOFIL MICHALIK

Teofil Michalik - więzień w KL Auschwitz nr 111072, w KL Mauthausen, podobozu Ebensee. Urodzony 30.03.1899 w Szerokiej. Jego rodzicami byli rolnik Maksymilian i Zofia z d. Figas z przysiółka Szoszowy, gmina Baranowice w pow. rybnickim. Miał liczne rodzeństwo. Jeden z braci, jako członek AK musiał się w czasie okupacji ukrywać, zaś jego trzech innych braci w 1945 w czasie działań wojennych zostało zastrzelonych przez wojska radzieckie, bo nie chcieli im oddać swoich koni. Teofil ukończył gimnazjum we Wrocławiu. Jako abiturient mając 20 lat, brał udział w walkach w ostatnich dniach pierwszej wojny światowej i został ciężko ranny w rękę. Po wojnie rozpoczął naukę na Uniwersytecie Wrocławskim, a po jakimś czasie przeniósł się na Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, gdzie studiował filozofię klasyczną i germanistykę.

Jako nauczyciel rozpoczął pracę w Piekarach Śl., a następnie pracował aż do wybuchu drugiej wojny światowej w Gimnazjum im. Józefa Piłsudskiego w Bielsku. Dziś szkoła ta nosi nazwę I Liceum Ogólnokształcące im. Mikołaja Kopernika w Bielsku-Białej. Był żonaty, miał syna o imieniu Henryk. Kilka dni przed wybuchem wojny 1939 roku udał się na wschód, skąd jednak powrócił w kwietniu 1940. Podjął pracę w Żywcu jako pracownik fizyczny w Zakładzie Drzewnym. Gdy jednak miejscowi patrioci dowiedzieli się, że jest nauczycielem, poprosili go o udzielanie swoim dorastającym dzieciom nauki na poziomie gimnazjalnym. W taki to sposób prowadził tajne nauczanie.

W styczniu 1943 został aresztowany i przekazany do KL Auschwitz i tam zarejestrowany 26.03.1943 jako więzień nr 111072. Podczas ewakuacji więźniów z Oświęcimia do Wodzisławia Michalik szedł w „marszu śmierci". Z Wodzisławia Śl. w otwartych węglarkach dostał się do KL Mauthausen, a stamtąd do podobozu Ebensee, gdzie został wyzwolony 6.05.1945 przez wojska amerykańskie. Do domu niestety nie wrócił, gdyż w dniu zakończenia wojny 8.05.1945 zmarł z wycieńczenia.

Bibliografia: I. Pająk "Mieszkańcy Śląska, Podbeskidzia, Zagłębia Dąbrowskiego w KL Auschwitz", Katowice 1998, s. 309; Zbiory J. Delowicza (kserokopia z relacją syna - Henryka Michalika), skor. 5.

 

Ludwik Gruszka


Ludwik Gruszka urodził się 19 lipca 1920 w Szerokiej w rodzinie rolnika Tomasza i Elżbiety z d. Weissmann. Ojciec pełnił również funkcję kościelnego w szerockim kościele. Po ukończeniu 6. klasy Szkoły Podstawowej w Szerokiej w 1932 podjął naukę w Małym Seminarium Duchownym Księży Misjonarzy w Krakowie, skąd po zdaniu małej matury został na dalszą naukę wysłany w 1935 do Wilna. W Seminarium Księży Misjonarzy w Wilnie zdał maturę i wrócił na dalsze studia do Krakowa. Po wybuchu II wojny światowej nadal kontynuował studia u Księży Misjonarzy w Krakowie, ale studia tajne, które zmuszony był przerwać w 1941 , kiedy gestapo rozpoczęło jego poszukiwanie. Naraził się Niemcom, gdy wysłał do domu rodzinnego w Szerokiej polskojęzyczną publikację Encykliki papieskiej, a przesyłka została przez okupanta przejęta. Od tego czasu do końca wojny ukrywał się, zmieniając co pewien czas miejsce pobytu. Ukrywał się w Rudzie Śląskiej, Zarzeczu koło Strumienia, w Wodzisławiu i kilka tygodni przed wkroczeniem wojsk rosyjskich w domu rodzinnym w Szerokiej.

W związku z tym, że po wojnie na rodzinnym gospodarstwie w Szerokiej pozostała sama matka z pięciorgiem młodszego rodzeństwa Ludwika, on dorosły musiał się zająć odtworzeniem doszczętnie zrujnowanym przez wojska gospodarstwem i zadbać, by rodzina miała co jeść.

Z uwagi na dotkliwy brak nauczycieli zaraz po wojnie, zgodził się podjąć pracę nauczyciela w miejscowej szkole podstawowej, a wizytator ks. Antoni Jochemczyk nadał mu misję kanoniczną uprawniającą go do nauki religii w szkole podstawowej. Uczył jej w starszych klasach. Otrzymywał głodową pensję tylko częściowo w pieniądzach, resztę w towarach tzw. UNRRA. Przepracował zatem w tej szkole tylko rok, ale do seminarium już nie wrócił. Podjął pracę w Banku Spółdzielczym w Katowicach a potem kolejno w różnych przedsiębiorstwach w Rybniku. Tam w 1955 ożenił się z Urszulą Śmieja. Został ojcem dwóch synów….. W Rybniku mieszkał do końca życia, a zmarł 12 września 2010 w wieku 90 lat. Został pochowany na cmentarzu w Rybniku.

W jego archiwum rodzinnym zachował się dokument z 1946, opieczętowany i podpisany przez trzy osoby Komitetu Opiniodawczego oraz sołtysa szerockiego i wójta gminy Pawłowice, do której wtedy należała Szeroka, o następującej treści: Gromadzki Komitet Opiniodawczy stwierdza, że ob. Gruszka Ludwik urodzony 19 lipca 1920, syn Tomasza i Elżbiety z domu Weissmann, zamieszkały w Szerokiej od urodzenia do 1932 i obecnie, zachowywał się podczas okupacji bez zarzutu, ukrywając się na terenie Śląska od 1941 do 1945, żadnej niemieckiej listy narodowościowej nie podpisywał.

Klara Ździebło

Klara Ździebło urodziła się w Szerokiej 18 września 1925 w rodzinie rolników Jana i Albiny z Zorychtów. Jej ojciec należał do Rady Parafialnej i zastępował organistę w szerockim kościele. Był człowiekiem o szerokich zainteresowaniach, powszechnie szanowany. Pochodził z rodziny o tradycjach patriotycznych. To jego matka, wdowa Julia Ździebło po stracie w III powstaniu śląskim syna Henryka powiedziała niemieckiemu dzierżawcy tut. dworu księcia pszczyńskiego W. Stampemu: „Niech idzie do powstania także Jan, skoro Ojczyzna woła.” Stampe rzekł ze zdumieniem: „Takiej dzielnej matki w życiu nie spotkałem.” Jan szczęśliwie wrócił z powstania.

Z domu rodzinnego Klara wyniosła wartości pielęgnowane w szerockich domach od pokoleń: pobożność, skromność i pracowitość. Zaowocowały one w jej późniejszym życiu. W czasie okupacji pracowała w gospodarstwie rodziców. Po ojcu odziedziczyła zdolności matematyczne. Wybuch II wojny światowej uniemożliwił jej dalszą naukę w szkole polskiej, ale po skończonej wojnie zgłosiła się do Państwowego Liceum Pedagogicznego w Cieszynie. Ponieważ wskutek wojny była wiekiem przerośnięta, chciała zdobyć zawód jak najprędzej i przeniosła się do Państw. Liceum Pedagogicznego w Raciborzu, gdzie mogła zostać nauczycielką w krótszym terminie. Już w czasie pracy uzupełniała wykształcenie systemem zaocznym.

Pracę w zawodzie nauczycielskim rozpoczęła w 1949 w Porębie w powiecie pszczyńskim. Potem pracowała w Krzyżowicach i w Piasku k. Pszczyny, by we wrześniu 1956 objąć stanowisko kierownika szkoły w Studzionce, też należącej do pow. pszczyńskiego. Na tej placówce dała się poznać jako osoba ogromnie zaangażowana w wychowanie młodego pokolenia. To dzięki niej w szybkim tempie powstała w Studzionce nowa szkoła. Swoim przykładem potrafiła zachęcić miejscową społeczność do zbiórki pieniężnej na nową placówkę oświatową i do bezinteresownej pomocy przy jej budowie. Często osobiście angażowała się nawet do prac fizycznych przy budowie. Plac budowy szkoły odwiedzili przedstawiciele najwyższych ówczesnych władz województwa z J. Ziętkiem na czele, wyrażając podziw i uznanie dla wielkiego zaangażowania społecznego.

W styczniu 1969 odbyło się uroczyste otwarcie nowo zbudowanego obiektu. Kierowniczka z wielką ofiarnością zadbała o umeblowanie i wyposażenie szkoły w pomoce naukowe i o ukwiecenie placówki. Kwiatami przystrajała też figurę Matki Boskiej w maleńkiej grocie zbudowanej w ogródku przy domu rodzinnym. W czasie wakacji pomagała rodzicom przy żniwach, choć pełniła kierowniczą funkcję w szkole.

Dzięki umiejętnościom organizacyjnym i ogromnej pracy szkoła w Studzionce stała się wzorowo działającą placówką oświatową. Zespół wokalny tej szkoły wystąpił w Polskim Radiu w nagrodę za otrzymane wyróżnienie w konkursie. K. Ździebło piastując kierownictwo szkoły była jednocześnie członkiem Gromadzkiej Rady Narodowej i Powiatowej Rady Narodowej w Komisji Oświaty i Kultury. Współpracowała też z miejscową Ochotniczą Strażą Pożarną.

Po przeprowadzce do nowej szkoły pracowała w niej już niedługo, bo do czerwca 1969. Choroba onkologiczna zmusiła ją do przejścia na rentę inwalidzką. Będąc już na rencie, nie oszczędzała siebie. Mieszkała w Szerokiej i pomagała siostrze w prowadzeniu gospodarstwa domowego i w opiece nad małymi siostrzenicami. W szerockim Kole Gospodyń Wiejskich zaprowadziła kronikę i kontynuowała ją aż do śmierci. Wspólnie z zarządem tego koła przeprowadzała imprezy z okazji M. Dnia Dziecka dla dzieci członkiń. W bibliotece szkolnej w Szerokiej pomagała katalogować nowe książki. Była też czynna w szerockim kole Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej.

Za swoje dokonania została odznaczona Srebrnym Krzyżem Zasługi, a na łożu śmierci otrzymała jeszcze dyplom uznania za pracę na rzecz innych. Zmarła 17 grudnia 1974, mając zaledwie 49 lat. Została pochowana na cmentarzu w Szerokiej.

Pogrzeb śp. K. Ździebło był wielką manifestacją uznania jej zasług. W ostatniej drodze towarzyszyli jej liczni szeroczanie, władze oświatowe z Pszczyny, a także mieszkańcy Studzionki, w tym członkowie OSP ze sztandarem i w mundurach, którzy przybyli dwoma autokarami. Ówczesny ks. prob. O. Reiman pytał zdziwiony; Kim była zmarła, bo w Szerokiej jeszcze nigdy nie odprawiłem pogrzebu osobie świeckiej, którą odprowadzałby na miejsce wiecznego spoczynku tak liczny orszak pogrzebowy? W monografii szkoły w Studzionce zapisano takie słowa o niej: Była człowiekiem oddanym całym sercem i duszą dzieciom, szkole, zawodowi nauczycielskiemu i pracy społecznej. Niech przetrwa pamięć o niej, bo na nią sobie zasłużyła.

Przekazali H. L. Białeccy

Ocalić od zapomnienia część druga

Nasza miejscowość SZEROKA ma bogatą historię. Od zarania stanowiła samodzielną jednostkę administracyjną i egzystowała jako wieś kościelna i choć była najmniejszą parafią w archiprezbiteracie żorskim, wydała wielu księży i zakonnic. Może poszczycić się nie tylko osobami konsekrowanymi. Z Szerokiej wywodzi się wiele osób działających na niwie oświaty. Chodzi głównie o dziesiątki nauczycieli, katechetek, wychowawczyń przedszkoli urodzonych w Szerokiej. Poczet pedagogów będzie obejmował także nauczycieli – szeroczan z wyboru, którzy tu zamieszkali, tu pracowali  lub jeszcze pracują, a kilku z nich spoczywa na naszym cmentarzu przykościelnym.

W portalu szerockim będziemy ukazywać ich postacie w formie biografii lub biogramów w zależności od uzyskanych danych osobowych. Biografie będą się ukazywały nie chronologicznie, tylko w zależności od uzyskanych  informacji  o poszczególnych nauczycielach.

Paweł Ździebło

Urodził się 6 września w Szerokiej, zmarł 6 października 2002.  Po ukończeniu szkoły powszechnej w Szerokiej w 1935 rozpoczął naukę w Państwowym Gimnazjum i Liceum im. Karola Miarki w Żorach i kontynuował ją do wybuchu wojny w 1939. W 1940  został powołany przymusowo do armii niemieckiej. Po powrocie z niej w listopadzie 1945  podjął naukę w Państwowym Liceum Pedagogicznym w Pszczynie. Po ukończeniu liceum w 1947  rozpoczął pracę nauczyciela w Szkole Podstawowej w Szerokiej, w swojej rodzinnej miejscowości. Po śmierci kierownika szkoły Tadeusza Migdałka w 1950 powierzono mu kierowanie szkołą. Funkcję kierownika, później dyrektora tej szkoły sprawował do czasu przejścia na emeryturę w 1981. W latach 1958 - 1961 kontynuował naukę w Zaocznym Studium Nauczycielskim w Katowicach, kierunek  biologia.  

Szkole poświęcił całe swoje życie. Był znany z niezwykłej sumienności w pracy i wielkiej odpowiedzialności za los powierzonych mu wychowanków. Do nauczycieli odnosił się życzliwie i służył im pomocą w różnych sytuacjach życiowych. Przez cały okres swojej pracy zawodowej był członkiem Związku Nauczycielstwa Polskiego, jak wszyscy inni ówcześni nauczyciele.

W latach 60. ubiegłego wieku rozpoczęto w Szerokiej budowę kopalni Borynia. Wybudowano również osiedle górnicze, ale bez nowej szkoły. Przybywało uczniów i nauka odbywała się w starej szkole oraz w dwóch budynkach zastępczych. W trudnej sytuacji lokalowej kierownik Ździebło dał się poznać jako dobry organizator życia szkolnego, tak że szkoła przeszła okres do wybudowania nowego budynku szkolnego w 1971 bez większych zakłóceń. W czasie budowy pilnował stale, by prace przy niej odbywały się terminowo. Dużo wysiłku włożył w wyposażenie nowej szkoły w sprzęt i odpowiednie pomoce naukowe, co w tych czasach było niezmiernie trudne. Dzięki jego postawie nie doszło do żadnych incydentów przy integracji dzieci wiejskich z dziećmi z osiedla.

Oprócz pracy w szkole brał czynny udział w życiu społecznym Szerokiej. Przez wiele kadencji był radnym Gromadzkiej Rady Narodowej. Do partii nigdy nie wstąpił, bo był poglądów prawicowych. Jako mieszkaniec wsi i użytkownik kawałka pola wstąpił do Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego. W tym Stronnictwie pełnił czasem funkcję prezesa kilkuosobowego koła. Członkowie wymieniali się tą funkcją rotacyjnie.

Za pracę zawodową i społeczną został wyróżniony Srebrną Odznaką Zasłużonemu w Rozwoju Województwa Katowickiego, Medalem 30-lecia PRL, Medalem Uznania za wkład pracy w rozwój miasta Jastrzębie-Zdrój. Odznaczono go też Złotym Krzyżem Zasługi oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Konrad Getler

Konrad Getler urodził się 12 lutego 1928 w Szerokiej. Miał czterech braci i dwie siostry. Naukę rozpoczął  jako sześciolatek  w 1934 w polskiej szkole powszechnej, a skończył ją w 1942 w niemieckiej szkole okupacyjnej. Zaraz potem podjął naukę zawodu ślusarza na kopalni „Jankowice” w Boguszowicach.  Z tego czasu zapamiętał egzekucję harcerzy gotartowickich, bo został przymusowym obserwatorem tego smutnego zdarzenia. Z kopalni zawieziono go tam z innymi uczniami na ciężarowym samochodzie.

Zawód ślusarza nie spełniał jego ambicji i od 1947 rozpoczął naukę w czteroletnim Państwowym Liceum Pedagogicznym w Pszczynie, gdzie zamieszkał w internacie. Maturę zdał w roku 1951 i po niej od września pracował w szkole podstawowej w rodzinnej Szerokiej, w której kierownikiem był Paweł Ździebło. Grono pedagogiczne składało się wtedy z trzech nauczycieli i jednej nauczycielki. K. Getler uczył prac ręcznych i gimnastyki ( tak wtedy nazywano wychowanie techniczne i wychowanie fizyczne)  chłopców od klasy V wzwyż oraz jedną  z klas I do IV. Wówczas nauczyciel na wsi musiał umieć uczyć wszystkich przedmiotów. Konrad G. pięknie grał na akordeonie i swą grą uświetniał nieraz uroczystości szkolne.  

W roku 1959 ożenił się z Hildegardą Wowra. Jest ojcem dwóch synów. Od nauczycieli zaczęto wymagać specjalizacji zawodu i dlatego podjął naukę w Katowicach, w dwuletnim studium zaocznym z zakresu wychowania technicznego. Dzięki temu uzyskał wykształcenie półwyższe. Nie chciał wstąpić do partii i zapisał się do ZSL-u. Jako nauczyciel bywał angażowany do akcji  w czasie wyborów do rad narodowych. Pracował też kilka godzin w tygodniu w Wieczorowej Szkole Podstawowej dla Pracujących przy Zakładzie Karnym w Szerokiej.

W listopadzie 1969 powierzono mu kierownictwo szkoły podstawowej w sąsiedniej Boryni, po Józefie Wyrobie, który został przewodniczącym Gromadzkiej Rady Narodowej w Boryni. W 1972 kierowników szkół przemianowano na dyrektorów. Dzieci boryńskie uczyły się wtedy w zamku po dawnych panach. W zamku było więcej sal niż w budynku starej szkoły, w której zorganizowano przedszkole. Warunki pracy w zamku były dalekie od normalnych. Dzieci korzystały z ubikacji  i ze studni na dworze, sale lekcyjne z trudem mieściły uczniów, a szeroka klatka schodowa nie spełniała warunków bezpieczeństwa na przerwach.

Ale wkrótce i zamek okazał się za ciasny, bo wskutek reorganizacji szkół, placówka boryńska stała się od roku 1964 szkołą zbiorczą i uczyły się w niej wszystkie dzieci także ze Skrzeczkowic, przedtem tylko dzieci od V kl. wzwyż. Rok później szkoła podstawowa w Polsce stała się szkołą 8-letnią, czyli obowiązek szkolny został przedłużony o rok. To spowodowało, ze dzieci boryńskie nie mieściły się już w zamku i w roku 1975 klasy I i II pobierały naukę w starej szkole przy ul. Bema, a przedszkole przeniesiono do szkoły w Skrzeczkowicach.

Podczas jego kierowania szkołą zaszło wiele zmian w szkolnictwie. W 1972 wprowadzono dwa okresy nauczania i klasyfikowania uczniów, zamiast dotychczasowych czterech, rozszerzono skalę ocen z 4 do 6, wprowadzono kodeks ucznia, w zimie skrócono przerwę świąteczną a wprowadzono 2-tygodniowe ferie zimowe. Wszystkie wymienione zalecenia udało mu się dobrze przeprowadzić.

W lipcu 1975 Borynia stała się dzielnicą Jastrzębia – Zdroju a szkoła boryńska przyjęła nazwę SP 14 w Jastrzębiu-Zdroju. W połowie lat 70. Wystąpił ogólnopolski problem młodzieży trudnej. W szkole boryńskiej nie wystąpił on nigdy ostro m.in. dzięki współpracy dyrekcji szkoły z MO.  Inny problem, to wzmożone niebezpieczeństwo na drogach w związku z budową na tutejszym terenie kopalń i zwiększonego ruchu pojazdów.

W roku 1975  Konrad Getler  został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi. W Boryni pracował do końca sierpnia 1976. Potem przejął kierownictwo w Wieczorowej Szkole Podstawowej dla Pracujących przy Zakładzie Karnym w Szerokiej, a w 1984 przeszedł na emeryturę. Zmarł 22 lipca 1993.

Zygmunt Glanc

Zygmunt Glanc urodził się 7 września 1933 roku w Szerokiej. Jego rodzice to Józef i Maria z d. Goik. Pochodził z rodziny patriotycznej. Jego dziadek Jan Glanc był komendantem boryńskich powstańców śląskich, odbierał od nich przysięgę powstańczą. Zygmunt początki nauki pobierał w niemieckiej szkole okupacyjnej w Szerokiej, od 7 maja 1945 w szkole polskiej.

W roku 1947 podjął naukę w Liceum Ogólnokształcącym w Żorach, w klasie o profilu pedagogicznym. Maturę zdał w 1951 i od nowego roku szkolnego zaczął z nakazu pracy uczyć w Szkole Podstawowej w Pilchowicach na terenie tzw. Ziem Odzyskanych, gdzie pracował do roku 1953.W latach 1953-1955 odbył zasadniczą służbę wojskową. Po powrocie z wojska podjął pracę nauczycielską w Szkole Podstawowej nr 1 w Chwałowicach (obecnie Rybnik) i w 1957 ożenił się z nauczycielką – szeroczanką Praksedą z Kremców. W Chwałowicach pracował przez trzy lata jako nauczyciel języka polskiego, a po trzech latach został zastępcą kierownika szkoły i to stanowisko piastował do 1969.  Wykształcenie pedagogiczne uzupełnił, kończąc w 1966 Studium Nauczycielskie, kierunek filologia polska w Cieszynie.  Był przodującym nauczycielem i prowadził lekcje otwarte nie tylko dla koleżanek i kolegów ze szkoły, w której pracował, ale także dla kierowników szkół powiatu rybnickiego, dla nauczycieli fizyki szkół podstawowych województwa katowickiego, bo nauki ścisłe też nie były mu obce.

W 1969 przeniósł się do szkoły w Szerokiej, swojej rodzinnej miejscowości, gdzie uczył języka polskiego w starszych klasach. Zaraz na początku zorganizował w nowej szkole świetlicę szkolną z dożywianiem. Był też koordynatorem zajęć pozalekcyjnych. Także w Szerokiej przeprowadzał lekcje pokazowe dla uczących w miejscowej szkole i z języka polskiego dla nauczycieli rejonu szkolnego. Ukończył samokształceniowy kurs dla kierowników szkół województwa, a w 1973 3-tygodniowy kurs dla nauczycieli języka polskiego w Instytucie Kształcenia Nauczycieli i Badań Oświatowych w Katowicach.  W 1977 po zdaniu przepisanych egzaminów uzyskał status nauczyciela z wyższym wykształceniem zawodowym. Równolegle z pracą w Szkole Podstawowej w Szerokiej godził obowiązki nauczyciela w Wieczorowej Szkole Podstawowej dla Pracujących przy Zakładzie Karnym w Jastrzębiu-Zdroju Szerokiej. W 1978 został zaliczony w poczet zasłużonych nauczycieli miasta Jastrzębia-Zdroju i wpisany do Księgi Zasłużonych.

Od roku 1955 należał do Związku Nauczycielstwa Polskiego. W latach 1965-1971 był kierownikiem konferencji Rejonowych Ogniska ZNP w Chwałowicach. Od 1971 do 1981 pełnił funkcję prezesa Ogniska ZNP w Szerokiej, przy czym w latach 1977-1981 do zawieszenia związków zawodowych w stanie wojennym był wiceprezesem Rady Zakładowej ZNP w Jastrzębiu-Zdroju. Po rozwiązaniu związków zawodowych nie wstąpił ponownie do ZNP. Pracując w Szerokiej, należał do ZSL.

Jako nauczyciel i działacz związkowy cieszył się w środowisku nauczycielskim dużym autorytetem. Był wszechstronnie uzdolniony i choć z wykształcenia był polonistą, potrafił uczyć przedmiotów ścisłych, co okazało się bardzo ważne na zastępstwach za nieobecnych nauczycieli.

Za pracę pedagogiczną i działalność związkową został wyróżniony Złotą Odznaką ZNP oraz Srebrną i Złotą Odznaką „Zasłużonemu w Rozwoju Województwa Katowickiego”. Odznaczono go Złotym Krzyżem Zasługi, Medalem 40-lecia PRL oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Na emeryturę przeszedł w 1991. Ma dwie córki, z których Mirosława, po mężu Lach jest katechetką. Zmarł nagle 14 kwietnia 2010. Spoczywa na tutejszym cmentarzu.

Prakseda Glanc (Kremiec)

Prakseda Kremiec urodziła się 12 września 1937 w Szerokiej. Przez pierwszy rok uczyła się w okupacyjnej, niemieckiej szkole podstawowej. Obowiązek ukończenia szkoły podstawowej zrealizowała już po wojnie w szkole polskiej. Jej rodzice to Alojzy, z zawodu górnik i Cecylia z domu Piszczek.

W 1951 podjęła naukę w Państwowym Liceum Pedagogicznym w Pszczynie, gdzie mieszkała w internacie. Po zdaniu matury w 1955 otrzymała z nakazu pracy posadę nauczycielki Szkoły Podstawowej w Mizerowie. Tam przepracowała jeden rok. Aby dostać się z domu rodzinnego do tej miejscowości, musiała pokonać 16 km rowerem. Musiała zatem zamieszkać w miejscu pracy i do Szerokiej jeździła raz albo dwa razy w tygodniu. Otrzymane mieszkanie w budynku urzędu gminy nie stwarzało warunków prywatności a nawet bezpieczeństwa z powodu stałej obecności na korytarzu różnych interesantów urzędu. Drzwi korytarza były ciągle otwarte.

Te trudne warunki dojazdowe i mieszkalne zmusiły ją do szukania pracy bliżej domu rodzinnego. Od 1956 otrzymała posadę nauczycielki w Szkole Podstawowej w Skrzeczkowicach. Było bliżej, bo 7 km od domu, ale za to połowę drogi musiała pokonywać drogami polnymi, często w błocie. W tej szkole przepracowała dwa lata, a w międzyczasie w 1957 wyszła za mąż za nauczyciela Zygmunta Glanca. Od 1958 do 1959 pracowała w Świerklanach Dolnych, dokąd mogła dojeżdżać autobusem.

Wreszcie w 1959 otrzymała pracę w rodzinnej miejscowości, w Szerokiej. Pracując,  ukończyła następujące kursy: bibliotekarski, języka rosyjskiego, dla reedukatorów mowy: dyslekcji, logopedii i dysgrafii. W 1980 uzyskała status nauczyciela z wyższym wykształceniem zawodowym w zakresie nauczania początkowego.  Była długoletnią  opiekunką Szkolnego Koła Oszczędności i  w 1981 otrzymała Srebrną Odznakę SKO za zasługi w krzewieniu  idei oszczędności wśród młodzieży szkolnej. Oprócz nauczania w klasach młodszych przypadło jej uczyć też języka rosyjskiego. Była nauczycielką bardzo kompetentną, ambitną i odpowiedzialną za powierzone jej dzieci. Przeprowadziła też lekcję otwartą dla pozostałych nauczycielek klas początkowych. Po 30 latach pracy w zawodzie przeszła na emeryturę. Potem pracowała jeszcze parę lat w niepełnym wymiarze godzin.

W 1977 otrzymała nagrodę Ministra Oświaty i Wychowania za osiągnięcia w pracy dydaktycznej i wychowawczej. Została też odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi za 20 -letnią nienaganną pracę w zawodzie nauczycielskim. Prezydent RP przyznał jej i jej mężowi Medal za Długoletnie Pożycie Małżeńskie.

Jest matką dwóch córek, jedna z nich jest katechetką.

Alfred Piksa

Alfred Piksa ur. się 31 sierpnia 1933 w Szerokiej, gdzie w 1947 r. skończył szkołę podstawową. Jego rodzice to Faustyn i Maria z Nowaków. Najpierw uczył się w niemieckiej szkole okupacyjnej, a od 1945 w szkole polskiej. Zaraz po niej podjął naukę w Państwowym Liceum Ogólnokształcącym im. Karola Miarki w Żorach. W 1951 zdał maturę po klasie o profilu pedagogicznym i otrzymał nakaz pracy w szkole w Boronowie, w powiecie lublinieckim. W latach 1954 - 1957 odbył zasadniczą służbę wojskową. Po powrocie z wojska zatrudnił się w Szkole Podstawowej w Świerklanach Górnych, gdzie uczył do1974, następnie na własną prośbę przeniesiony został do Szkoły Podstawowej w Szerokiej. Tu urządził wzorcową pracownię fizyko-chemiczną. W tej szkole działał do przejścia na emeryturę w 1985. Do 1998 uczył jeszcze w niepełnym wymiarze godzin. Dodatkowo uczył w wieczorowej Szkole Zawodowej dla Pracujących przy Zakładzie Karnym w Szerokiej.    

Stale pogłębiał swą wiedzę pedagogiczną i naukową, kończąc Studium nauczycielskie w Katowicach, potem studia wyższe w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Opolu, kierunek matematyka. Jego wiedza i kompetencje zostały dostrzeżone i w 1961 powierzono mu pełnienie funkcji instruktora i wizytatora metodycznego matematyki na powiat rybnicki, którą pełnił do 1975. W szkole szerockiej oprócz matematyki uczył także fizyki. Był nauczycielem przyjaznym dla uczniów i lubianym kolegą wśród grona nauczycielskiego.

Od 1958 działał aktywnie w Polskim Towarzystwie Turystyczno-Krajoznawczym, w której to organizacji po 1975 jako przewodniczący Komisji Młodzieżowej przy Oddziale PTTK w Jastrzębiu Zdroju organizował turystykę młodzieżową.

W latach 1969-2001 był Społecznym Kuratorem Sądowym dla dorosłych najpierw przy sądzie w Rybniku, potem w Wodzisławiu i w Jastrzębiu-Zdroju.

Przez cały okres pracy zawodowej był członkiem Związku Nauczycielstwa Polskiego. W latach 1963-1972 pełnił funkcję prezesa Ogniska ZNP w Świerklanach. 

Został wyróżniony Złotą Odznaką ZNP, Złotą Odznaką Zasłużonemu w Rozwoju Województwa Katowickiego, Złotą Honorową Odznaką PTTK, Złotą Odznaką Zasłużony w pracy PTTK wśród Młodzieży i odznaką Organizator Turystyki PTTK. Został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. 

Wanda Piksa (Białończyk)

Wanda Białończyk urodziła się 18 sierpnia 1938 w Szerokiej jako córka Gertrudy z Cuberów i Bernarda, który zginął w czasie wojny. Uczęszczała do tutejszej szkoły podstawowej. Po jej ukończeniu podjęła naukę w Państwowym Liceum dla Wychowawczyń Przedszkoli w Bielsku-Białej.

Pierwszą pracę po liceum podjęła jako kierowniczka jednooddziałowego przedszkola w Palowicach koło Żor. Po roku na własną prośbę przeniosła się bliżej domu, do Świerklan Górnych, też na stanowisko kierowniczki. Jako kierowniczka miała zwiększone obowiązki, mimo to wykonywała pracę z zaangażowaniem dla dobra jej podopiecznych. Do pracy dojeżdżała z Szerokiej autobusem. W roku 1960 wyszła za mąż za szeroczanina, nauczyciela Alfreda Piksę i przyjęła jego nazwisko, ale nadal do roku 1969 pracowała w Świerklanach.  W przedszkolu w Świerklanach przepracowała 13 lat.

Po urodzeniu drugiego dziecka przebywała przez 3 miesiące w stanie pozasłużbowym. Urlop przerwała, by od lutego 1972 przejąć zastępstwo za chorą kierowniczkę Przedszkola nr I w Szerokiej. Po powrocie do pracy poprzedniej kierowniczki od nowego roku szkolnego, czyli w 1973, podjęła pracę w świetlicy szkolnej przy nowej Szkole Podstawowej nr 18 w Szerokiej, gdzie pracowała aż do przejścia na emeryturę w 1981. Mieszka z mężem we własnym domu w Szerokiej.

W sumie jako pedagog przepracowała ponad 27 lat. Za swoją nienaganną, odpowiedzialną i   z sercem wykonywaną pracę otrzymała Złoty Krzyż Zasługi. Prezydent RP przyznał jej i jej mężowi Medal za Długoletnie Pożycie Małżeńskie.

 

Helena i Leon Białeccy

 

Ocalić od zapomnienia - część pierwsza

Nasza miejscowość SZEROKA ma bogatą historię. Od zarania stanowiła samodzielną jednostkę administracyjną i egzystowała jako wieś kościelna i choć była najmniejszą parafią w archiprezbiteracie żorskim, wydała wielu księży i zakonnic. Może poszczycić się nie tylko osobami konsekrowanymi. Z Szerokiej wywodzi się wiele osób działających na niwie oświaty. Chodzi głównie o dziesiątki nauczycieli, katechetek, wychowawczyń przedszkoli urodzonych w Szerokiej. Poczet pedagogów będzie obejmował także nauczycieli – szeroczan z wyboru, którzy tu zamieszkali, tu pracowali  lub jeszcze pracują, a kilku z nich spoczywa na naszym cmentarzu przykościelnym.

W portalu szerockim będziemy ukazywać ich postacie w formie biografii lub biogramów w zależności od uzyskanych danych osobowych. Biografie będą się ukazywały nie chronologicznie, tylko w zależności od uzyskanych  informacji  o poszczególnych nauczycielach.

Pierwsi nauczyciele szeroccy

Szkoła parafialna w Szerokiej jest najwcześniej wspomnianą w dokumentach szkołą wiejską w powiecie pszczyńskim. Istniała już około połowy XVI wieku, a możliwe, że już na początku tego wieku, czyli już przed reformacją w tutejszym kościele. Nauczyciela nazywano żakiem. Na pewno nie miał wykształcenia zawodowego, ale potrafił czytać i pisać, a przede wszystkim śpiewać. Szkoły powstawały tylko we wsiach „kościelnych”, w sąsiedztwie kościoła, ale mogły z nich korzystać dzieci z całej parafii. Dlatego nazywano je szkołami parafialnymi. Wówczas sama wieś Szeroka stanowiła parafię.

W XVI wieku nauczyciele, nawet pastorowie mieli uboczne zajęcia - krawiectwo i szewstwo. W powiecie pszczyńskim, do którego należała Szeroka, był też jeden młynarz i jeden szynkarz. Żartowano, że w godle żaków powinien być instrument muzyczny i rózgi, a także nożyce i szydło. Zdarzali się też tacy, którzy potrafili leczyć. Nauczyciel z Ruptawy w roku 1717 z zawodu szewc, umiał czytać, ale nie nauczył się pisać. Wykonywał jednak ten zawód, bo pięknie śpiewał. Nie on jeden nie spełniał wszystkich kryteriów, bo zdarzali się tacy jeszcze pod koniec tego wieku. W 1785 rektor szkoły w Żorach był rzeźnikiem, a kantorem – stolarz. Kantor, to pomocnik nauczyciela, odpowiedzialny za chór chłopięcy.

Pierwszym nauczycielem w Szerokiej i jedynym przed reformacją w kościele szerockim, był około 1550 Walenty, zwany Walkiem. Pełnił on obowiązki zakrystiana, dzwonnika i śpiewaka w niedawno wybudowanym w środku wsi kościele szerockim. Śpiewu kościelnego i ministrantury uczył kilku chłopaków. Bez śpiewaka i jego uczniów nie mogło się odbyć żadne nabożeństwo. Walkowi były powierzone „prawa całej dziedziny”, można rzec był również pisarzem gminnym, ale przede wszystkim pełnił rolę pomocnika proboszcza, przy którym miał utrzymanie. Najprawdopodobniej był klerykiem i stąd nazywano go klechą.

W okresie reformacji rolę nauczyciela w Szerokiej pełnił Andrzej, znany tylko z imienia. Jest wzmiankowany w 1586, a w 1628 widnieje w dokumentach też Andrzej, nazwany młodym, prawdopodobnie syn starego Andrzeja. Wiadomo o nim tylko tyle, że z braku księdza odprawiał ceremonie pogrzebowe i z kasy kościelnej pożyczył jednego talara, którego nie zwrócił jeszcze w 1628, kiedy kościół należał już do katolików. W 1628 szerocki budynek szkolny był bardzo zniszczony, nie tylko wskutek starości, ale przyczyniła się do tego też trwająca wtedy wojna 30-letnia. Dzieci szerockie były wówczas pozbawione nauki. W 1628 zwrócono kościół katolikom po 60 latach zawłaszczenia go przez protestantów, wtedy wspólnota szerocka w całości wyznawała wiarę ewangelicką. Nawracanie szeroczan na wiarę ojców, czyli wiarę katolicką, trwało bardzo długo, tym bardziej, że w 1663 skończyła się samodzielność szerockiej parafii- została bowiem włączona do parafii krzyżowickiej.

Pierwszym katolickim nauczycielem szerockim po reformacji był Rostek. Wiemy o nim tylko tyle, że brał udział w napadzie na szerockiego pastora, jaki urządził w 1652 w Szerokiej Otyk, dziekan odpowiedzialny za rekatolicyzację.

Wszyscy wymienieni trzej nauczyciele w Szerokiej uczyli w języku niemieckim, bo prawie wszyscy ówcześni szeroczanie byli Niemcami, potomkami osadników z XIII w. W okolicy Niemcy mieszkali także w kilku innych okolicznych wioskach.

 

Ród Połomskich

W 1672 zawitał do Szerokiej nauczyciel Urban Połomski. A jak wyglądało wtedy życie szeroczan? Wszyscy utrzymywali się z pracy na roli dzierżawionej od panów na Pszczynie. Już od blisko 200 lat za tę dzierżawę musieli obrabiać pańskie pole własnymi wołami i własnym osprzętem, nie mogli opuszczać wsi, a pan nawet decydował z kim mają zawierać związek małżeński.

Nie wiadomo skąd Urban Połomski przybył do Szerokiej. Początkowo mieszkał w bardzo starym, zniszczonym budynku szkolnym, albo na starej plebanii. Oba budynki się wnet zawaliły. Za przyzwoleniem krzyżowickiego proboszcza (Szeroka z braku własnego proboszcza należała wtedy do parafii krzyżowickiej) wybudował po 1688 na polu farskim nową kurną chatę, krytą słomą, ale już z szybami w oknach i stodołę w miejscu, gdzie stała kiedyś stara plebania i zapadnięty dom poprzedniego nauczyciela. Wtedy wszyscy chłopi też mieszkali jeszcze w kurnych chatach. Dom nauczyciela nazywano szkołą, choć chata Połomskiego była jego prywatną własnością, ale spełniała rolę szkoły. Równocześnie wydzierżawił pole proboszczowskie w Szerokiej za roczny czynsz w wysokości 10 talarów, który musiał dawać krzyżowickiemu proboszczowi. Uprawiał 14 zagonów. W owym czasie nauczyciel wiejski musiał mieć inne źródło dochodu, by utrzymać rodzinę. Jako nauczyciel i nie dzierżawiący pola od pana nie musiał odrabiać pańszczyzny. Ponieważ kościół był zamknięty i odprawiano w nim mszę tylko co trzecią niedzielę, żak jako kościelny i dzwonnik nie miał wiele zajęcia. Wiarę katolicką w 1697 wyznawało zaledwie 100 szeroczan. Do obowiązków nauczyciela należało też odprawianie obrzędów pogrzebowych.

Blady strach padł na szeroczan i ludzi w okolicy w lipcu 1683 r., gdy godzinami dzwony z wież kościelnych głosiły o nadchodzących Turkach, a stolica Austrii - Wiedeń, została przez nich oblężona. Szeroka należała wtedy do cesarstwa austriackiego. Dzwonnikiem w Szerokiej był nauczyciel Urban Połomski.

Uczył w swojej chacie-szkole 4-5 chłopców ministrantury i śpiewu kościelnego. Uczył ich też trochę czytania i liczenia. Poza ministranturą w języku łacińskim, którą chłopcy musieli znać na pamięć, nauka odbywała się w języku polskim. Wskutek wojny 30-letniej Szeroka podobnie jak inne wioski się wyludniła. Pan na Pszczynie sprowadził nowych ludzi do zasiedlenia wsi, a byli nimi Polacy spod Oświęcimia i z Beskidów.

Począwszy od 1699 według instrukcji, organista powinien co roku przed rozpoczęciem spowiedzi wielkanocnej obejść wioskę i każdego parafianina wpisać w rejestr i dawać mu kartkę, aby ks. pleban wiedział, ilu ma ich do spowiedzi.

Urban Połomski zmarł w 1701 i został pochowany na tutejszym cmentarzu.

Katolicki proboszcz krzyżowicki, który był odpowiedzialny za naukę szkolną, w 1701 powołał na nauczyciela Jakuba Karola Połomskiego, rodzonego syna poprzedniego zmarłego nauczyciela, Urbana Połomskiego. Urodził się w Szerokiej w 1678. Mieszkał z rodziną w domu wybudowanym przez ojca, ale dom ten musiał zreperować. On także prowadził gospodarstwo rolne i spełniał te same obowiązki nauczyciela. Jako nauczyciel jest wymieniany jeszcze w 1719. Ponieważ nadal Szeroka podlegała pod proboszcza krzyżowickiego, nad opuszczonym kościołem szerockim sprawował opiekę zarząd, w którego skład wchodził też nauczyciel.

Jakub Połomski zmarł w 1730 i też spoczywa na szerockim cmentarzu.

Syn nauczyciela Jakuba, Paweł, też urodził się w Szerokiej, w odnowionym przez ojca domu, ale on postawił w chacie drewniany komin. Pierwsze kominy pojawiły się w okolicy dopiero w 1730. W 1731 wziął ślub w szerockim kościele z Zofią Kubła. Świadkiem był krzyżowicki nauczyciel i organista Machura. Paweł także uprawiał wydzierżawione od proboszcza krzyżowickiego pole. Chociaż Szeroka nie miała własnego proboszcza, w szerockim kościele odbywały się śluby i pogrzeby. Ślubów udzielał wikariusz krzyżowicki. Paweł od 1732 do 1764 jest tu nauczycielem, jako trzeci z rodu Połomskich. Nadal tak jak ojciec i dziadek przygotowywał chłopców do służenia przy mszy i uczył śpiewu, bo w szerockim kościele jeszcze nie było organów. Oprócz nauki czytania nauczył swoich uczniów także pisać. Nadal do szkółki parafialnej mogli uczęszczać tylko chłopcy i to chłopcy wybrani, z dobrą pamięcią i pięknym głosem. Szkoła nie była obowiązkowa i nie mogły do niej uczęszczać dziewczyny.

Prawdopodobnie i Paweł Połomski spoczywa na tutejszym cmentarzu. Cmentarz przykościelny był niewielki obszarowo, a istniał już wtedy od 200 lat. Jak mogli pomieścić się na nim wszyscy zmarli? Otóż na każdym ówczesnym cmentarzu stała drewniana budowla, zwana kostnicą. Gdy zabrakło miejsca, chowano zmarłych na starych grobach, a wyjęte z nich kości wcześniejszych nieboszczyków składano do kostnic. W końcu XVIII z powodu przepełnienia tych kostnic władze kościelne nakazały proboszczom ich likwidację. Wszystkie kości zakopano głęboko w jednym miejscu, a kości wydobyte z następnych grobów wkładano odtąd na sam dół danego grobu.

Siostra Pawła, Agnieszka, w 1734 wyszła za mąż za Jana Jastrzębskiego. Jej ślub odbył się w tutejszym kościele, co stanowiło wielkie wydarzenie dla całej wsi. Tańczono w karczmie prowadzonej przez Błażeja.

Połomscy byli w Szerokiej nauczycielami sto lat. Na nich kończy się szkoła parafialna w Szerokiej.

Florian i Jan Prochaskowie

Pierwsi nauczyciele szkoły pruskiej

Po trzeciej wojnie śląskiej Prus z Austrią Górny Śląsk w 1742 przypadł Prusom. Prusy przeprowadziły tu różne reformy, a w 1765 reformę szkolną. Szkoła miała odtąd być świecka i powszechna zarówno dla chłopców jak i dla dziewcząt w wieku od 6 - 13 lat. Już wcześniej, bo od 1763 wprowadzono nakaz nauczania na Śląsku w języku niemieckim. Początkowo od 23 kwietnia do 11 listopada szkołę można było zamknąć. Wtedy nauka odbywała się tylko w niedzielę po Mszy św. Zamknięcie szkoły wiązało się z tym, że we wspomnianym czasie rozpoczęła się robota w polu i dzieci musiały ją wykonywać na równi z dorosłymi.

Nauczycieli miało obowiązywać wykształcenie zawodowe, mieli przejść 6-tygodniowy kurs w Rudach lub w Raciborzu. Warunkiem otrzymania posady nauczycielskiej była znajomość języka niemieckiego. Nie udało się jednak od razu wprowadzić tej reformy w życie z wielu powodów. Dla Szerokiej brakowało nauczyciela spełniającego powyższe warunki, a budynek szkolny nie nadawał się już do użytku. W innych szkołach zatrudniano byle kogo, byleby znał język niemiecki. Początkowo dzieciom szerockim kazano uczęszczać do szkoły w Krzyżowicach. Tylko niektóre chodziły tam do 1770.

Z dokumentów wiadomo, że w latach 1770 – 1780 obowiązki nauczyciela szkoły pruskiej w Szerokiej pełnił Florian Prochaska. Mieszkał tutaj z rodziną w szkole wybudowanej przez gminę szerocką. Szkoła mieściła dwie izby i dwie komory. Jedna izba została przeznaczona na salę szkolną. Do szkoły został dobudowany mały chlew i stodoła. Parafianie byli zobowiązani do utrzymania i grodzenia tych budynków. Chociaż była to szkoła świecka i nauczyciela nie mianował już proboszcz, nauczyciele nadal byli związani z Kościołem, a miejscowy proboszcz był do roku 1890 inspektorem szkolnym. Nauczyciel, zwany też szkolnym, uprawiał rolę jak jego poprzednicy. Za jej używanie powinien dzwonić dwa razy dnia na Anioł Pański oraz w czasie burzy, by ją odegnać, przynosić potrzebne w kościele wino, zamiatać kościół, usuwać pajęczyny, wypiekać hostie. Miał też proboszczowi donosić o zauważonych uszkodzonych gontach na budynku kościelnym. Przy nabożeństwach miał usługiwać co drugą niedzielę i święta i bez wahania podjąć się innych drobnych usług kościelnych, mimo że już obowiązywała szkoła świecka. W Szerokiej stał jeszcze stary, drewniany kościół, ale szeroczanie wybudowali w 1768 nad Pszczynką na dolnej wsi murowaną kaplicę, poświęconą Janowi Nepomuckiemu. Większość parafian stanowili już katolicy.Za czasów F. Prochaski. w 1776 zniesiono kary i tortury stosowane wobec chłopów pańszczyźnianych wprowadzone w 1628. Chłopi musieli jeszcze oddawać proboszczowi dziesięcinę, czyli 1/10 swojego rocznego dochodu. W 1774 zarządcę folwarku pana na Pszczynie w Szerokiej zastąpił dzierżawca.

Kiedy i gdzie się urodził Florian P. oraz jakie zdobył wykształcenie, nie wiadomo. Źródła podają, że pełnił też rolę organisty, choć prawdziwe organy do szerockiego kościoła ufundowali szeroczanie z karczmarzem Wawrzyńcem Stenclem dopiero w 1785. Mogły tu już jednak być organy przenośne o kilku oktawach, o których źródła nie wspominają. Takie organy bywały przenoszone od ołtarza do ołtarza podczas Bożego Ciała. Przypuszczać należy, że F. Prochaska uczył dzieci szerockie po niemiecku. W XVII i XVIII wieku nauczyciel był zobowiązany uczestniczyć i śpiewać z dziećmi w czasie pogrzebu: przed domem żałoby, podczas pochodu i nad grobem. Dla osoby zacnej - z całą szkołą, dla skromniejszej - z połową uczniów, a nawet z jedną czwartą.

Nie wiadomo, czy Florian P. tutaj zmarł i został pochowany, możliwe że tak, bo po nim objął posadę nauczyciela jego syn.

Syn Jan Prochaska uczył w Szerokiej od 1780 do 1793. Ukończył kurs nauczycielski w Rudach, otrzymał świadectwo 10 maja 1780. Wcześniej, bo 18 lutego wziął ślub ze szlachcianką Eleonorą Hauenschild, córką zubożałego dzierżawcy folwarku w Boguszowicach, własności Wengierskich - panów na Rybniku. Jan P. znał dobrze język niemiecki. Od 1785 grał na organach w tutejszym, jeszcze drewnianym kościele. Zamiast śpiewu kościelnego uczył dzieci religii. Uczył nadal w szkole zbudowanej przez gminę szerocką oprócz rachoweania, czytania i pisania, uczył też wiadomości ogólnych z zakresu przyrody i geografii.

W czasach obowiązkowej szkoły największym problemem było zagęszczenie izby lekcyjnej, kiedy w jednej klasie uczyło się naraz 80 dzieci. Nic dziwnego, że do wyposażenia nauczyciela należała specjalna trzcinka. Baty były częstą karą stosowaną przez nauczycieli. Czasem uczniowie musieli ją odbywać, klęcząc na grochu. Karę chłosty usankcjonowały władze oświatowe.

Ludzie w owym czasie nadal żyli w ciężkich warunkach, odrabiali pańszczyznę, płacili dziesięcinę, ale już nie głodowali, bo nauczyli się uprawiać i jeść ziemniaki. Ich przodkowie jedli głównie rzepę.

W 1793 Jan Prochaska przeniósł się z rodziną do szkoły w Woszczycach, gdzie przypuszczalnie obiecano mu lepsze warunki mieszkalne i pracy.

Karol Duda

Karol Duda urodził się w 1754. Wykształcenie zdobywał w Głubczycach i Rudach. Jako nauczyciel pracował od 1782 . W Szerokiej przepracował 24 lata, od 1793 do 1817. Mieszkał w domu wybudowanym przez gminę. Była to budowla z drzewa, z kominem, kryta słomą, o dwóch izbach i dwóch komorach. Jedna izba stanowiła klasę szkolną. Do domu dobudowano mały chlew i stodołę. Wokół był ogród. Jako nauczyciel Duda pobierał od każdego z 25 siodłaków po dwie miarki żyta miary pszczyńskiej, na kolędę od każdego po jednym chlebie, jedną miskę jęczmienia i „ chleb powietrzny” za dzwonienie podczas burzy, a na Wielkanoc dostawał od każdego gospodarza 6-8 jajek. Pod koniec jego nauczania w Szerokiej w 1816 obowiązek szkolny miało wypełniać 95 dzieci. Uczęszczały one jednak na lekcje tylko w zimie, bo w lecie pomagały rodzicom w pracy na polu. Nadal obowiązywała chłopów pańszczyzna i dzieci były wielką pomocą na własnym polu. Nauczyciel był z pańszczyzny zwolniony. Tylko jedenaścioro dzieci uczęszczało do szkoły też w lecie.

W czasie wizytacji biskup wystawił Dudzie wysoką ocenę z moralności, ale władze szkolne nie miały wielkiego zaufania do jego zdolności do nauczania.

Za czasów nauczyciela Dudy ks. Skrzyszowski wybudował tu murowany kościół istniejący do dziś. O budowie tego kościoła nauczyciel Duda napisał na desce od organów i stąd wiadomo jak ta budowa przebiegała. On też pisał w imieniu gminy dwie prośby – w 1801 i w 1802 do księcia Ferdynanda w Pszczynie, jako do właściwego kolatora, o ustanowienie dla Szerokiej własnego duchownego. W obu wypadkach nadeszła odpowiedź odmowna. W 1817 przeniósł się do szkoły w Krzyżowicach, a w Szerokiej krótki czas po nim uczył jego syn, o niewiadomym imieniu jako adiuwant - nauczyciel pomocniczy.

Karol Duda zmarł 16 listopada 1831 w wieku 77 lat. Jako nauczyciel pracował w sumie 51 lat. Został pochowany na cmentarzu w Krzyżowicach.

Jan Michał Ryszka

Jan Michał Ryszka urodził się w 1817 na Morawach, w wielodzietnej rodzinie dość zamożnego gospodarza. Kształcił się w Głogówku w latach 1836-1839. W Szerokiej rozpoczął pracę jako nauczyciel „prowizoryczny”, potem jako kierownik szkoły. Był żonaty z Johanną rodz. Gotz. Z tego małżeństwa miał jedną córkę.

Nie tylko uczył dzieci, ale grał też w kościele na organach, był pisarzem gminnym i rozjemcą – godził z urzędu zwaśnione rodziny. Aż do roku 1873 pobierał jako wynagrodzenie 224 talary, wliczając w tę kwotę otrzymane naturalia, dochody kościelne, bezpłatne mieszkanie i opał oraz 12 talarów z funduszu państwowego, a od tego roku pobory wzrosły do 330 talarów. Naturalia przez niego otrzymane to zboże i drewno opałowe. Mieszkał z rodziną i uczył w budynku wzniesionym w 1828 za czasów Józefa Golutzkiego, zmarłego w wieku 22 lat a zapowiadającego się na wzorowego nauczyciela. Budynek był parterowy, ale murowany. Stał poniżej boiska obecnej starej szkoły. Ryszka zanim kupił własne pole, uprawiał tylko trzy grządki deputatowe.

W 1859 wybudowano powyżej szkoły od strony wschodniej plebanię, też murowaną oraz zabudowania gospodarcze. Rok później, 22 czerwca Szeroka na czele z kierownikiem szkoły witała pierwszego po 150 latach własnego proboszcza w osobie ks. Jana Kleinerta. Do szkół świeckich docierały różne zarządzenia. Zarządzenie z 1862 zalecało, by przy szkołach urządzać boiska szkolne. Studnię zbudowano przy szkole dopiero w 1878.

Drugim ważnym wydarzeniem w Szerokiej w tamtych czasach, to uwłaszczenie chłopów. Po polach chodzili miernicy i odmierzali chłopom pole. Niektórzy mieszkający po prawej stronie drogi wiodącej przez wieś otrzymywali pole po drugiej stronie drogi. Książę pszczyński, właściciel majątku w Szerokiej zapłacił za pomiary, ale za to zabrał chłopom część dotąd uprawianej przez nich roli. Swoje pole chciał mieć w jednym kawałku i dlatego rozdzielono pola chłopskie. Proces uwłaszczeniowy szerockich chłopów trwał bardzo długo, bo zaczął się w latach trzydziestych X IX wieku, a skończył się w latach siedemdziesiątych. Już wcześniej, bo w 1840 książę pszczyński Hochberg wybudował nowy folwark nazwany Ludwikówką, z niemiecka Ludwigshof , 1 km na południe od dworu usytuowanego obok kościoła. Wskutek wycinki lasów i ziemi zabranej chłopom przy uwłaszczeniu, areał gruntów rolnych księcia w Szerokiej powiększył się trzykrotnie, a w nowym folwarku mógł rozwinąć hodowlę na wielką skalę. Majątek liczył 1800 mórg.

Od 1881 pracowali w tutejszej szkole nauczyciele pomocniczy. Ryszka kierował szkołą 48 lat i za jego czasów przewinęło się przez tę szkołę 12 nauczycieli, w tym jedna nauczycielka, żona nauczyciela Winklera, która przez 3 lata uczyła dziewczęta zajęć praktycznych bez wynagrodzenia. Od 1876 otrzymywała wynagrodzenie w wysokości 66 marek rocznie. Rok szkolny zaczynał się wtedy 1 kwietnia, a kończył 31 marca, bez wakacji.Za kierowania szkołą przez Jana Ryszkę do roku 1890 władzę nadrzędną nad szkołą miał nadal proboszcz, a potem rola inspektora szkolnego przeszła na dzierżawcę dworu. Taką funkcję pełnili dziedzice wiosek lub dzierżawcy folwarków do 1902.

Na nauczycieli nałożono dodatkowe obowiązki. Mieli przy szkołach prowadzić szkółki drzew owocowych. Dzięki tym szkółkom w przydomowych ogrodach chłopskich już w XIX wieku znalazły się szlachetne odmiany różnych drzew owocowych.

Czy wszystkie dzieci z racji obowiązku szkolnego uczęszczały do szkoły? Nie uczęszczały, bo po pierwsze nie zmieściłyby się w ciasnych izbach lekcyjnych. Ilość dzieci szybciej rosła niż mury nowej szkoły i niemal każda nowa szkoła już na początku bywała za mała. Nie chodziły do szkoły, lub chodziły rzadko, najczęściej dzieci mające do niej daleko i te zaprzęgnięte do pracy w polu. Ówczesne władze oświatowe starały się temu zapobiegać, posyłając żandarma i nakładając na rodziców kary. W Szerokiej za kierownictwa Ryszki było 161 dzieci w wieku szkolnym. Do szkoły uczęszczały nieregularnie. W 1871 wpłynęło 8 talarów kary za nieposyłanie dzieci do szkoły. Nauka odbywała się w czterech oddziałach. Kierownik i nauczyciel mieli po dwa oddziały. Z reguły kierownik szkoły uczył dzieci starsze. Choć w szkole, wtedy pruskiej, obowiązywał język niemiecki, Ryszka uczył najdłużej w powiecie dzieci po polsku. W 1872 wprowadzono do szkół język polski, ale tylko do nauczania religii.

Jan Ryszka w Szerokiej się zadomowił, kupił pole i wybudował dom. Tu owdowiał, córka wyszła za mąż za właściciela majątku ziemskiego Szraja z Dębiny w Jastrzębiu Górnym. W czasie II wojny światowej rodzina tej córki się rozproszyła i słuch o niej zaginął. Ryszka mając już 70 lat ożenił się ponownie, tym razem z Florentyną i doczekał się drugiej córki. Dnia 30 września 1887 kierownik Ryszka przeszedł w stan spoczynku. Zmarł 6 września 1892. W pogrzebie wzięło udział 20 nauczycieli z okolicy i cała szerocka szkoła. Potomkowie jego drugiej córki mieszkają w Szerokiej do dziś. Prawnuczka J. Ryszki, Maria Piksa, jest emerytowaną nauczycielką przedszkola, a praprawnuczka pedagogiem szkolnym, jej mąż wychowawcą w Zakładzie Karnym w Szerokiej.

Franciszek Leśniewski

Franciszek Leśniewski ur. w 1887 był polskim nauczycielem i w Szerokiej wykonywał swój zawód z oddaniem do 1929.W Szerokiej podjął pracę w 1922 lub 1923. Zmarł na gruźlicę w szpitalu żorskim 31 maja 1929 w wieku 42 lat. Gruźlica była wtedy chorobą nieuleczalną. Zabrała także kilku innych młodych ludzi z Szerokiej.

Dnia 5 czerwca odbył się pogrzeb nauczyciela Leśniewskiego. Jego zwłoki wieziono w kondukcie z Żor na cmentarz szerocki. Żona z małymi dziećmi szła pieszo za trumną. Na kondukt czekała poniżej kościoła cała szkoła z kwiatami. Chór szkolny uczestniczył w pogrzebie pod przewodnictwem kierownika szkoły Stanisława Pachy. Pochował go ks. Jan Menzler.

Najstarsza córka Jagusia ur. 27 września 1916 nie osiągnęła jeszcze wtedy 13 lat. Dwa lata młodszy - to syn Adam ur. 14 listopada 1918, a najmłodszy Franciszek, imiennik ojca, ur. 3 września 1921 miał niespełna 8 lat.

Grób ojca Franciszka znajduje się w miejscu, gdzie obecnie stoi pomnik - Pieta. W tamtych czasach ten pomnik znajdował się pod oknem babińca od strony północnej.

Żona wyczerpana tą tragedią zachorowała i zmarła tragicznie niedługo potem. Dzieci wychowywały się w Domu Dziecka. Musiały być bardzo zdolne, skoro nazwisko należy do ludzi znanych i liczących się w rejonie.

 

Białecki Leon I

Białecki Leon I urodził się 24 maja 1902 w Szerokiej. Jego ojciec Jerzy był krewnym Leona Białeckiego II, rolnikiem na ćwierć łanie. Leon od 6 roku życia uczęszczał do powszechnej szkoły pruskiej w Szerokiej. Brał udział w III powstaniu śląskim. Na apel szeroczan po plebiscycie zaczął uczyć dzieci po polsku w szkole, w której sam uczył się kiedyś w języku niemieckim. Ślązacy ze wsi, zwłaszcza ci po szkole średniej, władali dwoma językami. Język polski był językiem, jaki wynieśli z domu rodzinnego. Prawdopodobnie po szkole podstawowej uczył się w szkole wyższego stopnia we Wrocławiu, ale pewności nie ma.

W roku 1922 podjął pracę w szkole w Tarnowicach. Był kierownikiem tej szkoły i organistą w kościele parafialnym. Tarnowice w 1922 zostały przyłączone do II RP. W 1934 jako kierownik szkoły Białecki L. był delegatem Związku Powstańców Śląskich do OMP ( Oddział Młodzieży Powstańczej). W 1946 Tarnowice zostały dzielnicą Tarnowskich Gór. O zdobywaniu przez niego kwalifikacji zawodowych i przebiegu jego pracy brak informacji.

Zachowała się jednak w Szerokiej pewna anegdota o żonie tego nauczyciela. W Polsce przedwojennej pensja i emerytura nauczycielska wystarczała na zatrudnienie gosposi. L. Białecki I był żonaty z Janiną, mieli syna Arkadiusza. Po przejściu na emeryturę zamieszkał z żoną w Katowicach. Jedna z szeroczanek służyła u państwa Białeckich, kiedy tam mieszkali. Oto ta anegdota: Żona była wielką strojnisią i często kupowała sobie nowy kapelusz, na jaki inne panie nie było stać. Sąsiadki z zazdrości postanowiły zrobić jej psikusa. Postanowiły, że jak ona kupi sobie nowy kapelusz, to któraś z nich kupi taki sam. Kiedy ona kupiła zaś inny, sąsiadka – taki sam. Ona zaś nowy, a następna sąsiadka też taki. Nawet dość zamożna żona byłego kierownika szkoły musiała się poddać, bo na następny kapelusz w krótkim czasie mąż już nie dał jej pieniędzy, bo nie mieliby za co żyć.

L. Białecki I zmarł w Katowicach i został pochowany obok żony na cmentarzu przykatedralnym.

Leon Białecki I należy do pokolenia ludzi, którzy walczyli o polskość Śląska.

 Dane uzyskane od dalszej rodziny i z „Powstańca Śl.” nr 10 1934

Przekazał Leon Białecki II

Tadeusz Migdałek

Kiedy Śląsk był w granicach państwa pruskiego oraz w początkach II Rzeczypospolitej urząd kierownika szkoły w Szerokiej pełnili kolejno: Józef Twardy, Jan Winkler, Erwin Hoffmann, Stanisław Pacha, Franciszek Ferenz. Pracowało tu też w tym czasie kilkunastu nauczycieli tutaj nie wymienionych. Wszyscy ci pedagodzy nie spełniali założonych przez nas kryteriów, by nazwać ich szeroczanami, bo nie urodzili się w Szerokiej i na stałe nie związali się z tutejszą miejscowością. Pierwszy po kierowniku Janie Ryszce takie warunki spełnia Tadeusz Migdałek.

Tadeusz Migdałek urodził się 7 października 1901 w Zatorze koło Oświęcimia. Tam ukończył szkołę podstawową. Do seminarium nauczycielskiego uczęszczał w Wadowicach, po ukończeniu którego pogłębiał wiedzę w nauczycielskim dwuletnim, wakacyjnym „Kursie Rowida”. Kursy Henryka Rowida, inicjatora szkoły twórczej, były prekursorami Instytutu Pedagogicznego ZNP.

Migdałek w 1923 podjął pracę w powszechnej szkole w Czuchowie w powiecie rybnickim, gdzie poznał przyszłą żonę, nauczycielkę Zofię Chwałka. Pobrali się w 1930. W Czuchowie przyszły na świat ich dzieci – Ewa, rocznik 1932 i Andrzej – 1934, uczęszczające do szkoły w Szerokiej.

Dnia 11 marca 1935 Migdałek wygrał konkurs na stanowisko kierownika szkoły w Szerokiej. Razem z rodziną zamieszkał w budynku przy szkole przeznaczonym dla osoby pełniącej kierownictwo szkoły w Szerokiej. Żona Zofia z uwagi na celibat obowiązujący nauczycielki musiała zrezygnować z pracy.

Tadeusz Migdałek w okresie międzywojennym dał się poznać jako dobry nauczyciel i wychowawca. Mimo, że pochodził z innej dzielnicy, potrafił wszczepiać w dusze uczniów wartości pielęgnowane na Śląsku: przywiązanie do wiary ojców, umiłowanie mowy i kraju ojczystego.

Kiedy w 1939 zbliżała się wojna z Niemcami, wysłał żonę z dziećmi do rodziny w Rzeszowie, a sam z nauczycielem Stanisławem Foksem czekał na powołanie do wojska. Pierwszego września, w dniu wkroczenia Niemców do Polski, ówczesny dzierżawca majątku dworskiego Waldemar Stampe posłał po nich fornala, by dać im tymczasowe schronienie. W. Stampe, Niemiec potrafiący zaledwie kilka słów po polsku, ale nie szowinista, okazał się lojalny wobec Polaków, swych przyjaciół sprzed wojny. Po przejściu pierwszej fali wojsk niemieckich Migdałek na rowerze wraz ze wspomnianym nauczycielem przebił się 3 września przez front w Pszczynie i dotarł do żony, i dzieci w Rzeszowie. Potem z całą rodziną udał się do wsi Dąbrowa Rzeczycka w Lubelskiem, gdzie otrzymał pracę w czteroklasowej szkole. Tam udało mu się przetrwać wojnę.

W marcu 1945 zgłosił się do Kuratorium Oświaty w Katowicach i tam razem z innymi nauczycielami opracował plan nauki na paromiesięczny okres szkolny w 1945, gdyż wojna chyliła się ku końcowi.

Dnia 25 marca 1945 wojska sowieckie wkroczyły do Szerokiej, a Tadeusz Migdałek już w kwietniu przybył na tutejsze, dawne miejsce pracy. Czekał go ogromny wysiłek, by reaktywować nauczanie. Okna bez szyb, powyrywane drzwi, połamane ławki, zniszczone tablice, przeciekający dach a wokół szkoły pod gołym niebem niszczejące wszelakiego rodzaju pomoce naukowe, to obraz jaki zastał po powrocie. Mieszkanie było puste i zdemolowane.

Dzięki pomocy aktywnych szeroczan doprowadzono budynki szkolne do dostatecznej używalności i na apel kierownika szkoły już 7 maja 1945 zgłosiło się 124 uczniów. Podzielił ich na klasy według roczników i w klasach łączonych sam podjął pracę dydaktyczno-wychowawczą. Po powołaniu Komitetu Rodzicielskiego udało mu się skompletować czteroosobowe grono nauczycielskie – szeroczanie Ludwik Gruszka i Monika Lamża oraz dawny nauczyciel Gerard Klichta. Wkrótce dołączyła też żona kierownika, wtedy wolna już od celibatu. Mimo niskiego wynagrodzenia i nienajlepszych warunków mieszkaniowych, rezygnacji z pracy w tutejszej placówce niektórych, ledwie co zwerbowanych pedagogów, on stale dbający o wysoki poziom nauczania trwał w Szerokiej.

W dniu 12 stycznia 1951 zmarł nagle, licząc zaledwie 49 lat. W jego pogrzebie brali udział liczni szeroczanie, dzieci szkolne nie tylko z Szerokiej, ale także z Boryni i Krzyżowic ze swymi nauczycielami oraz delegacje państwowe. Spoczywa na przykościelnym cmentarzu w Szerokiej.

Zofia Migdałek

Zofia Migdałek z d. Chwałka urodziła się 12 maja 1903 w Rzeszowie, gdzie ukończyła szkołę podstawową a także seminarium nauczycielskie. Na Górnym Śląsku przyłączonym w tym czasie do Macierzy brakowało nauczycieli, którzy oprócz pensji dostawali tam niewielki dodatek, zwany żartobliwie dodatkiem na mydło. W seminarium werbowano i zachęcano nauczycieli, by spełnili obowiązek obywatelski, podejmując pracę na wsi śląskiej. Zofia spełniła ten obowiązek, gdyż w 1922 rozpoczęła pracę nauczycielki w szkole podstawowej w Czuchowie w powiecie rybnickim. Tam poznała Tadeusza Migdałka, nauczyciela tej samej szkoły i w 1930 pobrali się. Od roku 1926 obowiązywała na Górnym Śląsku ustawa celibatowa dla nauczycielek-mężatek. Uchwalił ją Sejm Śląski, kiedy wojewodą był Józef Rymer, pełniący również funkcję kuratora oświaty. Zwolnienia z pracy w szkole otrzymało wówczas ponad 400 nauczycielek.

Zofia przerwała pracę i urodziła dwoje dzieci: w 1932 córkę Ewę, znaną później stomatolog w Żorach, i w 1934 syna Andrzeja.

W 1935 wraz z rodziną zamieszkała w Szerokiej, gdzie mąż objął stanowisko kierownika szkoły powszechnej. Opiekowała się swoimi dziećmi, a w sierpniu 1939 przed groźbą wojny wyjechała z nimi do swojego ojca mieszkającego w Rzeszowie. Jako była nauczycielka obawiała się słusznie represji ze strony Niemców. Kiedy w początkach września dotarł do Rzeszowa także jej mąż, z całą rodziną udała się na wschód, gdzie udało im się przetrwać okupację niemiecką w Dąbrowie Rzeczyckiej w woj. lubelskim.

W lipcu 1945 wróciła z dziećmi do Szerokiej, w której mąż zdążył jako tako przygotować mieszkanie. Od nowego roku szkolnego podjęła pracę zawodową w szerockiej szkole. Dyskryminująca kobiety ustawa celibatowa nie istniała już od 1938. W szerockiej szkole pracowała do końca 1951. Po śmierci męża przeniosła się do szkoły w Warszowicach, by być bliżej córki. W roku 1955 przeszła na rentę chorobową i zamieszkała u córki w Żorach.

Zofia Migdałek zmarła 20 grudnia 1987. Została pochowana zgodnie ze swoim życzeniem w Szerokiej, obok męża.

Helena i Leon Białeccy

W 45 rocznicę ukończenia szkoły

Dnia 15 sierpnia br. dawni uczniowie obchodzili 45 rocznicę ukończenia Szkoły Podstawowej w Szerokiej. Było to już siódme spotkanie tego rocznika, a miało miejsce w restauracji „Skarbnik”. Imprezę zainicjowała i zorganizowała mgr Bibianna Ciszek. Pomagały jej niezawodne koleżanki szkolne: Teresa Godziek, Stefania Paszenda, Stefania Szymura i Jadwiga Zoremba.

Grupa absolwentów razem z ich wychowawczynią z początkowych lat nauczania Heleną Białecką i wychowawcą w dalszych latach nauki Leonem Białeckim zgromadziła się na przykościelnym cmentarzu. Kolejno zapalano znicze na nagrobkach zmarłych: katechety ks. prob. Jana Michalika, kierownika szkoły Pawła Ździebło i na grobie nauczyciela Konrada Getlera. Potem wszyscy udali się pod krzyż cmentarny, gdzie również zapalono lampkę, modlono się za zmarłą nauczycielkę Henrykę Kocjan i niedawno zmarłego męża nauczycielki tego rocznika Praksedy Glanc a także za zmarłych rodziców absolwentów. W modlitwie wspomniano też zmarłych rówieśników: Anielę Antończyk, Marię Kołodziej, Mariana Brzyszkowskiego i Sylwestra Piksę.

Po części modlitewno-refleksyjnej udano się do pobliskiej restauracji. Bisia otwarła uroczystość, wychowawcom wręczono naręcza pachnących lilii, zaśpiewano tradycyjne „sto lat” i wzniesiono toast za wzajemną pomyślność. Następnie wychowawca w serdecznych słowach podziękował zebranym za zaproszenie i powitał pierwszy raz uczestniczącego w spotkaniu klasowym Tadeusza Walczaka. Ten po spotkaniu oświadczył, że żal mu spotkań, w których nie uczestniczył, bo o nich nie wiedział, gdyż po drugiej klasie zmienił miejsce zamieszkania. Wychowawca krótko przypomniał przebieg wcześniejszych spotkań, podkreślił ich ważność, ponieważ podtrzymują zawiązane przyjaźnie i więzi z ław szkolnych. Dziś jako prawie seniorzy liczący 59 lat, po latach trudów mogą zaznawać radości życia w ciszy i spokoju. Ten rocznik uczył się jeszcze w budynku starej szkoły, bo Szeroka była wtedy niewielką wioską. Na oczach tej młodzieży następowały wielkie zmiany i wieś awansowała do dzielnicy 100-tysięcznego miasta, młodzież miała też okazję przeżywać i być świadkiem wielkich przemian w naszym kraju. Różnie potoczyły się jej losy, różne zdobyła wykształcenie, różne pełniła zawody, ale łączyły ją wyniesione ze szkoły i domu rodzicielskiego zasady dobrego współżycia.

Kończąc, wychowawca jeszcze raz podziękował organizatorkom za zaproszenie i życzył udanej biesiady. Wszyscy zasiedli do bogato zastawionego stołu. W trakcie obiadu uczestnicy dzielili się wspomnieniami z lat szkoły, z zaciekawieniem oglądali fotografie i pamiętniki z okresu swojej młodości. Tradycyjnie wszyscy uczestnicy wpisali się do pamiątkowej księgi i ustawili się do wspólnego zdjęcia.

Późnym wieczorem zakończyła się miła biesiada z zapowiedzią zorganizowania spotkania po roku, które będzie upamiętniało ich 60 rok życia.

 Leon Białecki

Szeroka w wieku XIX

 

Najważniejszą sprawą, jaką żyje Szeroka już od kilku lat poprzedniego wieku jest budowa nowej świątyni i to świątyni murowanej, prawie takiej samej jak w Krzyżowicach. Buduje oba kościoły ten sam proboszcz, Ignacy Skrzyszowski. Na ten cel założył fundację. Pochodził z rodu szlacheckiego i wspierających fundację znalazł wśród okolicznej szlachty. Ludzie snuli różne domysły, skąd ma tyle pieniędzy? Rozeszła się pogłoska, że pan na Osinach zabił jednego ze swoich poddanych i spalił go w piecu do wypalania cegły. Za ten okrutny czyn jako zadośćuczynienie miał wyłożyć pieniądze na oba kościoły. Pieniądze te w obawie przed złodziejami proboszcz miał ukrywać w lesie boryńskim. Co jakiś czas kazał się wieźć swemu woźnicy na skraj tego lasu. W głąb ksiądz wchodził sam i po jakimś czasie wracał z mieszkiem pieniędzy. Czy polegało to na prawdzie, nie wiadomo. Właściciel Osin mógł wpłacić księdzu pokaźną sumę za swój karygodny postępek, ale na budowę dwóch murowanych kościołów by tego nie starczyło.

W  1801  kościół stał gotowy, ale w stanie surowym. Mistrz z Głubczyc wraz z 10 murarzami pracował nad budową trzy lata. Choroba ks. Proboszcza opóźniła ukończenie budowy. Już jednak w tym samym roku zakupiono stacje Drogi krzyżowej.  Kościół stał gotowy, organy zakupione do starego kościoła mogły nadal służyć w nowym, ale szerocznie byli pozbawieni własnego proboszcza, podlegali pod proboszcza krzyżowickiego. Na początku 1801 wierni z Szerokiej wystosowali prośbę do pana na Pszczynie, swego kolatora, o ustanowienie w Szerokiej własnego proboszcza. Dnia 23 IV tego roku pan pszczyński ks. Ferdynand ustosunkował się odmownie do prośby, twierdząc, że Szeroka nie jest w stanie utrzymać własnego księdza. Dnia 6 II 1802 szeroczanie ponawiają prośbę z uzasadnieniem, że istnieją należne dochody, ale znowu otrzymują odmowę. Ponowną prośbę, tym razem do władz duchownych, skierowuje gmina szerocka, aby przyznano jej chociaż osobnego wikarego przy parafii krzyżowickiej, ale bez skutku. W roku 1802 umiera ks. I. Skrzyszowski, a rok później następuje poświęcenie nowego kościoła, ponownie p.w. Wszystkich Świętych.

W 1802 na północy wsi  powstaje nowy szerocki przysiółek - Odpolany. Szeroka ma więc dwa przysiółki - Kąty i Odpolany. Około roku 1840 na Odpolanach istnieje 8 domów.

W 1804 w Szerokiej – najwięcej w całym państwie pszczyńskim - padło bydła z powodu chorób zakaźnych. Budowniczy książęcy przeprowadził tu pomiary wszystkich gruntów.

 Przez Pszczynę w 1805 r. przemaszerowały rosyjskie wojska pod dowództwem ks. Konstantego z odsieczą Austrii, podczas wojny z Napoleonem. W wojnach napoleońskich brali też udział szeroczanie, a trzej z nich: Szymon Winkler, Matusz Motz i Matusz Nowok ponieśli w tej wojnie śmierć.

W latach 1807 i 1808 w państwie pszczyńskim, w tym w Szerokiej, stacjonował regiment francuskich huzarów. Dominium musiało ich utrzymywać i choć chłopi żyli w nędzy, wymagano od nich składki na wysokie kontrybucje wojenne. Zachowało się u nas takie wspomnienie z tych czasów: Jeden huzar zatrzymał się przy pewnej studni w Szerokiej na dolnej wsi, pragnąc napić się wody. Gospodyni domyśliła się tego i wyszła z chaty z kubkiem w ręku. Huzar wziął kubek, obracał go długo w ręku i raz po raz spoglądał na gosposię, niezdecydowany, czy nabrać nim wody z wiadra, czy zrezygnować z picia. Bowiem gospodyni uśmiechając się, pokazała resztki czarnych zetlałych zębów. - Z której strony piła z tego wyszczerbionego kubka ta bezzębna kobieta? – zastanawiał się i wreszcie bardzo spragniony wypił z wyszczerbionej strony, mając nadzieję, że kobieta piła z innego miejsca. Ucieszona gospodyni na migi dała mu znać, że ona też pije z tej strony i zachęcała, by nabrał jeszcze więcej wody. On jednak podziękował, wsiadł na konia i pognał jak wicher, nie zważając na płoty.

Najbogatszym szeroczaninem był wówczas karczmarz Stencel, który w 1808 do kościoła  ufundował nowe tabernakulum, choć jeszcze do starego ołtarza. Nowy ołtarz wybudował dwa lata później Sedlaczek z Frysztatu, zaś w 1816 r. parafianie ufundowali do kościoła obraz Wszystkich Świętych, namalowany przez Franciszka Frőmela z Moraw.

W r. 1809 na terenie Szerokiej książę przeprowadził wiercenia w poszukiwaniu węgla kamiennego. Natrafiono tylko na pokłady gliny i piasku.

W roku 1810 cesarz specjalnym edyktem zniósł dziedziczne poddaństwo chłopów. Ośmieleni tym edyktem 22 V poddani z Szerokiej i innych wsi podległych administracji dworskiej w Mizerocie wytoczyli proces przeciwko księciu pszczyńskiemu z powodu nadmiernych obciążeń pańszczyźnianych i osiągnęli w pierwszej instancji sądowej korzystne dla siebie orzeczenie. Dominium jednak zaskarżyło wyrok. Do Mizerowa przybyli komisarze i chcieli rozmawiać z przedstawicielami wsi - z Szerokiej z siodłakiem Foksem i chałupnikiem Jonkiem Piksą. Razem z wymienionymi przybyło wielu innych, twierdząc, że nie potrzebują żadnych delegatów, gdyż wszyscy przybyli każdy za siebie oraz każdy za wszystkich. Ponadto oświadczyli, że jeśli nie otrzymają ustalonej w nowym polubownym orzeczeniu macki zboża (4kg) od dominium, to wtedy nie będą wykonywać żadnych robocizn. Wobec takiego stanowiska do zakończenia sprawy sprowadzono wojsko, które użyło broni, 5 osób uwięziono. Zniesiono tylko poddaństwo chłopów, ale powinności wobec dworu musieli nadal wykonywać bezpłatnie.

W następnym roku wybucha powstanie chłopskie na całym Górnym Śląsku. Chłopi z Szerokiej biorą w nim czynny udział. Niepokoje zaczęły się 12 II. Szeroczanie wspólnie z chłopami z Boryni, Marklowic, Jastrzębia domagali się od Schlutterbacha z Boryni, deputowanego z powiatu pszczyńskiego, „edyktu wolności”. Schlutterbacha pobito i obrabowano i do tego upokorzono. Musiał bowiem chłopom nabijać fajki. Szeroczanie udali się też do Baranowic, by wziąć zemstę na właścicielkach tamtejszego majątku. Znieważono wtedy wdowę i córkę po właścicielu. Zmuszono je razami do czterokrotnego wystawienia rewersu o rezygnacji z powinności od swoich wsi i że pokryją wszystkie koszty związane z konfliktem gmin z dworem. Chłopi z Szerokiej działali poza obrębem swojej wsi, by nie zostali rozpoznani przez dzierżawcę własnego pana.

Panom na Pszczynie stale brakowało pieniędzy na utrzymanie dworu i w latach 1812 – 1832  kamera pszczyńska miała w obiegu własne banknoty zamiast gotówki, od 5 groszy do 10 talarów. Książę nie zyskał, lecz stracił na tym interesie. Zyskali natomiast sprytni Żydzi.

W 1816 r. książę Ferdynand zakupił w Szerokiej majątek Tymana i włączył pola do szerockiego folwarku. W całym państwie pszczyńskim zarządzono szczepienie krów przeciw ospie bydlęcej.

W szkole w roku 1817 uczy w tutejszej szkole Józef Jenske, a  po nim Józef Golucki, zmarły w wieku 22 lat. Był budowniczym nowej murowanej, choć parterowej szkoły w 1828 r. Ponieważ kolatorem był książę pszczyński Jan Hochberg XI, dominium księcia pokryło ¾ kosztów budowy. Uczyło się w niej 130 dzieci. Dochody nauczyciela składały się z rocznych poborów w wysokości 50 talarów reńskich, 18 szefli zboża, 10 cetnarów siana i 9 sążni drewna. Miał też do dyspozycji trzy grządki deputatowe.

W roku 1818 z powiatu raciborskiego zostaje wyodrębniony powiat rybnicki. Szeroka zostaje w powiecie pszczyńskim przy granicy z powiatem rybnickim, graniczy z Gogołową z nowego powiatu.

Śląsk należy nadal pod Prusy. W r. 1819 wprowadzono w całym państwie nowe pruskie miary i wagi.

Na skutek częstych pożarów, w roku 1820 w  powiecie pszczyńskim znowelizowano instrukcję przeciwpożarową. Powołano inspektorów ogniowych. Wprowadzono obowiązkowe ćwiczenia w zakresie gaszenia ognia.

W 1821 r. biskup wrocławski Emanuel Schimonski przejmuje cały dekanat pszczyński należący dotąd do biskupstwa krakowskiego. Wskutek tego zostały zerwane ostatnie więzy pomiędzy Górnym Śląskiem a Polską. Jednak parafia szerocka, choć wchodziła w skład powiatu pszczyńskiego, od początku należała do dekanatu żorskiego, a tym samym podlegała zawsze pod biskupstwo wrocławskie.

Chociaż chłopi na początku tego wieku uzyskali wolność osobistą i mogli opuścić wieś, większości mieszkańców wsi to niewiele dało, bo ci, co mieli pole, wsi nie opuścili i nadal musieli odrabiać pańszczyznę sprzężajną, tzn. uprawiać pańskie pole swoimi wołami i swoim sprzętem. Ten przymus zniesiono dopiero w r. 1822.

Razem z wprowadzeniem obowiązku szkolnego na Śląsku nauczano tylko po niemiecku. Wiadomo, jak mogła wyglądać taka nauka, gdy ludzie na wsi posługiwali się tylko gwarą polską. Zatem światlejsi Ślązacy wywalczyli w 1826 r. wprowadzenie do szkół na Śląsku lekcji nadobowiązkowego języka polskiego.

Książę pszczyński chociaż nie był właścicielem wszystkich ziem w powiecie pszczyńskim nadal miał władzę nad całym powiatem, jednak od roku 1827 wójtów nie zaprzysięgała już Kamera księcia, lecz landraci stojący na czele powiatu.

Wielką plagą tamtych lat były zarazy zwierząt hodowlanych, kiedy ginęły one masowo. W Szerokiej pojawiła się zaraza bydlęca. Długo trwające deszcze spowodowały zamulenie łąk w Szerokiej i siano nie nadawało się do użytku. To i bardzo liche zbiory w tym roku w znacznym stopniu ograniczyły hodowlę trzody i bydła w dominium i u gospodarzy.

W latach  1829 –1839 na stanowisku nauczyciela jest Jan Cyganek. Cyganek nie wypełniał dobrze swego zawodu i ze stanowiska został usunięty. Wg zarządzenia Królewskiej Rejencji przy wszystkich wiejskich szkołach mają być zakładane szkółki drzewek.

Dominium pszczyńskie zastrzegło sobie prawo do wszystkich kopalin na terenie księstwa. Traktuje je jako swoją własność i zamierza je wykorzystać w całości ( kamienie, węgiel, popiół). Zarządy policji w regionie zostały przekazane pod nadzór dominiów.

W latach 1830 i 1831 jako kapelan szerocki występuje cysters z Rud, Tobiasz Marx, mieszkający w jednej izbie szkolnej, trzy lata później zmarł w Krzyżowicach w wieku 51 lat.

Z powodu śmierci arcyksięcia Fryderyka Ferdynanda nakazano w całym państwie 6-tygodniową żałobę. Przez 6 dni w południe miały dzwonić dzwony z wież kościelnych w całym księstwie, także w Szerokiej. Przez 8 dni nie odbywały się żadne zabawy. Wskutek lichych zbiorów zbóż i ziemniaków zabrakło ich na zaspokojenie potrzeb wszystkich mieszkańców i niektórzy cierpieli głód.

W 1831 r. w związku z niepokojami w Warszawie wyszło z landratury (ze starostwa) zarządzenie o natychmiastowej mobilizacji całej Landwehry (armii krajowej), nawet rezerwy wojennej. W latach 1831 – 35 przeprowadzono pomiary lasów pszczyńskich. W następnych latach 1835 – 1836 sprzedano z tych lasów bardzo dużo drzewa dębowego. Rzemieślnicy z Turyngii przerabiali je na klepki do beczek.

We wszystkich kluczach gospodarczych ulepszono w 1834 pranie owiec przez założenie własnych pławialni w związku z wysoką ceną wełny. Z tego też powodu zwiększono pogłowie owiec w gospodarstwach dominium pszczyńskiego, w tym w szerockim. Wg zarządzenia księcia w kluczach gospodarczych ma być zniesiona hodowla świń i ptactwa domowego jako nieopłacalna. Natomiast wprowadzono uprawę rzepaku na olej. Tereny łowieckie w Szerokiej wydzierżawiono podporucznikowi Sargankowi, właścicielowi majątku Gogołowa Dolna.

W 1835 r. wprowadzono na Śląsku instytucję sędziego rozjemczego. Instytucję tę polecono prowadzić nauczycielom. Odtąd nauczyciel godził powaśnionych sąsiadów czy nawet rozstrzygał spory rodzinne. Chłopi znowu odmawiają odrabiania pańszczyzny. Panowie stosują środki egzekucji, ale ich stan jest zagrożony, bo chłopi domagają się nie tylko zniesienia pańszczyzny, ale i uwłaszczenia.

Książę traci prawo pobierania myta. Odtąd pobierają je urzędnicy starostwa. W Boryni  do pobierania myta książę wybudował Rogatkę. Myto przy niej pobierano do I wojny światowej.

  • 1838 – Zawieszono w kościele średni dzwon.

Funkcję nauczyciela w Szerokiej podejmuje  w 1839 r. Jan Michał Ryszka i pełni ją do 1887 r. Kierował szkołą w Szerokiej przez 48 lat. Zmarł 6 września 1892 roku. W Szerokiej żyją jeszcze jego potomkowie. W pogrzebie prócz licznych parafian uczestniczyło 20 nauczycieli z okolicy. Za jego czasów nastąpiła poprawa wynagrodzenia nauczycieli. Dotąd w gotówce i naturaliach wynosiło ono 224 talary reńskie, a wzrosło do 330 talarów reńskich. W roku 1878 wybudowano przy szkole pierwszą studnię. W 1881 ustanowiono tu stanowisko nauczyciela pomocniczego. Tym drugim nauczycielem został do roku 1886 Gustaw Blasel.

Wreszcie nastąpiło uwłaszczenie chłopów szerockich. Do realizacji ustawy o uwłaszczeniu przybył do Szerokiej królewski komisarz z miernikami i ich pomocnikami, i zakwaterował się we dworze, co wpłynęło stronniczo na korzyść dworu przy wymierzaniu gruntów dla chłopów. Użytkownicy niedziedziczni za koszta pomiaru tracili połowę użytkowanej przez nich ziemi, siodłacy – użytkownicy dziedziczni tracili 1/3 gruntu. Chłop zalegający z powinnościami wobec dworu tracił całą ziemię. Kilku zasobniejszych siodłaków, między innymi Bronnowie i Michalikowie, których ziemia ciągnęła się aż do lasu Boryniok, nie zalegało z robocizną i podatkiem, a koszta pomiaru pokryli sami, zdołało zatrzymać całą ziemię dla siebie. Techniczne wykonanie pomiarów i wytyczenie granic było przeprowadzone dokładnie i sprawnie. Pod zewnętrznymi kamieniami granicznymi stawiano pionowe sześciokątne rurki z palonej gliny. W ten sposób zostały okamieniowane, a potem naniesione na mapy gruntowe wszystkie punkty graniczne. Orzeczenia własności wpisano do ksiąg wieczystych, istniejących do dziś w urzędzie sądowym w Jastrzębiu Zdroju.

Po akcji uwłaszczeniowej 1200 mórg ziemi po prawej stronie Pszczynki przypadło księciu. Obszar leżący po lewej stronie tej rzeczki razem z polem farskim, sięgający do granicy Świerklan i Gogołowej przeznaczono dla rolników mieszkających po obu stronach Pszczynki. W sumie stanowiło to 1800 mórg. Rolnicy ze strony południowej otrzymali niewielkie działki przydomowe, a resztę ziemi po stronie przeciwnej, tę zabraną rolnikom ze strony północnej. Taki stan rzeczy często komplikował dojazdy rolnikom na swe pola.

Dominium szerockie liczące na początku XIX wieku 300 mórg powiększyło się w 1839 sześciokrotnie w wyniku odszkodowania w ziemi oddanej przez chłopów za ich uwłaszczenie.

W  1840 powstał folwark Ludwigshof - Ludwikówka w odległości 1km na południe od dworu z części chłopskich gruntów przy ich uwłaszczeniu. Dominium szerockie liczy 1646 mórg  (morga=0,25 ha), w tym119 ha łąk i 7 ha stawów.

Według danych rządowych 95% ludności powiatu pszczyńskiego posługuje się językiem polskim.

Dnia 1 maja 1842 wyszło rozporządzenie zwalniające kmieci i zagrodników z pańszczyzny poza jednym dniem w tygodniu. Za uwłaszczenie chłopi mieli płacić czynsz, płacili go częścią swej ziemi, przez co folwarki książęce zwiększyły swe obszary.

  • W   1843  w Szerokiej w 75 domach mieszkało 721 mieszkańców, w tym 6 ewangelików i 3 Żydów.

Od końca 1844 Peterek z Żor sprawował urząd sędziego patrymonialnego dla Szerokiej.

W latach czterdziestych szerzyło się pijaństwo i demoralizacja. Ks. Alojzy Ficek, prob. z Piekar Śl. zapoczątkował zakładanie przy parafiach Towarzystw Wstrzemięźliwości. Akt przystąpienia do Towarzystwa miał uroczysty charakter. Odbywało się zaślubienie adeptów, zapisanie ich do specjalnej księgi i wręczenie tzw. wykazu przyjęcia, czyli kartki z wizerunkiem Matki Boskiej, formułą przyrzeczenia i cytatami Pisma Świętego oraz z nazwiskiem przystępującego. Skutkowało to tym, że karczmy pustoszały, gorzelnie upadały. Na całym Górnym Śląsku były one powszechne, popierane przez biskupa. Jednak po paru latach karczmy znowu się zapełniły.

  •     1845 – W dokumentach występują równocześnie nazwy Timmendorf i Szeroka.

 Wieś korzysta z poczty w Żorach.

Szerocki majątek księcia pszczyńskiego podlega pod zarząd dóbr w Mizerowie. We dworze mieszka 75 osób, we wsi 721, w tym 6 protestantów, 3 Żydów. Jest tu 1 kościół katolicki, ale wieś należy do parafii w Krzyżowicach z braku księdza na miejscu. Kolatorem kościoła jest pan na Pszczynie. W księstwie pszczyńskim nastąpiło zniesienie pańszczyzny pieszej.

Na nową prośbę o własnego kapłana wystosowaną w roku 1846 arcybiskup Melchior von Diepenbrok odpowiada, że przydzielając nowego księdza, zostałyby uszczuplone dochody parafii krzyżowickiej, a dochody proboszcza szerokiego byłyby bardzo skąpe. Takie odmowy, ale słowne zostały przekazane delegacji szeroczan jeszcze w latach 1849 i 1852. Szeroczanie nie ustawali w walce o księdza do własnego kościoła i wysyłali następne petycje. W roku 1855 arcybiskup Henryk Froter zwrócił uwagę gminie na brak księży dwujęzycznych, a takie wymagania odnośnie księży stawiały władze świeckie. Przy dalszym trwaniu szerockich wiernych w domaganiu się o własnego księdza, Biskup podniósł znowu sprawę zubożenia proboszcza krzyżowickiego, nawet byłoby według niego zagrożone dalsze trwanie proboszcza w Krzyżowicach.

  • W roku  1846 następuje uwłaszczenie zagrodników i chałupników.
  • 1846 – 1848 - W Szerokiej i okolicy panuje głód z powodu nieurodzaju głównie ziemniaków, podstawowego pożywienia wieśniaków. Na tyfus głodowy umiera co piąty mieszkaniec Szerokiej, a w całej ziemi pszczyńskiej 11%  ludności.
  • 1848 – Nadanie Gminie Szeroka herbu. Przedstawia on dziesięć palących się świec. Nawiązuje do kościoła p. w. Wszystkich Świętych.

      5 IV - Kamerę  książęcą zamieniono na generalną dyrekcję dóbr.

  • 1 IV 1849 – Zniesiono wszystkie sądy patrymonialne w księstwie i powołano Królewski Sąd Powiatowy w Pszczynie.
  • 1850 – Zaczęto znosić świadczenia pańszczyźniane w księstwie pszczyńskim. Do tego roku chłopi musieli pilnować zabudowań dworskich i pól pańskich, bezpłatnie musieli uczestniczyć w nagonce na polowaniach. Utrzymała się jednak władza szlachty nad wsią.
  • 1855 – Gmin szerocki stawia krzyż po lewej stronie bramy bocznej na cmentarz w podzięce za uratowanie się od śmierci głodowej w poprzednich latach.
  • 1856 – Ukazała się nowa (pruska) ordynacja gmin wiejskich i odtąd zarząd gminy stał się bardziej samodzielny, nie był już tak bardzo zależny od dominium.

W Szerokiej wójtem jest Franciszek Klima.

  • 1857 – Liczba katolików w Szerokiej wynosi 654 a ewangelików 7. Pod koniec 1859 roku szeroczanie rozpoczęli budowę plebanii
  • 1858 – Biskup wrocławski po wielu prośbach zezwala na wznowienie samodzielnej parafii w Szerokiej.
  • 1859 - W Szerokiej zostaje wybudowane probostwo i budynki gospodarcze według planu mistrza murarskiego Lorenza z Rybnika. Za drewno z szerockiego lasu musiano zapłacić proboszczowi krzyżowickiemu 253 talarów 24 gr. srebrne.  Rolę proboszczowską dzierżawią chłopi. Do roku 1860 do Szerokiej dojeżdża kapelan z Krzyżowic.
  • 1860 – Parafianie otrzymują własnego duszpasterza w charakterze administratora, ks. Jana Kleinerta urodzonego w Wielkich Strzelcach. Za jego czasów ukończono budowę zabudowań gospodarczych przy plebanii.

            Ksiądz otrzymywał meszne (ofiara za odprawianie Mszy św.) i opłaty za inne posługi duszpasterskie (śluby, chrzty, pogrzeby) oraz należność za wydzierżawione pole farskie od 13 chłopów w wysokości 130 talarów. Wydzierżawiano 55 mórg, reszta ziemi stanowiła gospodarstwo farskie.

W Szerokiej jest 743 katolików i 13 ewangelików.

Książę Jan Henryk patronuje 18 parafiom, lecz nie uznaje swego patronatu nad parafią szerocką.

  • 1861- Bambuła wieży kościoła szerockiego została pokryta blachą.
  • 1862 – Po uwłaszczeniu po raz pierwszy chłop tutejszy wziął udział w wyborach. Były to wybory pośrednie do sejmu pruskiego (Landtagu). „Walmanów”, którzy dopiero  posła obierali, wyznaczył starosta. Z Szerokiej zostali nimi siodłacy Jan Bronny oraz Mateusz Ździebło.

 W wieżyczce na kościele zawieszono sygnaturkę.

  • 1864 – W środku wsi koło kościoła znajduje się dwór, a 1 kilometr na południe od niego nowy folwark, nazwany Ludwigshof – Ludwikówka. Są własnością pana na Pszczynie. Razem z Borynią Dolną dzierżawi je p. Műller. Do majątku w Szerokiej należy 1520 mórg pola, 119 mórg łąk i 7 mórg stawów. We wsi gospodaruje 28 siodłaków na 42 do 80 morgach, 6 zagrodników na 8 do 10 morgach i 39 chałupników z ¾ do 6 mórg ziemi – razem jest tych mórg 2659,w tym 1878 dobrej ziemi, 500 średniej i 281 gorszej, także 13 mórg łąk i 2 morgi nieużytków. We wsi hoduje się razem 38 koni, 163 krów i 48 jałówek. Na polach uprawia się pszenicę, jęczmień, żyto, owies, grykę, koniczynę, ziemniaki, buraki, kapustę i fasolę. Jeden człowiek trudni się krawiectwem, dwaj tkactwem, jeden rzeźnictwem, jeden prowadzi wyszynk. Wszystkich mieszkańców jest 776. Z uprawy pola żyje 342, z zajmowania się rzemiosłem 26. Proboszcz otrzymuje z wynajmu pola 191 talarów, 15 groszy.
  • Od 20 XII 1864 do 22 II 1865 duszpasterzował w parafii ks. Stanisław Lebek
  • 1865 – Zaczęto znosić dziesięcinę.
  • 1866 -Proboszczem został ks. Leon Knappe z Białej. Zaprowadził w szerockim kościele nabożeństwa do Najświętszego Serca Jezusowego, wprowadził nabożeństwa i odpust „portionculi”, w 1868 urządził nabożeństwo maryjne z okazji 100-lecia statuy Matki Boskiej na kopcu świeżo odnowionej, z udziałem księży z okolicy, sprzeciwiał się w 1872 r. usunięciu ze szkoły języka polskiego, godził zwaśnione strony, działał charytatywnie, przyczynił się do upiększenia obejścia kościoła. Doprowadził do zwycięskiego końca spór o patronat nad kościołem szerockim i szkołą z księciem pszczyńskim, trwający kilka lat. Wskutek orzeczenia Berlińskiego Trybunału książę musiał przyznać, że kościół szerocki jest kościołem samodzielnym „Ecclesia matrix” i „mater adjuncta” a nie filialnym i podlega pod jego patronat i podjął zadania patrona. Ks. Knappe pełnił też funkcję lokalnego inspektora szkolnego. W 1882 poświęcił pierwszą szkołę w Boryni.
  • 1867 - 74 – Wójtostwo gminy szerockiej dzierży Mateusz Ździebło. Wieś liczy 655 mieszkańców. Płacili oni 183 marki podatku dochodowego.
  • 1870/71 – Toczy się wojna Prus przeciw Francji. Szeroczanie walczą po stronie Prus.
  • 1872 - Odbywają się pierwsze misje w Szerokiej. Prowadzi je Atanazy Kleinwächter                          z Góry św. Anny. Zostały wygłoszone 23 kazania w języku polskim, a 3 w j. niemieckim. Na misje przybyli wierni z kapłanami z całego regionu. Na prawo od głównego wejścia do kościoła postawiono skromny drewniany krzyż dla upamiętnienia tego wydarzenia.

        Wolno było uczyć w j. polskim tylko religii.

  • 1874 – 78 -  Wójtem jest Franciszek Piksa.
  • 1875 –W ramach kulturkampfu uchwalona została ustawa o zarzadzaniu majątkami kościelnymi. Świeckie zarządy kościelne oraz przedstawiciele gmin katolickich mieli nad nimi kontrolę.
  • 1877 - Proboszcz L. Knappe  bierze udział w ogólnopolskiej pielgrzymce do Rzymu z okazji 50 lat sakry biskupiej papieża Piusa IX. Uczestniczyła też 110-osobowa grupa ze Śląska. Polska była wtedy pod zaborami, a Śląsk w granicach państwa pruskiego. Tylko z zaboru rosyjskiego nie była nikogo. Proboszcz szerocki okazał się wielkim pomocnikiem i przewodnikiem dla pielgrzymów wiejskich, nieobytych w obcych krajach, o czym wspominał „Katolik”.
  • 1878, 79 – Funkcja wójta jest ponownie w rękach Mateusza Ździebło.
  • 1879 – Z sądu apelacyjnego w Raciborzu utworzono pięć powiatów sądownictwa krajowego, od października także w Żorach. Do powiatu sądowego w Żorach należały 43 miejscowości, w tym 23 z powiatu rybnickiego, a z pszczyńskiego Borynia i Szeroka. Wójtem do roku 1888 jest ponownie Franciszek Piksa.
  • 1879/80 – W okolicy panuje klęska głodu. W tym czasie jest budowana przez mieszkańców w ramach szarwarku i z ich podatków obecna ulica Powstańców śląskich, główna droga przez wieś.
  • 1883 – Wynaleziono telefon.
  • 1884 –Zaczęła swe urzędowanie pierwsza poczta w Szerokiej w budynku Harza w dolnej części wsi.
  • 1886 – 22 IX Nastąpiło uroczyste wprowadzenie do szerockiego kościoła proboszcza Piotra Sierli. Za jego czasów artysta Gajda z Żor odmalował kościół. Został też poszerzony cmentarz i rozbudowano probostwo. Dnia 28 XII 1904 otrzymał nominację na dziekana prezbiteratu żorskiego.

        Maksymilian Barisch jest adiuwantem w tutejszej szkole od 1 stycznia do 1 maja.

  • 1887 – Stanowisko kierownika szkoły obejmuje Hugon Schuster, wykształcony w seminarium nauczycielskim w Pilchowicach. Drugim nauczycielem, czyli adiuwantem jest tu w latach1886 -1891 Franciszek Herrmann.
  • 1888 – 94 - Ponownym wójtem jest Franciszek Klima.
  • 1891 – Szeroka liczy 962 mieszkańców, w tym 959 katolików, 3 protestantów. Parafia obejmuje wieś zamieszkałą przez 721 mieszkańców – katolików oraz następujące przysiółki: Kąty z 87 katolikami, Odpolany z 58 katolikami i nowy dwór zwany Ludwikówką. We dworze we wsi i w Ludwikówce mieszka 93 katolików, protestantów 3. Dwuklasowa szkoła liczy  80 dzieci katolickich, a kierownikiem szkoły jest Józef Twardy, proboszczem - ks. Piotr Sierla, który czekał rok na zatwierdzenie go przez kolatora - pana pszczyńskiego. Powszechnie jest używany j. polski. Szeroka podlega pod rejon policyjny w Warszowicach.
  • 1894 -1896 - Rolę adiuwanta pełni w szkole Franciszek Lompa.
  • 1895 – 1903 – Jan Bronny pełni funkcję wójta.
  • 1896 - Urodził się w Szerokiej Henryk Sławik, nazywany polskim Wallenbergiem, który uratował na Węgrzech tysiące Polaków w czasie II wojny światowej, w tym pięć tysięcy polskich Żydów, a sam został zamordowany. Został odznaczony Medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.

Adiuwantem w szerockiej szkole jest do 1898 r. Berta Mende, jako pierwsza nauczycielka w tej szkole. Wysoka liczba uczniów skłoniła rejencję królewską do ustanowienia tu trzeciego stanowiska nauczycielskiego. W tym roku pełni je Wilhelm Siebrand, a po nim do roku 1897 Wiktor Mendel..

Przy zawieraniu małżeństwa szeroczanin Szkróbka założył sobie pamiętnik rodowy stanu osobowego w j. polskim, który się zachował.

  • 1897 - Powstaje we wsi straż ogniowa, założona przez kowala Franciszka Bronnego, przekształcona później w Ochotniczą Straż Pożarną - OSP. Kontynuuje ćwiczenia w gaszeniu pożarów wprowadzonych już w 1820 r.
  • 13 I 1898 - Poczta wprowadziła w całym państwie pruskim telefony w każdej miejscowości w celu umożliwienia połączenia z miastem powiatowym. Z telefonu można było korzystać za opłatą. W Szerokiej telefon był na poczcie, miał go też dzierżawca dworu.

            Adiuwantem od 1 VII 1898 1 XI jest Alfred Keiser a od 1 XI 1998- 1 V 1902 jest nim Ryszard Wydra, a trzecimi nauczycielami: Jan Filipowski ( 16 VI 1897) i Józef Fischer (1 III 1898 - 1 II 1899). Po nim Feliks Kilbert.

  • 1899 – 1 X Nowym kierownikiem szkoły zostaje Józef Twardy wykształcony w seminarium w Pyskowicach. Po 10 latach nauki w tut. szkole przeszedł w stan spoczynku.

            Ludzie we wsi trudnili się następującymi zajęciami: tkactwem - A. Weber, Sz. Zorychta, J. Frysz i Sz. Swoboda; kowalstwem: Franciszek Bronny, krawiectwem: P. Szneider, M. Thyman, Sz. Fajkis, Wincenty Sławik kołodziejstwem: Redler, Gwoździk, ciesielką: W. Czempiel; szewstwem: Szymon Winkler, J. Jadamski. Malarzami pokojowymi byli Jerzy i T. Nowakowie; masarzami Antoni i Ludwik Getlerowie, piekarzami Weismannowie. Był też we wsi listonosz. Młyn na agregat uruchomił i prowadził Józef Lepszy. Agregat z młyna zaopatrywał w energię elektryczną także kościół i dwór.

            We wsi istnieje około 56 stawów

Z braku pracy dla niektórych na wsi trwa exodus szeroczan do okręgu uprzemysłowionego w okolicach Katowic. Samych chałupników mieszkało we wsi 46 i cała masa komorników. To głównie oni szukali pracy i chleba na tzw. „hutach”, czy „werkach”. Tam przyjmowali pracę na kopalniach, mieszkali w tymczasowych mieszkaniach na familokach. Niektórzy ciułali pieniądze, by dokupić pola i wrócić na wieś, inni zadomowili się w familokach, a w chlewikach chowali tucznika, co ich ratowało od codziennej biedy w późniejszych latach kryzysu gospodarczego.

Opracowała Helena Białecka

 

Juliusz Roger lekarz i miłośnik polskich pieśni na Śląsku

Tak się składa, że Badenia-Wirtembergia - jeden z niemieckich landów, stała się nam bliska, chociażby dlatego, że mieszkańcy Güglingen, miasta tej ziemi, od kilkudziesięciu lat są w posiadaniu szerockiego Dzwonu Gwiaździstego. Wspomniany zabytkowy XVI - wieczny dzwon, zabrany przez faszystowskie Niemcy z wieży szerockiego kościoła w 1942 r. ocalał i jak zapewniają władze  Güglingen,  przywiozą  go  w  lecie do Szerokiej.

W nawiązaniu do czekających nas odwiedzin Niemców, pragnę ukazać piękną postać lekarza Juliusza Rogera, który urodził się 28 lutego 1819 też w Wirtembergii, w  miejscowości Niedertotzingen koło Ulm, w urzędniczej rodzinie. Od 9 roku życia mieszkał w Augsburgu, gdzie ukończył gimnazjum.

Jako 20-latek wstąpił do nowicjatu benedyktynów, jednak ze względów zdrowotnych musiał go opuścić. Zaczął studia fiolozoficzne w Monachium, ale ostatecznie postanowił studiować medycynę, którą ukończył ze specjalizacją okulistyki. Przez pewien czas pracował jako asystent w klinice uniwersyteckiej w Tybindze. Poza pracą zawodową zajmował się entomologią (badanie owadów), co zaowocowało wydaniem różnych publikacji z tej dziedziny. W 1847 r., w czasie szerzącego się w zastraszający sposób tyfusu głodowego na ziemi śląskiej z powodu kilkuletnich nieurodzajów, książę Wiktor I Raciborski wbrew zakazowi władz pruskich sprowadził młodego lekarza, jako swojego lekarza przybocznego, z dalekiej Wirtembergii. Ludzie wówczas marli tysiącami, wyludniały się całe wsie. Tyfus nie oszczędził też naszej miejscowości. Jak podają księgi zgonów  parafii krzyżowickiej, do której wtedy włączona była Szeroka, zmarło wówczas 448 wiernych, (co piaty parafianin) a ocaleni szeroczanie wznieśli krzyż przed bramą kościelną w 1855 roku z napisem : Fundator – gmin  szerocki.

Młody lekarz J. Roger zajął się energicznie zaniedbanym lecznictwem i zwalczaniem epidemii. Był człowiekiem wrażliwym na ból i cierpienie biednych, których leczył bezpłatnie; przy niezbyt wysokiej pensji wspierał ich również materialnie. Wszędzie szukał sponsorów i zwracał się do nich o pomoc dla umierającego z głodu i choroby ludu śląskiego. Jego prośby dotarły do bogatych nie tylko w Europie. Dzięki tej akcji w późniejszych latach wybudowano szpital w Rudach, rozbudowano szpital w Pilchowicach i rozpoczęto budowę lecznicy w Rybniku, która na cześć fundatora nosi imię jego patrona: Szpital św. Juliusza. Opiekował się też sierotami, które pozbawione rodziców zmarłych na tyfus często były wywożone do Niemiec, z których już nigdy nie wracały na Śląsk do swoich.

Juliusz Roger podczas swoich wizyt lekarskich zetknął się ze śląskimi pieśniczkami, które go ujęły oryginalnymi melodiami. Aby zrozumieć ich treść nauczył się języka polskiego. Kiedy zaraza wygasła, około 1849 roku oprócz pełnionego zawodu lekarza zaczął systematycznie zbierać śląskie pieśni, zapisywać ich melodie. Pomagał mu w tym Karol Schmidt, kapelmistrz orkiestry książęcej w Raciborzu.

Należy wspomnieć, że w tym czasie wzrosło zainteresowanie twórczością ludową. Interesował się nią prof. literatury i j. niemieckiego na Uniwersytecie Wrocławskim, August Henryk Hoffman. Na Górnym Śląsku i Śląsku Cieszyńskim czynili to Józef Lompa i Paweł Stalmach, który w 1849 r. wydał „Zbiór pieśni słowiańskich.  To właśnie z nimi nawiązał kontakt Juliusz Roger. Ten zasłużony lekarz po czternastu latach zebrał 546 pieśni, w tym 294 z melodiami, zgrupował je w 19 działach: pieśni wojackie, myśliwskie, pasterskie i rolnicze, rzemieślnicze i młynarskie, cygańskie ballady, pieśni miłosne, poważne i żartobliwe, weselne, małżeńskie, pijackie, wiosenne, pogrzebowe, pożegnalne, majowe, kolędowe, zwierzęce i inne o rozmaitej treści.

W 1863 roku dzięki wydawcy Hugona Skutschta za cenę 2000 talarów ukazała się publikacja autorstwa Juliusza Rogera pt.: „Pieśni ludu polskiego na Górnym Szląsku”. W przedmowie do wydanego dzieła, między innymi Juliusz Roger pisze: „ … Ale lud wiejski, górnoszląski prawie wszędzie w przeważającej większości jest polski, … mowa polska Górnoszlązaków w ogóle jest tym samym językiem, jakim mówi wiejski lud polski poza krańcami Górnego Szląska”.Swoje dzieło J. Roger dedykował księciu Wiktorowi I Raciborskiemu.

Intensywna praca i wszechstronna działalność J. Rogera została nagle przerwana przez niespodziewaną śmierć w dniu 7 stycznia 1865 roku. Zmarły liczył zaledwie 46 lat. Pogrzeb odbył się cztery dni później w Rudach. W ostatniej drodze zmarłego towarzyszyły mu tłumy ludu z całej okolicy i liczni przedstawiciele ówczesnego świata lekarskiego i arystokracji.

W miejscu śmierci wzniesiono krzyż z napisem ( w tłumaczeniu) „Juliusz Roger zmarł 7 stycznia 1865 roku. Pozostałeś w naszych sercach tym, czym byłeś: bogaty w wiedzę i dobroć, przyjacielem, dla ubogich ojcem”.

Po upływie ponad stu lat od ukazania się pierwszego wydania „Pieśni ludu polskiego na Górnym Śląsku”, w 1976 r. wznowiono w Opolu zbiór w postaci wydania fototypicznego ( wierna kopia oryginału).

Sumując, trzeba pamiętać, że ten nieprzeciętny człowiek, jakim był J. Roger,  wielce zasłużył się, choć będąc Niemcem, uratował od niepamięci śląskie - polskie pieśni ludowe. Dzięki Hoffmanowi von Fallersleben śląskie pieśni ludowe w wersji niemieckiej ukazały się również na terenie całego państwa pruskiego.

Nagrobek Juliusza Rogera w Rudach na cmentarzu przy kościele pw. św. Magdaleny

Trzeba przypomnieć, że w czasie działalności J. Rogera Górny Śląsk znajdował się pod twardym, wynaradawiającym panowaniem pruskim. Pomimo systematycznej akcji germanizacyjnej ziemia śląska pozostała obszarem zamieszkałym przez lud polski. Graniczy to niemal z cudem. Śląsk będąc ponad 600 lat poza granicami Polski zachował mowę swoich przodków.

 Niżej umieszcza się kilka wersów jednej z popularnych pieśni   ze zbioru Juliusza Rogera. Powstała ona w pierwszej połowie XIX wieku, a  znaleziona w powiecie rybnickim. Znajduje się w dziale pieśni myśliwskich

    Szła dzieweczka do gajeczka do zielonego.

    Nadeszła tam myśliweczka bardzo ładnego.

                                                     O mój miły myśliweczku, bardzom ci rada.

                                                     Dałabym ci chleba z masłem, alem już jadła.

Refren współczesny zaczynający się od słów : Gdzie jest ta ulica … został  dodany niedawno.

Pieśni ze śpiewnika Rogera śpiewają nie tylko nasze zespoły folklorystyczne, ale obecne są na różnego rodzaju biesiadach, a niektóre  śpiewane też są  w innych regionach naszego kraju.

Opracował Leon Białecki

 

 

 

Wiek XVIII w Szerokiej

Życie szeroczan po wszystkich przykrych doznaniach wieku XVII wracało powoli do normy. Nadal budowano tylko drewniane budynki bez kominów, ale do okien wstawiano już szyby, na ścianach zawieszano obrazy święte i drzeworyty. Pierwsze kominy w dotychczas kurnych chatach pojawiły się około roku 1730, ściany oraz sprzęty w izbie mieszkalnej nie były odtąd zadymione. Spokojne życie zakłócił nowy atak dżumy. Z obawy przed rozprzestrzenianiem się tej strasznej, śmiertelnej choroby, targ w Żorach został zawieszony. Nie można było w mieście ani niczego sprzedać, ani kupić przez kilka tygodni.

Już nie, co trzecią, a co drugą niedzielę mieli szeroczanie niedzielną mszę św. we własnym kościele, a kilkanaście lat później wikarzy krzyżowiccy odprawiali msze w Szerokiej już w każdą niedzielę, choć jeszcze w 1719 r. przeważali liczebnie ewangelicy nad katolikami, 200 na 80. Jednak z roku na rok katolików przybywało. Księża przyjeżdżali z Krzyżowic, bo stare niezamieszkałe probostwo szerockie się zapadło i trzeba je było rozebrać. Wpływ na zwiększanie się liczby katolików miało wiele czynników, głównie częstszy kontakt mieszkańców z księdzem katolickim, a między innymi i to, że pochówki ewangelików odbywały się na wyodrębnionym, gorszym miejscu cmentarza.

Katolicki proboszcz był też odpowiedzialny za naukę szkolną. W 1701 r. powołał na nauczyciela Jakuba Karola Połomskiego, rodzonego syna poprzedniego zmarłego nauczyciela, Urbana Połomskiego. W r. 1707 zawieszono w wieży kościelnej nowy duży dzwon z napisem: Płynąłem przez ogień. Ulał mnie Jerzy Ignacy Maderhofer w Opawie. Święty Józefie módl się za nami. I ten dzwon wiszący później w obecnym kościele podobnie jak Dzwon Gwiaździsty został zarekwirowany przez okupanta i też ocalał. Wisi w kościele w Niemczech w parafii Ganderkaese. Syn nauczyciela Jakuba, Paweł, ożenił się z Zofią Kubła i od r. 1732 jest tu nauczycielem, jako trzeci z rodu Połomskich, do r. 1764. Jego siostra Agnieszka wyszła za mąż za Jana Jastrzębskiego. Jej ślub odbył się w tutejszym kościele, co stanowiło wielkie wydarzenie dla całej wsi. Tańczono w karczmie prowadzonej przez Błażeja, a masarz Jerzy przygotował wyroby na to wesele. Poprzednim masarzem był Tomasz Nowak.

Przed rokiem 1725 wybudowano w Szerokiej dom czynszowy obok kościoła. W domu tym zamieszkał chałupnik, który obrabiał proboszczowi pole, płacił czynsz, ale za pracę otrzymywał jedzenie. Prawdopodobnie wykonywał dodatkowo jakieś rzemiosło. W 1730 r. w całym państwie pszczyńskim podjęto wprowadzenie na próbę trójpolówki, która miała dawać z pola więcej zysku niż dwupolówka przez niezostawianie roli odłogiem. Sześć lat później siedzibę klucza gospodarczego z Wisły Małej przeniesiono do Mizerowa i Szeroka podlegała pod ten klucz. Szeroccy chłopi skazani wyrokiem przez sąd wiejski udawali się po karę do Mizerowa, bo tam były wszystkie narzędzia do stosowania kar, takie jak np. kłody, klatki i dyby.

We wsi przybyło rzemieślników. Zawód tkacza wykonywali Szymon Zorychta, Jan Frysz i Szymon Swoboda. Ubrania szyli Maciej Teman i Szymon Fajkis, a buty szyli i naprawiali Szymon Winkler i Jerzy Jadamski. Wójtostwo pan na Pszczynie powierzył Urbanowi Zielonce, który na czas pełnienia służby został zwolniony z prac pańszczyźnianych. Był pośrednikiem między gminą a panem.

Do połowy XVIII wieku nazwiska chłopskie nie były dziedziczne. Nowy gospodarz nabywał zazwyczaj nowe nazwisko od „statku”, czyli od gospodarstwa, do którego się wżenił. Dochodziło do tego, że jeden gospodarz miał nieraz aż trzy nazwiska (gdy np. jako wdowiec ożenił się ponownie) i nie wiedział, które jest prawdziwe, dlatego w sądzie podawał wszystkie trzy.

Nie minęło sto lat od zakończenia wojny 30-letniej, gdy wybuchła na Śląsku nowa wojna. Trwała przez dwa lata (1740 - 1742). Walki toczyły się w okolicach Wrocławia i Głogowa, ale wojna skutkowała tym, że cały Śląsk, poza Śląskiem Cieszyńskim, dostał się spod panowania austriackiego, pod panowanie pruskie. Była to tzw. I wojna śląska - między Austrią Habsburgów i Prusami Hohenzollernów.

Już w 1741 r. wychodzi pierwsze rozporządzenie rządowe, mianowicie nakaz sadzenia drzew owocowych wokół domów i drzew liściastych przy drogach. Nakaz bardzo pożyteczny, bo od tego czasu pojawiły się w ogródkach przydomowych naszych przodków szlachetne odmiany różnych drzew owocowych, a drzewa przy drogach chroniły podróżnych podczas nadmiernych upałów i wskazywały drogę w czasie zawiei śnieżnych.

Minęły zaledwie trzy lata, gdy wybuchła II wojna śląska między tymi samymi przeciwnikami, co pierwsza, trwała jeden rok i niczego nie zmieniła. W 1748 król pruski ustanowił powiat pszczyński, w skład którego weszła Szeroka. Na czele powiatu stanął landrat, a jego siedzibą była Pszczyna. Przez ustanowienie powiatu władza panów na Pszczynie została ograniczona. Dwa lata później włączono do tego powiatu państwo wodzisławskie.

Król pruski wydał nowy nakaz, tym razem obowiązkowej uprawy ziemniaków. Ludzie niechętnie sadzili ziemniaki, bo początkowo nie wiedzieli, co z nich jest jadalne. Zielone owocki ziemniaków im nie smakowały, myśleli nawet, że są trujące. Po pierwszych oporach bulwy ziemniaków im zasmakowały i wkrótce stały się podstawowym pokarmem dla rodzin chłopskich i dla ich inwentarza. Przedtem zapełniali żołądki rzepą. Okolicę nawiedziła szarańcza, którą udało się na szczęście szybko zwalczyć.

W latach 1756 – 1763 – Trwała wojna siedmioletnia – trzecia wojna śląska - Prus z Austrią o Śląsk. Do tej wojny dołączyły także inne państwa i dlatego jest też nazywana I wojną światową. Wszystkie trzy wojny śląskie omijały nasz teren, ale nakładane na ludność kontrybucje na wojsko i pobór tutejszych mężczyzn do armii czyniły ją przykrą także dla szeroczan, powodowały ubożenie rodzin.

Już w roku zakończenia wojny wychodzi nakaz nauczania w szkołach na Śląsku w języku niemieckim. W czasie tej ostatniej wojny król pruski przekonał się, że jego śląscy poddani nie znają języka jego narodu – języka niemieckiego. Żołnierze z Górnego Śląska nie rozumieli komend wydawanych po niemiecku. W urzędach, sądach niemieccy urzędnicy słabo porozumiewali się z petentami na Śląsku. Nauka w szkołach tylko w języku niemieckim miała to zmienić i dlatego dwa lata po ostatniej wojnie wprowadzono u nas obowiązek szkolny dla wszystkich dzieci, dla chłopców i dla dziewcząt od 6 do 13 roku życia i krzywdzący zakaz studiowania na uczelniach synom chłopskim. Po wprowadzeniu tej reformy dzieci szerockie uczyły się w Krzyżowicach, bo szerocki nauczyciel nie znał języka niemieckiego. Jednak frekwencja okazała się bardzo słaba i dzieci dalej uczyły się w Szerokiej po polsku. Nakaz swoją drogą, a życie swoją. Nie pomogły kary nakładane na rodziców, bo rodzice nie posyłali dzieci do szkoły i dlatego, że były pomocne w pracy na gospodarstwie. Nakaz nauczania w języku niemieckim nie był wszędzie realizowany, gdyż brakowało nauczycieli znających ten język, a właściwie oba języki – niemiecki i polski, bo bez ich znajomości nauczyciel nie mógł nawiązać kontaktu z uczniami. W Szerokiej jeszcze przez sto lat nauka w szkole odbywała się w języku polskim. W tym czasie nauczycielem i organistą jest Florian Prochaska. Organy sprawiały, że nabożeństwa kościelne miały lepszą oprawę. W śpiewie uczestniczyli wszyscy wierni, a nie jak dotąd tylko chór chłopięcy. Po nim obejmuje oba stanowiska jego syn, Jan. Dużo o tym nauczycielu rozprawiano po domach, bo ożenił się ze szlachcianką. Jej ojciec zgodził się na ten ożenek, gdyż był już bardzo zubożałym szlachcicem, bez ziemi. Wówczas dzierżawił folwark w Boguszowicach. Czy w Szerokiej w owym czasie wybierał się jakiś syn chłopski na studia wyższe z dokumentów nie wynika, ale chłopak młynarza krzyżowickiego chciał się kształcić na księdza, a dzierżawca dworu mu na to nie pozwolił. Musiał pracować jako fornal przy koniach pańskich.

W drugiej połowie XVIII stulecia Szeroka liczyła nadal 25 siodłaków, 4 wolnych ludzi – prawdopodobnie chodzi o rodzinę nauczyciela, 1 zagrodnika, 41 chałupników, 1 karczmarza, którym w owym czasie był Wawrzyniec Stencel. Objął karczmę po poprzedniku Jakubie. Szeroczanie w liczbie 270 mieszkali na 72 posesjach. Córki chałupników przędły len i tkały płótna. W środku wsi funkcjonował folwark a przy nim owczarnia. W sąsiedztwie folwarku na wzgórku stał drewniany kościół, pochylony ze starości. Wieś podlegała pod proboszcza krzyżowickiego Ignacego Skrzyszowskiego, przed nim proboszczem był ks. Glormes. Do jego czasów pieniądze parafialne przechowywano w kościele.

Był zwyczaj, że nowemu panu na Pszczynie poddani składali hołd. Taki hołd lenny w kwietniu 1756 r. złożyli Erdmanowi von Anhalt także chłopi z Szerokiej razem z innymi z klucza gospodarczego - Mizerów. Treść przysięgi odczytano w języku polskim. Później wszyscy zostali ugoszczeni w ogrodzie dla źrebiąt. Tańczono tam i grano na dudach. Była to wielka uroczystość, bo ślubowały i miasta, i wioski własności pana na Pszczynie. Mieszkańcy Pszczyny przybyli na dziedziniec zamkowy w korowodzie z orkiestrą. Oddano 3 salwy z małych karabinów. Szeroczanie z delegacji chłopskiej po powrocie do domów mieli o czym opowiadać. Niedługo potem książę ogłosił wśród zarządów kluczy konkurs z nagrodą na najlepszy plan melioracyjny i na zagospodarowanie nieużytków. Zaczęto meliorację gruntów pańskich, a wszystkie roboty przy melioracji musieli wykonywać chłopi. Może by i cieszyła szeroczan ta praca, gdyby ją wykonywali na swoich gruntach. Rosło niezadowolenie chłopów, bo z każdym rokiem przybywało im pracy i stosowano wobec nich ciężkie kary. Zniesiono chociaż karę dla samotnych dziewek z dzieckiem, zwanych zowitkami. Już nie zamykano ich w kunie. Przedtem zakładano im na szyję żelazną obręcz, przymocowaną do drzewa lub słupa. Tak z wysoko podniesioną głową musiały za karę stać w pobliżu kościoła, by dewotki wracające z nabożeństwa mogły im urągać i opluwać je. Ojców nieślubnych dzieci nie karano nigdy.

Codzienne życie ludzi na wsi stawało się coraz trudniejsze, bo robót z polecenia pańskiego im stale przybywało. Coraz bardziej poupadały gospodarstwa chłopskie, coraz mniej sił mieli chłopi a nic nie wskazywało na to, że będzie lepiej. W jednakowych warunkach żyli chłopi na całym Górnym Śląsku. W akcie rozpaczy zbuntowali się przeciw nadmiernej pracy chłopi mieszkający na północ od naszego regionu, po raz pierwszy w 1765 r. Odmówili pracy w czasie żniw. Liczyli, że panowie zachęcą ich do pracy, obiecując jakieś ulgi, ale się przeliczyli. Panowie byli silniejsi, gdyż za nimi stał rząd. Przysłane wojsko zabrało przywódców buntu, przekazując ich na dożywotnie lub kilkuletnie więzienie w twierdzy w Koźlu, z publiczną chłostą przed i po więzieniu. Wobec takiego obrotu sprawy, reszta chłopów poszła do pracy już bez oporu. Mimo poniesionej klęski ludzie wiedzieli, że w ich życiu musi się coś zmienić i zbuntowali się także w roku następnym. Tym razem do strajku przystąpili i chłopi tutejsi, ale z tym samym skutkiem.

Ważnym wydarzeniem dla całej społeczności szerockiej było postawienie w r.1766 nad doliną Pszczynki, na kopcu przed kościołem, statuy Matki Boskiej z Dzieciątkiem, pięknie rzeźbionej w kamieniu, na wysokim cokole. Wtedy katolicy już byli w znacznej większości. Szeroczanie powierzyli swój ciężki los Bożej Rodzicielce. W r. 1775 ks. Ignacy Skrzyszowski wybudował przy kościele nowy dom dla najemników, którzy obrabiali pole proboszczowskie.

W roku 1768 i przez następne lata stosowano w państwie pszczyńskim wypalanie popiołu drzewnego na szeroką skalę. Popiół był potrzebny przy produkcji szkła, a pan na Pszczynie był właścicielem huty szkła. Do oddawania popiołu panu byli zobowiązani wszyscy poddani, w tym także szeroccy. Za miarkę otrzymywali 3 srebrne grosze.

Najbliższe miasto, Żory, rozwijało się, przybywało w nim urzędów. W 1770 r. powstał w tym mieście pierwszy urząd pocztowy. Dla prostych mieszkańców przywiązanych do ziemi, mających krewnych tylko w swojej parafii, poczta była bezużyteczna, korzystał z niej co najwyżej zarządca dworu, ale przez kontakt z ludźmi z miasta na targach dowiedzieli się szeroczanie chociaż o roli poczty.

W tym wieku bywały lata, kiedy zbiory z pól nie zaspokajały potrzeb ludności. Dnia 21 III 1771 r. książę pszczyński, aby jak się wyraził „uratować wszystkich swoich poddanych” kupił dla nich wielką ilość zboża, by nie umarli z głodu. „Poddani stanowią prawdziwe bogactwo każdego kraju, dlatego należy się troszczyć o ich byt. Żadne zamówienia służbowe nie mają być realizowane w niedzielę, lecz tylko w sobotę, by każdy mógł pójść do kościoła”. Z tych zdań wynika, że księciu zależało, by jego poddanych traktowano po ludzku, ale on mieszkał w swym zamku, odgrodzony od tych najniżej stojących w hierarchii społecznej , a ci stojący bliżej ludzi nie zawsze traktowali lud prosty tak, jak zalecał ich zwierzchnik. Książę zarządził też w swoim państwie zwiększoną dbałość o sprzęt przeciwpożarowy, aby uniknąć rozprzestrzeniania się pożarów. Ponieważ Szeroka należała do jego państwa, można powiedzieć, że zorganizowana ochrona przeciwpożarowa istniała w Szerokiej już od tego czasu. Wszystkie klucze gospodarcze oddał książę w dzierżawę. W Mizerowie dzierżawcą został Jan Műller.(Przedtem w kluczach byli zarządcy). Na zarządzenie księcia w kluczu mizerowskim poszukiwano marglu, ale bezskutecznie.

W r. 1778 doszło do jeszcze jednej wojny austriacko-pruskiej. Wojna nie trwała długo, bo w wojsku obu przeciwników zabrakło zapasów dla żołnierzy i ci wygłodzeni żywili się ziemniakami z napotkanych kopców, i dlatego ta wojna przeszła do historii jako wojna kartoflana. Państwo pszczyńskie musiało dostarczać do Cieszyna żywność dla wojska i paszę dla jego koni w ramach kontrybucji, ale widocznie to nie wystarczało, bo wojnę zakończono już w następnym roku.

Nauczycielem i organistą w Szerokiej jest nadal Jan Prochaska. Szkoła ma dwie izby i dwie komory, mały chlew i małą stodołę oraz niewielki ogród. Nauczyciel otrzymywał dodatkowe uposażenie w naturze. Życie mieszkańców wsi z nadmiernym obciążeniem było niemożliwe i chłopi szeroccy podjęli strajk żniwny także w 1780 r. Po tym strajku przywódców znowu zamknięto w twierdzy, a pozostałym wymierzono od 15 do 30 batów, zaś do opornych wsi wysłano wojsko, żywione przez chłopów, dopóki nie podjęli pracy. Te częste bunty jednak coś dały, bo w urbariach – spisach uprawnień i obowiązków chłopów - zanotowano, że służebności nieograniczone zamieniono na ograniczone.

W roku 1781 w wielu wsiach państwa pszczyńskiego panowała czerwonka. Była przyczyną licznych zgonów. Możliwe, że choroba dotarła także do Szerokiej, ale nie zostało to odnotowane. Na wsiach księstwa rozpoczęto stopniową wymianę drewnianych kominów na murowane. Coraz częściej zamiast drewna używano jako opału węgla, ale musiano go sprowadzać z daleka, bo w okolicy jeszcze nie istniała żadna kopalnia.

W latach osiemdziesiątych Szeroka ma już swój herb. Pojawia się na pieczęciach, w postaci siedmiu malejących świec na niebieskim polu. W roku 1785 karczmarz Wawrzyn Stencel ufundował do kościoła tabernakulum i nowe organy wykonane przez Antoniego Staudingera. W roku 1793 władza patronacka w Pszczynie została powiadomiona przez prob. Ignacego Skrzyszowskiego o budowie kościołów w Szerokiej i Krzyżowicach. Do kościoła wstawiono drzwi między nawą a babińcem. Ksiądz I. Skrzyszowski w r. 1795 buduje obok kościoła drugi dom dla czterech najemników. Mieli oni rocznie płacić czynsz z przeznaczeniem go na utrzymanie kościoła i proboszcza. Każdy najemca był też zobowiązany przepracować w ciągu roku 6 dni dla proboszcza za wyżywienie w czasie pracy. Później dom został przeznaczony dla ubogich i chorych, zwano go „szpitolem”. W 1796 r. został rozebrany drewniany kościół; zostawiono tylko ołtarz, przy którym można było jeszcze odprawiać mszę. Dnia 21 kwietnia w czasie mszy św. ks. prob. krzyżowicki I. Skrzyszowski poświęcił wodę i sól oraz wspólnie z wiernymi odmówił litanię do Wszystkich Świętych, potem nastąpiło poświęcenie kamienia węgielnego pod nowy, murowany kościół. Przedtem dziewczyny szerockie wyszorowały ten kamień. Dwa lata przed końcem wieku zaczęto stawiać mury kościoła. Robiło to dziesięciu murarzy, a cegłę podawały dziewczyny, gdyż mężczyźni musieli odrabiać pańszczyznę. Grunty w Szerokiej używane dotąd przez krzyżowickiego proboszcza zostały przekazane dla kościoła w Szerokiej. Wynosiły one 1 łan, czyli około 26,21 ha.

W 1795 roku została też wybudowana nad Pszczynką w dolnej części wsi kapliczka ku czci św. Jana Nepomucena. Był to prawdopodobnie pierwszy murowany budynek w Szerokiej. Pod koniec tego wieku w Szerokiej istnieje 56 niedużych stawów, w tym 5 stawów proboszczowskich w połowie jego łanu.

W latach 1793 – 1817 uczy w tutejszej szkole Karol Duda, jest równocześnie organistą. Mieszka i uczy w starej szkole wybudowanej przez gminę, zawierającej dwie izby i dwie komory. Jedna z izb stanowiła salę szkolną. Do użytku nauczyciela była mała stodoła, chlew i ogród. Od każdego chłopa otrzymywał uposażenie w naturze, składające się z żyta, jęczmienia, kilku chlebów i jajek. Ponadto otrzymywał od każdego siodłaka jeden chleb „powietrzny” za dzwonienie w czasie burzy, aby ją odegnać. Dzieci mogących uczęszczać do szkoły było 95, ale większość chodziła do szkoły tylko w zimie, bo w lecie musiała paść bydło. Tylko 11 dzieci uczyło się przez cały rok.

W 1793 r. powstali chłopi przeciw swym panom we wszystkich górnośląskich powiatach. Skutkiem tych rozruchów ustanowiono nową karę – puszczanie przez rózgi. Zastosowano ją wobec przywódców. Szeregowi buntownicy, co dziesiąty z szeregu, otrzymali po 50 do 100 batów rzemiennych. Kobiety zakuto w żelazną obręcz na dwie do czterech godzin. Matki karmiące i kobiety w ciąży zamknięto na pewien czas w areszcie. Wszyscy musieli oddać każdy, co czwarty, bezprawnie zabrany snop, a w razie oporu wyznaczano im dziesięć do dwudziestu plag. Za wydanie głównego dowódcy obiecywano chłopom dwieście mórg z inwentarzem.

W ostatnim roku XVIII wieku na ziemi pszczyńskiej doszło do ponownych buntów i oporów chłopskich, stłumionych przy pomocy wojska. Chłopi pańszczyźniani z Krzyżowic, którzy przedtem przystąpili do zbójników uśmiercili Ferdynanda von Schlutterbacha , dzierżawcę dworów księcia pszczyńskiego w Krzyżowicach i Szerokiej, za nieludzkie traktowanie ich. Spłonęły też wtedy podpalone stodoły dworskie w Szerokiej, Boryni i Krzyżowicach. Winni zostali skazani na karę 2-3 lat więzienia i na prace przy budowie twierdzy w Koźlu.

Od roku 1797 władcą tutejszych ziem jest cesarz niemiecki Wilhelm I.

Helena Białecka

 

Życie szeroczan w XVII wieku

 

Życie ludzi w Szerokiej w XVII w. zaczęło się od wyznaczenia spośród ówczesnych gospodarzy nowego wójta, wójta obieralnego a nie dziedzicznego jak dotąd. Ten wójt, nazywany też włodarzem wiejskim lub sołtysem, pośredniczył między panem a wsią i był całkowicie zależny od dominium. Był obierany na szereg lat, a w rzeczywistości bardzo często zmieniany, bo nie spełniał oczekiwań pana. W roku 1600 został nim Matzke. Miał bardzo trudne zadanie wyegzekwowania od chłopów 6 dni pracy w tygodniu na polach pańskich i przy innych pracach przez okrągły rok. Według urbarza (umowy chłopów z panem) otrzymywali chłopi tylko kilka dni wolnych w czasie urodzin i chrzcin dziecka, wesela i pogrzebu w rodzinie.

Od końca XVI wieku zaczyna się zmieniać struktura wsi. Rolnikami są już nie tylko siodłacy na pełnym łanie, ale zaczął się tworzyć typ gospodarstw mniejszych – zagrodniczych. Na pustkach siodłaczych zagospodarowało się po kilku gospodarzy. Zjawia się też nowy typ mieszkańców – chałupników. Najpierw chałupnicy budowali domy na błoniach, tzw. nowsiach, potem między zabudowaniami siodłaków, na zapłociu, jeszcze później na parcelach polnych, bo ludzi wciąż przybywało. Jednym z chałupników szerockich w początkach XVII wieku był tkacz Andres Weber.

Jedyną pocieszającą wieścią w tych czasach, to koniec dżumy w Europie.

W wieku XVI gospodarstwa chłopskie były silne ekonomicznie, bo pola dobrze uprawiane plonowały coraz obficiej. Wzorem kolonistów chowano sporo inwentarza, który wytwarzał dużo nawozu pod uprawy. Teraz z uwagi na to, że chłop musiał przede wszystkim swoim własnym osprzętem obrabiać pole pańskie, którego przybyło wskutek włączenia do niego pól sołtysich i tych ze stałej wycinki lasów pańskich, jego pole musiały obrobić dzieci i żona. A wiadomo do pracy sprzężajnej na polu potrzeba męskiej ręki, bo inaczej źle uprawione pole nie da wysokiego plonu. I tak z roku na rok wielkie, bogate gospodarstwa kmiece zaczęły upadać. Zmniejszyła się liczba inwentarza wiejskiego, uzyskiwano coraz niższe plony, a co za tym idzie, ludzie odżywiali się coraz gorzej, byli coraz słabsi.

Do przymusowej pracy na roli doszła jeszcze praca przy gospodarce stawowej. Pan uznał, że zarybione stawy przyniosą mu więcej korzyści niż plony z roli. Zatem poprzez swojego wójta kazał poddanym chłopom sypać groble i urządzać stawy, które należało zarybiać. Narybek do swych dużych stawów polecił chłopom wyhodować w ich własnych stawkach. Wtedy w Szerokiej naliczono 56 stawów. Wiele natrudzili się ludzie przy sypaniu grobli, ale jeszcze więcej przy odławianiu ryb. Pracę tę wykonywali na początku zimy. Nie mieli ochronnego obuwia i odzieży, więc przemakali i przemarzali przy tej robocie trwającej aż do zmroku. Złowione ryby musieli wieźć na swoich furmankach i swoimi końmi do dalekich miast.

Wielki dochód miał pszczyński właściciel szerockiego folwarku z hodowli owiec, bo jego owczarnia liczyła 400 owiec, ale dla pańszczyźnianych chłopów szerockich stała się dodatkowym bezpłatnym zajęciem przy strzyżeniu tak licznego stada owiec i wożeniu wełny, skór i mięsa do kupców w Żorach. We własnym gospodarstwie rolnik nie mógł hodować owiec.

Tutejsza ludność miała także zobowiązania wobec proboszcza ewangelickiego. Musiała od łana składać dziesięcinę sypaną w zbożu, pół na pół żyto i owies. Oprócz tego proboszcz osiągał dochód z roli proboszczowskiej i z 4 stawów rybnych, a także procent z wypożyczonych pieniędzy (od 100 talarów). Dochody te nie były tak wysokie, jakby się zdawało, bo ksiądz musiał utrzymywać czeladź, która mu pole uprawiała i prowadziła gospodarstwo. Pokrywał też wszystkie wydatki związane z kościołem i cmentarzem. Wtedy w kościele wisiały już 3 dzwony.

Na tak utrudzoną ludność Szerokiej i innych okolicznych wiosek w 1618 roku spadła okropna wieść: wybuchła w Czechach wojna, a nasze ziemie podlegały pod Czechy! Zaczęła się wojna religijna między protestantami a katolikami, trwająca 30 lat. Do naszych stron dotarli najpierw w 1620 Kozacy, splądrowali tutejsze miasta i wsie, potem udali się na Morawy, ale w następnym roku przybyli z większą liczbą żołnierzy i znowu plądrowali. W lutym 1627 nieprzyjaciel zajął Pszczynę i Żory wraz z okolicą, czyli także Szeroką. Żołnierze katolickiej armii cesarskiej doszczętnie wyrabowali tutejszy kościół z tej racji, że służył protestantom. Uratowały się tylko 2 srebrne kielichy. Pastorzy z okolicznych kościołów, także szerocki, uciekli przed wojskami Katolickiej Ligi. Nastąpiła rekatolicyzacja. Do tych wszystkich nieszczęść wojennych doszło jeszcze wprowadzenie kary chłosty dla chłopów. Chłopi nie tylko musieli ciężko bezpłatnie robić na polu pana, ale jeszcze za każde uchybienie byli bici.

Życie toczyło się jednak dalej. Na polach oprócz podstawowych zbóż siano pogankę i proso. Uprawiano i tkano len. Pola obrabiano wołami. Po wojnie ludzie zaczęli chować po kilka sztuk owiec, by mieć z nich kożuchy. Poza tym noszono surduty i kolorową odzież. Chociaż na tutejszych ludzi spadło w wieku XVII wiele nieszczęść, znaleźli też chwile radości. Odpust obchodzono w niedzielę po Wszystkich Świętych hucznie i wesoło razem z pastorem. Tak obchodzono go od dawna. Radośnik odbywał się na probostwie, a gosposie piekły i kucharzyły tam dla zebranych gospodarzy. Bractwo bawiło się nie tylko przy jadle, ale i przy kielichach.

 

W 1628 roku zamknięto kościół dla nabożeństw ewangelickich, a ponieważ nie było tu księdza katolickiego, w kościele szerockim nie odbywały się żadne nabożeństwa, tylko ceremonie pogrzebowe odprawiał nauczyciel, młody żak, Andrzej. Mieszkał i uczył w bardzo zniszczonym budynku szkolnym. Opieki duchowej szeroczanie zostali pozbawieni przez kilkanaście lat. Z noworodkami ludzie udawali się do protestanckich kaznodziejów, bo katolickich znaleźć nie mogli. Mimo wydanego przez władze kościelne rozporządzenia, że pastorowie w ciągu 14 dni mają opuścić dotychczasowe parafie, nie wszyscy się do rozkazu dostosowali. Zostali, ale w ukryciu. Został też pastor w Szerokiej, przybyły pod koniec wojny z wojskami szwedzkimi, które znowu pootwierały kościoły dla protestantów. O szerockim ukrywającym się pastorze dowiedział się dziekan Ottyk, odpowiedzialny za przywrócenie wiary katolickiej i razem ze zbrojną drużyną oraz miejscowym nauczycielem Rostkiem wtargnął do gospodarza Pośpiecha, gdzie pastor miał się ukrywać. Przedtem odcięli sznury od dzwonów, by ktoś nie wezwał dzwonieniem tutejszych mieszkańców, którzy stanęliby może w obronie swojego pastora. Jego wtedy nie zastano, ukrywał się jeszcze potem u pana Osin, ale w końcu został wydalony z kraju. Przedtem siedział jakiś czas w areszcie w Żorach. Miasto poniosło przez to szkodę, bo nikt nie chciał zapłacić za wydatki związane z utrzymaniem pastora w więzieniu.

Spór o granicę między Szeroką a Gogołową, który powstał w 1517 roku i został zakończony w 1572 roku przez cesarza, w 1629 roku wybuchł na nowo. Tym razem między właścicielami państw stanowych, wodzisławskiego - Krzysztofem Fragsteinem i pszczyńskiego - Zygfrydem von Promnic. Pan na Pszczynie nie mógł przeboleć utraty folwarku szerockiego, który po decyzji cesarza przypadł niesłusznie Gogołowej a pośrednio właścicielowi wodzisławskiego państwa stanowego. Ten spór ciągnący się z przerwami przez 112 lat wskutek trwającej wojny ostatecznie się nie rozstrzygnął. Szeroka została już na zawsze okrojona.

Warto wspomnieć o ważnym epizodzie historycznym. Mianowicie w latach 1645 – 1666 księstwo opolsko-raciborskie zwane też księstwem śląskim należało jako zastaw do Korony Polskiej. Szeroka wchodziła wtedy w skład pszczyńskiego państwa stanowego i nadal była w granicach państwa austriackiego, ale Żory i Skrzeczkowice należały przez te 20 lat do Polski więc nasza miejscowość znajdowała się niemal nad samą granicą państwową. Nic dziwnego, że z ziemi pszczyńskiej 60% chłopów pańszczyźnianych na skutek ucisku i wojny uciekło wówczas do Polski.

W roku 1648, ostatnim roku wojny, nastąpiło drugie obrabowanie kościoła szerockiego przez wojska austriackie. Kościół ponownie został konsekrowany, po świętokradztwie wojska i po opuszczeniu go przez ewangelickich duszpasterzy.

Wojna zakończyła się w roku 1648, ale narobiła tu wiele szkód, materialnych i moralnych. Żołnierze obu wojujących stron najeżdżali i plądrowali wsie. Wojska stacjonowały wokół miast, w tym wokół Żor. Szeroka oddalona od Żor dalej niż Borynia i Krzyżowice ucierpiała mniej. Borynia po wojnie stała się po prostu pustynią. Ludzie wymarli w czasie wojny z głodu, bo żołnierze zabierali im wszystką żywność, umierali też z powodu chorób wynikłych z wojennych warunków. Może nielicznym udało się uciec i więcej do wsi nie wrócili. Zarosły pola chłopskie i pańskie. Dopiero sporo lat po wojnie wrócił właściciel wsi, sprowadził ludzi z gór i z Polski. Część pól chłopskich przyłączył do swojego folwarku. Krzyżowice ucierpiały mniej od Boryni, ale po wojnie powstało w tej wsi 10 pustek – opuszczonych gospodarstw. Do szkód moralnych, jakie przyniosła ta długo trwająca wojna, należy zaliczyć wprowadzenie przez wojska zdziczenie obyczajów i rozpowszechnianie picia wódki, palenia tytoniu, gry w karty na pieniądze. Przedtem chłopi pili niskoprocentowe piwo. Wskutek reformacji i na siłę prowadzonej kontrreformacji oraz braku księży na miejscu nastąpiło niespotykane dotąd zobojętnienie religijne. Ucisk ze strony panów i do tego działania wojenne spowodowały, że wielu młodych mężczyzn zbiegło do Polski, bo granice nie były wtedy szczelne, inni stali się po prostu zbójnikami. W czasie wojny ludzie, którzy nie mogli zmienić swego losu przez ucieczkę, dodatkowo cierpieli w 1641 roku z powodu nieurodzaju, bo z pól zebrano tyle, co na siew, a rok później zaskoczyła ich bardzo mroźna zima. Po wojnie w latach 1661 i 1665 i jeszcze w 1690 powróciła do Europy zaraza, choć o mniejszym nasileniu niż ta z końca poprzedniego wieku.

Drewniany kościół szerocki stał nadal na wzgórku w środku wsi, a kościelni czuwali nad jego stanem i stanem pozostałych budynków kościelnych oraz majątkiem kościoła, kiedy we wsi nie było ani pastora, ani księdza. Kościelni i nauczyciele stanowili zarząd nad opuszczoną parafią. Przed rokiem 1679 na probostwie stała tylko stara stodoła. Na placu po rozebranym starym probostwie zbudował sobie domek własnym kosztem ówczesny nauczyciel, żak Urban Połomski. Czynsz płacił proboszczowi krzyżowickiemu.

Hrabia Zygfryd Promnic nie dopuścił w 1634 r. ks. katolickiego z Ruptawy, ks. Piotra Manickiego, do objęcia kościołów w Szerokiej i Krzyżowicach na zlecenie kurii wrocławskiej. Hrabia był wyznania protestanckiego i dlatego nie zgodził się na księdza katolickiego w kościołach, których był kolatorem, czyli opiekunem. Dopiero po 12 latach inwestyturę na Szeroką i okoliczne parafie otrzymał katolicki dziekan pszczyński ks. Stanisław Bloch, duchowny diecezji krakowskiej. Sam nie był w stanie obsłużyć wiernych z tak obszernego terenu, a kapłanów brakowało i dlatego wyręczał się komendarzami z Polski. Prowadzili oni gorszący tryb życia i rzadko odprawiali msze św. W roku 1663 nasza parafia mimo posiadania kościoła na swoim terenie utraciła samodzielność i została przyłączona do parafii krzyżowickiej na długie 200 lat. Jeszcze w roku 1650 proboszcz katolicki Krzyżowic był pasterzem bez trzody, bo zarówno ludzie z dawnego terenu parafii krzyżowickiej jak i szerockiej byli w całości protestantami. Od 1652 ks. Wirsowic z Krzyżowic co niedzielę i święta odprawiał tu mszę, choć właściwie nie było tu katolików. Nawracanie na wiarę ojców odbywało się ogromnie powoli. Proboszcz krzyżowicki i zarówno szerocki ks. Boscius do roku 1688 miał tylko 8 nawróconych katolików. W 1697 w parafii krzyżowickiej figuruje już 100 katolików.

W opłakanym stanie znajdowała się nauka dzieci w tym czasie. Wprawdzie mieszkał tu nauczyciel w chacie przez siebie wybudowanej, ale nie było budynku szkolnego.

Blady strach padł na szeroczan i ludzi w okolicy w lipcu 1683 r., gdy godzinami dzwony z wież kościelnych głosiły o nadchodzących Turkach i stolica Austrii, Wiedeń, została przez nich oblężona. Dzierżawca majątku pszczyńskiego w Szerokiej oraz sołtys szerocki wraz ze zbroją i koniem, tak jak wszyscy właściciele ziemscy z Boryni, a było ich wówczas ośmiu, musieli się stawić do Pszczyny w celu obrony kraju, bo wtedy razem z Czechami Śląsk należał do Austrii. Nasz sołtys razem z setką innych chłopów z ziemi pszczyńskiej miał być poddany mustrze wojskowej, ale ponieważ żaden z chłopów nie rozumiał komend wydawanych po niemiecku, oficerowie załamywali ręce i skierowali tych polskojęzycznych ludzi do prac ziemnych, a potem puścili do domów.

Całą nadzieję pokładali tutejsi mieszkańcy w królu polskim Janie Sobieskim i jego wojsku. Chętnie oddawali owies, siano dla wojskowych koni a nawet chleby, beczki piwa i bydło dla żołnierzy do magazynów ulokowanych co 4 mile na trasie przejazdu wojsk, a także stawiali się z końmi dla rozwożenia prowiantów. Tutejsza ludność okazała się bardzo hojna i wojsko mimo, że liczone w tysiącach, połowę tych zapasów musiało zostawić. Chociaż polska armia nie przejeżdżała przez naszą najbliższą okolicę, to udział w zaopatrzenie wojska był tu powszechny. Na szczęście król Sobieski pokonał tureckie wojska i radość z tego była tu ogromna. Na pamiątkę tego wydarzenia zaczęto sadzić drzewa na trasie przejazdu wojsk J. Sobieskiego. W Szerokiej w tym czasie zasadzono trzy dęby przy kościele. Nie wiadomo tylko czy zrobiono to dla uczczenia zwycięzcy spod Wiednia czy dla ochrony kościoła przed skutkami piorunów. Jeden z tych dębów ostał się do dziś.

Niestety parę lat później znowu nieszczęście spadło na szeroczan. W roku 1694 kościół szerocki został całkowicie obrabowany przez rozbójniczą bandę braci Klimczoków z Żywieckiego. Skradziono wtedy ponad 645 talarów z wyłamanej skrzynki kościelnej. Padł popłoch na duchownych i bali się odprawiać nabożeństwa, uciekali nawet ze swych parafii. Banda ta napadała także na inne kościoły. Dzięki interwencji wielu poważnych osób Klimczok i wspólnicy zostali w następnym roku ujęci i powieszeni.

Opracowała

Helena Białecka

LUDOWY KLUB SPORTOWY

ŻAR SZEROKA

część druga

  

Sezon 2004/2005, Klasa B

Sezon bardzo nierównej gry zespołu. Pewnym usprawiedliwieniem był fakt, że zespól przechodził swoistą zmianę pokoleniową. Rafał Waśniewski spędził rundę jesienną w Piaście Pawłowice, zaś etatowy lewy pomocnik ostatnich lat Michał Zoremba odszedł do zespołu Pielgrzymowic. Coraz większy ciężar gry brali na siebie młodsi zawodnicy, tacy jak Marek Kąsek, Sebastian Wiśniewski, Szymon czy Radosław Kasprzak. Ostatecznie drużyna zapewniła sobie utrzymanie w ostatniej kolejce po zwycięstwie w przyjaznych derbach w Ruptawie.

Kadra zespołu: Mołdysz, Skowronek, Husarz, Woźnica, Skulski, Kąsek T, Kasprzak Sz, Piesiak, Boryń, Waśniewski, Osojca M, Poliwka G, Kasprzak S, Kasprzak R, Wiśniewski, Kasprzak G, Watral, Kąsek M, Wielebnowski, Chromik Z, Pewiński

Stoją od lewej: Woźnica, Husarz, Skulski, Kąsek T, Kasprzak Sz, Piesiak, Mołdysz. Dolny rząd od lewej: Kasprzak S, Poliwka G, Osojca M, Waśniewski, Boryń

TABELA KLAS B 2004/2005

 

Nazwa

M.

Pkt.

Z.

R.

P.

Bramki

1.

 Naprzód Kokoszyce

26

60

18

6

2

75-31

2.

 Gwiazda II Skrzyszów

26

58

17

7

2

75-33

3.

 KS 27 Gołkowice

26

53

16

5

5

70-43

4.

 Polaris Żory

26

42

12

6

8

61-48

5.

 Polonia Niewiadom

26

42

12

6

8

58-37

6.

 Granica Ruptawa

26

42

13

3

10

53-55

7.

 KS Wielopole

26

32

9

5

12

56-57

8.

 Orzeł Jankowice

26

31

8

7

11

31-31

9.

 LKS Łuków Śląski

26

30

9

3

14

36-58

10.

 LKS Szeroka

26

29

8

5

13

43-57

11.

 Olza Godów

26

29

8

5

13

38-51

12.

 LKS Rój

26

27

7

6

13

48-59

13.

 Dąb Dębieńsko

26

26

7

5

14

42-73

14.

 FC Bobtrans Rybnik

26

9

2

3

21

21-74

Sezon 2005/2006, Klasa B

Drużyna prowadzona przez Grzegorza Kasprzaka (jesień) i Pawła Nandzika (wiosna) mimo sporego potencjału kadrowego nie potrafiła obronić się przed spadkiem. Meczem o „wszystko” był pojedynek derbowy z Granicą w Ruptawie w ostatniej kolejce sezonu. Obie drużyny były zagrożone spadkiem. Szeroczanie by się utrzymać potrzebowali zwycięstwa różnicą dwóch bramek. Do przerwy „Hadex” prowadził 3:1 jednak po zmianie stron drużyna nie wytrzymała „ciśnienia” i ostatecznie przegrała 4:3 co zakończyło się spadkiem do klasy C.

Kadra zespołu: Kasprzak G, Kąsek M, Panek, Marczyk, Mołdysz, Koczorowski M, Skulski, Wielebnowski, Szewczyk Ł, Wiśniewski, Kasprzak S, Kasprzak Sz, Kąsek T, Kasprzak R, Watral, Boryń, Osojca M, Woźnica, Ziółkowski, Zyzało, Poliwka G.

 

Stoją od lewej: Kasprzak G, Mołdysz, Skulski, Husarz, Woźnica, Boryń, Ziółkowski, Pewiński, Poliwka M. Dolny rząd od lewej: Panek, Kasprzak R, Waśniewski, Watral, Kasprzak S, Kasprzak Sz, Zyzało, Wielebnowski.

TABELA KLASA B 2005/2006

 

Nazwa

M.

Pkt.

Z.

R.

P.

Bramki

1.

 Energetyk ROW II

26

56

17

5

4

79-36

2.

 Orzeł Palowice

26

53

16

5

5

76-32

3.

 TKKF Grabownia

26

50

15

5

6

59-44

4.

 Polaris Żory

26

47

14

5

7

71-58

5.

 Polonia Niewiadom

26

42

12

6

8

56-44

6.

 TKKF Orzepowice

26

39

11

6

9

60-40

7.

 Olza Godów

26

38

11

5

10

52-57

8.

 KS Wielopole

26

33

10

3

13

52-60

9.

 Orzeł Jankowice

26

33

8

9

9

38-38

10.

 KS 27 Gołkowice

26

32

10

2

14

46-67

11.

 Granica Ruptawa

26

31

9

4

13

48-65

12.

 LKS Szeroka

26

25

7

4

15

53-57

13.

 Płomień Czuchów

26

20

5

5

16

29-61

14.

 LKS Łuków Śląski

26

13

3

4

19

25-85

Po tym sezonie z funkcji prezesa zrezygnował Jerzy Siemek. Nowym prezesem klubu został Mirosław Poliwka, jego zastępcami Sławomir Kasprzak i Marcin Boryń, sekretarzem klubu pozostała Elżbieta Kasprzak a członkiem zarządu Robert Watral.

Sezon 2006/2007, Klasa C

Prezes Poliwka powierzył zespół Marcinowi Gruszczyńskiemu, który zdecydował się jednak na grę w A klasowym Skrbeńsku, co nie pozwalało mu normalnie pracować z zespołem, wiec po kilku meczach zrezygnował. Drużyna grała bardzo nie równo, co sprawiło że rozgrywki ukończyła na 5 miejscu. Zimą z zespołu odeszli wyróżniający się zawodnicy Szymon Kasprzak do LKS- u Skrbeńsko i Marek Kąsek do Fortecy Świerklany.

Kadra zespołu: Watral, Chamczyk, Kasprzak R, Waśniewski, Koczorowski M, Wiśniewski, Poliwka G, Kasprzak S, Osojca M, Husarz, Pewiński, Boryń, Kasprzak G, Witański, Kasprzak Sz, Kąsek M, Kąsek T, Szewczyk Ł, Koczorowski K, Skulski. 

Stoją od lewej: Watral, Chamczyk, Kasprzak R, Waśniewski, Koczorowski K, Wiśniewski, Poliwka G, Kasprzak S, Osojca M, Husarz, Pewiński, Boryń. 

TABELA KLASA C 2006/2007

 

Nazwa

M.

Pkt.

Z.

R.

P.

Bramki

1.

KS Szczerbice

18

48

16

0

2

56-14

2.

Start II Mszana

18

38

12

2

4

61-24

3.

LKS Rój

18

36

11

3

4

51-31

4.

Unia Książenice

18

32

10

2

6

40-27

5.

LKS Szeroka

18

27

9

0

9

40-41

6.

Płomień Czuchów

18

20

6

2

10

33-60

7.

LKS II Bełk

18

17

5

2

11

41-48

8.

Jedność Rogoźna

18

17

5

2

11

26-48

9.

Płomień II Połomia

18

13

3

4

11

30-48

10.

Naprzód Kłokocin

18

12

3

3

12

27-64

Sezon 2007/2008, Klasa C

Przed sezonem do Piasta Pawłowice odchodzą zdolni Mariusz Koczorowski i Łukasz Szewczyk. Grę kończy również ostoja szerokiej drużyny ostatnich lat Robert Watral. Fatalny początek sezonu sprawia, że rozkręcający się z meczu na mecz zespól nie może liczyć się w walce o awans. Wyróżniającymi się zawodnikami w tym sezonie byli Kasprzak R, Boryń i Koczorowski. W przerwie zimowej odchodzi Sebastian Wiśniewski do Naprzód Zawada

Ostatecznie LKS Żar Szeroka zajmuje 5 pozycję na finiszu rozgrywek.

Kadra zespołu: Pewiński, Boryń, Chamczyk, Chromik Z, Husarz, Jajus, Kasprzak G, Kasprzak R, Kasprzak S, Kąsek T, Koczorowski K, Krzystoń, Lamczyk, Marczyk, Osojca M, Poliwka G, Rapcia, Skulski, Szewczyk Rafał, Waśniewski, Wiśniewski, Witański, Kazimierowski. 

TABELA KLASA C 2007/2008

 

 

Nazwa

M.

Pkt.

Z.

R.

P.

Bramki

1.

 LKS Rój (Żory)

18

47

15

2

1

63-20

2.

 Naprzód Kokoszyce

18

47

15

2

1

50-25

3.

 Sygnały Gotartowice

18

34

11

1

6

53-40

4.

 Piast II Leszczyny

18

28

9

1

8

47-32

5.

 LKS Szeroka

18

25

8

1

9

46-44

6.

 Pierwszy II Chwałowice

18

23

7

2

9

48-37

7.

 LKS II Bełk

18

19

6

1

11

42-68

8.

 Jedność Rogoźna

18

16

5

1

12

44-56

9.

 Unia Książenice

18

11

3

2

13

25-64

10.

 Parys Niedobczyce

18

13

4

1

13

21-53

Sezon 2008/2009, Klasa C

Zespół prowadzony w różnych okresach sezonu przez doświadczonych zawodników Grzegorza Kasprzaka, Rafała Waśniewskiego i Mariusza Osojce. Po serii porażek w sparingach zespół z niepewnością przystępował do rozgrywek. Obawy okazały się jednak bezpodstawne. Świetnie grająca drużyna wzmocniona kilkoma zdolnymi juniorami oraz Pawłem Kazimierowskim zajęła pierwsze miejsce na półmetku rozgrywek, w ostatniej kolejce pokonując 3 : 0 na wyjeździe wice-lidera z Kłokocimia. W przerwie zimowej do zespołu dołączył Wojciech Ździebło. Zespół nie zwolnił tempa i zakończył rozgrywki na pierwszym miejscu zapewniając sobie awans do klasy B. Najskuteczniejszymi strzelcami zespołu byli Koczorowski, Kazimierowski, Boryń i Kasprzak Radosław.

Kadrę zespołu tworzyli: Pewiński, Osojca M, Kazimierowski, Boryń, Husarz, Mazurkiewicz, Chamczyk, Mika, Januszkiewicz, Drewczyński, Jastrzębski, Poliwka G, Kasprzak G, Jajus, Koczorowski K, Kasprzak S, Waśniewski, Kasprzak R, Wielebnowski, Ciesielski, Grządziel, Ździebło, Kobos.

 

Stoją od lewej: Osojca M, Kazimierowski, Boryń, Husarz, Pewiński, Mazurkiewicz, Chamczyk, Mika, Januszkiewicz, Drewczyński. Dolny rząd od lewej: Jastrzębski, Poliwka G, Kasprzak G, Jajus, Koczorowski K, Waśniewski, Kasprzak R, Kasprzak S.

Praca z dziećmi i młodzieżą

Szeroki klub od zawsze bazuje na swoich wychowankach. Praca z dziećmi i młodzieżą zawsze stała na dobrym poziomie stąd rokroczne zasilanie kadry pierwszego zespołu młodymi zawodnikami, którzy z czasem stają się ważnymi elementami pierwszej drużyny. W latach 80. trenerem juniorów był Andrzej Maluch, W późniejszych latach drużyną juniorów opiekowali się Franciszek Kasprzak, Jerzy Siemek, Jacek Zyzało, Sebastian Wiśniewski i Grzegorz Kasprzak.

Przez wiele sezonów zespół juniorów reprezentowała bardzo duża liczba zawodników, wielu przebiło się do kadry pierwszej drużyny a niektórzy zakończyli grę na etapie piłki młodzieżowej.
W juniorach klubu z Szerokiej występowali m.in.:

Lata 80. : Adamczyk K, Goraus, Woźnica M, Szwedro, Adamczyk P, Głąb, Rek, Piecuski,

Lata 90. : Skulski M, Strzelczyk R, Kucewicz Z, Kasprzak S, Chromik A, Mazur, Trybuś, Ziółkowski, Pewiński, Witański, Maciejewski, Jergas, Janus, Omylski, Jurkowski, Wielebnowski, Szary, Serwotka, Pustelny, Kałuża, Kowalczyk, Czyż, Kaziszyn, Skulski R, Kasprzak G, Piksa M, Szulik, Gruszczyński, Stasiak, Siemek D, Kąsek T, Rostrzypała, Karkoszka, Kasprzak R, Kąsek M, Strzelczyk G, Wiśniewski, Staszewski, Karwot,

Od roku 2000: Lamczyk, Kasprzak Sz, Paprocki, Stykowski, Abrachamczyk, Sługa, Damasiuk, Koszowski, Ździebło, Kowalski, Frysz, Dastych, Goik, Koczorowski K, Gajda, Chłopecki, Górnicz, Chamczyk, Koczorowski M, Krzystoń, Szewczyk Ł, Szulik M, Szewczyk J, Schreader, Jajus, Lipski, Górecki, Pistelok, Zalewski, Rapcia, Drewczyński, Jastrzębski, Plata, Piksa A, Narożny, Kujda, Grządziel D, Ciesielski, Grządziel T, Januszkiewicz, Kuś, Maniok, Pala, Wowra, Winkler, Goraus, Mika, Gałuszka, Kucewicz, Franczuk, Kucharski, Fjołek

Szeroki klub od 2000 roku prowadzi zespół trampkarzy, co zapewnia ciągłośc szkolenia
w klubie. Trenerami drużyny byli Osojca A, Siemek J, Rolka T, Zyzało J. Aktualnie trenerem drużyny trampkarzy jest pan Józef Szulik. 

Juniorzy LKS ŻAR SZEROKA

Trampkarze LKS ŻAR SZEROKA

 

Zapraszamy do odwiedzania naszych stron internetowych:

www.lkszarszeroka.futbolowo.pl ,www.juniorzyszerokiej.futbolowo.pl,

www.lkshadexszeroka.futbolowo.pl

 

 

LUDOWY KLUB SPORTOWY

ŻAR SZEROKA

Miałem 10 lat, kiedy w Szerokiej powstał klub sportowy z inicjatywy kilku młodych pracowników KWK „BORYNIA”. Trzydziestoletnią historię stworzyło wielu mniej lub bardziej zaangażowanych, wielu mniej lub bardziej uzdolnionych piłkarsko zawodników. Niektórzy na długie lata zostaną w pamięci.

Związani z szerocką piłką do dziś pamiętają nazwiska (przezwiska) kilku: Andrzej Maluch, Jerzy Kamieniak (Boniek), Zenek Piecuski, Stanisław Kaleta (Łysy), Janek Koś. Młodsi od nich – Piotr Adamczyk (Kostek), Czarek Rek, Marek Woźnica, Janusz Szwedro (Rzadziol), grający do dzisiaj 42-letni Darek Husarz.

Najbardziej zasłużeni działacze to założyciele - Roman Chwastyk, Jerzy Florko, Antoni Straube, Kazimierz Tokarewicz oraz śp. Franciszek Kasprzak ( człowiek od wszystkiego) i jego żona Elżbieta ( obecnie sekretarz Klubu) i Jerzy Siemek ( jako pierwszy wprowadził drużynę do rozgrywek Klasy A rybnickiego podokręgu). Nie byłoby 30-letniej historii gdyby nie wielkie rzesze zawodników i kibiców.

Dziękuję wszystkim, którzy pomagali, pomagają i mam nadzieję, że znajdą się tacy, którzy będą wspomagać nasze występy w rozgrywkach Klasy B ( tegoroczny awans) i kolejnych sezonach.

Mam nadzieje, że będą tacy, którzy bez względu na osiągane wyniki będą na dobre i na złe z Ludowym Klubem Sportowym „ŻAR” Szeroka.

Życzę wszystkim obecnym i przyszłym zawodnikom szerokiego Klubu, aby pamiętali, że do gry w piłkę nie wystarczą zdolności piłkarskie – trzeba mieć przede wszystkim SERCE DO GRY.

 Mirosław Poliwka

Prezes Klubu

Od autora

 

Oddaję do Państwa rąk okolicznościową publikację z okazji jubileuszu 30-lecia klubu piłkarskiego Żar Szeroka. Przedstawiam ważne wydarzenia z dziejów szerockiej piłki. Trzydzieści lat to kawał czasu i nie jest możliwe uchwycenie wszystkich ważnych aspektów działalności klubu. Mam świadomość, że nie jest to publikacja doskonała ze względu na ograniczone źródła dokumentujące historię Naszej ukochanej drużyny. Z góry przepraszam tych, których nazwisk nie wymieniłem
w tekście, a powinny się w nim znaleźć! Chciałbym szczególnie mocno podziękować panu Andrzejowi Maluchowi za podzielenie się ze mną swoimi bogatymi wspomnieniami oraz
za dostarczenie wielu cennych materiałów, które znacznie wzbogaciły tę publikację. Dziękuje również panu Markowi Gałuszce, z którego artykułów prasowych korzystałem przy pisaniu, za czuwanie nad poprawnością stylistyczną i za dostarczone materiały. Dziękuje wszystkim, którzy tworzyli historię klubu i chętnie dzielili się wiedzą z bliższej i dalszej przeszłości.

 Publikację dedykuję moim rodzicom.

 Grzegorz Kasprzak

Rok 1979 Początek

Oficjalnie klub został zgłoszony do rozgrywek w roku 1979. Drużyna powstała na bazie występującego przez kilka lat w rozgrywkach zakładowych zespołu złożonego z mieszkańców Domów Górnika. Z ich inicjatywy Roman Chwastyk, Jerzy Florko, Antoni Straube i Kazimierz Tokarewicz złożyli stosowne dokumenty w Okręgowym Związku Piłki Nożnej w Katowicach.

Zespół Domów Górnika

Klub pod swoje skrzydła wzięła Ochotnicza Straż Pożarna w Szerokiej stąd nazwa Żar. Skrót TKKF pochodzi od nazwy zrzeszenia Towarzystwa Krzewienia Kultury Fizycznej, do którego wstąpił klub. Od samego początku drużynę wspierała pobliska kopalnia „Borynia”, finansując sprzęt sportowy i dojazdy na mecze. Przez pierwsze trzy lata mecze w roli gospodarza TKKF Żar Szeroka rozgrywał w Warszowicach. W tym czasie trwały już prace związane z powstaniem boiska w Szerokiej, w których czynny udział brali ówcześni zawodnicy i działacze klubu.

Pierwszy oficjalny mecz klub rozegrał latem 1979 roku z Górnikiem II Radlin w pierwszej fazie Pucharu Polski szczebla regionalnego. Żar na boisku w Warszowicach pokonał gości 4:2. 

TKKF ŻAR SZEROKA rok 1979

Trzon drużyny w tamtym okresie tworzyli: Maluch – kapitan zespołu, Kamieniak, Woźniak, Kaleta, Kaletka, Rymarowicz, Knapczyk, Cempel, Chwastyk, Koś.

Rok 1979

Prezesem klubu został Franciszek Kasprzak, członkiem zarządu Alojzy Woźnica, sekretarzem klubu była Elżbieta Kasprzak, która dbała również o czystość strojów. Funkcję gospodarza piastował Jacek Otręba. W skład zarządu na przestrzeni lat wchodzili również niektórzy zawodnicy.

Żar zaczynał swoja grę w C klasie, by w 1983 roku awansować klasę wyżej. Awans wywalczył dzięki zajęciu drugiego miejsca w tabeli i wygraniu barażu z drużyną LKS Chudów. Mecz rozgrywany na neutralnym boisku- stadionie miejskim w Żorach - zakończył się wygraną szeroczan 3:1, a decydującą o awansie bramkę zdobył Janusz Koś.

W latach 80. drużyna poza zmaganiami ligowymi brała udział w turniejach lub sama organizowała mecze mające na celu integracje zespołu, m.in. mecze żonaci kontra kawalerowie, które dostarczały mnóstwa radości zawodnikom ich rodzinom i kibicom.

 

 

 

 

Przy piłce strzelec bramki dającej awans do klas   B- Janusz Koś

  

  

  

  

  

  

  

Żonaci kontra kawalerowie

Żar brał udział w turniejach organizowanym przez zaprzyjaźniony klub z wielkopolski - LZS Raszkowiankę Raszków. W jednej z edycji tego turnieju, w którym wystąpiły cztery miejscowe drużyny oraz juniorzy i seniorzy szerokiego klubu, to ekipy z Szerokiej spotkały się w finale!
Do legendy przeszedł „wesoły autobus”, czyli wyjazdy i powroty z Raszkowa.

 

 

 

 

Raszków 1987r.

  

 

 

 

 

 

Lata 80. i początek 90.

Po awansie do klasy B zespół z różnym skutkiem rywalizował na tym szczeblu rozgrywek.
W Żarze w tym okresie występowało wielu zawodników, między innymi: Rymarowicz, Kamieniak, Maluch, Kaleta, Kaletka, Woźnica, Jabłoński, Knapczyk, Połomski, Chwastyk, Straube, Lenert, Stelmach, Obuchowski, Kloch, Cempel, Koś, Rał, Adamczyk K, Kosiński, Dastych,Czerwieński, Rusek, Grabowski, Mecha, Piecuski, Florko, Tokarwicz, Adamczyk T, Roszczak, Iwanicki, Jakubowski, Lipiński, Woźnica L, Kreiner, Goraus, Rzepiszczak, Woźniak, Adamczyk P, Woźnica M, Szwedro, Degee, Cudejko, Adamczyk P, Głąb, Rek, Fiołek, Brodziak, Obłój, Piksa J, Frysz, Brzyszkowski, Rosołowski, Poliwka M, Wiechniak, Zyzało, Nandzik, Osojca A, Krawczyk, Sałata, Jabcoń, Sobol, Knapczyk R, Budzowski, Matejko, Migas, Matysiak, Gabryszewski, Kucewicz R, Szyszko, Adamczewski, Żebrowski, Jaworski, Roszczak, Husarz, Zoremba W, Czyż, Skulski M, Suchecki, Watral, Osojca M, Pewiński, Gruszczyński. W latach osiemdziesiątych trenerem zespołu był pan Budzyński

Drużyna z lat 90 - tych

Sezon 1996-1997 klasa B

Po kilku chudych latach piłkarze TKKF-u Żar Szeroka postawili przed sobą ambitny cel, czyli awans o klasę wyżej.

Rewelacyjny początek sezonu potwierdzał aspirację zawodników i działaczy. Żar całą rundę jesienną plasował się w ścisłej czołówce kilkakrotnie obejmując fotel lidera B klasy. Po zwycięstwie na gorącym terenie w Radziejowie (cudowny strzał Marka Woźnicy z połowy boiska dał zwycięstwo Żarowi), przyszła nieoczekiwana porażka na własnym boisku z Gaszowicami. Do tego zwycięski mecz z Parysem Niedopczyce został zweryfikowany jako W.O. dla Parysa- nieuprawniony występ Mariusza Osojcy po trzech żółtych kartkach. To wyraźnie podcięło skrzydła szeroczanom.

Runda rewanżowa nie była już tak udana jak poprzednia, choć przełomowym momentem mogło wydawać się zwycięstwo Żaru na boisku lidera z Gołkowic 3:2. Po tym meczu klub z Szerokiej zbliżył się do lokat premiowanych awansem. Zespół nie wykorzystał ogromnej szansy, choć dysponował chyba najmocniejszym składem w II grupie B klasy –zwłaszcza dorobek strzelecki musiał budzić szacunek: 87 bramek zdobytych. Najskuteczniejszymi strzelcami drużyny byli Marek Woźnica
i Andrzej Rosołowski.

Kadra zespołu: Pewiński, Watral, Osojca M, Poliwka M, Suchecki, Czyż, Jurkowski, Zoremba W, Szwedro, Woźnica, Fiołek, Rosołowski, Mazur, Kowalczyk, Kasprzak G, Kasprzak S, Osojca A, Ziółkowski, Adamczewski. 

Sezon 1996/1997

 

Nazwa

M

Pkt.

Bramki

1

Gołkowice

30

70

88-28

2

Radziejów

30

63

83-45

3

Skrbeńsko

30

55

79-43

4

Gaszowice

30

52

94-60

5

Czyżowice

30

52

70-59

6

Jankowie

30

49

87-72

7

SZEROKA

30

46

87-72

8

Radlin II

30

45

76-62

9

Ruptawa

30

43

67-54

10

Łuków

30

40

71-67

11

Parys N

30

37

63-74

12

Niewiadom

30

36

59-72

13

Godów

30

34

43-93

14

Kokoszyce

30

26

48-70

15

Bzie

30

21

51-96

16

Czernica

30

10

44-133

Sezon 1997-1998 klasa B

To najsłabszy sezon Żaru w historii klubu. Z zespołu odeszła ikona szerokiego klubu Marek Woźnica, który został wypożyczony do A- klasowego Polarisu Żory, gdzie pół roku wcześniej wylądował drugi najlepszy strzelec Żaru z poprzedniego sezonu Andrzej Rosołowski. Ponadto powołania do wojska otrzymali Sebastian Pewiński i Mariusz Osojca. Tak osłabiony zespół przegrywał mecz za meczem i po pierwszej rundzie miał na swoim koncie zaledwie 6 punktów.

Klub został również ukarany grzywną 500 zł, a Janusz Szwedro dożywotnim zakazem pełnienia funkcji kapitana po tym, gdy zespół opuścił boisko przed końcem meczu z Jankowicami w geście protestu przeciw stronniczemu prowadzeniu zawodów przez sędziego.

W październiku 1997 roku zmarł wieloletni prezes klubu Franciszek Kasprzak. W pogrzebie oprócz rodziny, znajomych uczestniczyły również delegacje kilku klubów. Zawodnicy całą drogę z miejsca zamieszkania zmarłego prezesa do kościoła i na cmentarz nieśli jego trumnę.

Walne zgromadzenie członków wybrało nowe władze w składzie: prezes Jerzy Siemek, wice- prezes Janusz Szwedro, sekretarz Elżbieta Kasprzak, skarbnik Mirosław Poliwka, członek zarządu Artur Osojca.

W rundzie rewanżowej nastąpiła zdecydowana poprawa, lecz widoczne były zbyt duże wahania formy. Poważnym wzmocnieniem na końcówkę ligi okazał się powrót Roberta Watrala, który został prawdziwym objawieniem linii ataku. Zawodnik ten zdobył 9 bramek i został najskuteczniejszym strzelcem zespołu tuż za nim uplasowali się Wacław Zoremba (8 bramek) i Janusz Szwedro (6 bramek). Zwraca uwagę ponad 100 straconych bramek, co źle świadczy o grze obronnej zespołu. W sezonie tym wystąpiło aż 26 graczy, w tym tylko ośmiu zaliczyło ponad 20 spotkań, co pokazuje jak niestabilną drużyną dysponował Żar. Po tym sezonie klub spadł do nowo powstałej w wyniku reorganizacji C klasy.

Kadrę zespołu tworzyli: Kasprzak G, Zoremba W, Gruszczyński, Poliwka M, Nandzik, Osojca A, Szwedro, Suchecki, Ziółkowski, Watral, Fiołek, Kasprzak S, Zoremba Michał, Jurkowski, Adamczewski, Witański, Pewiński, Pietrzak, Czyż, Osojca M, Mazur, Serwotka, Nalepa, Zoremba Marek, Kowalczyk. 

Sezon 1997/1998

 

Nazwa

M

Pkt.

Bramki

1

Skrbeńsko

30

67

105-57

2

Czyżowice

30

65

83-33

3

Ruptawa

30

56

104-57

4

Chwałowice

30

54

70-43

5

Niewiadom

30

50

79-57

6

Godów

30

49

63-70

7

Radlin II

30

48

82-56

8

Mszana II

30

46

61-58

9

Kokoszyce

30

45

82-64

10

Rogoźna

30

39

75-90

11

Kłokocin

30

38

65-64

12

Jankowie

30

38

59-60

13

RKP Rybnik

30

37

59-54

14

Bzie

30

24

46-84

15

SZEROKA

30

23

51-105

16

Parys N

30

6

26-158

Z początkiem 1998 roku ŻAR Szeroka wystąpił ze struktur TKKF-u i stał się samodzielnym klubem pod nazwą Ludowy Klub Sportowy ŻAR Szeroka

Sezon 1998-1999, klasa C

Zespół po spadku został odpowiednio wzmocniony. Do drużyny wrócił z Polarisu Żory napastnik Marek Woźnica i obrońca Dariusz Husarz z Płomienia Połomia. Dla drużyny z Szerokiej był to niezwykle udany sezon, o czym świadczyły tytuły artykułów poświęconych występom zespołu, które na łamach gazety „Jastrząb” pisał Marek Gałuszka: „Serialu zwycięstw ciąg dalszy”, „Kolejny pogrom” czy „Więcej niż nokaut”. Żar prezentował bardzo ofensywny i miły dla oka futbol, co zaowocowało awansem i tytułem najskuteczniejszej drużyny C klasy. Nasza drużyna strzeliła
w sezonie aż 93 bramki, a najskuteczniejszymi strzelcami byli Marek Woźnica (26 bramek), Robert Watral (16 bramek), Tomasz Suchecki (11 bramek).

Awans do klasy B wywalczyli: Watral, Woźnica, Osojca A, Suchecki, Zoremba W, Husarz, Zoremba Michał, Szwedro, Kasprzak G, Pewiński, Poliwka M, Pietrzak, Waśniewski, Fiołek, Gruszczyński, Ziółkowski, Nalepa, Czyż, Kasprzak S, Zoremba Marek, Jurkowski 

Sezon 1998/1999

 

Nazwa

M

Pkt.

Bramki

1

MOSiR Żory

22

56

90-19

2

SZEROKA

22

44

93-37

3

Bzie

22

40

50-36

4

Rybnik Bob.

22

35

48-38

5

Wielopole

22

32

47-41

6

Jankowice

22

31

37-33

7

Rybnik RKP

22

28

40-42

8

Czerwonka II

22

26

40-57

9

Szczejkowice

22

25

44-57

10

Parys N

22

22

27-45

11

Radziejów II

22

18

25-67

12

Leszczyny II

22

14

24-59

Obchody 20 - lecia klubu

W dniu 31.07.1999 roku szeroki Żar obchodził dwudziestolecie działalności. Tego dnia na boisku przy ulicy Gagarina rozegrano mecz pomiędzy dawnymi a aktualnymi zawodnikami Żaru. Po emocjonującym widowisku wygrało młodsze pokolenie graczy Żaru 6:4,dla których strzelali: Suchecki 3, Watral, Woźnica, Szwedro. Po meczu obchody przeniosły się do budynku miejscowej OSP, gdzie prezes Jerzy Siemek wręczył zasłużonym zawodnikom pamiątkowe proporczyki i odznaki. Podczas uroczystości ogłoszono, że od nowego sezonu drużyna będzie sponsorowana przez firmę Hadex , co wiąże się ze zmianą nazwy na LKS Hadex Szeroka. Na łamach gazety „Jastrząb” właściciel firmy Bogusław Hanzlik tak opowiadał o wspieraniu klubu: ”…współpraca z działaczami i zawodnikami układa się bardzo dobrze. Na co dzień widac, że ludziom tym zależy, by wizerunek klubu w miejscowej społeczności był jak najlepszy. Ze swej strony życzyłbym sobie nie tylko sukcesów organizacyjnych, ale i sportowych, przez co rozumiem awans do klasy A…”

Świętowanie urodzin klubu trwało do białego rana.

Sezon 1999-2000, klasa B

Sezon 1999/2000 to spore zmiany w klubie. Zatrudniono trenera, którym został Stefan Bogacki. Do drużyny przybyli nowi zawodnicy Dariusz Loska i Adam Skrobisz z rezerw GKS-u Katowice.

Zespół od samego początku zaliczał się do czołówki B klasy, nadal preferował widowiskową grę z wieloma bramkami. Bardzo udana runda jesienna, widowiskowa i skuteczna gra wyciągnęła Żar na 3 pozycje premiowaną awansem. Runda rewanżowa zaczęła się nieco gorzej, za co posadę stracił trener Bogacki, który niezbyt dobrze czuł się w „szerockim klimacie”. Wraz z trenerem odeszli również Loska i Skrobisz, którzy zdążyli zabłysnąć w kilku meczach. Sezon zespół dograł pod wodzą Jerzego Siemka, osiągając awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Tak historyczne osiągnięcie klubu opisał miesięcznik „ Wiadomości Jastrzębskie”, ”…Niebywały sukces odniosły dwa jastrzębskie LKS-y. Granica Ruptawa i Hadex Szeroka awansowały do klasy A. Piłkarze z Szerokiej po raz pierwszy poznają smak rywalizacji na tym szczeblu rozgrywek. Szeroczanie zrobili sobie i swoim sympatykom wspaniały prezent na dwudziestolecie klubu…” Na uwagę zasługują wspaniałe zwycięstwa w Żorach 3:2 i Palowicach 3:1.

Kadra sezon 1999/2000: Gruszczyński, Watral, Skulski, Woźnica, Suchecki, Pewiński, Kasprzak G, Waśniewski, Witański, Jurkowski, Fiołek, Szwedro, Husarz, Loska, Zoremba W, Osojca A, Ziółkowski, Nalepa, Poliwka M, Skrobisz, Osojca M, Kowalczyk, Pietrzak, Kasprzak S.

Stoją od lewej: Pewiński, Suchecki, Woźnica, Skulski R, Watral, Gruszczyński, Bogacki. Dolny rząd od lewej: Kasprzak G, Waśniewski, Witański, Jurkowski Fiołek, Szwedro.

Sezon 2000/2001, Klasa A

Po historycznym awansie do zespołu po wielu latach nieobecności wrócili Jacek Zyzało i Piotr Adamczyk. Zespół wzmocnił również pozyskany z rezerw GKS-u Jastrzębię Damian Cholewa. Na inaugurację rozgrywek zespół przegrał aż 7:0 u siebie z Chwałowicami. Choc z każdym następnym meczem drużyna grała coraz lepiej, to musiała zapłacić tzw. frycowe. Po kilku kolejkach na stanowisku trenera zatrudniono Lucjana Tatarczyka, który wcześniej prowadził Start Mszanę w lidze okręgowej. Nowy trener tak opowiadał o swoich zadaniach na łamach gazety „Jastrząb”: „..walczymy o utrzymanie się w A klasie i musimy poukładać pozycję zawodników w zespole..”. Po zaciętych bojach zespół LKS Hadex Szeroka utrzymał się w klasie A. Najskuteczniejszym zawodnikiem zespołu był niezawodny Marek Woźnica.

W premierowym sezonie w A klasie wystąpili: Gruszczyński, Osojca A, Suchecki, Zyzało, Kasprzak G, Woźnica, Zoremba, Pewiński, Szwedro, Waśniewski, Watral, Pietrzak, Ziółkowski, Adamczyk, Kasprzak S, Kąsek T, Husarz, Fiołek, Poliwka M, Osojca M, Biegalski, Cholewa.

LKS „Hadex” Szeroka po raz pierwszy wystawił drużynę rezerw, która występowała w klasie C przez cztery sezony. Za zespól odpowiadał Mirosław Poliwka. Oprócz zawodników nie mieszczących się w meczowej kadrze pierwszego zespołu w rezerwach grali: Kasprzak R, Kąsek M, Zoremba W, Marczyk, Janus, Poliwka M, Strzelczyk, Karkoszka, Witański, Stasiak, Poliwka G, Kobos, Wielebnowski, Pietrzak, Serwotka, Krawczyk, Jurkowski, Karwot, Molitor, Dosiński, Chromik Z, Piksa, Konopacki, Kulik, Stykowski, Kasprzak Sz, Klop.

Sezon 2001/2002, Klasa A

Po Lucjanie Tatarczyku trenerem Hadexu został Tomasz Rolka. W drugim sezonie w A klasie, najtrudniejszym dla wcześniejszego beniaminka, zespół z Szerokiej zdołał utrzymać się w tej klasie rozgrywkowej.

Kadra zespołu: Biegalski, Pewiński, Ziółkowski, Kasprzak G, Skulski, Cholewa, Waśniewski, Zoremba, Adamczyk, Husarz, Watral, Woźnica, Kasprzak S, Szwedro, Zyzało, Suchecki, Kąsek T, Kąsek M, Gruszczyński, Osojca A, Fiołek, Osojca M, Rolka, Włoszczyk.

Sezon 2002/2003, Klasa A

Grę zakończyli doświadczeni obrońcy Artur Osojca. i Tomasz Suchecki. Kadrę zespołu uzupełniono zdolnymi juniorami, sprowadzono z MOSiR-u Jastrzębie Marcina Borynia Do zespołu dołączył także Dariusz Woszczyk. Zespól po dramatycznej końcówce sezonu utrzymał się w A klasie. Przed końcem sezonu zarząd rozstał się z trenerem Rolką.

Kadra zespołu: Pewiński, Ziółkowski, Husarz, Kasprzak G, Skulski, Waśniewski, Borowski, Wiśniewski, Zoremba, Watral, Woźnica, Kasprzak S, Szwedro, Zyzało, Osojca M, Kąsek T, Kąsek M, Boryń, Poliwka G, Cholewa, Woszczyk, Adamczyk, Gruszczyński,

TABELA KLASA A 2002/2003

 

Nazwa

M.

Pkt.

Z.

R.

P.

Bramki\

 

1.

 Jedność Jejkowice

30

76

24

4

2

94-39

 

2.

 LKS Bełk

30

72

23

3

4

110-29

 

3.

 Naprzód Zawada

30

66

20

6

4

82-24

 

4.

 LKS Baranowice

30

55

17

4

9

74-55

 

5.

 MOSiR Żory

30

52

16

4

10

52-34

 

6.

 MKS 32 Radziejów

30

43

13

4

13

49-53

 

7.

 TKKF Grabownia

30

41

12

5

13

53-74

 

8.

 Forteca Świerklany

30

41

11

8

11

58-50

 

9.

 Płomień Ochojec

30

39

12

3

15

46-61

 

10.

 Polonia Łaziska

30

37

10

7

13

35-36

 

11.

 Orzeł Palowice

30

35

10

5

15

41-54

 

12.

 Czarni Przegędza

30

30

8

6

16

44-64

 

13.

 LKS Szeroka

30

29

7

8

15

43-63

 

14.

 LKS Skrbeńsko

30

29

8

5

17

60-83

 

15.

 Granica Ruptawa

30

27

7

6

17

48-73

 

16.

 LKS Rój (Żory)

30

6

0

6

24

19-116

 

Sezon 2003/2004, Klasa A

Bardzo słaby sezon w wykonaniu Hadexu. Nie pomogło zatrudnienie na stanowisku trenera Alojzego Bieleckiego. Szczególnie bolały porażki z rezerwami Górnika Jastrzębie 8:0 i 8:2. Klub z Szerokiej spadł z A klasy po czterech sezonach.

Kadra zespołu: Mołdysz, Zoremba, Watral, Wiśniewski, Zyzało, Skulski, Ziółkowski, Woźnica, Kasprzak S, Boryń, Kasprzak G, Waśniewski, Kasprzak Sz, Kąsek M, Kąsek T, Kasprzak R, Szewczyk J, Husarz, Poliwka G

TABELA KLASA A 2003/2004

 

Nazwa

M.

Pkt.

Z.

R.

P.

Bramki

 

 

1.

 Górnik II Jastrzębie

30

77

25

2

3

94-27

 

 

2.

 KS Żory

30

68

21

5

4

79-19

 

 

3.

 Forteca Świerklany

30

55

17

4

9

65-48

 

 

4.

 LKS Skrbeńsko

30

51

14

9

7

67-50

 

 

5.

 Orzeł Palowice

30

48

14

6

10

49-48

 

 

6.

 LKS Baranowice

30

45

14

3

13

57-50

 

 

7.

 Naprzód Zawada

30

44

12

8

10

61-42

 

 

8.

 Płomień Ochojec

30

43

13

4

13

50-48

 

 

9.

 MKS 32 Radziejów

30

42

12

6

12

63-54

 

 

10.

 Polonia Łaziska

30

40

12

4

14

49-56

 

 

11.

 Ruch Stanowice

30

34

9

7

14

46-58

 

 

12.

 Borowik Szczejko.

30

31

8

7

15

53-71

 

 

13.

 Czarni Przegędza

30

31

10

1

19

35-53

 

 

14.

 TKKF Grabownia

30

27

8

3

19

39-86

 

 

15.

 LKS Szeroka

30

23

7

2

21

37-90

 

 

16.

 KS Wielopole

30

22

5

7

18

37-81

 

 

*** Koniec części pierwszej ***

Rodzina Hermanów z Szerokiej

W wieku XX w Szerokiej znane były trzy rodziny Hermanów z sobą spokrewnione, a każda wydała ludzi nieprzeciętnych. Na dolnej wsi mieszkał Herman – kowal. Spośród jego trzech córek Domicela została nauczycielką. Pracowała w szkole w Krzyżowicach i wyszła za mąż za Antoniego Dybę - nauczyciela z Boryni. Oboje zginęli w czasie okupacji. Ona została uwięziona za tajne nauczanie i jako łączniczka w ruchu oporu, i poniosła śmierć w obozie koncentracyjnym w Auschwitz, on za pracę w Armii Krajowej został rozstrzelany w Mostach w Czechach. Osierocili dwuletniego synka, który mimo sieroctwa zdobył wyższe wykształcenie oraz tytuł doktora nauk historycznych. Zamieszkał w Katowicach i tam pracował w Śląskim Instytucie Naukowym. Napisał wiele książek i opracowań historycznych, w tym historię Śląska pt. Śląskie drogi. Jego żona Krystyna też z tytułem dra zasłużyła się w propagowaniu regionalizmu w szkołach.

Druga rodzina Hermanów mieszkała na górnej wsi, mniej więcej w środku. Z niej pochodził Sylwester, też nauczyciel. Początkowo pracował niedaleko Szerokiej, w Boryni i w Świerklanach Dolnych. Po wojnie los rzucił go na tzw. Ziemie Odzyskane. Jednak wtedy drażniło innych jego niemieckie nazwisko i zamienił je na Horczyński. Wrócił jednak po pewnym czasie na Górny Śląsk, zamieszkał i pracował w Tychach, gdzie pełnił funkcję dyrektora szkoły i był uznawany za wybitnego nauczyciela.

Rodzina Szymona i Józefy i dwoje wnuków krótko przed II wojną światową

 

Syn Wacław stoi z lewej strony

Jednak dłużej należy zatrzymać się nad trzecią rodziną Hermanów – Szymona i Józefy, mieszkającą w pobliżu granicy z Gogołową.

Była to rodzina wielodzietna. Z jedenaściorga rodzeństwa do lat dorosłych dożyło siedmioro. Ojciec pracował na kop. Knurów. Do domu przyjeżdżał tylko na niedzielę. Pracą na dwuhektarowym gospodarstwie zajmowała się żona z dziećmi, póki te nie podjęły nauki. Po szkole podstawowej podjęły ją wszystkie dzieci za wyjątkiem córki Berty, która po rodzicach objęła gospodarstwo. Wyuczyła się jednak kucharstwa. Jej syn został kapitanem Żeglugi Wielkiej i prowadził statki po morzach i oceanach całego świata. Siostra Berty, Waleria, została wychowawczynią przedszkola. Brat Wacław, który uczęszczał do gimnazjum w Rybniku zginął w I wojnie światowej na froncie francusko - niemieckim. W czasie okupacji został zastrzelony Hilary - nauczyciel z zawodu. Faustyn poszedł za powołaniem kapłańskim. W roku jego prymicji, tj. w 1915 r. zasadzono dąb w pobliżu domu, a obok niego Waleria postawiła grotę. I dąb i grota stoją do dziś.

 

 

  

 

 

 

 

 

 

Ks. Faustyn                       Rodzina oprócz nieżyjącego syna Wacława

 

 Ks. Faustyn-Feliks na Sachalinie  

 

Ks. Feliks na Sachalinie wśród przedstawicieli tamtejszej Polonii

Dwaj synowie - Bronisław i Pantaleon - po zdobyciu wykształcenia podjęli pracę w Katowicach i tam zamieszkali na stałe. Bronisław jako agronom pracował w Wojewódzkiej Radzie Narodowej. Pantaleon zajmował się też pracą biurową i dodatkowo był organistą. Przedtem obaj brali udział w trzecim powstaniu śląskim i na froncie walk z bolszewikami.

Złote gody Szymona i Józefy Hermann odbyły się 28 lipca 1935 r. w szerockim kościele. Podczas Mszy św. wystąpił chór pod batutą syna Hilarego. Ks. prob. Kubica z Krzyżowic jako tymczasowy administrator parafii szerockiej miał do jubilatów przemowę, odczytał też list gratulacyjny ks. biskupa i infułata Kasperlika.

Szerocki chór z lat trzydziestych XX w. Hilary drugi od prawej w przedostatnim rzędzie

Syn Faustyn, który został księdzem, był przed wojną profesorem teologii we Lwowie. Ks. Faustyna, który jako bernardyn przyjął imię Feliks, losy zawiodły na Sachalin, gdy jeszcze ta ziemia należała do Japonii. Tam pełnił funkcję administratora papieskiego. Miał prawo noszenia mitry jak biskup. Pisał do Gościa Niedzielnego o życiu Polaków- wygnańców na tej wyspie. Po zajęciu Sachalinu przez Rosję sowiecką w 1945 r. powrócił do Polski.

H. Białecka

Wyzwolenie” Szerokiej

Po zdobyciu Katowic w dniu 27 stycznia 1945 r. front niemiecko-sowiecki rozciągał się na linii Rybnik – Żory – Pawłowice – Jarząbkowice - Strumień. Na tej linii dowodził 38 Czerwoną Armią gen. Kiryłło Moskalenko. W Szerokiej, gminie zarządzanej uprzednio przez Józefa Maciejczyka, władzę przejęła żandarmeria na czele z burmistrzem Gärtnerem. W szerockim majątku księcia pszczyńskiego usadowił się cały sztab powiatowy i policyjny z Pszczyny. Wojska sowieckie po zajęciu Bzia wstrzymały natarcie a główne siły skierowały na Żory, by przeć w późniejszym czasie na Wodzisław i Opawę. Przez blisko dwa miesiące linia frontu się nie zmieniła. Po obu stronach linii ze strefy przyfrontowej ewakuowano ludność. W Boryni i Szerokiej znaleźli schronienie ludzie z Żor, Osin, Baranowic i Krzyżowic.

W tym okresie do Szerokiej przybyła kolumna kobiet z podobozu pracy w Żorach. Tu zarządzono postój, po którym konwojenci na szczęście rozwiązali całą grupę i ludzie ci mogli wrócić do swych domów. W tym czasie dniami i nocami obszar Szerokiej był ostrzeliwany z dział ustawionych w Bziu. Szrapnele pękały dokoła, raniąc i zabijając kilkoro mieszkańców. Zupełnie zniszczone i spalone zostały zabudowania szerockiego folwarku Ludwikówka. Stało się to w sto lat po wybudowaniu folwarku i nie został już odbudowany. Rosyjskie działa strąciły górną część wieży kościelnej, na której Niemcy mieli punkt obserwacyjny. Często, gęsto paliły się domy i zabudowania gospodarcze. Samoloty zrzucały bomby. Nocami niebo całe rozświecały race świetlne, a od strony północno-wschodniej widać było łunę nad palącymi się Żorami. Niemcy rekwirowali ostatnie krowy i konie. Niemiecka żandarmeria polowa chodziła od domu do domu i zabierała młodocianych i starszych mężczyzn do Volkssturmu (niemieckiej armii terytorialnej). Wieś zapełniła się wojskiem, które kwaterowało prawie we wszystkich domach.

W sobotę dnia 24 marca w nocy nastał ogromny ruch. Hitlerowcy rozpoczęli gwałtowny odwrót na zachód. Wywożono ustawione tu działa, samochodami wojskowymi i pieszo uciekali żołnierze Wehrmachtu. Około godz. 24.00 rozpoczął się huraganowy ogień radzieckich katiuszy, zwanych organami Stalina. Pociski jak grad spadały na wieś, szyby w oknach drżały, wybuchały pożary. Tej nocy nikt z mieszkańców Szerokiej nie spał. Wczesnym rankiem ucichły działa i ogień katiuszy, słychać było tylko suche strzały z karabinów cofających się Niemców i ruskich kałaszników. Było to w Niedzielę Palmową 25 marca o godz. 8.30. Tyralierą od strony Krzyżowic l Boryni posuwały się do wsi wojska sowieckie 38 armii gen. Moskalenki. Do Szerokiej trafili żołnierze tzw. „sztrafnicy” z samodzielnych kompanii karnych, chyba trochę upojeni alkoholem, brudni, usmoleni, nieprzyjaźnie nastawieni do mieszkańców. Wpadali do piwnic, gdzie zastraszeni ludzie się ukryli. Żołnierze po krótkiej penetracji biegli dalej, zabijając po drodze w trwodze uciekających żołnierzy niemieckich. Przez Borynię i Szerokę przejechały dwa bataliony Samodzielnej Czechosłowackiej brygady Pancernej, które następnie skierowały się w stronę Gogołowej. Parły naprzód na Mszanę , Wodzisław. W walkach o nasz rejon wzięły również udział radzieckie pułki 2 Dywizji Powietrzno-Desantowej. W czasie natarcia na wieś zginęło 14 żołnierzy sowieckich. Opór niemiecki był tu jednak znacznie słabszy niż na południu ziemi jastrzębskiej, trwał krótko i straty były tu mniejsze.

Pierwsza grupa czerwonoarmistów, która pojawiła się i odeszła, po drodze rozstrzelała szeroczan: Konrada Lamżę, Jana Piksę i Romana Leśnikowskiego. Uważała ich za przebranych żołnierzy niemieckich. Potem nadeszły nowe oddziały żołnierzy, którzy okazali się zwykłymi maruderami. Zabierali ludności co się dało: zegarki, biżuterię, rowery. Zabijali drób, prosięta i piekli nad ogniskami. Nastała pierwsza noc w „wyzwolonej” wsi. Całe watahy żołnierzy chodziły od domu do domu, czasem żołnierze wyprowadzali dziewczyny, gwałcili je. Podobny los spotkał ukraińskie dziewczyny zatrudnione w majątku księcia pszczyńskiego. Miał też miejsce gwałt zbiorowy. Niektórym dziewczynom udało się uniknąć pohańbienia, wołając, że są chore na gruźlicę. Internowani we dworze żołnierze włoskiego gen. Badoglio zostali uwolnieni i mogli wrócić do Italii.

 

Żołnierze sowieccy „gościli” w Szerokiej ponad miesiąc i zajmowali mieszkania, a gospodarze z rodzinami w wielu przypadkach noce spędzali w piwnicach. Na oczach ojca Maksymiliana Michalika rozstrzelali trzech jego synów, którzy nie chcieli oddać swoich koni. Sztab wojskowy miał tu siedzibę przez kilka dni. Wojskowe konie zajmowały stanowiska w stodołach na gumnach i były futrowane niewymłóconymi snopami zboża.

Wczesnym rankiem Ruscy przychodzili i zabierali ludzi do prac przyfrontowych. Rozmokłe drogi były nieprzydatne, dlatego zgrupowani szeroczanie - kobiety i mężczyźni pod obstawą sowieckich sołdatów budowali tzw. ruskie drogi. Ustawiano w poprzek belki ze świeżo ściętych drzew rosnących na pograniczu Szerokiej i Gogołowej. Około południa przywieziono pełny kocioł krupnika. W czasie posiłku politruk miał długi wykład na temat świetlanej przyszłości w komunizmie jaki nas czeka, który miał być rajem dla wszystkich. I tak w ciągu dwóch tygodni od rana do wieczora musiano pracować dla „wyzwolicieli”.

Liturgia Palmowej Niedzieli odbyła się w późniejszym terminie, kościół był w opłakanym stanie, zbezczeszczony, ornaty, kapy, paramenty skradzione lub zdeptane. Ocalała monstrancja, którą niepostrzeżenie zabrała Regina Winkler, owinęła w obrus i włożyła do końca nie zasypanego grobu swojej zabitej w czasie frontu matki. Ks. Prob. Władysław Kręczkowski został wypędzony z probostwa, przez pewien czas kwaterował u parafian. Dokumenty z urzędu gminnego, ze szkoły, probostwa zostały rozrzucone wokół zabudowań. Ławki szkolne i inne sprzęty żołnierze rąbali na opał. W początkowych dniach w salach szkolnych i niektórych domach urządzono lazaret – szpital polowy dla żołnierzy.

Mieszkańcy głodowali, czasem Ruscy darowali im trochę chleba lub zupy. Od głodu ratowały ludzi ziemniaki w kopcach i ukryte w małych ilościach zboże. Prawdziwym utrapieniem była powszechna wszawica i świerzb - plagi przenoszone przez żołnierzy. Kilkoro szeroczan zmarło w czasie frontu na tyfus.

Zorganizowano pierwszą władzę, powołano wójta Fabiana Michalskiego i Milicję Obywatelską, której czasem udało się uchronić ludzi przed natarczywymi mołojcami. Aby zapobiec epidemii zwoływano ludzi do grzebania ciał poległych Niemców i zabitych zwierząt w miejscu ich padnięcia. Takich miejsc w Szerokiej było kilkanaście. Zwłoki 14 ruskich żołnierzy pogrzebano na tutejszym cmentarzu a potem je ekshumowano i wywieziono na wspólny cmentarz w Pszczynie.

Nadchodziła wiosna, zabrakło koni do uprawy ziemi. Zdarzało się , że ludzie zaprzęgali się do bron, by choć trochę spulchnić ziemię i zasiać owies. W majątku dzierżawcy zmarłego w sierpniu 1944 r. Waldemara Stampego zostały całe łany pszenicy i rzepaku. Gdy zboże dojrzało, bezrolni szeroczanie kosili je, młócili cepami , mełli na żarnach i piekli chleb a z rzepaku wytłaczali olej. Po zboże przybywali tu też ludzie z innych przyfrontowych wiosek, by nie umrzeć z głodu.

Życie powoli wracało do normy i kształtowała się nowa rzeczywistość, i nikt wówczas nie przypuszczał, że po hitlerowskiej okupacji jeszcze blisko 60 lat będzie się żyło w zniewolonym kraju.

Podane niżej zapiski ks. W. Kręczkowskiego i A. Piksa ( światłej szeroczanki i wielkiej patriotki) pochodzą z małej bambuły z wieży kościelnej, umieszczone tam po II wojnie światowej.

Notatka ks. prob. Władysława Kręczkowskiego

Ostatnie dni marca 1945 roku były dla parafii naszej najstraszniejszymi i najcięższymi dniami, jakie szeroczanie przeżywać mogli. Był to rok, w którym naród niemiecki czekała największa klęska w dziejach całej ludzkości. Masy wojsk bolszewickich przewaliły się przez parafię naszą w pościgu za armią niemiecką, zostawiając po sobie straszne spustoszenia w żywym i martwym inwentarzu. Prawie wszyscy szeroczanie zostali ogołoceni z odzieży, żywności i wszelkich kosztowności.

Największym bólem było dla parafian zniszczenie kościoła. Do odbudowy wieży można było przystąpić dopiero w roku 1946. W sierpniu zawiązał się Komitet odbudowy, w skład którego weszli panowie: Franciszek Otremba, Wilhelm Kremiec, Brunon Bank i Franciszek Kloch. Zajęli się przede wszystkim zorganizowaniem i dostarczaniem potrzebnego materiału. Odbudowę poruczono p. Feliksowi Holeszowi z Szerokiej. Rozpoczęto ją 19 sierpnia i już 19 września ma być ustawiony krzyż na wieży.

Cześć i chwała Bogu.

Szeroka, 9 września 1946r.

Ks. Władysław Kręczkowski.

Notatka Agnieszki Piksowej

Niech będzie pokój Boży.

Dnia 6 września 1946 r. została odrestaurowana kopuła wieży kościelnej zniszczonej w czasie przechodzącego frontu w dniu 25 marca 1945 r. Dzień ten pamiętny w dziejach Szerokiej chcę krótko opisać. Po ponad 5 i pół roku hańbiącej okupacji hitlerowskiej wkroczyły do Szerokiej wojska bolszewickie w Palmową Niedzielę. Ciężki opór, jaki stawiały wojska hitlerowskie napierającym bolszewikom i pociski ciężkich dział sprawiły, że została strącona mała kopuła z krzyżem z wieży kościelnej. Wieża była dotąd punktem obserwacyjnym dla wojsk niemieckich, które w Szerokiej kwaterowały od 27 stycznia do 25 marca 1945 r. Został także uszkodzony dach od strony wieży. Na domiar złego, na początku maja uderzył piorun do wschodniej części dachu, który zaczął się palić. Dzięki sprawnej akcji ratowniczej parafian: Dionizego i Adolfa Piksy oraz Ludwika Gruszki, pożar został ugaszony. Cały dach pokryto nowym gontem, za który parafianie zapłacili robotnikom – góralom zbożem (25 funtów z każdej morgi).

Ale o wiele boleśniejszym dla wszystkich był fakt doszczętnego ograbienia kościoła przez bolszewików. Wszelkie przybory kościelne, szaty liturgiczne, chorągwie, zapasy świec i okrycia ołtarzowe zostały wykradzione. W świętokradzki sposób zbeszczeszczono kościół, a hostie były rozsypane na posadzce. Groza opanowała ludzi patrzących na takie spustoszenie.

Uprzednio hitlerowcy zabrali na cele wojenne wszystkie dzwony. Najboleśniejszą stratę stanowił „dzwon konający” z XVI wieku, zabytkowy i bardzo drogocenny. Figurę św. Stanisława Kostki, patrona Polski, musiano usunąć z kościoła i ukryć. W czasie frontu i w okresie całej wojny był proboszczem ks. Władysław Kręczkowki – dobry Polak, który razem ze swymi parafianami dzielił smutną dolę najstraszniejszej z wojen.

Ówczesnymi kościelnymi byli: Maksymilian Michalik i Leon Kloch, naczelnikiem gminy bezpośrednio po froncie został Fabian Michalski. Młodocianym organistą jest obecnie Wilibald Weismann. Zajął miejsce brata Eryka, który jeszcze nie wrócił z wojny.

Oddanymi pracownikami przy odbudowie kościoła są: cieśla -Feliks Holesz, tokarz- Alfred Białecki, murarze - Józef Glanc i Konrad Fajkis.

 Wiersze okolicznościowe napisane przez szeroczankę Gertrudę Guzy

 

Jak „wolnośc” do nas szła

 

Dwudziesty piąty marca, słoneczny, wiosenny dzień,

Nad naszą wioską wciąż jeszcze czai się wroga cień.

 

Jest siódma rano, swych rannych żołnierzy faszysta prędko uwozi stąd.

Bo już rozległy się wokół strzały, w powietrzu pożarów czuć swąd.

 

O ósmej płonęły stodoły i chaty, wśród huku katiuszy i dział.

Niemiecki żołnierz w wielkim popłochu, już z naszej wioski nareszcie wiał.

 

O dziewiątej godzinie tu się Ruscy zjawili, każdy gwiazdę na czapce miał,

To Sowieci do wsi wkroczyli, każdemu w ręce kałasznik się chwiał.

 

Te szare żołnierskie postacie ocierały swoje spocone czoła,

Czy są tu u was jeszcze Germany? Gromko z nich każdy wołał.

 

„Nie, już żadnego z nich tutaj nie ma, uciekli przed wami z tej wioski.”

Skończyła się wreszcie straszna wojna i okupacyjne troski.

 

Koniec wojny

 

Szeroka, wiosko nasza rodzinna, zagubiona daleko od głównych dróg,

Choć byłaś mała i niepozorna, opuścić cię nie chciał faszysta wróg.

 

Dniami, nocami wstrząsały tobą wybuchy granatów i dział ciężkich huk.

Ty byłaś coraz bardziej przerażona, opuścić cię nie chciał nienawistny wróg.

 

Marcowego poranka płonęła wioska, dymy pożarów snuły się w krąg,

Paliły się w koło wiekowe zagrody i szła na marne praca ludzkich rąk.

 

Trzeba się cieszyć, nadszedł koniec wojny, z ruin dźwigać wioskę , tworzyć byt spokojny.

Ale szeroczan coś mało z wojny powraca, choć wytężona czeka na nich praca.

 

Stęskniona matka co dzień wychodzi w pole „ wracaj synu, trzeba uprawiać rolę!”

Patrzy na świata strony cała zapłakana, nie wie,

że mogiła jego w obcym kraju, nikomu nie znana.

 

Leon Białecki

Szerockie Drzewo Wolności

W Szerokiej przy ulicy Powstańców Śląskich, u zbiegu ścieżek do kościoła pw. Wszystkich Świętych, na niewielkim wzniesieniu, rośnie lipa, zwana Drzewem Wolności – świadek ważnego wydarzenia historycznego.

Na rok 2011 przypada 90 rocznica wybuchu trzeciego powstania śląskiego. Wydarzenie to zostało poprzedzone plebiscytem w dniu 20 marca 1921 roku. Było to zgodne z decyzją Aliantów Termin głosowania zarządziła Rada Najwyższa w Opolu. Zgodnie z uchwałą ludzie urodzeni na terenie plebiscytowym mogli głosować, choć wtedy nie mieszkali w miejscu mającego się odbyć plebiscytu. Dla sprawy polskiej wyznaczony termin nie był sprzyjający. Wojska bolszewickie podążały na Warszawę, a teren plebiscytowy był nadal pod niemiecką administracją. Obecność wojska Ententy niewiele wspomagała Ślązaków narażonych na zaczepki bojówek niemieckich. Istniejące władze pruskie gościnnie przyjmowały przybyłych Niemców spoza Śląska, a były ich tysiące. Strona polska nie miała takiej możliwości. Do Szerokiej z tego tytułu przybyło kilkanaście osób.

Plebiscyt odbył się na tzw. Organistówce. W komisji plebiscytowej zasiedli ludzie przeszkoleni przez Piotra Zielonkę i Henryka Sławika. Ci ostatni takie gruntowne przeszkolenie otrzymali w Pszczynie. Zapowiadało się, że plebiscyt odbędzie się bez zakłóceń. Mylono się. Do sali głosowania wkroczyli przybyli z Bawarii Eryk i Herman Frydrycowie - synowie byłego zarządcy majątku księcia pszczyńskiego w Szerokiej. Oto co wspomina naoczny świadek tego wydarzenia szeroczanin Brunon Herman w książce Edwarda Wichury-Zajdel pt. Nieznane portrety : „Podczas głosowania podszedł do mnie w pewnym momencie ktoś z bliskiego otoczenia i szepnął do ucha, że Niemcy ci są uzbrojeni. Upewniwszy się co do tego, podszedłem do nich wraz z kilkoma miejscowymi działaczami i zażądałem oddania broni. Wówczas jeden z Niemców błyskawicznie wyciągnął z kieszeni rewolwer i niewątpliwie strzeliłby do mnie, gdyby nie Jan Tyman, późniejszy dowódca batalionu w trzecim powstaniu śląskim, który doskoczył do napastnika i wykręcając mu rękę, obezwładnił go ku zaskoczeniu obecnych. Wynikło zamieszanie. Powstańcy z Szerokiej, świadkowie tego zajścia rzucili się na Niemców i nie wiadomo, czym by się skończyło, gdyby nie interwencja miejscowego proboszcza, ks. Alojzego Koziełka, zasłużonego dla polskości Śląska kapłana, który swoim autorytetem cały konflikt jakoś załagodził. Pamiętam, że jeden z miejscowych germanofilów zawiadomił niezwłocznie o tym incydencie posterunek policji włoskiej, która samochodem ciężarowym zabrała poturbowanych Niemców do Pszczyny.” Później otrzymali glejt i bezpiecznie wrócili do swojego landu.

Wyniki plebiscytu w Szerokiej wypadły pomyślnie. 96% mieszkańców oddało głosy za Polską, 3,5% za Niemcami. Wyniki przeprowadzonego plebiscytu na całym Górnym Śląsku w sumie wypadły niepomyślnie. Złożyła się na to trudna sytuacja polityczna Polski i przewaga żywiołu niemieckiego w miastach na Śląsku. Alianci opierając się na wynikach plebiscytu zamierzali przekazać Polsce powiaty rybnicki i pszczyński oraz skrawek katowickiego. Wówczas Wojciech Korfanty uznał taki podział za niesprawiedliwy, dlatego zdecydował się jeszcze raz na powstanie. Tym razem szeroczanie ruszyli do powstania razem z mieszkańcami Boryni, wchodzili w skład XI kompanii. Wykazy powstańców zachowały się w zasobach archiwalnych powstań śląskich (1919-1921), które dopiero niedawno zostały ujawnione. Uprzednio zostały wywiezione do USA. W dokumentach widnieją nazwiska plutonowych, szeregowych, ordynariuszy, sanitariuszy, prowiantowych, kucharzy i telefonistów.

Trzecie powstanie wybuchło z 2 na 3 maja 1921 r. Jeszcze tej nocy grupa szerockich powstańców na wieść o wybuchu powstania podążała do punktu zbornego. Po drodze postanowiła spenetrować boryński zamek, w którym mieszkał pan na Boryni - Madejski. Powstańcy stanęli pod drzwiami zamku i niespodziewanie padł strzał, śmiertelnie raniony został Henryk Ździebło, 18-letni chłopiec. Przywieziono go furmanką do restauracji Hartza w Szerokiej, gdzie skonał na rękach matki. Część powstańców udała się do miasta Żory i razem z innymi ruszyła w stronę Rybnika. Na Paruszowcu we własnym domu zabarykadował się rybnicki kupiec i z karabinu maszynowego raził nadciągający pluton powstańczy. Rozpoczęła się walka, z której powstańcy wyszli zwycięsko. Połączone siły powstańców w Rybniku z różnych zgrupowań pomaszerowały w kierunku Góry św. Anny przez Pilchowice i Dziergowice. Pod Kędzierzynem poległ Alojzy Czempiel a koło Góry św. Anny został ciężko ranny Rudolf Janik. Pozostawiony u pewnego gospodarza później został zastrzelony przez Niemców. Druga grupa powstańców szerockich zgodnie z przynależnością do swojej kompanii udała się do Pszczyny, którą bez większych oporów opanowano. Podobnie zostały zajęte okoliczne miejscowości. W powstaniach śląskich brało udział osiemdziesięciu czterech szeroczan, poległo pięciu. Trzecie powstanie przyczyniło się do przyłączenia większych terenów Górnego Śląska do Polski.

Rok później wojska gen. Szeptyckiego wkroczyły do Żor, a było to w początkach lipca 1922 r. Na rynku tego miasta zgromadziły się tysiące żorzan i mieszkańców okolicznych wiosek, by wziąć udział w dziękczynnej polowej Mszy. Uczestnicy uroczystości ślubowali wierność krajowi, do którego zostali po przeszło 600 latach włączeni. Kilka dni później podobna uroczystość miała miejsce w Szerokiej. Zainicjował ją ks. Alojzy Koziełek. W kościele wypełnionym po brzegi przez ludzi całej parafii zostało odprawione nabożeństwo, które zakończyło się pieśnią: „Boże coś Polskę…” Potem z chorągwiami w uroczystej procesji udali się wszyscy na miejsce schodzących się ścieżek do kościoła obok legendarnego kopca. Ks. Alojzy Koziełek wygłosił patriotyczne przemówienie.

 

Szerockie Drzewo Wolności z pamiątkową tablicą. Zdjęcie z roku 2007 r.

Z kolei nastąpił moment zasadzenia drzewka, pod którym dla upamiętnienia tego wydarzenia umieszczono butelkę. Do niej Agnieszka Piksowa włożyła listę z nazwiskami szerockich powstańców i nazwiska ks. Koziełka, kierownika szkoły Alfreda Hoffmana, wójta Konstantego Karoska, wojewody Rymera i marszałka Polski Józefa Piłsudskiego.

Nieprzypadkowo szeroczanie wybrali lipę za swoje ulubione drzewo, jest ono bowiem symbolem polskości i nadziei, chronić ma przed piorunami więc daje poczucie bezpieczeństwa. Jest też symbolem dostatku i gościnności. Znawcy mówią, że to drzewo jest obdarzone pozytywną energią, dobrze wpływa na zdrowie człowieka. Od chwili chrystianizacji naszych ziem często zawieszano na tych drzewach kapliczki z wizerunkiem Matki Boskiej. Statuę Matki Boskiej, Królowej Pokoju z roku 1768 na naszym kopcu dawniej otaczały dorodne lipowe drzewa.

Statua z kopca

Zasadzone w pamiętny dzień młode drzewko rosło, nazwano je Drzewem Wolności a w okresie międzywojennym w przeddzień święta 3 maja wieczorem odbywały się przy nim corocznie uroczystości rocznicowe z okazji przyłączenia Śląska do Macierzy. Pod umajonym wieńcami i chorągiewkami państwowymi młodym drzewkiem stała trybuna a z niej kierownik szkoły wygłaszał mowę patriotyczną do zgromadzonych tłumnie mieszkańców Szerokiej, a dzieci szkolne deklamowały okolicznościowe wiersze. Potem długim pochodem szli wszyscy do granicy z Gogołową. A więc dzieci, zuchy i harcerki niosły lampiony, młode Polki ze swą chorągwią, oddział strzelców z pochodniami, weterani powstań śląskich ze sztandarem i pozostali szeroczanie, a wszyscy kroczyli w rytm miejscowej orkiestry dętej. Pochód wracając docierał do piaskownicy w pobliżu obecnego budynku OSP. Tam odbywał się capstrzyk dla uczestników pochodu. Capstrzyk zaczynał się raportem Związku Strzeleckiego i byłych szerockich powstańców śl. W środku polany płonęło wielkie ognisko. Śpiewano pieśni patriotyczne i ludowe. Kuchnia polowa serwowała chętnym grochówkę. Ostatnia taka uroczystość odbyła się w 1939 r.

Wybuchła II wojna światowa. Nie wiadomo w jaki sposób władze okupacyjne dowiedziały się wiosną 1940 roku o butelce z nazwiskami powstańców zakopanej pod lipą. Przybył żandarm, wręczył sztychówkę napotkanemu chłopcu i kazał kopać pod Drzewem Wolności. Młody szeroczanin szybko zorientował się o zamiarze żandarma, który przysiadł na skraju rowu i czekał aż chłopak wydobędzie spod korzeni butelkę. Kiedy kopiący dotarł do butelki, rozbił ją łopatą, a ukryte w niej papiery posiekał na drobne kawałki. Czyn ten uniemożliwił Niemcom odczytanie nazwisk powstańców.

Lipa rosła dalej, rozrastała się i potężniała. Doczekała czasów zniewolenia, w których na próżno starano się o wyeksponowanie tego wyjątkowego drzewa. Dopiero po uzyskaniu suwerenności i pełnej niepodległości oznakowano Drzewo Wolności tablicą upamiętniającą jego historyczne znaczenie.

Dnia 4 lipca 2002 roku odsłonięto pamiątkową tablicę na wspomnianym drzewie. Ufundowało ją Miasto Jastrzębie Zdrój, którego Szeroka jest obecnie dzielnicą. Cytuję słowa wypowiedziane z tej okazji przez ówczesnego prezydenta miasta Janusza Ogiegło:

„ W tym roku obchodzimy na Śląsku 80 rocznicę powrotu tych ziem do Macierzy. Odbyły się uroczystości centralne w Katowicach, uroczyste posiedzenie Sejmiku Województwa Śląskiego i wiele innych uroczystości. Jastrzębie - Zdrój poprzez dzisiejsze odsłonięcie tablicy skromnie przyłącza się do tych obchodów. Drzewo, które stoi do dziś, świadczy o trwałym zakorzenieniu się polskości na tych ziemiach.” Po odsłonięciu tablicy Prezydent złożył wiązankę kwiatów u stóp tego symbolicznego drzewa.

Odsłonięcie tablicy na Drzewie Wolności w roku 2002

Dobrze, że znaleźli się ludzie, którzy z czcią odnoszą się do świadków naszych dziejów. Szerockie Drzewo Wolności jest nadal obiektem zainteresowań. Bielski Klub Gaja po raz pierwszy organizuje ogólnopolski konkurs Drzewo Roku, wspomagany przez czeską Fundację Partnerstwo dla Środowiska. Chodzi o wybór takiego drzewa, z którym wiąże się historia ważna dla lokalnej społeczności, pisze redaktor Grażyna Kuźnik w Dzienniku Zachodnim w styczniu 2011 r. Autor książki Sławne drzewa województwa śląskiego, Aleksander Żukowski, zgłosił szerockie Drzewo Wolności do wspomnianego wyżej konkursu. Twierdzi bowiem, że nieczęsto w naszym kraju zdarza się , aby w podobny sposób wyeksponowano rolę drzewa - świadka zdarzeń ważnych dla naszej historii.

Helena i Leon Białeccy

Misje parafialne w Szerokiej

W dniach 26 marca – 3 kwietnia 2011 r. w naszej parafii odbędą się Misje św. Misje parafialne przeprowadza się co kilka lat (przeważnie co 10) dla całej parafii, których celem jest umacnianie i odnowienie życia wiary. Misje trwają zazwyczaj cały tydzień w odpowiednich porach dnia. Są głoszone nauki o zasadniczych prawdach wiary. Misje są czasem budzenia sumień, ożywienia gorliwości , zbliżeniem się do Boga i umocnieniem więzi międzyludzkiej.

Przeprowadzanie misji nakazuje proboszczom Kodeks Prawa Kanonicznego w kanonie 770. Misje parafialne w Szerokiej mają swoją historię. Pierwsze w dziejach szerockiego kościoła Misje św. odbyły się w okresie wielkanocnym 1872 r. Ks. prob. Leon Knappe sprowadził wówczas do Szerokiej słynnego kaznodzieję z Góry Św. Anny - ojca Atanazego Kleinwaechtera, który razem z drugim franciszkaninem ojcem Osmundem wygłaszał kazania misyjne.

Ojciec Atanazy nie tylko przeprowadzał misje , ale jest głównym bohaterem książki ks. Norberta Bończyka pt. „ Góra Chełmska”. Obok zabytkowy szerocki krzyż misyjny z 1872 roku.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ówczesne czasopismo kościelne „Schlesisches Kirchenblatt” z tej okazji zamieściło następujący opis : „Tak obfitych w łaski Świąt Wielkanocnych mała parafia Szeroka z jej 850 parafianami, jeszcze nie przeżywała. Pogoda była wspaniała, toteż zewsząd napływały tysięczne rzesze wiernych z okolicznych parafii, odległych 5 mil (1 mila = 1746 m), by wysłuchać odwiecznych prawd z wymownych ust misjonarzy w habitach zakonnych. Setki penitentów oblegały konfesjonały od wczesnego rana do późnej nocy, mimo to z powodu braku spowiedników, nie wszyscy obcy mogli spełnić swe pragnienie. Drogę łaski do stołu Pana otworzyło 25 dzieci, które po raz pierwszy przystąpiły do Komunii świętej. Liczba udzielonych komunii dorosłym szeroczanom wynosiła 550, a zamiejscowym 1250.

Nasza kochana Szeroka równała się przez kilka dni wielkiemu miejscu pątniczemu. Można sobie wyobrazić wspaniałe, malownicze położenie wiejskiego kościoła – który nawiasem mówiąc, mógłby stanowić ozdobę niejednego miasta – tuż obok tzw. „kopca szwedzkiego” zamienionego na zagajnik Matki Boskiej ze starą, 104 lata liczącą statuą Madonny, owe tysięczne rzesze pobożnych pątników skupionych wokół wzgórza i kopca, owe uroczyste nabożeństwa z wystawieniem Przenajświętszego i wstrząsające sumienia kazania – 23 wygłoszonych w jęz. polskim, 3 w języku niemieckim, pobożne modlitwy i śpiewy, nieprzerwane kolejki parafian, by odbyć sakrament pojednania. W procesji zakończenia Misji Świętych uczestniczyło 5000 pobożnych wiernych – wówczas otrzymałoby się słaby obraz tego, co się działo w Szerokiej po Wielkanocy 1872 roku”.

Rok 1872 przeprowadzenia misji został upamiętniony na pierwszym szerockim krzyżu misyjnym. Nadmienić należy, że były to czasy, kiedy parafia szerocka znajdowała się w granicach państwa pruskiego.

 

Przygotował Leon Białecki

 

Powrót utopka na Ławczok

O tym, że utopek przebywał na Ławczoku, wiedzą od dawna ludzie mieszkający w bliższej i dalszej okolicy tego stawu. A ci, którzy nie wierzą w opowieści o nim, niech przyjadą na miejsce i spojrzą na uschnięty dąb z kapliczką na nim, na dąb stojący nad samą wodą, blisko drogi z Żor do Boryni, dzielnicy Jastrzębia Zdroju. Na tym dębie utopek dawno temu siadywał i pykał fajkę. Jednak, kiedy już za dużo narozrabiał na tym świecie, a zwłaszcza utopił niejednego wędrowca przechodzącego w pobliżu jego raju, za karę zabił go grom z jasnego nieba i to w samo południe, akurat wtedy, gdy odpoczywał na dębie z nieodłączną fajką i rozmyślał o tym, co by jeszcze zrobić ludziom na złość.

Niektórzy uważają, że duch tego utopka nadal pokutuje w pobliżu tego długiego, podobnego do ławy stawu i mijając go, żegnają się skrycie, i przyśpieszają kroku.

Któregoś dnia zdarzyło się coś niesamowitego nad Ławczokiem, a było to krótko po wojnie. Pewien gospodarz ze Skrzeczkowic przyjechał w pełnym pędzie z końmi zaprzężonymi do wozu na swoje podwórko, łamiąc nawet wrota. Już zmierzchało, ale nie uszło to uwadze jego sąsiada. Zaniepokojony tym widokiem sąsiad przybiegł na podwórko przez zdemolowane wrota, z pytaniem o przyczynę spłoszenia się koni. Woźnica, któremu trzęsły się jeszcze ze strachu nogi, jeszcze z biczem w ręku wskazał w stronę Ławczoka, nachylił się do sąsiada i ledwo zdołał wyszeptać :

- Łon zaś jes na Ławczoku.

- Puknij sie w głowa ! W utopka wierzom jyno dzieci.

- Moga ci przysiąc, żech go widzioł ! Stoł schylony pod dymbym i roz po roz wypuszczoł jakiś światełka. Pewnie chcioł mie skusić do wody. Konie też sie go przestraszyły i widziołżeś jak pyndziły.

Gospodarz nie przekonał jednak sąsiada. Stwierdził, że mu odbiło albo mu się to przyśniło.

Na drugi dzień sąsiad niedowiarek miał sam do załatwienia interes na targu w Żorach. Dobrze sprzedał kilka prosiąt, więc musiał to oblać w karczmie. Tam spotkał znajomych z innych wiosek i zabawił dość długo. Kiedy w drodze powrotnej dojeżdżał ku Ławczokowi, już z daleka dostrzegł jakieś migające ogniki. Pomyślał, że to pracuje wyobraźnia, że to tylko mu się wydaje. Jednak w miarę zbliżania się, zauważył w tym samym miejscu, o którym mówił sąsiad, schylonego utopka, zapalającego co chwilę światełko. To widział naprawdę! Włosy zjeżyły mu się na głowie, przypomniało mu się nagle, że utopek czyha przede wszystkim na pijaków, a on miał mocno w czubie. Nie! Nie da się utopkowi wciągnąć do stawu! Zatrzymał w miejscu konie, cofnął furę do tyłu i zawrócił. Popędzał biczem swoje gniade, ile miał sił, skręcił na Osiny i okrężną drogą przez Krzyżowice, ze spienionymi końmi dotarł ledwo żywy do swojej zagrody. Zobaczywszy stojącego za płotem sąsiada ściszonym głosem potwierdził :

- Miołżeś prowda, łon tam rychtyk zaś miyszko !

A teraz o tym, skąd się wziął utopek widziany oczyma dwóch poważnych gospodarzy.

Przy granicy Szerokiej z Jastrzębiem mieszkał niewielkiego wzrostu szewc. Po wojnie ludzie z biedy nie kupowali nowych butów, ale dawali naprawiać stare. Do zelowania tych rozmaitych szkarbołów potrzebne były szewcowi drewniane kołki. Zabrakło mu ich, więc wybrał się po nie na rowerze do Żor, do najbliższego sklepu z przyborami szewskimi. Tak jak wyżej wspomniani rolnicy nie omieszkał wstąpić do karczmy. Kiedy wracał, zrobiło się już dość ciemno. Musiał przejeżdżać drogą koło Ławczoka. Jak już był blisko stawu, nie zauważył zakrętu i pojechał wprost na Ławczok. Nie wpadł do wody, bo koła ugrzęzły w bagnie i rower wywrócił się razem z nim pod samym dębem z kapliczką.

Chciało nieszczęście, że przy tym wypadku rozsypały się wszystkie centymetrowej długości kołeczki szewskie, schowane za pazuchą. Szewc nie mógł odżałować tych drewnianych gwoździków, bo po pierwsze musiał za nie zapłacić, a po drugie obiecał pewnej szykownej wdowie, na którą miał oko, że zrobi jej jutro buciki jak nowe. W ciemności nie potrafił jednak niczego dojrzeć. Namacał w kieszeni pudełko zapałek i poświecił sobie zapałką. Ale zapałka wnet zgasła, a on ledwo podniósł kilka kołków. Zapalał zatem co chwilę nową zapałkę i nim zgasła ostatnia, wyzbierał może z połowę, a reszta została w trawie, częściowo w bagnie. Ponieważ zapałki się skończyły, nie pozostało mu nic innego, tylko zabierać się do domu. Na następny dzień zaraz z rana zabrał się do naprawy obuwia, po kolei jak mu je przynoszono. A wtedy, gdy sięgnął po pantofelki wdowy , kołków mu zabrakło. Co tu robić ? Sklep już na pewno zamknięty, ale są jeszcze kołeczki w trawie przy Ławczoku! Kiedy dojechał pod dąb nad stawem, niebo zasłoniła ciemność, a gwiazdy świeciły za słabo, by przy ich świetle mógł coś zobaczyć w zdeptanym bagnie, tym bardziej, że te drewniane gwoździki zawilgły i przybrały kolor brązowawy. Znowu musiał sięgnąć po zapałki i schylić się , by cokolwiek znaleźć. Zbierał dość długo, by starczyło ich na podzelowanie butków młodej wdówki i ani nie przyszło mu do głowy, że wzięto go za utopka i że napędził tyle strachu dwom statecznym chłopom ze wsi koło Ławczoka.

A swoją drogą, dlaczego to zawsze pijakom zdarzają się nieprzyjemne przygody nad Ławczokiem ?

 Helena Białecka

 

 

  Wspomnienie pośmiertne o Monice Lamża

Śp. Monika Lamża urodziła się w 1921 r. w Szerokiej. Jej rodzice to Antoni Lamża i Agnieszka zd. Sławik. Monika uczęszczała do tutejszej szkoły powszechnej uzyskując bardzo dobre wyniki w nauce. W czasie okupacji pomagała rodzicom w gospodarstwie rolnym. Po wkroczeniu wojsk sowieckich w marcu do Szerokiej, kierownik szkoły Tadeusz Migdałek już w maju 1945 r. przystąpił do reaktywowania nauki w szkole. W skład nowo utworzonego grona nauczycielskiego z jego namowy weszła też Monika. Dzień 7 maja był pierwszym dniem nauki w szkole liczącej wówczas 194 uczniów. Religia była jednym z przedmiotów nauczania w szkole. Uczyli jej Monika Lamża, Janina Mikołajewicz i Ludwik Gruszka. Wizytator kościelny ks. Antoni Jochemczyk wspomnianym wyżej nauczycielom nadał misję kanoniczną uprawniającą do nauczania tego przedmiotu.

W 1947 r. wznowiono zajęcia w szerockim przedszkolu i władze szkolne w Pszczynie na kierowniczkę tej placówki wychowawczej powołały Monikę Lamża, która oprócz pracy w przedszkolu prowadziła zajęcia wychowania fizycznego dziewcząt w klasie VII. Monika Lamża pracując, podjęła naukę w systemie zaocznym w trzyletnim Seminarium dla Wychowawczyń Przedszkoli w Mysłowicach. Dyplom kwalifikowanej nauczycielki otrzymała 5 lutego 1949 r.

Dzięki jej staraniom przedszkole zostało wyposażone w najniezbędniejsze meble, w sprzęty i pomoce naukowe. Od tego czasu wprowadzono w przedszkolu dożywianie. Monika Lamża pełniła wówczas funkcję kierowniczki, intendentki i wychowawczyni. Grupa przedszkolaków liczyła około 30 dzieci.

Z dniem 1 czerwca 1969 r. Monika Lamża z powodu choroby przeszła na rentę inwalidzką i zamieszkała w Rybniku. Śp. Monika Lamża przez 24 lata pracowała w szkolnictwie. Wychowankowie wspominają ją jako osobę serdeczną i przyjazną, pełną ciepła i życzliwości. Była człowiekiem o wysokiej kulturze osobistej. W pracy zawodowej odznaczała się dokładnością i starannością. Była dobrym wzorem do naśladowania dla swych wychowanków. Taka pozostanie na zawsze nie tylko w pamięci swych wychowanków, ale także w pamięci koleżanek i kolegów.

 Leon Białecki

Ks. Alfons Antoni Michalski (1920-1981)

 

Ks. Alfons Antoni Michalski – syn Teodora i Ludwiny zd. Winkler urodził się 1 czerwca 1920 roku na Górnym Śląsku należącym wówczas jeszcze do Prus, w miejscowości o nazwie urzędowej Timmendorf. Ochrzczony został w kościele parafialnym pw. Wszystkich Świętych przez proboszcza Alojzego Koziełka. Alfons uczęszczał do szkoły, kiedy jej kierownikiem był St. Pacha, będący równocześnie organistą. Alfons przystąpił do I Komunii, za nowego ks. prob. Jana Menclera, który po włączeniu Górnego Śląska do Polski musiał uchodzić z Browieńca w powiecie prudnickim, miejscowości pozostałej w granicach państwa pruskiego. W latach 1926 – 1933, jak już wspomniano, uczęszczał do szkoły a w roku jej ukończenia rozpoczął naukę w Krakowie, na Nowej Wsi, w gimnazjum Zgromadzenia Księży Misjonarzy.

Alfons jako uczeń gimnazjum stoi w 1.rzędzie 5.od prawej, kolega szeroczanin Teofil Hermann w 2. rzędzie 4. od lewej

W sierpniu 1935 roku z polecenia przełożonego zgromadzenia, szeroczanin ks. Alfred Szkróbka towarzyszył Alfonsowi Michalskiemu w podróży do Wilna, gdzie kontynuował naukę gimnazjalną w ciągu następnych trzech lat.

Na murach Ostrej Bramy od kilku wieków w kaplicy istniał obraz Matki Bożej Miłosiernej. Młody gimnazjalista często modlił się w tym miejscu kultu maryjnego.

W 1938 roku Alfons zdał maturę w Wilnie i w sierpniu tego samego roku został przyjęty do Zgromadzenia Księży Misjonarzy a Paulo. Kierując się słowami Ewangelii: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” postanowił wybrać ubóstwo i całkowite otwarcie się na Boga i Jemu zawierzyć. Przepojony ideami Wincentego a Paulo opuścił Wilno i rozpoczął studia filozoficzno-teologiczne na Stradomiu w Krakowie.

Nadszedł rok 1939. Wybuchła II wojna światowa. W wyniku napaści Niemiec i Rosji Sowieckiej Polska po trzech tygodniach rozpaczliwej walki utraciła niepodległość. Nastała czarna noc okupacji i prześladowania Polaków a w szczególności ludności żydowskiego pochodzenia. Na Wawelu urzędował Hans Frank, który zaczął planowaną akcje niszczenia polskiej inteligencji. Dnia 6 listopada 1939 roku aresztowano profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego a wśród nich znalazł się ks. prof. Konstanty Michalski ze Zgromadzenia Księży Wincentego a Paulo. Po pobycie w aresztach w różnych miejscowościach wywieziono ich do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen. Dnia 5 listopada 1940 roku Hans Frank przesłał arcybiskupowi Sapiesze zarządzenie o likwidacji wszystkich seminariów w Generalnej Guberni. W praktyce jednak pozwolono dokończyć studia teologiczne studentom, ale nowych kandydatów nie było wolno przyjmować. W takiej sytuacji przyszli klerycy odbywali studia w sposób tajny.

Kleryk Alfons przygotowując się do święceń kapłańskich, przyjął wówczas cztery niższe święcenia: ostiariat, lektorat, egzorcystat i akolit. Dnia 18 grudnia 1943, w Krakowie diakon Alfons Michalski otrzymał w Kościele Zgromadzenia Księży Misjonarzy pw. Nawrócenia św. Pawła Apostoła z rąk ks. biskupa sufragana Stanisława Rosponda święcenia kapłańskie. Po święceniach neoprezbiter od razu rozpoczął pracę duszpasterską na Kleparzu, równocześnie studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim filozofię scholastyczną.

W dniu prymicji z matką, siostrą(stoi z lewej), z gośćmi i dziewczynkami z Szerokiej

W miesiącu maju 1946 roku przybył do swojej rodzinnej Szerokiej, gdzie odprawił mszę prymicyjną i udzielał błogosławieństwa prymicyjnego szerockim parafianom i licznym gościom spoza parafii. Było to za proboszczowania ks. Władysława Kręczkowskiego.

W czasie studiowania w Krakowie udzielał lekcji religii w średniej szkole zawodowej przy ul. Św. Agnieszki i ul. Józefa Dietla.

Wśród parafian w Słubicach

Przez następne lata był wikariuszem i katechetą w parafii Matki Bożej Królowej Polski w Słubicach nad Odrą a od stycznia do października 1949 roku pełnił funkcję sekretarza ks. Biskupa Stanisława Adamskiego w Katowicach. W latach 1949 - 1951 sprawował obowiązki kapelana w kaplicy Sióstr Miłosierdzia przy ul. Mieszka I w Gorzowie Wielkopolskim. Pracował też wtedy jako katecheta w szkołach podstawowych i w Liceum Mechanicznym.

W towarzystwie swoich wychowanków

W styczniu 1951 roku powrócił do Krakowa na Kleparz, gdzie był prefektem kościoła a także wykładał filozofię w Instytucie Teologicznym na Stradomiu w latach 1952 - 1966. W tym czasie się doktoryzował.

Wśród braci w zakonie stoi 1.z prawej w przedostatnim rzędzie

Nadszedł 1966 rok. Obchodzono wtedy pamiętną rocznicę dla narodu polskiego – tysiąclecie chrztu. Obchody tej rocznicy organizował Kościół pod przewodnictwem prymasa Polski Stefana Wyszyńskiego. Władze komunistyczne organizowały obchody tysiąclecia państwa polskiego w sposób konkurencyjny. Nie dopuściły do przyjazdu Ojca św. Pawła VI do Polski. Mało tego, nasilały represje wobec duchowieństwa. Usunęły rektorów sześciu wyższych seminariów duchownych i zapowiedziały zamknięcie czterech seminariów.

W owym czasie ks. Alfons musiał zrezygnować z prowadzenia wykładów. Zaczął chorować i przebywał w domu kleparskim aż do 1975 roku.

Ojciec Maria Maksymilian Kolbe

Rok 1975 ogłosił papież Paweł VI Rokiem Świętym. Dla Polaków był to rok szczególny, gdyż ojca Maksymiliana Kolbego ogłoszono błogosławionym. Ks. Alfons był jego wielkim czcicielem i bardzo przeżywał fakt, że osobiście nie będzie mógł uczestniczyć w beatyfikacji Polaka-męczennika. Księża przyjaciele uczestniczący w tej uroczystości przywieźli z Rzymu dla niego dwie kasety z całym nagraniem tego wydarzenia.

Choroba czyniła coraz większe spustoszenie w organizmie ks. Alfonsa. Było mu jednak dane dożyć radosnej chwili, kiedy kardynał Karol Wojtyła w wyniku konklawe został wybrany następcą na stolicę św. Piotra i przyjął imię Jana Pawła II.

Ostatnie chwile życia ks. Alfons spędził w Krzeszkowicach. Siostry Miłosierdzia opiekujące się, chorym wspominały, że był człowiekiem zawsze pogodnym i uprzejmym dla otoczenia.

Pogrzeb ks. dr-a Alfonsa Michalskiego i miejsce jego ostatniego spoczynku

Dnia 16 maja 1981 roku w Krzeszkowicach zmarł ks. dr Alfons Michalski, miał zaledwie 61 lat. Pogrzeb odbył się dwa dni później. Uczestniczył w nim ks. wizytator Tadeusz Gocłowski, późniejszy biskup gdański, rodzina, liczni księża i wierni. Trumnę ze zwłokami zmarłego złożono w grobowcu Zgromadzenia Księży Misjonarzy w Krakowie.

Na podstawie maszynopisu śp. ks. prob. Antoniego Łatko przygotował Leon Białecki

 

Ks. Teofil Herrmann (1921 – 2003)

Ks. Teofil Herrmann, syn Pawła i Julianny zd. Kocur urodził się 12 sierpnia 1921 roku w Szerokiej, dziś dzielnicy miasta Jastrzębie Zdrój. Wówczas Szeroka należała do diecezji wrocławskiej, a jej biskupem był ks. kardynał Adolf Bertram, zaś papieżem Benedykt XV. Teofil został ochrzczony przez ks. prob. Alojzego Koziełka w dniu 14 sierpnia 1921 r. Miał pięcioro rodzeństwa - brata Rudolfa i siostry: Agnieszkę , Klarę , Gertrudę i Annę.

Gdy liczył 7 lat , zaczął uczęszczać do szkoły powszechnej, w której urząd kierownika pełnił Stanisław Pacha. Następny proboszcz ks. Jan Mencler udzielał grupie chłopców lekcji języka łacińskiego, wśród uczniów bywał również ministrant Teofil. W dwunastym roku życia, po ukończeniu 6 klas szkoły powszechnej rozpoczął naukę w Małym Seminarium Duchownym Księży Misjonarzy w Krakowie. Po zdaniu małej matury, pod opieką ks. Alfreda Szkróbki wyjechał do Wilna i zamieszkał na Suboczu - w siedzibie księży misjonarzy, tam też rozpoczął nowicjat. Gdy wybuchła II wojna światowa, przełożeni zgromadzenia nie widząc możliwości dalszego utrzymania młodzieży, zaproponowali jej powrót do domów rodzinnych. Teofil postanowił pozostać w Wilnie, by po otwarciu szkół ukończyć gimnazjum i zdać maturę, co udało się mu w 1941 r.

Jesienią tego samego roku rozpoczął studia filozoficzno-teologiczne w Wileńskim Seminarium Diecezjalnym. Niestety w marcu 1942 r. gestapo wraz z litewską policją aresztowało profesorów i alumnów, umieszczając ich w więzieniu wileńskim na Łukiszkach. Z powodu trudnych warunków więziennych klerycy zachorowali na tyfus, dlatego umieszczono ich w szpitalu. Jeden z nich zmarł z powodu tyfusu i zapalenia opon mózgowych. Resztę kleryków wywieziono potem na roboty do Niemiec, Teofilowi ze względu na słabe zdrowie pozwolono wrócić na Śląsk. Po powrocie postanowił kontynuować tajne studia w Krakowie w Instytucie Księży Misjonarzy, gdzie otrzymał cztery niższe święcenia. Ordynariusz diecezji katowickiej, biskup Stanisław Adamski, udzielił Teofilowi razem z klerykami Śląskiego Seminarium Duchownego święceń subdiakonatu i diakonatu.

Diakon Teofil przyjął święcenia kapłańskie w kościele pw. Nawrócenia św. Pawła w Krakowie z rąk ks. biskupa sufragana Stanisława Rosponda, w dniu 5 maja 1946 r.

Prymicjant ks. Teofil Herman w gronie rodziców, rodzeństwa i zaproszonych gości. Wśród księży 2. z lewej: Józef Weissmann, prob. Władysław Kręczkowski, Alfred Szkróbka i Alfons Michalski W ostatnim rzędzie ks. Izydor Ździebło

Dnia 12 maja tego samego roku ks. Teofil odprawił mszę prymicyjną. Do tej uroczystości przygotowywała się cała szerocka parafia. Przed domem rodzinnym wzniesiono bramę ubraną w zieleń i kwiaty, a na niej widniał napis: Tyś kapłanem na wieki. Po błogosławieństwie rodziców, dziewczęta w białych sukniach z naręczami kwiatów, przy dźwiękach orkiestry i uroczystym biciu dzwonów, prowadziły do kościoła neoprezbitera. Kazanie prymicyjne wygłosił ojciec duchowny z gorzowskiego Seminarium Duchownego ks. Izydor Ździebło – krewniak ks. prymicjanta.

Neoprezbiter w gronie najbliższych przed domem rodzinnym

Ks. Teofil zaraz po prymicjach podjął obowiązki jako wikariusz parafii w Żaganiu. Przełożeni dostrzegając jego przymioty duchowe, dołączyli go w latach 1951-1955 do grona wychowawców jako ojca duchownego Śląskiego Seminarium w Krakowie. W 1951 uzyskał stopień magistra teologii na Wydziale Teologicznym UJ w Krakowie na podstawie pracy pt.: „Wilhem Estiusz jako egzegeta”. W latach 1955 - 1957 jako duszpasterz parafii św. Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie studiował Pismo Święte na Akademii Teologii Katolickiej i obronił doktorat na podstawie pracy pt. „ Nowe kierunki egzegezy biblijnej Jana Maldonata oraz jej wartości na podstawie współczesnych mu prądów teologicznych katolickich i innowierczych.” Rok później powierzono mu obowiązki dyrektora seminarium i wykłady w Instytucie Teologicznym w Krakowie.

W 1958r. rozpoczął pracę w Biskupim Seminarium Duchownym w Gdańsku - Oliwie jako profesor - wykładowca Pisma Świętego i wicerektor. Studiował też w Rzymie, gdzie napisał nową rozprawę. Dzięki Papieskiemu Instytutowi uczestniczył w podróży naukowej do Ziemi Świętej. W 1971 r. skierowano go do Goździkowa - Paradyża, kontynuował tam obowiązki rektora i wykładowcy seminarium. Rok później na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie odbył kolokwium habilitacyjne w oparciu między innymi o pracę „ Miłość braterska w I Liście św. Jana”.

Przez dwa miesiące przebywał w parafii francuskiej Saint Cyr L/Ecole. W 1980 r. duszpasterzował w Ameryce Północnej w Brooklyn.

W tym samym roku założył Apostolat Maryjny kontynuujący działalność przedwojennego Stowarzyszenia Cudownego Medalika, zlikwidowanego przez władzę ludową. Nowo powstały ruch został zatwierdzony pismem przez Prymasa Polski, kardynała Józefa Glempa w 1992 roku a statut zatwierdziła Konferencja Biskupów Diecezjalnych.

W 1982 Ks. dr brał udział w Rzymie w Międzynarodowym Sympozjum Mariologicznym na temat: „Duch Święty a Maryja”. Dane mu było wtedy uczestniczyć w kanonizacji św. Maksymiliana Maria Kolbego. Trzy lata później ks. dr Teofil zorganizował Pierwszą Ogólnopolską Pielgrzymkę na Jasną Górę.

 

Dom Centralnego Ośrodka Apostolatu Maryjnego w Warszawie

W latach 1994 – 2003 założyciel Apostolatu Maryjnego zamieszkał w Domu Zgromadzenia przy ulicy Radnej nr 14 w Warszawie, gdzie umieszczono Centralny Ośrodek Apostolatu Maryjnego. Całym ruchem religijnym, który objął prawie wszystkie diecezje w kraju oraz ośrodki polonijne w zachodniej i wschodniej części Europy kierował dyrektor Krajowy AM ks. dr Teofil Herrmann a wicedyrektorem tej formacji religijnej została pani mgr Ewa Pruska- Zajdel z Warszawy. Ks. Teofil jako naczelny dyrektor redagował periodyki pt. „ Promienie Pośredniczki Łask ” oraz Biuletyny Apostoła Maryjnego. Jego dorobek naukowy liczy około 70 pozycji. Wiele jego artykułów naukowych i popularno - naukowych ukazało się w polskich i zagranicznych czasopismach. Ks. dr znał kilka języków. Jako Dyrektor Krajowy odwiedzał osobiście wszystkie środowiska, w których jako założyciel głosił kazania i animował nowe wspólnoty.

Księża przyjaciele otaczają jubilata obchodzącego 40-lecie kapłaństwa. W środku u góry ks. prob. Oswald Reiman, na dole pierwszy z prawej ks. prob. Kuboszek z Krzyżowic

Wspomniany wyżej ks. Teofil bywał częstym gościem w swej rodzinnej parafii. Wszystkie jubileusze kapłańskie odprawiał w kościele pw. Wszystkich Świętych przy udziale licznych delegacji z regionów Polski, wielu księży, członków rodziny i wielkiej rzeszy szeroczan.

W 2003 roku w czasie Ogólnopolskiej Pielgrzymki na Jasną Górę, moderator diecezji katowickiej zaprosił ks. dyrektora AM do Szerokiej, rodzinnej miejscowości. Niestety było to ostatnie spotkanie z założycielem Apostolatu Maryjnego Cudownego Medalika.

Ostatnie pożegnanie na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie

Dnia 9 września 2003 r. zmarł ks. dr Teofil a wieść o jego śmierci obiegła szybko wspólnoty AM w całej Polsce. Pogrzeb śp. ks. dr. Teofila Herrmanna odbył się 15 września. Mszę św. odprawił arcybiskup Gocłowski w koncelebrze dwóch biskupów i 80 księży. W pogrzebie uczestniczyła rodzina śp. ks. Teofila razem z liczną delegacją z Szerokiej. Brały w nim też udział delegacje wspólnot z całego kraju. Msza św. odbyła się w Bazylice Mniejszej św. Krzyża w Warszawie. Eksportacja zwłok na Cmentarz Powązkowski nastąpiła o godz. 13.00. Na miejscu spoczynku odbyły się mowy pożegnalne, śpiew, a gra skrzypka wzruszała do głębi uczestników pogrzebu. Tak żegnano naszego ziomka – ks. dr. Teofila Hermanna. Licznych gości i całą delegację ze Śląska zaproszono na stypę do Domu Księży Misjonarzy.

Ks. Teofil Herrmann swym życiem dał świadectwo jak należało żyć w trudnych realiach XX wieku, zwyciężając zło – dobrem, fałsz – prawdą, nienawiść – miłością, dlatego przed samą śmiercią swoją mógł powiedzieć: „ W radości żegnam Was, odchodząc do wieczności”.

Dzieło ks. dr. Teofila istnieje, stale rozrasta się i liczy około 8000 członków, obejmuje zasięgiem ośrodki polonijne. Obecnie Dyrektorem Krajowym jest ks. dr Tadeusz Lubelski.

Opracował Leon Białecki

 

Ks. Alfred Jan Hoffman (1923 - 1994)

Ks. Alfred Jan Hoffman urodził się 8 stycznia 1923 r. w Szerokiej, dziś dzielnicy miasta Jastrzębia – Zdroju, gdzie jego ojciec pracował jako kierownik szkoły. Rodzice, to Erwin Hoffmann i Gertruda zd. Wilczek. Alfreda ochrzcił ks. prob. Alojzy Koziełek w tut. kościele.

Alfreda ochrzczono w kościele pw. Wszystkich Świętych w Szerokiej

Później cała rodzina przeniosła się do miejscowości Góra w powiecie pszczyńskim. Tam też ojciec objął urząd kierownika szkoły. Od najmłodszych lat Alfred był dzieckiem szczególnie uzdolnionym muzycznie i plastycznie. Pierwszym instrumentem, na którym grał mały Fredzio była harmonijka ustna. Swoje talenty muzyczne rozwijał pod czujnym okiem ojca, ucząc się pod jego kierunkiem gry na instrumentach klawiszowych, w czym jako dziecko wybitnie uzdolnione robił szybkie postępy. Z domu rodzinnego wyniósł przyszły kapłan umiłowanie porządku i prawa, wielki szacunek dla każdego człowieka, otwartość w nawiązywaniu kontaktów, a także szczególną troskę o tych, którzy są w potrzebie.

Zabytkowy kościół w Górze

Do szkoły powszechnej w Górze uczęszczał do 14 czerwca 1933 roku, uzyskując bardzo dobre oceny. Alfred już w wieku dziesięciu lat został wysłany przez rodziców do Gimnazjum Księży Salezjanów w Oświęcimiu, gdzie uczył się przez następne pięć lat. W roku 1938 ukończył naukę w gimnazjum. W tym samym roku poprosił o przyjęcie do nowicjatu Zgromadzenia Salezjańskiego, który mieścił się w Czerwińsku nad Wisłą. Tam też rozwijał swoje uzdolnienia muzyczne, ucząc się gry na organach oraz akompaniując śpiewowi podczas nabożeństw. Jako 16-letni młodzieniec złożył podanie o przyjęcie do Zgromadzenia Salezjańskiego. Śluby zakonne złożył w Czerwińsku dnia 2 sierpnia 1939. Po okresie asystencji przyszedł czas studiów filozoficznych i teologicznych, które odbył w Oświęcimiu i Krakowie w latach 1940-1946. W tym czasie otrzymał tonsurę i cztery święcenia niższe w Wiedniu, w czerwcu 1943 r. z rąk arcybiskupa Teodora kard. Innitzera. Dnia 26 maja 1945 r. złożył śluby wieczyste potwierdzające pragnienie całkowitego oddania się Bogu w Zgromadzeniu Salezjańskim. Subdiakonat otrzymał w Krakowie 11 listopada 1945 roku, a następnie święcenia diakonatu 27 stycznia 1946 r. z rąk biskupa Stanisława Rosponda. Wreszcie, z rąk tegoż samego biskupa, 9 czerwca 1946 r. w kościele Matki Bożej Wspomożenia Wiernych w Oświęcimiu otrzymał świecenia kapłańskie.

Cieszącego się dobrą opinią i zaufaniem przełożonych neoprezbitera skierowano najpierw do pracy w domu nowicjackim w Kopcu k. Częstochowy, gdzie pracując przez rok pełnił funkcję socjusza. W roku 1947 został skierowany do Poznania, aby podjąć obowiązki kierownika oratorium. Tam właśnie, w Poznaniu, w latach 1947-1952 podjął studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Adama Mickiewicza, które zaowocowały tytułem magistra filozofii. Ten czas był także okresem wzmożonej pracy nad doskonaleniem talentów muzycznych. Przełożeni zauważywszy jego wielką pasję do muzyki, mianowali ks. Hoffmana nauczycielem muzyki w Oświęcimiu, a dodatkowo kierownikiem nowicjatu. Tę funkcję sprawował ks. Hoffman w latach 1952-1953.

Lata 1953-1955 to okres bardzo trudny dla ks. Alfreda. Z przyczyn zdrowotnych został skierowany na dwuletni urlop do domu rodzinnego. W tym też czasie ks. infułat Julian Ryster, zwrócił się z prośbą do inspektora, ks. Rokity, o skierowanie ks. Hoffmana do pracy w charakterze organisty i dyrygenta chóru w Katedrze Siedleckiej. Dnia 12 marca 1955 roku ks. Alfred Jan Hoffman rozpoczął pracę w Siedlcach.

Po przybyciu do Siedlec ks. Hoffman objął liczne obowiązki przy kościele katedralnym. Został mianowany wikariuszem parafii katedralnej, a co się z tym wiąże - nauczycielem religii w szkole. Do jego obowiązków należała kapelania w domach sióstr albertynek i Sióstr Zgromadzenia Jedność, które to domy leżą na terenie parafii katedralnej.

 

Od samego początku ks. Hoffman dbał o wystrój katedry. Jego dekoracje tworzone z wielkim smakiem artystycznym zachwycały przez długie lata siedlczan i licznych gości monumentalizmem, przejrzystością i wielką precyzją wykonania .

Jako organista katedralny ks. Hoffman był jednocześnie kancelistą. Będąc wychowany w duchu umiłowania porządku, prowadził kancelarię parafialną w sposób wzorowy.

Jako muzyk zasłużony dla diecezji, ks. Hoffman zaangażował się w pracę w Diecezjalnej Komisji Liturgicznej, do której został powołany przez biskupa siedleckiego w 1968 r. Wraz z innymi księżmi zaczął pracować nad doskonaleniem organistów, prowadząc rekolekcje dla nich. Kiedy powołano do życia Studium Organistowskie, jako wykładowca prowadził część zajęć we własnym mieszkaniu, mieszczącym się w plebanii katedralnej przy ul. Kochanowskiego. Dla słuchaczy studium napisał ponad 530 harmonizacji pieśni kościelnych. Pracą pedagogiczną, która obejmowała także prywatne zajęcia, zajmował się do końca życia, przygotowując wielu przyszłych muzyków do podjęcia studiów.

Z początkiem lat 80-tych, ubiegłego wieku został skierowany do nauczania muzyki w Studentacie Filozoficznym Księży Salezjanów w Kutnie -Woźniakowie, gdzie był także spowiednikiem kleryków i współbraci. Cotygodniowe dojazdy do Kutna kosztowały go wiele trudu i poświecenia, a także zdrowia, które było coraz słabsze.

W roku 1984 na prośbę ówczesnego rektora Wyższego Seminarium Duchownego w Siedlcach, ks. dra Kazimierza Białeckiego objął zajęcia z utalentowanymi muzycznie klerykami, ucząc gry na fortepianie oraz podstaw muzyki. Po śmierci ks. Władysława Pietrzaka, objął także całość nauczania muzyki oraz prowadzenie chóru seminaryjnego.

Największą jednak pasją, której poświęcił się bez reszty, było prowadzenie Chóru Katedralnego. Praca z zespołem przebiegała zawsze na dwóch płaszczyznach. Pierwszą z nich była praca muzyczna. Ks. Hoffman przez prawie 40 lat swojej działalności uczynił z Chóru Katedralnego zespół wysokiej klasy, który sięgał w swoim repertuarze po dzieła najznamienitszych kompozytorów. Śpiewy w niemal każdą niedzielę roku liturgicznego, uczestnictwo we wszystkich uroczystościach w katedrze, wreszcie dziesiątki koncertów muzyki religijnej, to niekwestionowany dorobek stawiający ks. Hoffmana wśród najlepszych dyrygentów zespołów kościelnych w Polsce. Dla swojego chóru napisał też ks. Hoffman wiele większych i mniejszych opracowań, wśród których można się doliczyć ponad 190 utworów wykonywanych do dzisiaj w Katedrze Siedleckiej i poza nią. Jako kompozytor ks. Hoffman używał pseudonimu artystycznego A. Remański.

Przez szeregi Chóru Katedralnego, a także prowadzonych przez niego chórów - młodzieżowego i dziecięcego przewinęło się setki osób uczących się od ks. Hoffmana miłości do muzyki, a szczególnie muzyki liturgicznej.

Ks. Hoffman jako dyrygent nie ograniczał się tylko do pracy muzycznej. Był on dla swoich chórzystów kapłanem, ojcem i przyjacielem. Jego życie związane było całkowicie z życiem chórzystów. Razem z nimi przeżywał radości i smutki, był wszędzie tam, gdzie go potrzebowano. Pomagał rozwiązywać problemy, doradzał, podtrzymywał na duchu. Uczył zawsze zaufania do Pana Boga i miłości do Maryi Wspomożycielki Wiernych. Sam ukształtowany w duchu ks. Jana Bosko, wychowywał z wielką miłością dzieci i młodzież, uczył dorosłych jak być autorytetem i wychowawcą dla młodych pokoleń.

 

Jego skromne mieszkanie w plebanii katedralnej zawsze wypełnione było ludźmi, którzy potrzebowali przewodnika na swojej drodze życiowej. Dla wszystkich miał czas, otwarte serce i rękę.

Ks. Hoffman prowadził cichą i niewidoczną pracę charytatywną. Wielu potrzebujących znajdowało u niego pomoc. Wspierany przez swoich chórzystów rozdawał wszystko co miał, widząc w ubogich opuszczonego Jezusa.

Pogarszający się stan zdrowia nie hamował pracy duszpasterskiej, artystycznej i pedagogicznej ks. Hoffmana. W ostatnich latach życia starał się jeszcze więcej pracować, mówiąc, że czuje powoli chwilę odejścia, a tak wiele chciałby jeszcze zrobić dla Chwały Bożej i czci Niepokalanej Wspomożycielki. Rankiem 2 lipca po krótkiej, lecz ciężkiej chorobie zmarł na rękach chórzystów w swoim mieszkaniu.

Pogrzeb ks. Hoffmana był wielką manifestacją wiary, w której wzięły udział tysiące siedlczan. Można powiedzieć, że całe miasto żegnało kapłana, którego wielkość polegała na pokornej służbie bliźnim.

Pośmiertnie, w roku 1994 ks. Alfred Hoffman został uhonorowany nagrodą im. Ludomira Benedyktowicza za całokształt twórczości w dziedzinie muzyki sakralnej. W rok po śmierci ks. Hoffmana została poświęcona tablica pamiątkowa ku jego czci, umieszczona w przedsionku Katedry Siedleckiej. Rada Miejska w Siedlcach przyznała ks. Hoffmanowi 22 czerwca 1995 r. tytuł Honorowego Obywatela Miasta Siedlce. Jego imię nosi rondo przy skrzyżowaniu ulic Cmentarnej, ks. Popiełuszki, Piaskowej i 10 lutego.

Pamięć o ks. Hoffmanie i jego pracy jest ciągle żywa i kultywowana przez Chór Katedralny, który nosi jego imię i rozwija dzieło swojego założyciela.

Na podstawie „ Podlaskiego Echa Katolickiego” nr 14- 1994 r. i notatki internetowej o księdzu A. Hoffmanie przygotował Leon Białecki

 

 

Jak żyli szeroczanie w wieku XV i XVI

Jeszcze w XV wieku choć chłop tutejszy ciężko pracował, cieszył się jednak osobistą wolnością. Na folwarku pana pracował najwyżej 4 dni w roku, resztę czasu poświęcał swojej gospodarce. Nadwyżki płodów rolnych sprzedawał na rynku, głównie w Żorach. Zatem miał z czego płacić czynsz panu. Rodzinom kolonistów szerockich i pozostałym szeroczanom żyło się dobrze. Dobrze żyło się także chłopom po innych wsiach i dlatego liczba ludności wzrosła w tym czasie trzykrotnie.

Wprawdzie rolnik - siodłak podlegał sądowi wójta i starszyzny wiejskiej, ale byli to ludzie swoi, nikogo nie krzywdzący, wymierzający słuszną karę. W środku wsi stał już kopiec. Najprawdopodobniej to na nim odbywały się wiejskie sądy, najczęściej za kradzież i bójki między młodymi. Spokojnym ludziom zagrażało jednak niebezpieczeństwo z zewnątrz, bowiem zaczęło się szerzyć rozbójnictwo. Całe bandy napadały na miasta i bogatsze wsie. Nawet książęta śląscy łączyli się w związek, by wspólnie przeciwdziałać temu zjawisku. W tej sprawie związek śląski zawarł układ z Rzeczpospolitą. Żory i Wodzisław złączyły się w związek miast i dlatego na połówkach swych herbów mają miecze. Jak ważna była to w owym czasie sprawa świadczy fakt, że w 1402 roku powstał ogólnopolski związek książąt, rycerstwa i miast przeciw zbójnikom. W tych to czasach postrachem w naszych stronach był rozbójnik „Jastrząb”.

Niektórzy historycy naszego regionu są skłonni przypuszczać, że kopiec szerocki stał na obecnym miejscu już w czasach przedhistorycznych i stanowił wartę sygnałową. W razie zbliżającego się niebezpieczeństwa zapalano na nim ogień, widoczny z daleka. Inni natomiast uważają, że na kopcu stała wieża wartownicza i służyła jako warta kontrolna drogi handlowej, bowiem sądzą jakoby przez Szerokę wzdłuż biegu Pszczynki biegła droga z Krakowa, względnie od Wiślan ku Morawom. Mogło tak istotnie kiedyś być, jeśli popatrzymy, jak zmienia się krajobraz i wiele innych rzeczy na naszych oczach. Kopiec obrósł jeszcze w inne legendy. Ma stanowić kurhan jakiegoś generała szwedzkiego, lub mają w nim być pochowani husyci, zabici w czasie oblegania Żor, ale te podania stworzyła fantazja ludowa.

Ledwo uporano się z miejscowym zbójnictwem, gdy na tutejsze okolice napadli czescy husyci, przeciwni wierze katolickiej w dotychczasowym kształcie. Archiwa podają, że około lat 1430 – 33 husyci spalili kościół w Szerokiej znajdujący się przy granicy z Gogołową. Spuścili też dużo stawów. W zniszczonej okolicy zaczęła się szerzyć zaraza cholery i duru przenoszona przez wojsko najeźdźcy.

W roku 1494 dotychczasowe wolne sołectwo w Szerokiej zostało podzielone między dwu sołtysów. Prawdopodobnie sołtys wydając za mąż córkę, dał jej jako posag część sołectwa. Jedna część należała do Bartosza Szayblara, druga do jego przypuszczalnego zięcia Macieja Brossega. Szayblerową część obrabiało trzech poddanych siodłaków. Kazimierz, książę cieszyński, potwierdził posiadłości i przywileje sołtysie. Sołtysi oprócz sprawowania sądów wiejskich, zbierania czynszu od chłopów i pilnowania ich, by poszli do pracy na folwarku, jeszcze tylko parę dni w roku każdy, mieli też obowiązek służyć na zamku księcia pszczyńskiego na jego wezwanie z jednym człowiekiem uzbrojonym w kuszę. Po ojcu Bartoszu, I część przejął w 1520 Jurek Szayblar, a II dział po Brossegu - Jan Latoin. W 1554 r. na I dziale siedział syn Jurka – Filip, a Łukasz Latoin na dziale II. Latoniowi prawdopodobnie musiało się nie najlepiej wieźć i nie mógł się wywiązać ze swych zobowiązań wobec pana, skoro w 1557 roku zastawił swego poddanego Szymka Foksa za 20 złotych śląskich panu Zygmuntowi Świetlikowi, namiestnikowi na Pszczynie. Karczma nadal była w rękach Szayblera.

Na przełomie wieku XV i XVI w Szerokiej mieszkały 23 rodziny chłopskie i 2 sołtysie. Jeden z rolników trudnił się dodatkowo kowalstwem, drugi - ciesielką. Pojawił się też bezrolny tkacz płótna. Wielkim wydarzeniem była budowa nowego kościoła w środku wsi, obok kopca. Drewno na tę budowę dał sołtys ze swojego lasu graniczącego z Gogołową. Istnieje legenda o budowie tego kościoła. Las, z którego ścinano drzewa do budowy kościółka znajdował się niedaleko kościółka starego. Gdy ścięto już odpowiednią ilość tych drzew, po którejś zimowej nocy wszystkie obrobione bale znalazły się w nowym miejscu, obok kopca. Podobno miał je przenieść kogut pod swoimi skrzydłami. W rzeczywistości legenda dowodzi tego, że między dotychczasowymi parafianami gogołowskimi i szerockimi nie było zgody co do miejsca budowy nowego domu Bożego i sprytni szeroczanie przewieźli drewno na miejsce w środku swojej wsi pod osłoną nocy. Wtedy toczył się już spór o nowo wytyczoną granicę między nowym właścicielem Gogołowej Wawrzyńcem Skrzyszowskim a sołtysem szerockim. Z dokumentów wiadomo, że w tym konflikcie szerocznie stali po stronie swojego sołtysa a gogołowianie po stronie swojego pana. Szeroczanie wybudowali nowy kościół sami, a gogołowianie przenieśli się do parafii w Połomi. Nowa granica stała się niebawem granicą między dwoma państwami stanowymi: wodzisławskim i pszczyńskim. Od tego czasu Gogołowa i Szeroka przez wieki należały pod inne administracje terenowe.

Budowę kościoła zaczęto w r. 1520, a skończono pięć lat później. Wtedy ufundowano pierwszy dzwon, nazywany Gwiaździstym, bo w górnej części płaszcza znajdował się pas ornamentacyjny z gwiazdami. Ten dzwon pod koniec okupacji został zabrany do przelania na cele wojenne, ale szczęśliwie ocalał i teraz jest zawieszony w Niemczech i czeka na pozwolenie na powrót do szerockiego kościoła. Starania o jego powrót trwają już 3 lata. Nie wiemy jak nazywał się pierwszy proboszcz z nowego kościoła, ale w 1560 r. duszpasterzował tu ksiądz Stanisław, drugi znany proboszcz katolicki przed wprowadzeniem protestantyzmu do tutejszej świątyni. Wiarę Lutra przyjął najpierw pan na Pszczynie - hrabia Karol Promnic. A ponieważ był kolatorem (opiekunem) kościołów w swoich wsiach kameralnych (podległych jego kamerze-skarbowi) narzucił też w 1568 r. wiarę ewangelicką swoim poddanym. Od 1570 – 1688 czynny był w kościele szerockim pastor protestancki Fryderyk Ditman a po nim do1596 pastor Molenda. Potem obejmuje parafię szerocką pastor Zachariasz Masaeus. Wszyscy wymienieni pastorowie - to Niemcy. W czasie ich proboszczowania panowała klęska głodu w całej Europie. Ludność Szerokiej w przeciwieństwie do innych wiosek przyjęła i praktykowała protestantyzm bez oporów, może dlatego, że dotarł tu z kraju ich przodków. Pod koniec XVI wieku cała Szeroka była na wskroś protestancka.

Wraz z początkiem budowy kościoła wprowadzono przymus pańszczyźniany. Na razie minimum 1 dzień w tygodniu. Od tego obowiązku zostali zwolnieni dwaj kościelni tutejszej świątyni w czasie pełnienia tego zaszczytnego urzędu. Mieli też inne ulgi i rocznie otrzymywali od proboszcza 1-2 talary. Prawdopodobnie jeden z nich podjął się uczenia chłopców ministrantury i śpiewu kościelnego. Zatem był to pierwszy nauczyciel w dziejach wsi. Nosił imię – żak Walenty. Zachował się spis szerockich gospodarzy z 1536 r. Wśród 23 nazwisk tylko kilka można uznać za polskie. Zatem nie dziwmy się, że Szerokę w owym czasie nazywano wsią niemiecką. Podobnie Krzyżowice. Napojem, który serwował szerocki karczmarz było piwo przywożone z Wisły Małej na podstawie kontraktu arendarskiego. Jak nasi przyjeżdżali po to piwo, mówili po niemiecku i stąd określenie wsi. W roku 1536 przedstawiciele wsi zawarli z panem na Pszczynie ugodę co do powinności chłopów szerockich wobec niego za użytkowanie jego gruntu. Chłopi prócz sołtysa dziedzicznego nie posiadali na własność użytkowanej przez siebie ziemi, ale dzierżawili ją od pana na Pszczynie. Taka ugoda nazywała się urbarium. Oto zapisy z niego.

  1. Czynsz wynosi 8 groszy czeskich od pręta roli. (Łany były różnej szerokości, a mierzono je w prętach). Ta powinność nazywała się – poradlne.

  2. Wszyscy gospodarze mają wspólnie dać rocznie na św. Michała na zamek w Pszczynie 1 małdr (12 korców) owsa. Ta danina nazywała się osep.

  3. Na Zielone Świątki cała wieś ma dostarczyć do Pszczyny jednego wołu.(powołowe)

  4. Ponadto wszyscy siodłacy są zobowiązani do robocizny na folwarku. „ Cokolwiek się im każe słusznego, winni według swej możliwości wykonać.”

Ludzi ze wsi zobowiązywało też łowne, a mianowicie 2 razy w roku 1 chłop z każdej zagrody musiał się stawiać do polowania na wilki. W Szerokiej znajdował się wilczy dół przy granicy z Gogołową. Już wcześniej, bo w 1528 r. cesarz Ferdynand I wprowadził na Śląsku poddaństwo osobiste chłopów. Odtąd nie wolno było poddanym chłopom opuszczać wsi bez zgody pana, a zgoda kosztowała dużo i chłopa na taką opłatę nie było stać. Dodatkowym ciężarem dla rodzin chłopskich stała się od roku 1565 obowiązkowa trzyletnia służba dzieci chłopskich na dworach pańskich po osiągnięciu 14 lat i to za bardzo niską opłatą. Niektóre dziewczyny z Szerokiej służyły na zamku w Pszczynie. Zmuszone do kontaktów z paniczami z zamku i ich szlacheckimi przyjaciółmi zostały zarażone chorobami wenerycznymi, wtedy nieuleczalnymi i odsyłane do domów i młodo umierały w męczarniach.

Od połowy XVI wieku wzrosło w Europie zapotrzebowanie na zboże. Jego cena podniosła się dwukrotnie. Wtedy zaczęto już uprawiać pszenicę. Eksport zboża stał się bardzo opłacalny. Wolni od czynszu sołtysi konkurowali ze zbożem dworskim. To nie podobało się szlachcie, nie podobało się teżzwierzchnikowi naszych sołtysów – panu na Pszczynie. Wykorzystał on fakt, że gogołowski szlachcic wkradł się do lasu Szayblara i dlatego skłonił ówczesnego sołtysa Hansa Amhenkela, właściciela I części sołectwa, do jego sprzedaży. Kupił je razem z poddanymi siodłakami, wolną karczmą, stawami i lasami za cenę 650 guldenów, każdy gulden po 36 groszy, a grosz po 12 białych halerzy i zamienił na folwark dominialny (pański). Stało się to w grudniu 1572 roku, w dwa lata po decyzji cesarza austriackiego o przyznaniu spornej ziemi Gogołowej, kiedy to stracił dawny folwark. Nieco później znalazł się też powód, by i drugie sołectwo szerockie mógł wykupić pan pszczyński. Otóż w 1580 r. doszło do przykrego spotkania pana Osińskiego w lesie sołtysa Jana Latonia. Dokumenty tak przedstawiają to spotkanie: Pan Osiński przyłożył staremu Latoniowi do piersi nabitą rusznicę i powiedział: „ Sprowadź tu wszystkich swoich chłopów i zabroń mi brać drzewo.” Poplecznicy rycerza Osińskiego gotowali się do strzelania i bitki, ale rozsądny Latoń odparł: „Mili panowie, nie będziemy się bić, bo po to tu nie przyszliśmy, tylko przedstawimy to naszemu panu miłościwemu”. Jak wtedy zareagował na zażalenie „miłościwy pan” nie wiemy, ale po 6 latach nabył on i drugie sołectwo szerockie, i nasadził w Szerokiej swojego pierwszego sołtysa niedziedzicznego, zaś sołectwo przyłączył do nowego folwarku, który powstał obok kościoła. Od tego czasu mógł sprzedawać dużo zboża na rynki zagraniczne.

Nie tylko był popyt na zboże, ale we Flandrii i Anglii, gdzie już mocno przetrzebiono lasy, było ogromne zapotrzebowanie na drewno, popiół, smołę i potaż. Pan pszczyński nie omieszkał i to wykorzystać. Lasów miał pod dostatkiem. W lesie przy granicy z Jastrzębiem osadził kolonistów, tzw. kątników, którzy zajmowali się zawodowo przemysłem drzewnym. Wtedy to w latach 1572 - 1586 powstał przysiółek szerocki – Kąty. Niektórzy tłumaczą nazwę przysiółka od końcowych kątów Szerokiej. Przez karczowanie lasów przybywało panu ziemi pod uprawę zbóż i korzyść miał podwójną.

Najbliższym miastem dla Szerokiej i to przez całe wieki były Żory. Dla ludzi wsi ważne w tym mieście były przede wszystkim targi, gdzie mogli sprzedać swoje nadwyżki płodów rolnych, zwierzęta hodowlane, nabiał, pierze. W r. 1577 cesarz Rudolf II wyraził zgodę na trzeci dzień targowy w tym mieście w dniu 15 lipca i jeszcze na czwarty zaczynający się od 21 września, a trwający osiem dni. Poprzednie targi odbywały się 25 stycznia (4 dni po nawróceniu Pawła) i 1 maja na śś. Filipa i Jakuba. Dziwić się należy , dlaczego drugie targi odbywały się w odpust, raczej kiermasz. Targi odbywały się dlatego w tym dniu, bo to święto ściągało do kościoła wszystkich wiernych nie tylko z żorskiej parafii, ale z całej okolicy, którzy przy okazji zdobycia odpustu zupełnego szli na targ. Na targach nie tylko sprzedawano, ale i kupowano. Ludzie ze wsi kupowali to, czego na wsi nie wytwarzano, a mianowicie różne rękodzieła, w tym żarna, niezbędne w ówczesnych gospodarstwach. Jednak nie zawsze targi były czynne. Miasto zamykano dla ludzi z zewnątrz w wypadku epidemii dżumy jaka nawiedziła Żory i okolice w latach 1558 i w 1587 a także w r.1598. Nie odbywały się też targi w czasie częstych pożarów miasta.

W roku 1586 oprócz 22 rodzin gospodarzy mieszka w Szerokiej pastor, karczmarz Stanke, nauczyciel Andrzej, zwany rektorem, tkacz Paweł Schneuder oraz dwaj Żydzi, zapewne dzierżawcy karczmy pana na Pszczynie, naturalnie wszyscy z rodzinami. Blisko zbiegu dzisiejszych ulic Powstańców Śląskich i Wolności istniała pierwsza we wsi studnia. Ludzie przywozili wodę z tej studni do swoich domów w beczkach. Mieszkańcy górnej wsi korzystali z pewnością z wody ze źródła znajdującego się niedaleko obecnego mostu. Wieś zaczynała się powoli polszczyć, widać to po większej ilości nazwisk polskich. Działo się tak wskutek tego, że z zewnątrz kolonistów nie przybywało, a w sąsiedztwie było więcej wiosek polskich niż niemieckich. Okazało się to istotne przy zawieraniu związków małżeńskich.

W ostatnim roku XVI wieku stało się coś strasznego, co poruszyło całą wieś, a także ludzi z okolicy. Dokonano w Szerokiej zabójstwa młodego człowieka z Krzyżowic. W zabójstwie wzięło udział kilku mężczyzn z Szerokiej. Ustalono, że śmiertelny cios został zadany przez młodego szeroczanina. W bójce brał też udział pewien ojciec z synem, nie spokrewnieni z zabójcą i ich krewni. Dlaczego doszło do przestępstwa, źródła nie podają. Morderca został skazany na śmierć, pozostali na inne dotkliwe kary, w tym na leżenie krzyżem w kościele w czasie nabożeństw. Ówczesny pan na Pszczynie, będący sędzią w tej sprawie, zmienił jednak wyrok. Skazaniec zamiast ponieść śmierć, został zmuszony do dożywotniego opuszczenia państwa stanowego pszczyńskiego, a to na skutek wstawienia się za nim i pozostałymi oskarżonymi zarządcy dworu w Szerokiej, tutejszego sołtysa i poważanych ludzi z Boryni i innych miejscowości, którzy udowodnili, że osadzeni byli spokojnymi, uczciwymi i pracowitymi ludźmi. Choć nie znamy przyczyny tego haniebnego czynu, z powyższych danych można się domyślić, że była to zemsta za skrzywdzenie dziewczyny przez zabitego. Z nazwiska wynika, że był synem sołtysa krzyżowickiego, a więc człowieka bogatego. Nie chciał się żenić z dziewczyną przez niego pohańbioną, bo nie wystarczająco bogatą. Mordercą stał się chłopak, któremu dziewczyna była bliska sercu. Przypuszczalnie nie chciał zabić, tylko dać nauczkę, ale zachowanie denata w czasie bójki musiało być prowokujące i stało się nieszczęście. Pozostali uczestnicy pobicia to przypuszczalnie ojciec i brat dziewczyny oraz jej krewni.

 Helena Białecka

Szeroccy księża część druga

Ks. Hieronim (Franciszek) Pixa

Tak jak wszyscy tutejsi księża był synem śląskiej ziemi. Hieronim urodził się 6 września 1911 r. jako syn kowala Józefa i Agnieszki zd. Piksa. Miał następujące rodzeństwo: Adolf, Maria, Klotylda, Kazimierz, Faustyn i Stanisław. Naukę rozpoczął w szkole powszechnej w Szerokiej w języku niemieckim, a po włączeniu Śląska do Macierzy pobierał naukę w języku polskim. Rodzina odznaczała się głęboką religijnością, patriotyzmem i przywiązaniem do obyczajów śląskich.

 Rodzice księdza Hieronima

Uczęszczał do gimnazjum w Żorach, gdzie skończył cztery klasy, a klasę V i VI ukończył w Lądzie nad Wartą. Tam poznał bliżej charyzmat Zgromadzenia Salezjańskiego oraz działalność i program założyciela zgromadzenia św. Jana Bosco. Postanowił wstąpić do tej formacji zakonnej. Nowicjat rozpoczął w 1934 r. w Czerwińsku. Po roku złożył śluby przed obrazem Matki Boskiej Czerwińskiej. Zgodnie z salezjańskim zwyczajem odbył praktykę asystencką w szkole rzemiosł i w sierocińcu w Warszawie. Następnie studiował filozofię w Marszałkach, gdzie w 1938 r. otrzymał świadectwo dojrzałości. Teologię studiował w latach 1940 – 1944 w Krakowie. Po ukończeniu teologii otrzymał wszystkie święcenia, a 11 czerwca 1944 z rąk biskupa Rosponda otrzymał prezbiterat.

 

Ks. Hieronim

Po święceniach kapłańskich udał się do Warszawy, do sierocińca przy ulicy Litewskiej; tam zastało go powstanie warszawskie. Wówczas opiekował się zgromadzonymi dziećmi i młodzieżą we wspomnianym sierocińcu. Ul. Litewska znana była z licznej żandarmerii i funkcjonariuszy SS pełniących patrole, gdyż tam mieściła się drukarnia, obóz pracy, szpital wojskowy i niemieckie kasyno. Właśnie na tej ulicy dokonano zamachu na SS-Oberscharffΰrera Franza Bΰrkla.

Dnia 1 sierpnia 1944 r. wybuchło powstanie warszawskie, trwające 63 dni. Ks. Hieronim postanowił pozostać z wychowankami, pragnął się dla nich poświęcić. W pamięci miał słowa założyciela zgromadzenia: „ … dla was gotów jestem oddać życie.” Ks. Hieronim opowiadał znajomym o tragedii mieszkańców przeżywających tamte dni. Ludzie odchodzili od zmysłów z powodu nieustannych nalotów niemieckich bombowców. Szalały pożary, huraganowy ogień artylerii powodował tumany dymu i kurzu. Widziano płonących ludzi wołających o pomoc. Wielkiego ognia z braku wody nie można było ugasić. Dzieci głodne, brudne i zmęczone szukały jedzenia i bezpiecznego miejsca. Zapowiedź totalnego zniszczenia stolicy wyraził generalny gubernator Frank w dniu 5 sierpnia 1944 r. następującymi słowami: „Warszawa stoi prawie cała w płomieniach. Palenie domów jest najpewniejszym środkiem pozbawienia powstańców kryjówek. Po tym powstaniu i jego zgnieceniu, Warszawa ulegnie zasłużonemu zupełnemu zniszczeniu.”

II wojna światowa skończyła się. Przełożeni zgromadzenia przenieśli ks. Hieronima do Miedniewic a potem do Czerwińska, gdzie od sierpnia 1948 r. pełnił funkcję dyrektora domu i magistra nowicjatu a potem mistrza nowicjatu. Kolejne placówki duszpasterzowania to Lublin i szereg innych miejscowości.

Po jakimś czasie zaistniała potrzeba przewodnika po rzymskich katakumbach. W Wyniku korespondencji zakonnego inspektoratu włoskiego i polskiego ks. Hieronim został skierowany do Rzymu na jeden rok. Po rocznej próbie wrócił do kraju i duszpasterzował w Skrzatuszu i Główczycach. W 1966 r. na polecenie władz zakonnych zgromadzenia opuścił Polskę, tym razem już na długi okres, aż na 27 lat, by oprowadzać turystów po katakumbach.

  

 Ks. Hieronim i jego przyjaciel ks. Hilary Szkróbka u Ojca Świętego

Ks. Hieronim pobyt w Wiecznym Mieście uważał za bardzo ciekawy i najpiękniejszy, między innymi dlatego, że spędzał go w towarzystwie przyjaciela i krajana ks. Hilarego Szkróbki. Dzięki opanowaniu języka niemieckiego i języków romańskich przewodniczenie różnojęzycznym turystom po katakumbach św. Kaliksta przy Via Appia Antica nie sprawiało mu trudności. W czasie pobytu w Rzymie utrzymywał stały kontakt ze zwierzchnictwem zakonnym inspektorii warszawskiej. Często wykonywał jej poufne zlecenia w niebezpiecznych czasach PRL-u.

 

 

Przyjeżdżał często na Śląsk, by pobyć z bliskimi i znajomymi w Szerokiej. Prymicji nie było mu dane odbyć w rodzinnej parafii, ale w 1984 cała szerocka parafia świętowała z nim jego czterdziestolecie kapłaństwa. Bardzo się cieszył na zbliżający się jubileusz 50-lecia swego kapłaństwa. Przygotowywał się do niego. We Włoszech dał wydrukować obrazki pamiątkowe, na których umieścił miejscowości, gdzie był i pracował. Jubileusz miał się odbyć w bazylice w Czerwińsku na Zesłanie Ducha Św. Mimo uprzednich zapowiedzi, w swojej uroczystości nie uczestniczył. Wówczas przebywał już stale w Polsce. Postępująca choroba raka płuc nie pozwoliła mu przeżywać jubileuszowych radości. Zmarł 26 września 1994 roku w Oświęcimiu, w domu wspólnoty salezjańskiej. Trzy dni później odbył się pogrzeb ks. Hieronima. Na miejsce spoczynku odprowadzało go ponad sto salezjanów z trzech inspektorii: krakowskiej, wrocławskie i warszawskiej oraz liczne rzesze wiernych , wśród których znalazła się spora grupa szeroczan.

Ks. Hieronim pozostał w pamięci jako człowiek niezwykłej dobroci i serdeczności a wychowankowie wspominają go jako wyrozumiałego i troskliwego ojca. Towarzyszył mu nieustanny, jemu tylko właściwy humor, okraszony śląskimi powiedzonkami. Jego osobowość niewątpliwie wpłynęła na kapłańskie powołanie swego bratanka ks. Piotra. Duszpasterzowanie ks. Hieronima w formacji zakonno-kapłańskiej przypadło na czasy okupacji niemieckiej a potem na trudną pracę w warunkach powojennych.

Zmarł w 83 roku życia, mając za sobą 50 lat kapłaństwa i 59 lat profesji zakonnej.

 

Ks. Hilary Klemens Szkróbka 

1913-1997

Ks. Hilary urodził się 23 listopada 1913 roku, jako syn Józefa Szkróbki i Zofii zd. Frysz. Miał kilkoro rodzeństwa o następujących imionach: Józef, Aniela, Regina, i Stanisław. Ochrzcił go ks. prob. Alojzy Koziełek i nadał mu imię Hilary Klemens. Papieżem był wówczas Pius X, a Górny Śląsk należał do bardzo rozległej diecezji wrocławskiej, którą zarządzał kardynał Jerzy Kopp. Hilary pierwsze lata nauki odbył w Szerokiej, a potem cztery lata uczęszczał do gimnazjum w Żorach. Klasę V i VI zaliczył w Lądzie nad Wartą. W sierpniu 1934 r. wstąpił do Zgromadzenia Księży Salezjanów w Czerwińsku. Pierwsze śluby złożył po rocznym nowicjacie 2 sierpnia 1935 r.

Na skutek wybuchu II wojny światowej i okupacji nazistowskiej wraz z innymi klerykami udało mu się wyjechać do Włoch, a stamtąd do Hiszpanii, gdzie ukończył studia teologiczne. Hiszpanię polubił jako drugą ojczyznę. Dnia 26 września 1943 r. w Madrycie przyjął święcenia kapłańskie.

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

 

 

Z uwagi na trwającą wojnę nie było mu dane odprawić mszy prymicyjnej w swojej rodzinnej wiosce. Odprawił ją w Madrycie. Hilary duszpasterstwo pełnił w zakładach salezjańskich, najpierw przez rok w Salamance jako katecheta, a następnie przez siedemnaście lat w Baracaldo koło Bilbao. Instytut Baracaldo kwitnął życiem salezjańskim, miał wielkie tradycje wychowawcze i powołaniowe. Ks. Hilary wspominał, że kierował się metodami wychowawczymi ks. Jana Bosco. Bywał często wśród wychowanków, grał z nimi w piłkę nożną i w szachy. Wychowankowie uważali go za swego przyjaciela.

 

Ks. Hilary z Prymasem Kardynałem Wyszyńskim

 

Ks. Hilary u papieża Jana Pawła II

Od roku 1961 do 1996 ks. Hilary przebywał w Rzymie, pełniąc funkcję przewodnika po katakumbach. Znał oprócz języka niemieckiego kilka języków romańskich. Swoją uprzejmością i serdecznością ujmował turystów przybyłych z różnych stron świata. Przez 35 lat pełnił apostolstwo przez ukazywanie grobów męczenników i pierwszych chrześcijan , którzy dawali swym życiem świadectwo wiary. Ks. Hilary przyjaźnił się z ks. Hieronimem Piksą – przewodnikiem po katakumbach im. św. Kaliksta. W wolnych chwilach grywał z nim w szachy. Zdarzało się, że wśród pielgrzymów spotykali swoich krajan i wielu znajomych.

Tu wypada podać choć w skrócie historię katakumb. Pierwsi chrześcijanie teren pochówku nazywali coemiterium, czyli miejscem snu w oczekiwaniu na powstanie z martwych. Poganie takie miejsce nazywali nekropolią, czyli miastem zmarłych. Ogólna nazwa katakumby pojawiła się w wiekach średnich. Słowem catacumbas Rzymianie określali teren przy Via Appia Antica. Tą nazwą określano z czasem wszystkie podziemne cmentarze.

W ciągu pierwszych trzech wieków chrześcijanie zbierali się na wspólne modlitwy i eucharystię w domach prywatnych. Później takie spotkania odbywały się też w katakumbach z okazji pogrzebów czy oddania hołdu męczennikom. W okresie nasilających się prześladowań chrzescijanie korzystali z katakumb jako miejsca schronienia, ale tylko w czasie sprawowania Eucharystii.

W imperium rzymskim wszystkie inne religie szły na kompromis i dostosowywały się do kultu urzędowego Rzymu, natomiast chrześcijaństwo odmawiało kultu cesarza, głosiło równość wszystkich ludzi wobec Boga, dlatego je prześladowano. Katakumby drążono w tufie pochodzenia wulkanicznego. Kopano korytarze podziemne na różnych wysokościach, które dochodziły nawet do głębokości czterech pięter lub pięć półpięter, a sięgały w głąb 30 metrów. W ścianach korytarzy mieściły się prostokątne groby, w których chowano dwu lub więcej zmarłych. Nie używano trumien, zwłoki zmarłego owijano w płótno i umieszczano w niszy, którą potem zamykano płytą marmurową lub zamurowywano płaskimi cegłami. Groby męczenników niekiedy zdobiono freskami. W katakumbach św. Kaliksta jest pochowanych 56 męczenników i 18 świętych oraz krocie wiernych.

Jak już wspomniano, nie było dane ks. Hilaremu odprawić mszy prymicyjnej w rodzinnej parafii, natomiast uroczyste jubileusze 40-lecia i 50-lecia kapłaństwa obchodził w ojczystym kraju.

 

 

Księża Hilary i Hieronim przyjeżdżali razem na czas urlopu do Szerokiej, mile witani przez parafian.

Śmierć zastała ks. Hilarego w Rzymie. Zmarł 21 stycznia 1997 roku w infirmerii inspektoralnej znajdującej się w Zakładzie Salezjańskim im. Piusa XI. Uroczystości pogrzebowe odbyły się 27 stycznia w kaplicy Instytutu św. Tarsycjusza. Obecni byli współbracia reprezentujący różne wspólnoty Inspectorii Rzymskiej św. Piotra, wielu rodaków z domu generalnego oraz Papieskiego Uniwersytetu Salezjańskiego w Rzymie i wielu wychowanków z Hiszpanii. Na zakończenie mszy w intencji zmarłego ks. Mieczysław Kaczmarzyk w imieniu Inspektorii Krakowskiej i żyjących członków rodziny serdecznie podziękował tym wszystkim, którzy uczestniczyli w uroczystości pogrzebowej. Kończąc między innymi powiedział: „Z pewnością będą przybywać do Twego grobu współbracia, koledzy, rodacy, krewni by złożyć wiązankę kwiatów z Twojej ziemi rodzinnej i wyrazić pamięć w modlitwie”.

 

Św. pamięci ks. Hilary spoczął w katakumbach św. Kaliksta w Rzymie

Opracował Leon Białecki

Ks. Józef Weissmann (1914 – 1991)

Już ponad 3 miesiące szalała I wojna światowa, gdy 19 listopada 1914 r. w Szerokiej urodził się Józef Weissmann - syn Joachima i Wiktorii zd. Szymaniec. (Ochrzcił go ks. prob. Alojzy Koziełek w dniu 22 listopada, gdy Kościół wspomina św. Cecylię, męczennicę, patronkę muzyki kościelnej). Warto o tym nadmienić, gdyż jako kapłan i wykładowca w późniejszym okresie z muzyką miał wiele wspólnego. Trzeba też zanotować, ze jego bracia: Eryk, Wilibald i Walery mieli uzdolnienia muzyczne i z zamiłowaniem grali na organach w tutejszym kościele.

 

 

Ojciec Józefa, z zawodu piekarz, został podczas I wojny światowej powołany do pruskiej armii, a matka Wiktoria wówczas z trojgiem małych dzieci prowadziła dom i piekła chleb dla miejscowej ludności. Tą trudną pracą zajmowała się aż do listopada 1918 roku, do powrotu męża.

Ks. dr Józef Weissmann z rodzicami

Józef pierwszą naukę pobierał w szkole powszechnej w Szerokiej – wówczas noszącej jeszcze nazwę Timmendorf. Mając 12 lat, za zgodą rodziców udał się do Małego Seminarium Księży Misjonarzy w Krakowie, później uczył się w Nowej Wsi i w Wilnie. Maturę państwową zdał w 1934 roku, ale już w listopadzie 1930 wstąpił do Zgromadzenia Księży Misjonarzy – śluby zakonne złożył 28 grudnia 1932 r. Studia filozoficzno – teologiczne odbył w Instytucie Teologii w latach 1934 – 1939. Święcenia kapłańskie otrzymał 1 maja 1939r.

Mszę prymicyjną odprawił w tutejszej parafii. Wówczas przed domem rodzinnym zawieszono umajoną kwiatami i zielenią tablicę.. Widniał na niej napis: Pobłogosław Ojcze, Matko Droga, gdy za głosem serca idę na służbę Boga. Tłumy parafian i dziewczęta w bieli prowadziły prymicjanta do świątyni. Radość z uroczystości zakłócały wieści o nadchodzącej wojnie. 

Neoprezbiter w gronie gości w dniu prymicji przed domem rodzinnym

Ks. Józef był człowiekiem bardzo uzdolnionym. Magisterium z teologii uzyskał na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1951 roku a doktorat 3 lata później.

Przez 52 lata spełniał posługę wychowawcy i wykładowcy w seminariach Instytutu Teologicznego w Krakowie, Seminarium Śląskiego, Częstochowskiego i Gorzowskiego. W Studium oo. Paulinów wykładał prawo kanoniczne, liturgikę i rubrycystykę. Uczył śpiewu kościelnego. Przez pewien czas naukę śpiewu gregoriańskiego pobierał u ks. Józefa między innymi ks. Kardynał Karol Wojtyła.

Ks. dr Józef Weissmann na audiencji u Ojca Świętego Jana Pawła II

W latach 1984 -1991 w Seminarium Internum (nowicjat misjonarzy) podejmował wykłady o Konstytucjach, Statutach i Normach Prowincjonalnych. Wspomagał urzędy diecezjalne jako obrońca węzła małżeńskiego w Krakowie, a potem działał jako sędzia kościelny i egzaminator prosynodalny w Gorzowie Wielkopolskim. Pracował też jako członek redakcji „Nasza Przeszłość”. Był współredaktorem Śpiewnika kościelnego ks. Jana Siedleckiego. Dał się poznać jako dobry przełożony wspólnot domów w Paradyżu i Krakowie w latach 1970 i 1971. Głosił kazania w Polsce i za granicą. Był dobrym pedagogiem, miał ojcowskie podejście do studentów.

Organizował wycieczki krajoznawcze, szczególnie umiłował Tatry, nie omijał też pięknych widoków Jury Krakowsko – Częstochowskiej w czasie wycieczek rowerowych. Dobrze się czuł w parafii Zakopane – Olcza, gdzie zorganizował uroczystość 50-lecia swojego kapłaństwa w 1989 r. Bywał częstym gościem w Szerokiej, swej rodzinnej parafii. Odprawiał msze i nabożeństwa dla licznie zgromadzonych ziomków. Zawsze uśmiechnięty, otwarty nawiązywał rozmowę ze znajomymi swojej młodości.

 

Odczytanie dekretu papieskiego i dekoracja orderem papieskim „Pro Ecclesia et Pontifice”

Jego brat Eryk otrzymał od Ojca św. Jana Pawła II w dniu 10 czerwca 1986 r. order papieski : „ Pro Ecclesia et Pontifice”. Dekoracji dokonał ks. biskup ordynariusz ( dziś arcybiskup naszej diecezji) ks. dr Damian Zimoń. Ks. sekretarz przeczytał tekst Stolicy Apostolskiej , który w języku polskim brzmi następująco: „Jan Paweł II Najwyższy Kapłan odznacza pana Eryka Weissmanna Orderem Świętego Krzyża dla Kościoła i Papieża” za wyjątkowe dokonania i szczególne osiągnięcia. Św. pamięci Eryk organistował 50 lat w naszym kościele, a jego życie było autentycznie chrześcijańskie. Nadanie tego odznaczenia, to nie tylko splendor dla niego i całej rodziny, ale dla całej parafii.

Eryk Weissmann dziękuje za odznaczenie

Arcybiskup Damian Zimoń w środku obok odznaczonego, bp Gerard Bernacki stoi w środku, ks. Józef Weissmann, ks. prob. Antoni Łatko- siedzi obok arcybiskupa, stoją ks. Jośko – szwagier p. Eryka, wikariusze Benedykt Fojcik i Janusz Kwapiszewski i prob. z Krzyżowic Rudolf Gaweł, siedzi 1. z prawej ks. Jośko–krewny uczestnicy uroczystości

W ostatnich miesiącach przed śmiercią ks. Józef pełnił posługę kapelana Sióstr Miłosierdzia w Chełmnie. Ciekawostką jest to, że przeżył pontyfikat siedmiu papieży. Zmarł nagle na zawał serca 22 listopada w 1991 r. Pogrzeb odbył się w kościele na Stradomiu w Krakowie. Mszy św. koncelebrowanej przez 120 kapłanów przewodniczył ks. bp Albin Małysiak, homilię wygłosił ks. bp Paweł Socha. Współcelebrował także ks. bp Janusz Zimniak. Wszyscy byli wychowankami ks. Józefa.

Ciało zmarłego złożono do grobowca Księży Misjonarzy na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Agata Folta i Leon Białecki 

Szeroccy księża część pierwsza

Drodzy Szeroccy Internauci w portalu Jas-net przedstawiłem pięciu rodowitych księży szeroczan: ks. Ludwika Bronnego - www.jasnet.pl/publicystyka/?id_rodz=4&id_art=2319&back=1 , ks. Feliksa Herrmanna (Faustyna) - www.jasnet.pl/publicystyka/?id_art=2451 , ks. Rudolfa Ździebło - www.jasnet.pl/publicystyka/?id_rodz=4&id_art=2536&back=1 , ks. Jana Weissmanna - www.jasnet.pl/publicystyka/?id_art=2693 i ks. Alfreda Szkróbki - www.jasnet.pl/publicystyka/?id_rodz=4&id_art=2483&back=1 .

Warto zaznaczyć, że wymienieni duchowni jako Ślązacy-Polacy zdobywali wyższe wykształcenie, kiedy Szeroka była jedną z najmniejszych parafii diecezji wrocławskiej, liczyła wówczas zaledwie 1055 mieszkańców. Znajdowała się w granicach państwa pruskigo i wydała wielu wspaniałych księży, którzy pełnili posługę kapłańską w krajach na różnych kontynentach. Zasługują na pamięć jastrzębian, a szczególnie nas szeroczan rodowitych i tych z wyboru.

Biografie następnych szeroczan będą się ukazywały w naszym portalu www.szeroka.jasnet.pl

Ksiądz Feliks Ździebło

Feliks Ździebło, syn Jana i Franciszki zd. Herrmann urodził się 23 kwietnia 1888 r. w miejscowości Timmendorf (Szeroka) leżącej na Górnym Śląsku, który wówczas należał do II Rzeszy Niemieckiej, a jej cesarzem był Wilhelm II. Ksiądz Piotr Sierla - proboszcz szerocki ochrzcił dziecko dwa dni po urodzeniu. W siódmym roku życia Feliks rozpoczął naukę w szkole podstawowej, której kierownikiem był Józef Twardy. Po ukończeniu IV kl. przyjęty został do Małego Seminarium w Krakowie, zarządzanego przez misjonarzy św. Wincentego a Paulo. W 1906 r. w wieku 18 lat wstąpił do Zgromadzenia Księży misjonarzy w Krakowie. W 1908 r. na wiadomość o śmierci swojego brata, ks. Rudolfa, wyjechał 3. września do Nowosiółek, by uczestniczyć w jego pogrzebie.

Diakon Feliks przyjął święcenia kapłańskie w 1913 r. w Krakowie. Mszę św. prymicyjną odprawił w swej rodzinnej miejscowości. Do naszych czasów zachował się jego obrazek prymicyjny. Rok później wybuchła I wojna światowa. Mimo zapowiedzi niemieckiego cesarza Wilhelma II, że zwycięzcy niemieccy wrócą, zanim opadną liście z drzew, a najazd na stolicę Francji nazywano „Ausflug nach Paris”-wycieczką do Paryża, wojna trwała cztery lata. Blisko 2 miliony Polaków było zmuszonych nosić mundury zaborców naszego kraju, walcząc na przeciwstawnych sobie frontach.

Ks. Feliks po prymicjach rozpoczął pracę duszpasterską w Krakowie. Przez złożenie ślubów zakonnych został księdzem zakonnym, ale miał możliwość zwolnienia z profesji zakonnej i dzięki życzliwości biskupa stał się księdzem świeckim - diecezjalnym od 24 października 1920 r.

Dostępne źródła podają, iż ks. Feliks Ździebło był pierwszym proboszczem w Lasowicach w latach 1926 i 1927. Lasowice są wymienione w dokumentach już w 1415 r., znane później jako ośrodek górniczy, gdzie wydobywano w XVI w. rudę żelazną. Należały do parafii Stare Tarnowice. W latach wyżej wspomnianych ks. Feliks z zapałem organizował obiekt sakralny. Rozpoczął od adaptacji budynku gospodarczego, wydzielonego z zabudowań dworskich hrabiego Donnersmarcka. Rozpoczął też starania o budowę probostwa. Lasowice w okresie międzywojennym znacznie się rozbudowały, zwiększyła się liczba ludności, dlatego potrzebne było miejsce kultu religijnego. Obiekt ten został poświęcony 23 kwietnia 1927 r.

Po II wojnie światowej Lasowice zostały włączone do miasta Tarnowskie Góry. Nową parafię w Lasowicach z samodzielnym proboszczem erygowano 28 maja 1957 r. Obecnie istnieje tam nowy murowany kościół.

Ks. Feliks Żdziebło zmożony przewlekłą chorobą płuc zmarł młodo, jak jego brat ks. Rudolf. Został pochowany w Lasowicach w 1927 r.

 

Ojciec Paweł ( Stefan Weissmann)

 

Kolejnym duchownym szeroczaninem był Paweł Weissmann, syn Franciszka i Marianny z domu Szczotka. Urodził się 25 grudnia 1895 roku w Szerokiej, która należała wówczas do diecezji wrocławskiej, znajdującej się w granicach państwa niemieckiego. Ochrzcił go ks. Piotr Sierla w tutejszym kościele. Z dokumentów szkolnych wynika, że był zdolnym uczniem. Uczęszczał do miejscowej szkoły, kiedy kierownikiem był Józef Twardy. Paweł w ciągu ośmiu lat nauki opuścił 41 dni, gdyż musiał pomagać w gospodarstwie rodziców. Mając zaledwie 14 lat, udał się w 1910 do Stanów Zjednoczonych, gdzie przyjęto go do szkoły św. Bonawentury w miejscowości Pulaski – Wisconsin. Dnia 15 sierpnia 1914 roku wstąpił do zakonu franciszkanów, rozpoczynając tym samym nowicjat – okres próby w zakonie. Po rocznym nowicjacie złożył pierwsze śluby czasowe (ubóstwo, czystość i posłuszeństwo), natomiast śluby wieczyste złożył po trzech latach, tj. 15. sierpnia 1918 roku w Pulaski. Studia teologiczne i filozoficzne ukończył w Green Bay w stanie Wisconsin. Dnia 29 czerwca 1922 roku otrzymał święcenia kapłańskie w prowincji zakonnej Braci Mniejszych Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Pulaski z rąk biskupa Paula P. Rhode. W 1939 roku otrzymał pozwolenie od przełożonego zakonu na wyjazd do Europy, gdzie zwiedził kilka klasztorów franciszkańskich. Odbył też podróż do Afryki w 1941 roku, kiedy trwała II wojna światowa.

Ojciec Paweł Weissmann jako duchowny prowadził bardzo urozmaicone życie. Duszpasterzował w różnych parafiach w USA. Był wydawcą pisma franciszkańskiego: „Miesięcznik Franciszkański” w polskiej edycji. Jako jeden z pierwszych został wysłany do wschodniej części Ameryki Północnej, gdzie został przełożonym zakonu franciszkańskiego. W swym duszpasterzowaniu przeżył wiele radosnych wydarzeń. Jako kapłan 15 sierpnia 1940 roku obchodził srebrny jubileusz, dożył też złotego jubileuszu 15 sierpnia 1965.

Jako duchowny ojciec franciszkanin, nie ograniczał swego życia religijnego tylko do kontemplacji. Działał na różnych odcinkach Kościoła w Ameryce. Był profesorem na uczelni św. Bonawentury w Sturtefant, pomocnikiem proboszczów w wielu parafiach, prowadził misje i rekolekcje. Korespondował też z krewniaczką Adelajdą Weissmann z Szerokiej. W listach między innymi donosił: „Muszę Ci napisać, że czytając książkę Hemingwaya Stary człowiek i morze dowiedziałem się, do czego może dojść stary rybak własnym wysiłkiem w samotnej walce z olbrzymią rybą na pełnym morzu. Mimo zmęczenia, wyczerpania i utraty sił udało mu się wciągnąć schwytaną olbrzymią rybę do swej łodzi. Zacząłem się zastanawiać, do jakich poświęceń i wysiłków zdolny jest kapłan spełniający obowiązki duszpasterskie, gdy traci siły. Na starość muszę sobie powiedzieć, że nie wszystko mi się udawało w walce, tak ze swoimi jak i penitentów słabościami.”

Ojciec Paweł Weissmann ciężko zachorował w lutym 1971 roku, zmarł 15 marca. Miał wówczas 75 lat. Pogrzeb odbył się trzy dni później w kościele pw. Św. Tomasza z Akwinu w Saginaw. Ojciec Paweł został pochowany na cmentarzu w miejscowości Pulaski. Angielskojęzyczne czasopisma poświęciły naszemu krajanowi kilka artykułów związanych ze wcześniej obchodzonymi jubileuszami, a po jego śmierci nekrologi z podziwem i uznaniem pisały o jego działalności duszpasterskiej nie tylko wśród Polonii amerykańskiej, ale też wśród parafian różnych miejscowości w USA.

Ks. Rudolf (Klemens) Pixa

Kiedy Szeroka znajdowała się w granicach państwa niemieckiego, a jego cesarzem był Wilhelm II, w Szerokiej urodził się w dniu 17 listopada 1900 roku Rudolf Pixa, jako syn Franciszka i Franciszki z domu Gajda. Ówczesnym zwyczajem po trzech dniach od urodzenia ochrzczono niemowlę. Proboszcz, ks. Piotr Sierla, ochrzcił dziecko Pixów. Rudolf uczęszczał do tutejszej szkoły dość oddalonej od rodzinnego domu. Rodzice posiadali około 2 ha ziemi ornej. Rudolf dorastając, z rodzeństwem pomagał im w pracach przy gospodarstwie. Po ukończeniu szkoły podstawowej zdał egzamin do gimnazjum w Koźlu. Następnego roku udało mu się wstąpić do Królewskiego Gimnazjum w Rybniku. Gimnazjum ukończył 13 lipca 1918 roku. Znamienny to rok dla historii naszego kraju, gdyż po upadku monarchii austriacko-węgierskiej, cesarstwa niemieckiego i rosyjskiego, Polska odzyskała niepodległość, ale Górny Śląsk pozostawał nadal w granicach państwa pruskiego. Pod koniec wojny maturzysta Rudolf w czerwcu 1918 roku przymusowo został wcielony do armii niemieckiej. Po drugim powstaniu śląskim angażował się do prac przygotowawczych związanych z plebiscytem. Pragnieniem jego było zostać kapłanem, dlatego 11 maja 1921 roku został przyjęty do Archidiecezjalnego Seminarium Duchownego w Krakowie na Wydział Teologiczny Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wówczas rektorem był ks. Stanisław Rospond, późniejszy biskup pomocniczy w Krakowie.

 W tym czasie rozstrzygnąć się miały losy Górnego Śląska, który stał się obszarem plebiscytowym wyznaczonym przez Traktat Wersalski w 1919 roku. Plebiscyt był przeprowadzony 20 marca 1921 roku, poprzedzony dwoma powstaniami ludności Śląska, domagającej się przyłączenia do Polski. Do udziału w głosowaniu dopuszczono osoby, które się urodziły na Śląsku, ale wyemigrowały lub z innych powodów pozostawały poza Śląskiem. Dlatego Rudolf Pixa studiując w Krakowie znajdującym się już w niepodległej Polsce, musiał posiadać przepustkę oraz paszport tzw. półpasek wydany przez Międzysojuszniczą Rządzącą i Plebiscytową Komisję Górnego Śląska.

Plebiscyt odbył się, jak już podano, 20 marca 1921 roku. W Szerokiej lokal do głosowania znajdował się w tzw. Organistówce. W skład Gminnego Plebiscytowego Komitetu Parytetycznego między innymi wchodziły osoby: Agnieszka Piksa, Jan Tyman, Faustyn Otremba, Augustyn Goraus. Każdy z głosujących otrzymał dwie kartki - jedna z napisem POLSKA, druga z napisem NIEMCY. W Szerokiej 651 było uprawnionych do głosowania, ale przybyły tylko 643 osoby. Za Polską zagłosowało 620 ludzi, a 22 osoby za Niemcami, 1 głos był nieważny.

Zatem 96,5% głosowało za Polską, a 3,5% za Niemcami. Cała rodzina Rudolfa Pixy głosowała za włączeniem Szerokiej do Macierzy. Warto przedstawić wyniki głosowania na Śląsku. Na 1 220 524 osoby przystąpiło do głosowania 1 190 846 osób, Za Polską głosowało 479 359 wotantów (głosujących), za Niemcami 707 605, reszta wstrzymała się od głosowania. W rachunku procentowym 40,4 % głosowało za Polską, 59,5 % za Niemcami.

Rudolf ukończył studia na uniwersytecie w 1925 roku, natomiast święcenia kapłańskie przyjął rok wcześniej z rąk ks. biskupa Stefana Sapiehy w Katedrze Wawelskiej w dniu 20 września. Mszę prymicyjną odprawił 21 września w Szerokiej 1924 roku. Ks. Rudolf pełnił wikariat w kilku miejscowościach. Najpierw w Porębie Żegoty, w parafii św. Michała Archanioła we Frydrychowicach. Następnie władze duchowne poleciły mu duszpasterzowanie w parafii Opatrzności Bożej w Bielsku-Białej, gdzie mieszkał aż do śmierci.

W 1931 roku odbył podróż do Włoch. W latach w1940-1942 podczas niemieckiej okupacji pełnił funkcję administratora w Białej. Trudne to były czasy dla Kościoła. W czasie Mszy i wszelkich innych nabożeństw obowiązywał język niemiecki. Zabroniono urządzać pielgrzymki i procesje. Kościół mógł tylko istnieć i działać w murach obiektu sakralnego. Zniesiono święto Wniebowstąpienia i Bożego Ciała. Ks. Rudolf kierujący się wielką czcią do tych świąt spowodował, że w zarządzanej przez siebie parafii odprawiono 7 Mszy tak jak w dni świąteczne. Za to przewinienie otrzymał karny nakaz płatniczy z bielskiego urzędu miejskiego na kwotę 300 marek i dodatkowo 15 marek związanych z kosztami administracyjnymi. W razie niezapłacenia kary w ciągu 7 dni zagrożono mu, że musi pobyć 30 dni w areszcie. Oczywiście ks. Rudolf karę zapłacił w terminie. Arcybiskup krakowski Adam Sapieha docenił odwagę i zaangażowanie w duszpasterską działalność, i mianował go honorowym kanonikiem.

Po II wojnie światowej w latach 1945-1952 jako katecheta udzielał lekcji religii w Szkole Ogólnokształcącej im. Adama Asnyka w Białej. W 1958 roku został spowiednikiem i kapelanem ss. felicjanek w klasztorze tego zgromadzenia. Rok później ze względu na zły stan zdrowia na własną prośbę przeszedł na emeryturę. Nadal jako rezydent mieszkał w swej dawnej parafii i pełnił posługę jako kapelan i spowiednik u wspomnianych już sióstr zakonnych.

Ks. Rudolf Pixa zmarł 1 stycznia 1967 roku w Bielsku-Białej. Pogrzeb odbył się 4 stycznia z udziałem ks. biskupa Jana Pietraszko, kilkudziesięciu kapłanów i licznych wiernych. Został pochowany na cmentarzu parafialnym.

Poniżej paszport umożliwiający głosowanie mieszkańca spoza granic państwa pruskiego. Ks. Rudolf Pixa jako student mieszkał w Krakowie.

 

 

Dokument upoważniający do głosowania ks. Rudolfa

 

Opracował Leon Białecki

11 listopada nasze święto narodowe

Zbliża się kolejna rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę i należy się zastanowić, w jakich okolicznościach po 123 latach niewoli powstała nasza ojczyzna. Cztery pokolenia nie doczekały wolnego kraju. Zaborcze państwa: Prusy, Austria i Rosja dokonały trzeciego rozbioru Polski w 1795 roku, tym samym definitywnie pozbawiły państwowości wielomilionowy naród. Nazwa POLSKA została wymazana na mapie Europy. Na nic zdały się powstańcze zrywy 1830 i 1863 roku. Dziesiątki tysięcy powstańców wywieziono na daleką Syberię.

Symboliczną stolicą zniewolonego kraju stała się Jasna Góra - miejsce pielgrzymek Polaków z trzech zaborów. W tych trudnych czasach dla umęczonego narodu pisarze, malarze i muzycy tworzyli dzieła, które krzepiły serca i dusze Polaków.

Krótko przed pierwszą wojną światową ktoś powiedział, że Europa to beczka dynamitu, wystarczy iskra i nastąpi wybuch. I tak się stało. Zabójstwo austriackiego następcy tronu Ferdynanda II w Sarajewie było bezpośrednią przyczyną wybuchu wojny. Europa stanęła w ogniu, a na frontach strzelał brat do brata, gdyż sytuacja polityczna sprawiła, że powoływano ludzi rozdartego kraju pod broń z ziem znajdujących się w granicach wrogich sobie obozów. Z jednej strony Austria i Niemcy, z drugiej Rosja.

Wojna boleśnie dotknęła też mieszkańców ziemi, którą stanowi obecnie nasze miasto Jastrzębie –Zdrój. Z samej Szerokiej liczącej wówczas zaledwie 1200 mieszkańców zginęło 42 szeroczan. Polegli za nieswoją sprawę na polach Bukowiny, Macedonii, Kongresówki, Francji, Litwy i Rumunii. Ich nazwiska są wyryte na pomniku poległych szeroczan na tut. cmentarzu.

Po czterech latach toczącej się wojny, w której Austria i Niemcy zostały pokonane, a Rosja carska po przewrocie dokonanym przez rewolucję nie była w stanie przeszkodzić organizowaniu się oddziałów polskich na ziemiach dawnej Polski.

Powstała Polska, której istnienie zostało potwierdzone przez Traktat Wersalski.

Dnia 10 listopada 1918 roku, w godzinach rannych, wrócił z magdeburskiego więzienia Józef Piłsudski, entuzjastycznie witany przez Polaków. Nazajutrz 11 listopada do jego dyspozycji oddał się, J. Daszyński, organizator Tymczasowego Rządu Ludowej Republiki Polskiej - tak nazwano zaczątek władzy uformowanej w Lublinie. Podobnie wcześniej utworzona w Warszawie przez zaborców Rada Regencyjna powierzyła mu też swe kompetencje. Powstać miał Rząd Narodowy, śpiesznie przystąpiono do rozbrajania wojsk niemieckich w Warszawie, Poznaniu i w innych miastach. Dnia 16 listopada tego samego roku wysłano notę do państw wojujących i neutralnych o istnieniu suwerennego państwa polskiego.

Ważyły się losy Wilna, Lwowa, Mazur, Poznańskiego i Śląska. Ostatecznie wspomniany już Traktat Wersalski przypieczętował istnienie Polski, ale bez Śląska, Mazur i Warmii. Powstała Polska niepodległa, a dzwon Zygmunt obwieścił miastu i światu to wydarzenie. Ślązacy natomiast poprzez trzy powstania musieli sami torować drogę do ojczyzny, będąc 600 lat poza jej granicami. W swych dążeniach czuli się osamotnieni, gdyż nowo powstałemu państwu polskiemu zagroziło śmiertelne niebezpieczeństwo - bolszewicka armia pojawiła się na przedpolach Warszawy. Bitwa zwana często cudem nad Wisłą wstrzymała Sowietów, ocalając tym samym zachodnią Europę. Z tego okresu zachował się utwór nieznanego autora pt.

Ballada o adiutancie marszałka Józefa Piłsudskiego.

 

 Gdy ruszył na wojenkę, miał siedemnaście lat, a serce miał gorące, a lica miał jak kwiat.

Chłopięcą jeszcze duszę i wątłe ramię miał, gdy w krwawej zawierusze szedł szukać mąk i chwał.

 

Lecz w oczy śmiał się śmierci i z trudów wszystkich kpił, parł naprzód jak huragan. I bił i bił i bił.

A chłopcy z nim na boje szli z pieśnią jak na bal, bo z dzielnym komendantem i na śmierć iść nie żal.

 

Gdy ruszył w bój ostatni, miał lat dwadzieścia dwa, a sławę bohatera, a moc i dumę lwa.

Świsnęła mała kula i grób wyryła mu, bohaterowi łoże posłała wieczne mu.

 

Rycerski pędził żywot, rycerski znalazł zgon. Armaty mu dzwoniły, a nie żałobny dzwon.

Chorągwie się skłoniły nad grobem na czci znak, a stara brać żołnierska, jak dzieci łkała tam.

 

Sam nawet wódz naczelny łzy w dobrych oczach miał, ukochanemu chłopcu na trumnę order dał.

Czy wiecie wy żołnierze, kto miał tak piękny zgon? Kto tak ojczyźnie służył, czy wiecie kto był on?

 

Otwórzcie złotą księgę, gdzie bohaterów spis, na czele jej widnieje pułkownik KULA – LIS.

 Przygotował Leon Białecki

Spór o granicę między Szeroką a Gogołową czyli jak doszło do zmniejszenia obszaru Szerokiej

W księgach biskupstwa wrocławskiego z roku 1305 figuruje taki zapis: Item in Siroka et in Gogolow debet esse LIV mansi. (W Szerokiej i Gogołowej winny być 54 łany). Zatem w tym czasie obie miejscowości stanowiły jeden organizm gospodarczy i parafialny, gdyż miały też wspólny kościół. Kościół stał na terytorium Szerokiej, blisko granicy z Gogołową, a pisemna wzmianka o nim pochodzi z roku 1299. Mianowicie kapelan księcia raciborskiego Przemysława, Adam, był wówczas proboszczem w Szerokiej. Zarówno w Szerokiej, jak i w Gogołowej mieszkali obok nielicznej ludności tubylczej wywodzącej się z plemienia Gołęszyców, także koloniści niemieccy. Gogołowa obejmowała mniejszy teren, a między tymi dwoma osadami przebiegała granica. W tamtych odległych czasach przy ustalaniu granic kierowano się ukształtowaniem geograficznym terenu. Szeroka leży wyżej niż Gogołowa, na terenie dość równym, zaś Gogołowa leżąca poniżej obejmuje obszar nierówny, pagórkowaty, mocno pofalowany. Zatem granica przebiegała pierwotnie wzdłuż linii, gdzie teren równinny kończy się dość wysokim zboczem( na obecnym terenie Gogołowej). Przy granicy po stronie szerockiej zbudowano folwark, który stanowił z pewnością także strażnicę graniczną.

W latach 1411-1412 granica ta stała się również granicą między księstwem raciborskim a ziemią pszczyńską, podarowaną księżnej raciborskiej Helenie Korybutównej jako posag wdowi. Gogołowa należała nadal do księstwa raciborskiego, później opawskiego, Szeroka - do wyodrębnionej ziemi pszczyńskiej. Możliwe, że dopiero wtedy postawiono folwark - strażnicę. Gogołowa była własnością prywatną, rycerską, tzw. alodialną, Szeroka zaś podlegała bezpośrednio pod kolejnych panów na Pszczynie, z tym, że przygraniczny las należał od dziada, pradziada do szerockiego sołtysa dziedzicznego.

Około roku 1500 z księstwa raciborskiego zostało wyłonione mniejsze wolne wodzisławskie państwo stanowe a ziemia pszczyńska stała się większym wolnym pszczyńskim państwem stanowym. Odtąd omawiana granica oddzielała od siebie wymienione państwa stanowe.

Granicę wyznaczały z pewnością początkowo naciosy na drzewach, a nie kopce, bo nie były potrzebne, gdyż różnica terenu sama wytyczała granicę. Folwark szerocki odprowadzał podatki do Pszczyny. Około roku 1407 zarządcą folwarku był Jan z Szerokiej. Do końca XV wieku granica między Szeroką a Gogołową nie stwarzała problemu.

W roku 1510 Gogołowę kupił Wawrzyniec Skrzyszowski od Piotra Judasza z Golasowic. Jedne źródła podają jakoby Wawrzyniec pochodził ze Skrzyszowa, inne, że z Boryni. To drugie jest bardziej prawdopodobne, bo występuje też jako Wawrzyniec Boryński i miał majątek oraz braci w Boryni. Od tego czasu zaczął się spór o wyżej opisaną granicę.

Otóż Wawrzyniec Skrzyszowski vel Boryński nabywszy Gogołowę, wytyczył sam nową granicę między swoją wsią a Szeroką, przybierając sporo ziemi sąsiedniej. Odważył się na ten krok, bo przybrana ziemia należała do sołtysa szerockiego, poddanego pana na Pszczynie, z którym pan szlachetnie urodzony się nie liczył. W owym czasie sołtysem szerockim był Filip Sawlar. Wskutek nowej granicy folwark szerocki znalazł się w Gogołowej jako enklawa, otoczony zewsząd niby ziemią gogołowską.( Stał w miejscu, gdzie jeszcze niedawno był dwór ostatniego właściciela Gogołowej o nazwisku Dytko). Nie wiadomo, w którym roku została nowa granica wytyczona, ale nowy właściciel państwa pszczyńskiego Jan Turzo dowiedział się o tym nieco później. Wezwał do siebie Wawrzyńca i uwięził go w lochach zamku pszczyńskiego. Zwolnił go po jakimś czasie, ale zobowiązał go, by co tydzień w piątek stawił się na zamku przed świtem. Musiało więzienie już niemłodego Wawrzyńca bardzo wyczerpać, bo wkrótce potem zmarł. Stało się to w roku 1524. Zostały po nim nieletnie dzieci. Ich losem zajął się Jan Planknar, właściciel państwa wodzisławskiego. Gogołowę przekazał w dzierżawę Piotrowi Skrzyszowskiemu, bratu zmarłego, w zamian za rentę dla sierot. Potem w latach 1530-33 majątkiem boryńskim zmarłego z polecenia pana na Pszczynie, a także majątkiem sierot w Gogołowej zarządzał przez trzy lata Mikołaj Strzybnicki. Sporna granica stała się ością niezgody między właścicielami państw stanowych wodzisławskiego i pszczyńskiego.

Pan na Pszczynie wezwał w 1554 roku swoich wasalów na zamek, by zaświadczyli pod przysięgą o przynależności folwarku szerockiego do państwa pszczyńskiego.

Jan Stablewski, były pierwszy kapitan ( zarządca) na zamku w Pszczynie poświadczył, że kiedy trzymał majątek szerocki, wszystkie służebności musiał dostarczać Zamkowi w Pszczynie.

Mikołaj Skrzyszowski poświadczył, że gdy stary Boryński i jego bracia trzymali folwark w Szerokiej, to uznawali z folwarku w Szerokiej poddaństwo należne we wszystkim Pszczynie. To samo o braciach Boryńskich potwierdza Adam Przedbora, który był przez kilka lat przy księciu Kazimierzu amtmanem (sędzią) w Pszczynie, bowiem świadczyli na rzecz Zamku wszystkie powinności z folwarku Szeroka i uznawali należne mu posłuszeństwo, płacili także podatki królewskie.

Mikołaj Strzybnicki poświadczył, że w swoim czasie przez trzy lata trzymał folwark w Szerokiej (własności pana Turzo) i od tej dzierżawy płacił pieniądze do Pszczyny, a nie panu Planknarowi na Wodzisławiu.

Również Wacław Brodecki, który zarządzał państwem pszczyńskim w imieniu rodu Turzonów w latach 1530- 1537 oraz Jan Stirnskenski poświadczają na korzyść pana na Pszczynie. Stary Boryński pokazywał im nową granicę wytyczoną przez siebie bez wiedzy pana na jego niekorzyść. Pamiętają też, że Wawrzyniec za karę przez wszystkie piątki musiał się stawiać przed świtem na zamku w Pszczynie. Ponadto ten drugi dodaje, że stary Wawrzyn Boryński oddawał hołdy Pszczynie i płacił do Zamku królewskie podatki.

Także Girzek Zawadzki i Franciszek Woszczycki potwierdzili, że zarówno oni jak i ich ojcowie, którzy mieszkali na folwarku w Szerokiej musieli wykazywać posłuszeństwo dla Pszczyny.

Warto zaznaczyć, że wszyscy panowie - szlachta zeznawali w języku polskim.

W aktach archiwum Zamku pszczyńskiego zachował się długi protokół z przesłuchania chłopów szerockich w sprawie naruszenia praw sołtysa szerockiego Filipa Sawlara przez pana W. Skrzyszowskiego. Wymienieni są następujący chłopi: Wawrzyn Słowak ok. lat 100, Szymek Henel l. 60, Hans Dytrych l. 70, Klemens Winkler l. 70, Szymon Fox l. 50, Matusz Zagitz l. 30, Paweł Kremow l. 30, Jakub Rduch l. 24, Szymon Frydrych l. 30, Merten Kral, l. 70, Hans Rugar l. 60, Miczek Urbanów l. 70, Jan Radlar l. 40, Szymon Maczke, Hans Kostelny, Szymon Floder oraz Ficek Niklas Bruder.

Wymienieni chłopi złożyli świadectwo prawdy, podnosząc dwa palce do góry. Przysięgali na Boga i Świętych przed burmistrzem Żor i jego rajcami, jako pełnomocnikami kapitana z Pszczyny, co następuje: Kiedy komisarze cesarscy przyjechali nad sporną granicę, ludzie z Gogołowej pokazali im nieprawdziwą granicę, bowiem miejsce to było tylko wilczym dołem (element średniowiecznych fortyfikacji, miał na celu zatrzymanie wroga lub unieszkodliwienie przez wpadnięcie do dołu. W Szerokiej była to ocembrowana studnia, prawdopodobnie do łapania wilków, choć o jej zadaniach fortyfikacyjnych nie można przesądzać. O jej dobry stan dbał pan na Pszczynie i dlatego posyłał swojego człowieka, by tego dopilnował). Gogołowianie mówili, że przy granicy powinny być kopce, a szeroczanie zaprzeczali, że nigdy oni nie widzieli kopców, ani nie słyszeli o nich od swoich rodziców. Granicę znają, gdyż wytyczają ją różnice terenu. Prawdziwa granica przebiega koło dębu, na którym szeroczanie wycięli krzyż. Granica sięga do boru położonego obok drogi, blisko wsi Gogołowa. Tam spotykają się granice Jastrzębia, Szerokiej i Gogołowej i wzdłuż boru granica biegnie aż do Świerklan.

Także chłopi boryńscy w liczbie 8 z mocą przysięgi zaświadczyli, że gdy pobierali drewno u szerockiego sołtysa Filipa Sawlara, ten skarżył się na pana gogołowskiego, że wkradł się do jego lasu i sprzedawał jego drewno.

Przysięgę złożyli w piątek po Wniebowstąpieniu Chrystusa, w roku 1559.

Zeznania te i zeznania wasalów pszczyńskich jednak nie wpłynęły na decyzję cesarza. Wydał ją cesarz austriacki Maksymilian II na niekorzyść Szerokiej w 1570 roku. Przypuszczalnie kierował się niechęcią do pana na Pszczynie, który przyjął dwa lata wcześniej wiarę protestancką i narzucił ją swoim poddanym. Planknarowie, panowie na Wodzisławiu, zostali przy wierze katolickiej. Cesarz austriacki pozostał zagorzałym katolikiem.

Jeszcze w 1586 r. Karol Promnitz, ówczesny pan na Pszczynie, podjął starania o odzyskanie folwarku szerockiego, ale sprowadzona komisja okazała się bezsilna. Ów spór doprowadził do tego, że szeroczanie wybudowali nowy kościół już nie przy granicy z Gogołową, ale w środku swojej wsi. Także nowy folwark szerocki powstał obok tego kościoła.

Teraz, gdy już dawno wycięto las przygraniczny, wyraźnie widać, że obecna granica między Szeroką a Gogołową nie mogła być granicą naturalną. Przebiega na całej długości przez teren równinny. Wskutek decyzji cesarza Szeroka straciła sporo swojego terytorium.

Helena Białecka

Pani Waleria - pierwsza nauczycielka - szeroczanka

Dnia 14 października w naszym kraju jest obchodzony Dzień Edukacji Narodowej, który zastąpił świętowany dawniej Dzień Nauczyciela. Jest to rocznica utworzenia Komisji Edukacji Narodowej w 1773 roku z inicjatywy ówczesnego króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego. Jej pierwotna nazwa brzmiała: „ Komisja nad Edukacją Młodzi Szlacheckiej Dozór Mająca”, była pierwszym ministerstwem oświaty publicznej w Polsce i pierwszym takim urzędem w Europie.

W czasach obecnych na mocy art.74 ustawy z dnia 26 stycznia 1982 r. zwanej Kartą Nauczyciela rocznica utworzenia Komisji Edukacji Narodowej uznana została za oficjalne święto wszystkich pracowników oświaty. W tym dniu, w każdej szkole są organizowane uroczyste apele. Warto wiedzieć, że w wielu krajach na świecie takie święto jest obchodzone z różnymi datami roku kalendarzowego.

Nie wolno w tę ważną rocznicę zapomnieć o pedagogach, którzy już odeszli od nas. Na naszym cmentarzu spoczywa zasłużony kier. szkoły Tadeusz Migdałek i jego żona – nauczycielka Zofia, i nauczyciel przedwojenny Leśniewski. W czasach powojennych zostali tu pochowani: Władysława Szczepańczyk, Konrad Getler i Klara Ździebło - nauczycielka urodzona w Szerokiej. W obozie koncentracyjnym zginęła Domicela Dybowa zd. Herrmann. rozstrzelany w Czechach został jej mąż Antoni uczący w Boryni. Na innych cmentarzach znaleźli wieczny spoczynek nauczyciele: Hilary Herrmann, Leon Białecki - kierownik szkoły w Tarnowicach, L. Tyman, E. Białończyk, Sylwester Horczyński (Herman). Kilka lat temu odszedł od nas dyr. szkoły Paweł Ździebło, a w tym roku pożegnaliśmy nauczyciela Zygmunta Glanca.

Na tut. cmentarzu spoczywa także zasłużona nauczycielka Waleria Herrmann. Starsi mieszkańcy Szerokiej pamiętają ją zawsze uśmiechniętą, w ostatnich latach życia podpierającą się laską w drodze do kościoła. Chcemy przynajmniej w zarysie przybliżyć jej sylwetkę.

 

Pani Waleria urodziła się 13 stycznia 1899 roku w tut. miejscowości. Po ukończeniu w 1913 roku szkoły podstawowej uczyła się w Szkole Gospodarstwa w Raciborzu. Już jako uczennica szkoły ponadpodstawowej, należąc do Polskiego Związku Młodzieży, udzielała potajemnie lekcji historii Polski. W latach 1916 - 1919 kształciła się w niemieckim Seminarium dla Wychowawczyń Przedszkoli we Wrocławiu. W czasie powstań śląskich, jako członkini Polskiej Organizacji Wojskowej, wykonywała służbę wywiadowcy i łącznika. Często przeprowadzała przez „ zieloną granicę” na Śląsk Cieszyński powstańców ściganych przez pruskich żandarmów. Na ziemi cieszyńskiej znajdował się też jej brat ks. Faustyn Herrmann - późniejszy administrator biskupi na Sachalinie. Z Cieszyna Waleria przywoziła dla całego regionu ulotki nawołujące do powstania. Pewnego razu niosła przez punkt graniczny ciężką walizkę z tymi ulotkami. Podszedł do niej niemiecki żandarm, z grzeczności dla młodej, ładnej panienki wziął w swoje ręce jej walizę. Pomyślała w pierwszej chwili, że ją wylegitymuje, dokona rewizji i aresztuje. Niemiec okazał się jednak dżentelmenem. Nie domyśliwszy się niczego, przeniósł ulotki aż do stacji kolejowej, a stamtąd już sama przyjechała do Żor, gdzie czekali na nią swoi ludzie.

Po przyłączeniu Górnego Śląska do Polski w 1922 roku p. Waleria odbyła kurs dla kierowniczek przedszkoli i objęła posadę w Katowicach – Bytkowie, a później w Katowicach – Wełnowcu, gdzie pracowała aż do wybuchu II wojny światowej.

W tym rejonie zaraz na początku okupacji hrabina Donnersmarck organizowała nauczanie w języku niemieckim. Pani Walerii nie przyjęto do szkolnictwa, gdyż w czasie przyjmowania do pracy, oświadczyła, że włada poprawnie językiem niemieckim, jednak jej mową ojczystą jest język polski. Natychmiast zaczęły się represje. Wyeksmitowano ją z mieszkania i zatrudniono jako pomocnicę murarza przy budowie huty cynku. Po pewnym czasie zachorowała i lekarz SS-man przeniósł ją do innego zakładu pracy. W końcu pozbawiono ją pracy i wszelkich środków do życia. W tym czasie utrzymywała się z darów ludzi życzliwych. Dotrwała do chwili wkroczenia wojsk sowieckich do Katowic.

Można by o niej powiedzieć, że tkwił w niej niespokojny duch. Była pierwszą organizatorką placówek oświatowo-wychowawczych w Katowicach. Wróciła na poprzednią posadę kierowniczki przedszkola w Katowicach - Wełnowcu. Ponadto powierzono jej magazyn żywnościowy dla dzieci szkolnych i przedszkolnych oraz stołówkę dla 35 nauczycieli. Za tę pracę nie otrzymywała żadnego wynagrodzenia. Władze oświatowe tłumaczyły się brakiem pieniędzy.

W wieku 58 lat zmęczona i wyczerpana przeszła na emeryturę. Należy wspomnieć, że w czasie pracy zawodowej wychowywała i wspierała swych siostrzeńców. Jeden z nich, Marian Dziendziel, został kapitanem Żeglugi Wielkiej. Drugiemu odstąpiła swoje dotychczasowe mieszkanie, a sama wróciła do domu rodzinnego w Szerokiej.

Kiedy zachorowała kierowniczka przedszkola w Szerokiej, pani Waleria zgodziła się na prowadzenie tego przedszkola. Do dziś wspominają tamte czasy jej wychowankowie, kiedy w trudnym okresie PRL-u miała odwagę modlić się z nimi przed i po jedzeniu. Donos o tym fakcie zbagatelizował ówczesny inspektorat szkolny. Ciekawostką jest to, że jej wychowankiem był znany aktor, reżyser i dyrektor teatru w Warszawie - Adam Hanuszkiewicz.

Pani Waleria pozostała w pamięci wychowanków i nas szeroczan jako piękna postać godna naśladowania, ciesząca się niezwykłym szacunkiem i poważaniem. Rokrocznie, już teraz św. pamięci Zygmunt Glanc w imieniu tut. grona pedagogicznego i dzieci szkolnych odwiedzał ją, wręczał kwiaty i składał życzenia.

Oprócz głębokiego patriotyzmu i bezinteresowności cechowało ją ogromne zaangażowanie w pracę wychowawczą. Znamienne są jej słowa: „ W kształtowanie osobowości człowieka, warto wkładać wiele sił, choćby się okazało, że nasz wychowanek był w wyniku naszych działań, tylko godzinę lepszy”.

Helena i Leon Białeccy

Kalendarium Szerokiej

Wiek XI

1000 – 1200 - Można przypuszczać, że Gołęszyce po najeździe Świętopełka- władcy Państwa Wielkomorawskiego na ich wspólnoty rodowe rozproszyli się i szukali miejsca na osiedlenie się. Jedna z grup dotarła na dzisiejsze pogranicze Szerokiej i Gogołowej, gdzie szeroka polana stała się dogodnym terenem na założenie osady. Potomkowie tego słowiańskiego plemienia założyli wieś, nadając jej nazwę Szyroka.

Wiek XII

1150 – Wzdłuż rzeczki Pszczynki wiedzie szlak handlowy od Wiślan na Morawy. W Szerokiej stanowiącej własność książęcą usypano kopiec, który mógł pełnić wartę kontrolną drogi handlowej.

Wiek XIII

1241 – Najazd Tatarów na Śląsk i wielkie spustoszenie tutejszego terenu.

1280 – Na wschód osady Szeroka zamieszkałej przez Gołęszyców wzdłuż rzeczki Pszczynki powstaje nowa osada kolonistów niemieckich przybyłych z Hesji, sprowadzonych przez księcia opolsko- raciborskiego. Przyjmuje nazwę Timendorf – wieś Tima od imienia zasadźcy. Wieś założono na prawie niemieckim.

1290/1291 – Szeroka znalazła się w wyodrębnionym księstwie raciborskim.

1299 – W kręgu księcia raciborskiego Przemysława znajduje się ks. Adam, jego kapelan nadworny jest proboszczem Szerokiej.

Wiek XIV

1305 – W księdze biskupstwa wrocławskiego istnieje łaciński zapis: Item in Siroka et in Gogolow debet esse LIV mansi (W Szerokiej i Gogołowej winny być 54 łany). Gogołowa zajmowała 14 łanów a Szeroka 40. Wówczas szeroczanie i gogołowianie należeli do jednej parafii a według przekazu ustnego kościół znajdował się na terenie Szerokiej przy granicy. Od tych czasów nazwa wsi w dokumentach jest pisana równolegle jako Timendorf i jako Szeroka w różnej formie.

1321 – W dokumencie Leszka, księcia na Raciborzu wymienia się Jana z Timendorfu jako notariusza pełniącego również funkcję proboszcza w Szerokiej.

1327 – Z chwilą złożenia hołdu Czechom prze księcia raciborskiego tutejsze ziemie weszły w skład królestwa Czech, co zostało usankcjonowane póżniej pokojem w Namysłowie przez króla Kazimierza Wielkiego.

1355 – W powołanym archiprezbiteriacie żorskim przez biskupa wrocławskiego istnieje parafia szerocka.

Wiek XV

1405 - Michael Nikolai de Tymendorf - potomek dziedzicznego wójta, założyciela nowej wsi studiuje na uniwersytecie krakowskim.

1407 – Jan z Szerokiej jest zarządcą szerockiego folwarku książęcego.

1411-1412 – W wyniku uprzedniego przekazania ziemi pszczyńskiej księżnej raciborskiej Helenie Korybutównej jako posagu wdowiego została wytyczona granica między Szeroką a Gogołową, będąca równocześnie granicą między księstwem raciborskim a ziemią pszczyńską. Gogołowa pozostała w ziemi raciborskiej a z czasem stała się częścią mniejszego wolnego państwa stanowego wodzisławskiego, weszła też do parafii połomskiej.

1430 – 1433 – Spłonął kościół szerocki w czasie najazdów husyckich, był już pod wezwaniem Wszystkich Świętych.

1447 – W dokumentach archiprezbiteriatu żorskiego Szeroka jest wymieniona dwukrotnie: Bestimsdorf jako gorsza, stara wieś, w przeciwieństwie do nowej wsi Timsdorf, założonej przez kolonistów na wschód od pierwszej.

1474 – 1490 – Śląsk dostał się pod panowanie Węgier.

1490 – 1526 – Śląsk wraca pod panowanie Czech zarządzanego przez Habsburga.

1494 – Książę Kazimierz, pan ziemi cieszyńskiej i pszczyńskiej potwierdza nadania i przywileje szerockich sołtysów: Macieja Brosseg i Bartosza Szajblera.

Wiek XVI

1500 – W Szerokiej oprócz siodłaków istnieje kowal, cieśla i tkacz płótna.

1520 – Wprowadzenie przymusu pańszczyźnianego – jeden dzień w tygodniu.

- Jurek Szajblar wolnym sołtysem zachodniej Szerokiej, a Jan Latoń strony wschodniej.

1520 – 1525 – W centrum wsi obok kopca wybudowano drewniany kościół pw. Wszystkich Świętych z cmentarzem otoczonym parkanem. Żak Walek pierwszym nauczycielem w szkole parafialnej.

1525 – Ufundowanie dzwonu Gwiaździstego, zwanego później Konającym.

1526-1740 – Śląsk razem z Czechami wcielony do cesarstwa austriackiego.

1536 – W urbarzu (księdze praw i obowiązków chłopów) Szerokiej figurują 23 nazwiska gospodarzy-siodłaków o niemieckim brzmieniu.

1548 – Biskup wrocławski Baltazar Promnic właścicielem ziemi pszczyńskiej.

1552 – Trwa spór graniczny pomiędzy pszczyńskim państwem stanowym a wodzisłwskim państwem stanowym o granicę znajdującą się między Szeroką a Gogołową

1560 – Ksiądz Stanisław ostatnim katolickim księdzem przed reformacją zapoczątkowaną przez Marcina Lutra.

1565 – Wprowadzono dla dzieci po ukończeniu 14 roku życia obowiązek pracy na rzecz dworu

1568 – Szeroczanie jako poddani Karola Promnitza, gorliwego zwolennika protestantyzmu według postanowień westfalskich:”Czyje panowanie, tego religia „ pod przymusem przyjmują luteranizm.

1570 – 1620 – Szerocki kościół w rękach protestanckich duszpasterzy.

1572 – Karol Promnitz, pan ziemi pszczyńskiej wykupuje sołectwo Szajblera i po utracie folwarku szerockiego w Gogołowej zakłada dominium w sąsiedztwie kościoła szerockiego.

1580 – Powstaje przysiółek Kąty.

1586 – Pan na Pszczynie wykupuje sołectwo Latonia i dołącza jego ziemię do dominium. Koniec sołtysa dziedzicznego w Szerokiej. Szeroczanie odrabiają pańszczyznę na miejscu.

Wiek XVII

1618 – 1648 – Trwa wojna trzydziestoletnia, zakończona pokojem westfalskim.

1618 – Pierwsze obrabowanie naszego kościoła przez wojska austriackie.

1620 –Ukazuje się dekret cesarza Austrii znoszący zasadę : „Czyje panowanie, tego religia” – następuje rekatolicyzacja.

1628 – Zamknięcie kościoła w Szerokiej z braku katolickich duchownych.

- Żak Andrzej uczy dzieci w lichym budynku szkolnym i odprawia pogrzeby.

1636 – 1824 – Szerocki kościół choć był Kościołem Matką, zostaje przyłączony do kościoła krzyżowickiego- mylnie nazywany jego filią i traci niezależność.

1641 – Wprowadzenie opłat za przeprowadzane bydło przez Szeroką z Polski na Morawy. Było to tzw. myto paśne.

1648 – Szerocki kościół został obrabowany po raz drugi.

Ponowna konsekracja kościoła po odejściu pastorów protestanckich.

1652 – Sprawozdaie wizytacyjne stwierdza, że w kościele są trzy dzwony.

1663 – Dziekan Ottyk najeżdża na gospodarstwo Pośpiecha z powodu ukrywania przez niego pastora Prageniusa.

1664 – Kościół szerocki jest obsługiwany przez księży krzyżowickich, choć większość szeroczan nadal jest wyznania ewangelickiego.

1679 – Urban Połomski - nauczyciel za zgodą proboszcza krzyżowickiego buduje dom i dzierżawi pole płacąc czynsz duchownemu. W budynku odbywa się nauka.

1694 – Zbójnik Klimczok obrabował kościół szerocki.

 Wiek XVIII

1707 – Zawieszenie dzwonu imienia św. Józefa w szerockim kościele za zarządzania ks. Jerzego Augustyna Boscy proboszcza krzyżowickiego i szerockiego.

1738 – Siedzibę książęcego klucza gospodarczego przeniesiono z Wisły Wielkiej do Mizerowa, odtąd niepokorni chłopi byli tam karani.

1740- 1742 – Wojna Prus z Austrią, w wyniku której Śląsk znalazł się w granicach państwa pruskiego.

1748 – Król pruski ustanowił powiat pszczyński, w jego skład wchodzi Szeroka.

1753/54 – Urban Zielonka jako wójt szerocki jest pośrednikiem między panem na Pszczynie a gminą szerocką.

1765 – Przymusowa nauka w szkole w języku niemieckim. Wprowadzono obowiązek szkolny od 6 do 13 roku życia dla chłopców i dziewcząt.

Szeroka liczy 25 siodłaków, 4 wolnych ludzi, jeden zagrodnik, 41 chałupników razem 72 posesje. Karczmarzem jest Wawrzyniec Stencel. Posługę duszpasterską pełnią księża krzyżowiccy, w centrum jest dwór i jedna owczarnia.

1768 – Na kopcu wzniesiono statuę Matki Bożej z Dzieciątkiem.

1775 – Ksiądz Ignacy Skrzyszowski, administrator kościoła szerockiego buduje obok niego dom (przytułek) dla najemników, którzy obrabiali pole proboszczowskie.

1780 – Szeroka liczy 270 mieszkańców.

1785 – Wawrzyn Stencel funduje organy, wykonane przez Antoniego Staudyngera.

1793-1817 – Karol Duda uczy w szkole i jest organistą.

1794 – Powstaje murowana szkoła za nauczania Goluckiego.

1795 – Budowa drugiego domu w Szerokiej dla najemników – należność przeznaczana na utrzymanie kościoła i probostwa.

1796 – Wybudowanie kaplicy św. Jana Nepomucena. Inicjatywa budowy murowanego kościoła dla Szerokiej ks. Ignacego Skrzyszowskiego. Rozbiórka drewnianego kościoła.

 Wiek XIX

1801 – Wymurowano kościół w ciągu 3 lat pod nadzorem mistrza Langera z Głubczyc.

1801 – 1858 – Starania szeroczan o własnego proboszcza.

1802 – Powstanie przysiółka Odpolany. Śmierć ks. I. Skrzyszowskiego.

1803 – Poświęcenie szerockiego kościoła.

1808 – Ufundowanie nowego tabernakulum przez W. Stencla.

1810 – Sedlaczek z Frysztatu wykonał główny ołtarz.

- Zniesiono dziedziczne poddaństwo chłopów.

1816 – Szeroczanie ufundowali obraz do głównego ołtarza artysty Franciszka Froemla z Moraw.

1828 – Kolator- pan ziemi pszczyńskiej wyraził zgodę na wybudowanie murowanej szkoły.

1835 – Tutejsi chłopi odmawiają odrabiania pańszczyzny.

1839 - 1887 – Jan Michał Ryszka kierownikiem szkoły w Szerokiej.

1840 – Powstał folwark Ludwikówka w odległości 1km na południe od dworu.

1846 - 48 – Klęska nieurodzaju i epidemia tyfusu, co piąty szeroczanin umiera z głodu.

1848 – Szeroka ma swój herb – 10 świec na niebieskim tle.

1855 – Gmin (lud) szerocki stawia krzyż przed kościołem w podzięce za uratowanie od śmierci głodowej w czasie epidemii tyfusu.

1858 - Biskup wrocławski zezwala na erygowanie samodzielnej parafii szerockiej.

1860 – Po wybudowaniu probostwa i budynków gospodarczych szeroczanie witają własnego proboszcza ks. Jana Kleinerta.

1861 – Pokrycie blachą bambuły dużej i małej wieży oraz zawieszenie sygnaturki.

1871 – Dzięki staraniom ks. Leona Knappe Berliński Trybunał orzeka dalszy patronat księcia pszczyńskiego nad kościołem szerockim, od którego się uchylał.

1887 – Zakończono uwłaszczenie szerockich chłopów.

1872 – Pierwsze misje św. w Szerokiej przeprowadzone przez ojców franciszkanów z Góry św. Anny (23 kazania w j. polskim, 4 w j. niemieckim).

- Nauka w szkole wyłącznie w j. niemieckim, religia i nabożeństwa w kościele w j. polskim.

1880 - 90 – Budowa drogi bitej z Żor przez Szeroką.

1884 – Pierwsza poczta w Szerokiej.

1886 – Urodził się Henryk Sławik- Przewodniczący Polskiego Komitetu Obywatelskiego na Węgrzech w czasie okupacji. Rozstrzelany w Mauthausen w 1944 r., pośmiertnie odznaczony medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata i Krzyżem Orła Białego.

1891 – Szeroka liczy 962 mieszkańców, w tym 959 katolików i 3 protestantów, obejmuje dwa przysiółki. Dominium wraz z Ludwikówką liczy 96 ludzi.

- W dwuklasowej szkole uczy się 80 dzieci, kierownikiem jest Józef Twardy, proboszczem ks. Piotr Sierla, patronat pełni książę pszczyński. Powszechnie jest używany j. polski. Wieś podlega pod warszowicki rejon policyjny.

1891- 1913 – Pierwsze prace poszukiwawcze pokładów węgla na ziemi szerockiej za czasów hrabiego Hochberga, księcia pszczyńskiego.

- Dokonanie dwóch wierceń na głębokości 1231m i na głębokości 126m. Opracowanie planu górniczego. Przewidywano budowę kopalni na terenie dziś usytuowanego zakładu karnego.

1897 – Powstaje straż ogniowa, założona przez kowala Franciszka Bronnego.

1898 – Na poczcie zainstalowano pierwszy telefon w Szerokiej.

Wiek XX

1902 – Budowa piętrowego budynku szkolnego wraz z mieszkaniami dla nauczycieli.

1904 - 1919 – Feliks Weissmann szerockim wójtem.

1905 – Wieś z przysiółkami Kąty i Odpolany liczy 937 mieszkańców. Dwór stanowi osobną część wsi, liczy 125 ludzi. Dzierżawcą majątku ks. pszczyńskiego w Szerokiej jest Waldemar Stampe. Dwa lat później wieś razem z dworem liczy 1011 ludzi a do czteroklasowej szkoły uczęszcza 280 dzieci.

1910 – Wieś liczy 1052 osoby, a w szkole uczy się 255 uczniów.

1914 – Dobudowano zachodnie skrzydło do istniejącego budynku szkolnego.

1914 -1918 – Trwała I wojna światowa, zginęło 42 szeroczan zaciągniętych do armii pruskiej.

1915 – Wybudowano Organistówkę (dom dla organisty będącym równocześnie kierownikiem szkoły].

1919 – Teodor Buchalik zakłada Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”, przekształcone później w Polską Organizację Wojskową Górnego Śląska.

1919-1921 – Udział szeroczan w powstaniach śląskich.

1920 – W szerockiej szkole odbywa się nauka w j. polskim, zapoczątkowana przez Leona Białeckiego- późniejszego kierownika szkoły w Tarnowicach.

- Poczta została przeniesiona do sąsiedniego budynku kowala Herrmanna. Prowadzi ją jego córka Martyna.

1921 – Urodził się Teofil Herrmann, założyciel i dyrektor Apostolatu Maryjnego na kraj od 1980 r.

- W plebiscycie za włączeniem do państwa polskiego głosowało 96,5 % szeroczan, za pozostaniem w granicach państwa niemieckiego 3,5%.

1922 – Uroczystość z okazji wkroczenia wojsk polskich do Żor z udziałem kilkunastu tysięcy ludzi z okolicy, w tym z Szerokiej.

- Ks. Alojzy Koziełek odprawia uroczyste nabożeństwo jako podziękowanie za przyłączenie Górnego Śląska do Polski.

- Zasadzenie Drzewa Wolności u zbiegu ścieżek do kościoła.

- Konstanty Karosek komisarycznym wójtem gminy Szeroka.

1924 – Założenie w parafii Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej i Sodalicji Maryjańskiej dla dziewcząt.

1925 – Remont wieży kościoła przez Jana Wowrę z Warszowic.

- Na mocy bulli papieskiej utworzono diecezję katowicką, a jej biskupem został August Hlond, późniejszy prymas Polski. Przedtem Śląsk podlegał biskupowi wrocławskiemu.

- Pocztę prowadzi Teodor Buchalik w swoim domu na górnej wsi.

1935- 1938 – Za duszpasterzowania ks. Henryka Jośko, frnciszkanin Faustyn. Herrmann pochodzący z Szerokiej reaktywował III Zakon. Przewodniczącą została Florentyna Paździor.

1938 - Ks. Władysław Kręczkowski proboszczem tutejszej parafii.

– Poświęcenie przelanego w Bielsku Białej dzwonu z udziałem Waldemara Stampe i licznych wiernych.

- Opracowano dokładny projekt kopalni „Szeroka” z zapleczem.

1939 – 1945 – Trwa II wojna światowa wywołana przez hitlerowskie Niemcy.

1940 – Niemiecki urząd gminy i poczta znajdują się na Organistówce.

- Nauka w szkole w języku niemieckim i otwarcie pierwszego przedszkola na dolnej wsi w karczmie „Rojkówka”.

- Aresztowanie kilku szeroczan i ich wywóz do obozów koncentracyjnych.

1941 – 1944 – Krzyżowiczanin Józef Maciejczyk Bűrgermeistrem gminy Szeroka.

1942 – Sporządzenie przez Niemców dokładnej mapy obszaru górniczego ( przeszło 10 km kwadratowych) kopalni o nazwie Timmendorf.

1943 – Niemcy zarekwirowali trzy dzwony na cele wojenne.

- Powstanie tajnej organizacji Związku Walki Zbrojnej (ZWZ) przekształconego później w Armię Krajową (AK).

- Aresztowanie kilku członków AK i rozstrzelanie na Kątach trzech członków tej organizacji.

1944 – 30 żołnierzy włoskich gen. Badoglio po odmówieniu przysięgi wierności Niemcom, przebywa w szerockim dworze jako internowani.

1945 – Szeroka schronieniem dla ewakuowanych ludzi z przyfrontowych terenów.

- 25 marca Sowieci wkraczają do Szerokiej, we wsi toczy się walka z niedobitkami niemieckimi, płonie kilka domów i zabudowań gospodarczych.

- Fabian Michalski wójtem gminy, a po włączeniu Szerokiej do gminy Pawłowice-sołtysem Rufin Sładek.

- Tragiczny wypadek w lesie boryńskim trzech szeroczan pełniących tymczasowo służbę w Milicji Obywatelskiej. Dwaj zginęli od miny, trzeci utracił nogę.

- Parcelacja ziemi dworskiej i utworzenie z resztówki Państwowego Gospodarstwa Rolnego (PGR).

- Reaktywowanie nauki w szkole przez przedwojennego kierownika Tadeusza Migdałka.

1946 – Remont kościoła po zniszczeniach wojennych.

- Według spisu ludności szeroka liczy 1120 mieszkańców- zginęło 90 osób.

- Szeroczanie biorą udział w referendum państwowym (3x tak) w lokalu w Krzyżowicach.

- Kolejni sołtysi: Wilhelm Guzy, Faustyn Piksa, Leon Zygmunt, Józef Szkróbka, Adam Filipowski, Barbara Niemczyk.

1947- Reaktywowanie Kółka Rolniczego.

1947 – Ponowne otwarcie przedszkola wiejskiego – kierowniczką Monika Lamża.

1948 – Po ks. prob. Władysławie Kręczkowskim proboszczem został ks. Jan Michalik.

1951 – Paweł Ździebło kierownikiem szkoły.

1954 - Szeroka i Borynia przesunięte do powiatu rybnickiego i razem ze Skrzeczkowicami powstaje Gromada Borynia z siedzibą w Boryni na Rogatce.

- Szkoły powyższych wsi przeszły pod zarząd inspektoratu w Rybniku.

- Uruchomienie linii autobusowej PKS z Rybnika do Boryni przez Szeroką.

1955 – Utworzono pierwszy punkt lekarski w domu Joachima Weismanna. Przyjmował lekarz ogólny i dentysta, odbywały się szczepienia dzieci.

1960 – Wybudowano nowe probostwo za ks. Jana Michalika.

1963 – Powstał Ośrodek Pracy Więźniów, zamieniony później w Zakład Karny w Szerokiej.

- Jastrzębie Zdrój uzyskuje prawa miejskie.

1964 – Poszukiwanie złóż węglowych na szerockich polach.

- Powstaje Ośrodek Zdrowia w Szerokiej dla Gromady Borynia w dawnej Organistówce. Dobudowano pawilonowe skrzydło dla przychodni dzieci chorych i osobno dla zdrowych.

1965 – Początek budowy domów górnika i osiedla górniczego.

- Przez Szeroką kursuje autobus Katowice- Jastrzębie Zdrój.

- Powstaje Koło Gospodyń Wiejskich.

1966 – Instalacja urządzenia grzewczego w kościele.

1967 – 1978 – Ks. Oswald Reiman proboszczem , dwa lata przedtem administratorem.

– Ponowny remont wieży i dachu kościoła.

1968 – Osiedle górnicze w środku wsi przyjmuje nazwę: Osiedle 1000-lecia.

- Wybudowanie restauracji „Skarbnik” w sąsiedztwie kościoła.

- Z powodu zwiększonej liczby dzieci nauka odbywa się w szkole i dwóch lokalach zastępczych.

1970 – Kolejni przewodniczący Rady Osiedlowej: Maria Kępka, Franciszek Kasprzak, Stefan Woźniak.

- Otwarcie KWK „Borynia”.

- Oddanie do użytku nowej szkoły podstawowej i przedszkola górniczego na osiedlu.

- Otwarcie biblioteki wiejskiej na Bazie Hotelowej.

- Przeniesienie poczty na Bazę Hotelową.

1972 – Nadanie nazw szerockim ulicom.

1973 – Szeroka, Borynia, Skrzeczkowice stanowią niezależną Gminę Szeroka z siedzibą w starej szkole. Wójtem został Roman Mańka.

- Nadanie szerockiej szkole imienia Mikołaja Kopernika.

1975 – Gmina Szeroka włączona do miasta Jastrzębie – Zdrój.

1976 – Oświetlenie ulicy Powstańców Śląskich

1977 - W bramie cmentarza umieszczono tablicę ofiar II wojny światowej, z inicjatywy Teodora Guzego.

- Ośrodek Zdrowia przeniesiono do dawnego Domu Górnika.

1978 -1995 - Proboszczem jest ks. Antoni Łatko.

1979 – Powstaje kolekcja dzwonków ks. prob. Antoniego Łatko

1980 – Obchody 700-lecia parafii.

- Powołanie przy parafii Poradni Życia Rodzinnego.

1980 – 1989 - W celach ekonomicznych i z innej przyczyny na Zachód wyjechały z Szerokiej 53 rodziny.

1981 – Msza ks. biskupa Czesława Domina w koncelebrze księży: A. Łatko i Janusza Kwapiszewskiego wśród górników na kopalni „Borynia”. Poświęcenie sztandaru górniczego.

- Ogłoszenie stanu wojennego w kraju.

1981-1982 - Józef Borowski – dyrektorem szkoły

1982 – Internowanie działaczy „Solidarności” z regionu w szerockim Zakładzie Karnym.

1982-1991- Irena Kasperowicz – dyrektorem szkoły.

1983/84 – Powstanie zespołów folklorystycznych „Druga Młodość” i „Niezapominajki”.

1984 – Zainstalowanie pod zadaszeniem, przed kościołem żelaznych dzwonów otrzymanych z połomskiej parafii.

1985 – Poświęcenie Domu Katechetycznego wybudowanego z inicjatywy ks. A. Łatko.

- SP nr 18 w Jastrzębiu Z. uzyskując pełny charakter świecki, otrzymała zgodę od władz partyjnych na ufundowanie sztandaru szkoły.

1987 – Gazyfikacja naszej dzielnicy.

1989 – Polska odzyskuje całkowitą niepodległość.

1990 – Nieudane starania mieszkańców dawnej gminy Szeroka o odłączenie się od miasta.

- W szerockiej szkole w asyście ks. prob. Łatko zawieszono krzyże i wprowadzono religię jako przedmiot nauczania.

1991 – Mianowanie nowego dyrektora szkoły pana Andrzeja Wyrobę.

- Napad i pobicie ks. A. Łatko na probostwie.

1993 – Wybudowanie muzeum dzwonków

1995 – Ks. Joachim Kloza obejmuje parafię szerocką.

- Przeniesienie poczty na Dom Gónika

1995 – 2001 – Remont probostwa, kościoła i domu katechetycznego

- Otwarcie „Apteki pod ręką” na Osiedlu 1000-lecia.

1996 – Peregrynacja obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej w Szerokiej.

1997 - Poświęcenie sztandaru Ochotniczej Straży Pożarnej za prezesury Ludwika Michalika z udziałem Waldemara Pawlaka, ówczesnego komendanta krajowego OSP.

- Przeniesienie Ośrodka Zdrowia z Organistówki do dawnego Domu Górnika nr 1.

1997 - 2000 – Ukazywanie się gazetki parafialnej „Exodus”.

1998 – Ufundowano 6 witraży w kościele.

1999 – Ośrodek Zdrowia został przekształcony w Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej Praktyka Lekarza Rodzinnego (NZOZ).

2000 – Poświęcenie ołtarza posoborowego i 4 nowych dzwonów przez ks. biskupa Stefana Cichego.

- Żelazne dzwony podarowano do parafii Lędziny-Hołdunów.

- Na Osiedlu 1000-lecia oddano do użytku targowisko.

- Powstaje gimnazjum nr3 w Jastrzębiu Z (Szerokiej). Funkcję dyrektora obejmuje Agnieszka Mazur.

- Przy NZOZ otwarto punkt pobrań wszystkich badań laboratoryjnych.

Wiek XXI

2001 – Z inicjatywy Rady Osiedlowej ufundowano i poświęcono krzyż na Osiedlu 1000-lecia.

2002 – Z okazji 80 rocznicy włączenia Śląska do Polski odsłonięto tablicę pamiątkową na Drzewie Wolności.

- Franciszek Piksa wiceprezydentem naszego miasta.

2004 - Zmodernizowanie, uzupełnienie oświetlenia ulic i iluminacja kościoła.

- Ponowny remont wieży kościelnej.

- Szerockiemu gimnazjum nadano imię Henryka Sławika i poświęcono sztandar.

2005 – Poświęcenie sztandaru szerockich rolników.

2006 – Dotarła wiadomość o ocalałych dwóch szerockich dzwonach zabranych przez okupantów w 1943 r.

- Odsłonięcie tablicy pamiątkowej ku czci Henryka Sławika na budynku starej szkoły.

2007 – Powstanie Zespołu Szkół nr 12 w Jastrzębiu Z. (Szerokiej) obejmujący dawną SP nr 18 i Gimnazjum nr 3 – Dyrektorem A Gałuszka (Mazur).

- Generalny remont kościoła (nowe gonty, malowanie wewnątrz i zewnątrz).

- Eksponaty z muzeum dzwonków zabrane przez ss. loretanki z Warszawy.

- Ochotnicza Straż Pożarna w Szerokiej obchodzi jubileusz 110-lecia istnienia.

- Poświęcenie domu pogrzebowego.

2008 – Przeprowadzenie małej architektury wokół kościoła.

- Powołano Komitet dla Odzyskania Szerockich Dzwonów z Niemiec.

- Mieszkaniec Szerokiej Antoni Lach obchodził 100- letnią rocznicę swych urodzin.

2009 – Budynek muzeum dzwonków własnością prywatną.

2010 - Prace kanalizacyjne w naszej dzielnicy.

- Powódź w Szerokiej.

 

Opracowali Helena i Leon Białeccy

Pamiętna rocznica wydarzeń sprzed 30 laty w Szerokiej

W 2010 roku obchodzimy 30 rocznicę powstania NSZZ „Solidarność”. Powstał on w zniewolonym kraju, znajdującym się w tzw. strefie wpływów Związku Radzieckiego. Był to ruch społeczno-polityczny jednoczący 12 milionów Polaków.

Nim jednak nastąpiły te przełomowe zdarzenia, nasza społeczność szerocka z inicjatywy ks. prob. Antoniego Łatko obchodziła 1980 rok, jako Rok Szerokiej, dla upamiętnienia 700-lecia jej istnienia. Ówczesne władze miejskie nie zainteresowały się tym wydarzeniem.

Dnia 8 maja wspomnianego roku dzwony oznajmiły otwarcie uroczystych dni, a w przemowie szerocki duszpasterz podkreślił zasługi ludzi minionych pokoleń parafii dla zachowania wiary, ojczystej mowy i tradycyjnych obyczajów.

Właściwa uroczystość odbyła się kilka tygodni później. Msza św. na legendarnym kopcu z udziałem tłumów wiernych naszego sołectwa i Osiedla Tysiąclecia zgromadziła tysiące ludzi. Uroczystość zaszczycił swą obecnością ks. biskup dr Herbert Bednorz. W przemówieniu nawoływał mieszkańców do zachowania wiary ojców, a kiedy zobaczył delegację górników KWK „Borynia” wołał: „Domagajcie się wolnych niedziel i sobót, bo sobota wasza, a niedziela Boża”. Nad ludźmi otaczającymi kopiec widniały hasła: „Strzec wiary ślubujemy” „ Siedem wieków wierności Bogu”. Eucharystia odbywała się na kopcu pod krzyżem o wysokości 10 m. Uroczystość zakończono pieśnią „Boże coś Polskę…”a słowa: …Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie” były wołaniem i wyrazem wielkiego pragnienia zgromadzonych tysięcy wiernych..

W tym też roku w różnych regionach Polski pojawiły się protesty robotników przeciw reżimowi totalitarnemu. Hasła i wiadomości o tych wydarzeniach dotarły między innymi na kop. „Borynia”.

A wszystko zaczęło się na kop. „Manifest Lipcowy”. Robotnicy przejęci hasłem: „Trzeba rozwalić tę niesprawiedliwość, innego sposobu nie ma.” Z całą determinacją rozpoczęli protest. Na kop. „Borynia” podobne działania miały miejsce w nocy z 28 na 29 sierpnia. Mimo niepewności, obawy o życie, a nawet możliwości zsyłki na Sybir, robotnicy postanowili strajkować aż do zwycięstwa. W tych krytycznych chwilach na kopalnię przybył ks. Antoni Stych z Jastrzębia Z. a 30 sierpnia na prośbę delegacji górników do robotników przybył ks. Antoni Łatko. Na placu kopalnianym 31 sierpnia odprawiona została msza św., poprzedzona spowiedzią licznych górników. Strajk został zakończony 3 września 1980 r. podpisaniem tzw. Porozumień Jastrzębskich, na kop. „Manifest Lipcowy”. Dnia 10 listopada tego samego roku „Solidarność” została zarejestrowana jako legalny związek zawodowy robotników.

W atmosferze radości i uzyskanej wolności na placu autobusowym naszej kopalni odbyła się 4 grudnia barbórkowa uroczystość ze mszą św., którą odprawił ks. biskup Czesław Domin w koncelebrze księży: A. Łatko, J. Kwapiszewskiego i rodowitego szeroczanina ks. Hieronima Piksy. Poświęcono też sztandar górniczy i odczytano przygotowany list do papieża Jana Pawła II.

Niestety przeczuwane obawy robotników stały się słuszne. W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku ogłoszono stan wojenny, w wyniku którego aresztowano i internowano wiele osób, przebywały one między innymi także w tut. Zakładzie Karnym, od 13 grudnia do 17 marca 1982 roku.

Strajk na KWK „Borynia” trwał mimo zapowiedzianej totalnej pacyfikacji kopalni. Co pewien czas przyjeżdżały wozy pancerne ZOMO pełne wojska, zawracały przed ufortyfikowaną bramą, jechały dalej ulicami, siejąc strach wśród mieszkańców Szerokiej. W tej sytuacji mimo silnego mrozu 17 grudnia ks. prob. A. Łatko z wikarym udali się do dyrektora kopalni, by umożliwił im spotkanie z komisarzem, który zarządzał zmilitaryzowanym zakładem wydobywczym. Pomiędzy duchownym a pułkownikiem zaczął się dialog. Rozmowę rozpoczął ks. prob. Łatko.

- Generał Jaruzelski zwracając się do narodu w dniu 13 grudnia rozpoczął swą odezwę od słów: „Siostry i bracia”. Otóż chcielibyśmy z naszymi braćmi porozmawiać, bo uważamy, że czołgami na braci iść się nie powinno.

- Górnicy są uzbrojeni – odpowiada na to komisarz.

- My nie jesteśmy żołnierzami, ale sądzimy, że pręty żelazne, które są w posiadaniu górników do uzbrojenia nie należą.

- A po co chcą księża udać się do górników?

- Nie chcemy zachęcać ich do kontynuowania strajku, ale nie mamy również zamiaru namawiać ich do jego przerwania, o tym niech zadecydują sami. My chcielibyśmy prosić o umożliwienie odprawienia mszy św.

- To jest niemożliwe odparł komisarz.

- Prosimy więc o umożliwienie udzielenia górnikom absolucji generalnej, sytuacja jest taka, iż nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak może się zakończyć.

- To może górników tylko zachęcić do kontynuowania strajku – ostrzegł komisarz.

- Wobec tego wracamy do domu – odparli księża.

Do rozmowy włączył się dyrektor kopalni: - Uważam, że księża powinni się spotkać z górnikami -.

Księża zaproponowali odczytać górnikom przemówienie Ojca Świętego wygłoszone na placu św. Piotra w Rzymie.

- Papież tu na miejscu powiedziałby co innego – wtrącił komisarz.

Co w końcu po trzech godzinach rozmowy zadecydowało, że komisarz wyraził zgodę, by księża poszli do górników? Obecny przy rozmowie kapitan SB w pewnej chwili ujawnił, że Katowice kazały się wstrzymać z atakiem na „Borynię”. W tym momencie komisarz wstał, jak gdyby spadł mu kamień z serca i powiedział: - Niech księża idą do górników.

Dzięki aparaturze nagłaśniającej ks. prob. A. Łatko przemówił do górników: „Byliśmy z wami w dniach strajku w roku ubiegłym, byliśmy w czasach „Solidarności, chcemy być i teraz w tym trudnym czasie, wyjątkowo trudnym. Przypominamy wszystkim bez względu na to, czy się to komuś podoba czy nie, że największym przykazaniem jest przykazanie miłości. Nam wierzącym obca być musi nienawiść i zemsta. Tym mamy różnić się od tych, którzy nie wierzą. Zacytował też słowa Prymasa Wyszyńskiego: „…każda głowa, każda para rąk bezcenne będą dla odbudowania tej Polski, jaka będzie i jaka być musi po zakończeniu stanu wojennego.”

Po tych słowach kapłan udzielił zgromadzonym na placu górnikom absolucji generalnej (rozgrzeszenia). Następnie po rozmowie z górnikami, z ks. wikarym J. Kwapiszewskim wrócił na probostwo.

Mimo groźnej sytuacji strajk okupacyjny trwał. Kierował nim Ryszard Będkowski wspierany przez Krzysztofa Zaniewskiego. Przystąpiono do wzmacniania i rozbudowy barykad, uzbrajano się w dzidy, kilofy i siekiery. Przygotowywano koktajle Mołotowa, a lonty połączone z wielką cysterną benzyny sterczały pod kopcem pokrytym śniegiem. Helikopter stale krążył nad kopalnią i rozrzucał ulotki wzywające do poddania się. Pewnej nocy niepostrzeżenie od strony północnej, tam gdzie biegną tory kolejowe, liczne oddziały ZOMO wtargnęły na teren kopalni i opanowały ją.

Ryszard Będkowski oddał się do dyspozycji organów ścigania, czekała go rozprawa sądowa w trybie doraźnym. W 1982 r. skazano go na karę 4 lat i 5 m-cy pozbawienia wolności. Ukarano również jego pomocników Józefa Grębowskiego, Krzysztofa Zaniewskiego i wielu innych.

Tak zakończył się pierwszy zryw walki w obronie godności i praw człowieka na naszej kopalni powstałej na ziemi szerockiej.

 Leon Białecki

 

Życie szeroczan w wiekach XIII i XIV w świetle dokumentów

Trudno powiedzieć od kiedy zamieszkał w Szerokiej pierwszy człowiek, a właściwie pierwsi ludzie, bo w bardzo odległych czasach jeden człowiek, zagubiony w odwiecznej puszczy nie miał szans przeżycia. Z pierwszej nazwy naszej wsi, zapisanej jako SIROKA, dowiadujemy się, że pierwsi tutejsi mieszkańcy pochodzili z plemienia Gołęszyców i mówili gwarą podobną do naszej, obecnej. Można powiedzieć, że wywodzili się z polskiego plemienia.

Pewne przesłanki świadczą o zamieszkaniu tutejszych stron przez ludzi w czasach pogańskich. Kościół w Szerokiej istniał już na pewno w XIII wieku, bo w dokumentach jest zapisany ks. Adam jako proboszcz szerocki w roku 1299 r. Z zachowanych zapisów z roku 1447 dowiadujemy się, iż kościół stojący dawniej blisko granicy z Gogołową był poświęcony Wszystkim Świętym. Zaś naukowcy twierdzą, że stare kościoły pod wezwaniem Wszystkich Świętych powstawały na miejscach kultu pogańskiego, bowiem przy wprowadzaniu chrześcijaństwa wielość bóstw pogańskich zastąpiono świętymi, których Kościół już zdążył wtedy wyświęcić całe rzesze.

A ilu mieszkańców liczyła Szeroka w swych początkach? Na to pytanie też trudno odpowiedzieć. Nie wiemy również, którą część obecnej Szerokiej zajmowali i jak żyli. Wiadomo jednak, że ludzie osadzeni na prawie polskim oddawali panu powinności w formie mieszanej, produktowo-pieniężnej. Prowadzili gospodarkę naturalną, charakteryzującą się samowystarczalnością. Przy uprawie ziemi stosowali dwupolówkę. Wiemy, że w drugiej połowie XIII wieku było ich w Szerokiej niewielu i nie mogli obrobić terenu całej wsi. Prawdopodobnie na ich małą liczebność wpłynął najazd tatarski w 1241 r. obracający śląskie wioski w perzynę, a także różne zarazy i głód o zasięgu lokalnym i ogólnoeuropejskim nękający ludzi średniowiecza. Umierały przede wszystkim niemowlęta. Z historii Śląska wiadomo, że przed rokiem 1350 na Śląsku zaginęło kilkaset miejscowości.

Książę Władysław Opolski, pan tutejszej ziemi, pragnął mieć ze swoich dóbr w ziemi raciborskiej jak największe korzyści, które mogła mu przynieść tylko ziemia uprawiana przez człowieka. Skąd wziąć ludzi, zastanawiał się? Doradcy podpowiedzieli mu o przeludnionych wsiach na terenach obecnych Niemiec. Książęta śląscy już od dawna utrzymywali kontakty z Zachodem. Wysłał zatem swoich ludzi, by nakłonili niemieckich rolników do przeniesienia się w nasze strony, obiecując im długie lata wolnizny ( nawet do 24 lat), czyli zwolnienia z wszelkich podatków. Do Szerokiej udało się zwerbować gospodarzy z górzystej Hesji. Udokumentowano to na podstawie wielkości wiertela, jakiego używano w Hesji do odmierzania zboża. Takiej miary używali szeroccy koloniści. Tutaj do ich przyjazdu używano mniejszego wiertelika. Przybyłych osadników osadzono na prawie zachodnim. Każdy kolonista otrzymał po jednym łanie frankońskim (24,2 ha) a ich przewodnik ze specjalnym przywilejem od księcia, zwany zasadźcą, później zostawał sołtysem i otrzymał tych łanów kilka. Łany powstały na nowiznach więc trzeba było wykarczować las pod rolę. Powstała wieś czysto rolnicza. Prawdopodobnie rolników z Hesji przybyło kilkunastu. A łanów w Szerokiej było 40. Część z nich zajęli dotychczasowi mieszkańcy, władający polskim narzeczem, a reszta została przyznana przybyszom. Nazwano ich łannikami. Na przestrzeni lat 1250 – 1280 na 94 wsi na Śląsku tylko 14 w całości lub w części (jak u nas) zostało założonych na poprzednich pustkowiach w ramach kolonizacji. Szeroka stała się jedną z 14 wsi założonych przez kolonistów niemieckich.

Zazwyczaj przy zakładaniu wsi na prawie zachodnim w środku wsi zostawiano jeden łan dla Kościoła, tzw. łan proboszczowski. W Szerokiej ten łan użytkował początkowo z pewnością sołtys, a pierwszym tutejszym sołtysem został Tim (skrót od imienia Tymoteusz). Lany były położone po obu stronach drogi wzdłuż Pszczynki. Po obu stronach tej rzeczki zostawiono szerokie błonia a zabudowania gospodarskie postawiono w pewnym oddaleniu od wilgotnych, grząskich łąk. Areał wsi pokrywał się z jej dzisiejszą powierzchnią.

Przy kościele blisko Gogołowej znajdował się pewnie tylko niewielki grunt pod sam budynek sakralny i pod cmentarz, który założono na polu nisko położonym, w pewnym oddaleniu w stronę obecnej drogi prowadzącej na kopalnię. To miejsce do dziś nazywa się grzebełko. Pierwsi, średniowieczni kapłani dostawali probostwa, w których nie zawsze mieszkali. Proboszczowie odwiedzali swoją parafię od czasu do czasu. Przyznane im probostwo było ich źródłem dochodu, więc przy okazji nawiedzenia swojej parafii nie tylko odprawiali Mszę św. i duszpasterzowali, ale zbierali także przysługujące im daniny. Proboszczowie szeroccy tamtych czasów przy odwiedzinach swojej parafii zatrzymywali się z pewnością u sołtysa, który był zobowiązany do zebrania wszelkich należności od mieszkańców wsi zarówno dla pana jak i proboszcza. Domyślić się należy, że pierwsi księża przybywali konno, gdyż ówczesne drogi wiejskie było trudno inaczej przejechać w niektórych porach roku. Mogło jednak być inaczej i już ksiądz Adam, kapelan księcia raciborskiego mógł najpierw służyć księciu, a po otrzymania parafii szerockiej, służył już stale na miejscu. Jak sprawa przedstawiała się na pewno, brak informacji źródłowych.

Koloniści znali tylko język niemiecki. Ciężko było im się porozumiewać z polską ludnością tubylczą. Ta bariera językowa utrudniała z pewnością nawiązywanie kontaktów między nimi. Niemieccy osadnicy nazwali swoją wieś Timmendorf od imienia swego zasadźcy, a mieszkańcy polscy nazywali swoją wieś nadal gwarowo: Szyroka. Tu muszę zaznaczyć, że obie nazwy utrzymały się przez wieki, choć w zapisach w języku niemieckim z roku 1447 figuruje nazwa Timsdorf jako określenie wsi osadników niemieckich i nazwa druga – Bestimsdorf, określająca mieszkańców gorszych, tych ze starej polskiej wsi. Dlaczego uznawano Polaków za gorszych? Bo już wtedy Niemcy przewyższali ich kulturą materialną. Niemcy budowali solidniejsze zagrody, ogrodzenia. Do przechowywania zboża i słomy mieli już stodoły. Aby przeciwdziałać kradzieżom zamykali wszystko na klucz. Co ciekawe, razem z kolonistami niemieckimi przywędrowały do nas opowiadania o krasnoludkach i skarbniku, duchu podziemia a także meszne, czyli opłata za odprawione msze.

Pierwotnie sołtysostwo było dziedziczne i przechodziło z ojca na syna lub córkę. Sołtys należał jednak do stanu chłopskiego i choć bogactwem dorównywał niejednemu zbiedniałemu szlachcicowi, nie można go było tytułować panem. Mieszkał w domu budowanym z belek na zrąb o dwóch izbach - czarnej i białej, podczas gdy pozostali chłopi budowali chaty jednoizbowe z sienią lub bez. Ściany wzmacniano pionowymi słupami. A skąd nazwa izby czarnej? Otóż w owych czasach na wsiach istniały tylko chaty kurne i dym z paleniska zanim wydostał się przez otwór w szczycie domu na zewnątrz, zdążył osmalić ściany, które stały się czarne. W izbie białej, przeznaczonej dla gości i interesantów, i do przechowywania ksiąg dziedzinnych nie palono i ściany nie były okurzone.

W izbie czarnej o wymiarach 3m x 5,5m w rogu stały żarna, beczka z piwem i beczka na wodę a pod jedną ze ścian znajdowały się legowiska zrobione ze słomy nakrytej wilczymi skórami. Pod stołem stojącym przy drugiej ścianie i pod ławami przechowywano garnki. W jednym rogu stał piec z odkrytym paleniskiem. Obok chaty budowano pomieszczenia dla zwierząt oraz budowle naziemne do przechowywania żywności dla ludzi i zwierząt. Jako ściółkę pod zwierzęta hodowlane stosowano już słomę ścinaną wielkim sierpem ścinającym nie tylko kłosy. Słano też jeszcze mchem i trawą. Już wtedy chaty od strony południowej oplatało wino, a w ogrodach przydomowych rosły drzewa owocowe, w tym nawet brzoskwinie. Na polach uprawiano cztery gatunki zbóż – orkisz, żyto, jęczmień owies, a także tatarkę i proso oraz len, a zamiast ziemniaków, wtedy jeszcze nieznanych - rzepę. Jedzono ją surową lub podpieczoną. Pola uprawiano sprzężajem, do orki radlice i kroje stosowano już żelazne. W przydomowym ogródku siano groch, bób, soczewicę, ogórki i chmiel. Niemcy rozwinęli większą hodowlę zwierząt domowych niż tubylcy. Mieli nie tylko więcej mięsa, tłuszczów, ale też więcej obornika pod uprawy, przez co większe plony. Mieli też drób, korzystali z rybołówstwa i z miodu z barci leśnych. Z dobrodziejstw lasu, łąk i wód mogli wszyscy korzystać. Rolnicy osadzeni na prawie niemieckim płacili panu czynsz w zbożu i pieniądzach. Niektórzy z nich trudnili się dodatkowo kowalstwem, garncarstwem, kołodziejstwem i bednarstwem. Obowiązkową dziesięcinę na Kościół składano w miodzie, zbożu a później dawano co dziesiąty snopek. Co kilka lat dochodziło świętopietrze w wysokości 1 denara od rodziny.

Sołtys miał prawo do 1/6 części czynszu pobieranego od chłopów dla pana i do 1/3 części dochodów z kar, które sam nakładał na wioskowych przestępców. Zatem w jego rękach i w rękach dwóch przysięgłych ławników spoczywała władza sądownicza I instancji. Ławników obierał ogół gminy, czyli gromada. Sołtys musiał być na tyle światły, by móc prowadzić księgi dziedzinne, zawierające sprawy gminne. Umiejętność prowadzenia tych ksiąg przekazywał swoim następcom. A jak w owym czasie dochodziło się do przywództwa i bogactwa? Człowiek znaczący, musiał mieć większe zdolności niż przeciętny, lepsze zdrowie i wyróżniać się pracowitością. Najbogatsi z chłopów posiadali 4 woły i 2 konie, średnio bogaci 2 woły i 1 konia. Biedni własne pole uprawiali cudzymi wołami a najbiedniejsi uprawiali cudze pole cudzymi wołami.

Własność szerockiego sołtysa zaczynała się prawdopodobnie od łanu, na zachód od łanu proboszczowskiego czyli od dzisiejszej ul. M. Reja. A miał tych łanów kilka. Sołtys nie obrabiał sam swojego pola, ale uprawiali mu je inni siodłacy swoimi lub jego wołami. Z dokumentów wiadomo także, że miał prawo zakładania stawów, prowadzenia karczmy i młyna. Tego ostatniego za czasów sołtysów dziedzicznych w Szerokiej nie było. Warunki nie sprzyjały budowaniu młyna wodnego, bo Pszczynka przez równinną Szerokę płynęła wolno. Szeroczanie korzystali z pewnością z przemiału w młynie gogołowskim, skrzeczkowickim, później także w boryńskim. Za to karczmę sołtys prowadził na pewno. Pierwsza karczma musiała stać w pobliżu Pszczynki, bo pierwszą studnię we wsi wybudowano później, a karczma bez wody nie mogłaby funkcjonować, bo była także zajazdem, w którym podróżni zatrzymywali się, by się posilić i napoić konie a nawet zostać na noclegu. Sołtys założył też kilka stawów rybnych. Dużo częstsze posty w średniowieczu sprzyjały hodowli ryb. Na obrzeżach wsi sołtys miał własny las, z którego sprzedawał drewno na budowę zabudowań. O ten las sołtysi prowadzili spór z panami szlachcicami, którzy lekceważyli prawa sołtysie i panoszyli się w nim jak w swoim. Chociaż sołtys miał pewne prawa wobec mieszkańców wioski, którą zarządzał, jednak był poddanym swego pana na Raciborzu, później pana na Pszczynie.

Helena Białecka